10 lut 2014

Po łikendzie

Zawsze myślałam, że jak ma się koszmar senny, to jak się człowiek obudzi, a potem znowu zaśnie, to reszta nocy upłynie spokojnie. 
Tak sobie wmówiłam jak byłam dzieckiem.
Serio. 
I nawet działało. Jedna noc - jeden koszmar.
Tymczasem okazuje się, że w życiu dorosłym niekoniecznie ta zasada się sprawdza. 
Póki jeszcze mam się czym denerwować, to nawet rozumiem, ale np z piątku na sobotę przerobiłam trzy koszmary bez wyraźnego powodu i zamiast w sobotę spać do oporu (czyli w moim przypadku do ok.7) to obudziłam się przed 5 i po spaniu. 
Najpierw śniło mi się, że byłam z Gutkiem w domu, zostaliśmy sami na noc.
Ten dom był trochę inny niż nasz, właściwie to całkiem inny, ale to nieważne, bo to był nasz dom. I ktoś się zaczął włamywać. Uciekliśmy z Gutkiem na poddasze, a ja nie byłam w stanie wybrać nr telefonu na policję bo cały czas mi się wyłączał.... Ci włamywacze to była banda naćpanych nastolatków, kazałam się Gutkowi schować i nie wyłazić pod żadnym pozorem, oczywiście wylazł, a ja tak się zaczęłam wydzierać na nich, że aż się obudziłam. 
Drugiego snu nie pamiętam.
Trzeci natomiast to był pogrzeb mojego taty. Masakra. Nie mogłam tchu złapać, jak już gały otworzyłam. 

Dzisiaj też coś nie teges było, ale nie pamiętam co. Znowu pobudka w okolicach 4, na szczęście udało mi się jeszcze zasnąć.

*

Tymczasem należy odnotować fakt, że wczoraj - 9 lutego 2014 było u nas 14 stopni, świeciło piękne słońce i nawet rozegraliśmy z M rundkę badmintona (tak to się zapisuje?), dopóki nam lotka nie zdechła, w sensie dopóki nie pogubiła wszystkich "piórek" ;)
Wpadł też Murzyn na chwilę, coby pośmigać za piłką i schrupać to i owo. Murzyn, to właściwie jest już taki nasz. Codziennie wpada, codziennie mi szybę w salonie smaruje nosem i łapami i ogólnie my się o nim już wyrażamy jak o swoim, tzn. "nasz piesek" etc. 
Szykujemy się do ogrodzenia całej działki (wiosna/lato) i zaczynam szukać miejsca na schadzki z moją psinką (bo on jednak ma swój dom i po odbębnieniu wszelkich rytuałów posiłkowo-pieszczotowych wraca do siebie).

*

A jeszcze mi się przypomniało, że machnęliśmy sobie z M w weekend dwa filmy. 
Jeden to Avatar.
Wiem, wiem, z deczka opóźniona jestem, ale generalnie takie bajki mnie zazwyczaj nie ruszają. A że nadarzyła się okazja to obejrzałam. No i musze przyznać, że podobało mi się, choć w życiu bym się nie spodziewała.
A drugi film to The Vow (na jutjubie jest jakby co;) 
Też jestem opóźniona i pewnie już większość widziała, ale jak się uląkł jakiś człowiek co nie widział, to niech obejrzy bo fajny. Ino troszku płakałam :)


No to tyle na dzisiaj.
A nie, jeszcze jedno.
Ale Stoch dał czadu, nie? :))))))))))

12 komentarzy:

  1. Dał, dzięki Bogu. Hip hip hura.

    Avatara moi oglądali swego czasu dzień w dzień... Ja z nimi tak z doskoku. Nigdy całego, ale mogę powiedzieć, że i mnie się podobał.

    14 stopni??? Nieeee, u nas tak w okolicach 0, +2, 3... Chlapa i papaciajda, słowem. Resztki brudnego śniegu się topią i byłoby to OK, gdyby nie moja obawa, że zima jeszcze może wrócić. Czy wróci?



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo my Asiu na dwóch różnych biegunach mieszkamy :) Ty na zimnym, a ja na najcieplejszym w kraju :)
      Zima pewnie wróci, nic w przyrodzie nie ginie, a i równowagę trzeba zachować. Dzisiaj już mamy prawdziwą jesień. Ciemno, pada, wieje i głowa mnie boli ;)

      Usuń
  2. Mi się zdarzyło, że po przebudzeniu się w środku nocy z powodu koszmaru - zasnęłam po parunastu minutach i sen się kontynuował (ten koszmar). To chyba gorsze niż problem z zaśnięciem.


    Pogoda u nas też fajna, ciepło, słonecznie (chociaż wczoraj coś tam popadało deszczykiem ale słabiutko) i w ogóle zdaje się, że wiosna ruszyła pełną gębą, aż w szoku jestem, bo słyszałam, że na przełomie lutego/marca ma wrócić zima i nie mogę w to uwierzyć.
    Trochę mi szkoda, bo chcieliśmy na narty jeszcze wyskoczyć ale najwyżej poczekamy do następnego sezonu.
    Martwię się tylko by ta lekka zima nie odbiła się czkawką w tym nowym sezonie. Jak będzie powtórka z 2005 roku i do tego dłuższa to masakra...

    Avatara to chyba nawet Gutek może obejrzeć (nie wiem jak jest mocny emocjonalnie) bo film niesie ważne przesłanie choć jest ono ubrane w piękną grafikę i miłosną fabułę to jednak czegoś uczy. Chciałabym się znaleźć w tym świecie !!!


    A Stoch fakt: Latający Polak ! :) Zapracował na ten medal !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ooooo, tez raz tak miałam, że ciągnęłam jeden sen, u mnie to nie był na szczęście koszmar, ale jakiś tradycyjnie zakręcony z przygodami etc. ;)
      Też słyszałam, że pod koniec lutego znowu mrozy. To wszystko dziwne takie, kwiatki mi się przebijają spod ziemi, czosnek wschodzi.... pewnie cała przyroda aż buzuje pod ziemią i we wnętrzach gałązek, jak tak teraz znowu wielka zima wróci to nie wiem....

      Gutek był z nami w pokoju jak leciał avatar, ale nie był zainteresowany filmem. Dla niego to wciąż za długo, ciężko mu obejrzeć bajki takie dłuższe w kinie, a co dopiero film, trwający 3 godziny ;) Kiedyś mu na pewno podsunę, bo fajny i przesłanie ładne.

      Usuń
  3. tragedia :/ współczuję !
    też miałam ostatnio zły sen....ale ponoć sny się tłumaczy na odwrót :D

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas już pare hmmm nie,parenaście dzionków tak ciepło,prawie tak bo ok.10-12 st:))okna se już wszystkie machnęłam,bo grzech byłoby nie:)))Dzieciory na dworze buszują aż miło...achhhh,wiosno przybywaj:))A Stoch rewelacja......se pokrzyczałam,jak kiedyś na moich ukochanych meczach piłkarskich za młodu;)Kiedy to byłoooo...Buźka;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o wooow, to Ty zaszalałaś z oknami :) Ja jakoś nie mogę się przełamać, bo są strasznie brudne i wiem, że dużo pracy mnie czeka;)

      Usuń
  5. Stoch mnie zaskoczył! Bardzo! Pozytywnie! Kurde, jestem dumna, że jestem polką!

    Mysko, ja też miałam okres naprawdę ciężkich, niedobrych snów... Przeszło za jakiś czas :* śpij dziś dobrze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie nawet nie zaskoczył. Czułam, że da czadu :)
      dzięki, dzisiejsza noc już lepiej :)

      Usuń
  6. my robimy ogrodzenie od jesieni, teraz zima więc nic z tego, ale przy moim mężu nie wiem czy my to ogrodzenie postawimy, ciągle zmiany koncepcji....już przyzwyczaiłam się do braku ogrodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. eeeee, no to i tak nieźle jak od jesieni. My się 3 rok grodzimy :) Ale teraz to już na pewno. To nasz cel na ten rok :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...