10 paź 2018

O PĘDZIE

Pech chciał, że wzięłam wczoraj zbyt szybki prysznic.
Nie zdążyłam zaparować sobie wielkiego lustra, które mam naprzeciw wanny i moim oczom ukazał się pełen obraz mego brzucha.
Pełen to bardzo dobre określenie.
Doprawdy.... te hektolitry lodów, które wchłonęłam w ciąży z Kiwulką dały znać o sobie TERAZ.
Wcale tak wiele nie przytyłam - 14 kilo na plusie w punkcie kulminacyjnym, z czego trza niemal 4 odliczyć na Prezesową, do tego dochodzą wody, łożysko etc.
Tak sobie przynajmniej tłumaczę....tłumaczyłam do tej pory.... bo w zasadzie jak tak patrzę z góry to niby nie jest źle....ale to z góry. Jak ujrzałam od frontu i z boku toooo....... upssss.
Nie czarujmy się, sport lubię.... owszem..... w telewizji oglądać.
Więc nie wiem.
Zostanie mi tak?
Lodów już nie jadam.... żeby było jasne.
Bo ja tak naprawdę lodów to nawet nie lubię.
Wiem jak to brzmi, ale serio..... nie wpadam na pomysł, żeby kupić sobie lody tak sama z siebie, nawet przy dużych upałach. No a w tym roku......uuuuuu, proszę państwa.......potrafiłam się zamknąć w kiblu z całym pudełkiem "lodów jak dawniej" i zeżreć wszystko sama.
To tak jak z Gutkiem. Tylko, że przy nim opychałam się plackami ziemniaczanymi, których wcześniej nie lubiłam.
O i tak.

Poza tym co?
Obudziłam się dzisiaj o 05:06.
Właściwie to zerwałam się o 05:06
Nie mogłam oddychać.
Śniło mi się, że porwali mi ze szpitala Kiwulkę. Nikt jej nigdzie nie mógł znaleźć.
Masakra. Od razu po przebudzeniu położyłam ją obok siebie i całowałam pućki.....dopóki się nie obudziła, co nastąpiło niewiele później. Obudziłabym zmarłego tymi czułostkami.

No a poza tym leci.
Szkoła, angielski, szkoła, basen, szkoła, angielski, szkoła, ministranci, szkoła, mnóstwo zadań domowych i tak w kółko....popołudniami to my się ze starym tylko zamieniamy samochodami, tudzież Prezesową przekazujemy sobie z rąk do rąk. Ona póki co z zajęć dodatkowych nie musi korzystać.
Ale serio.... ja też jako dziecko chodziłam na angielski dwa razy w tygodniu plus dwa razy w tygodniu na tańce, przez długie lata, ale to wszystko miałam na miejscu, przez ulicę wystarczyło przejść.
A teraz?
Wszędzie trza wozić, przebijać się przez miasto, stać w korkach....masakra jakaś.
Ja nie wiem czy ten pęd dobrze robi naszym dzieciom na psychikę. Serio.
No ale chce....
No to jak chce, to niech chodzi.

W zeszłym tygodniu mój tato miał wypadek samochodowy. Ktoś inny go spowodował. Nic mu się nie stało na szczęście, ale auto do kasacji. tak tamten pędził.

Tymczasem ja pędzę uprać prześcieradło bo mi Prezesowa niespodziankę zafundowała przed chwilą. Sięgnęłabym po podkład, ale nic nie wskazywało na to, że tak nagle coś wyskoczy ;)
Taka kupa.....

Co robicie na obiad dzisiaj?
Mam gulasz z wczoraj...... może by tak placków usmażyć, skoro była już o nich dzisiaj mowa?
hmmmm

PS
Obchodziliśmy ostatnio z M 12 rocznicę ślubu - jedwabną (tak mi interenty podpowiadają).
Może być i jedwabna. Bardzo szlachetny materiał.
Podoba mi się. 

25 wrz 2018

RÓŻNIE TAK

Wpis z wczoraj:
Ku pamięci muszę odnotować fakt, że nasza Prezesowa pierwszy raz uśmiechnęła się świadomie 3 września roku Pańskiego 2018.
Do mnie oczywiście.
Zapewne nie bez znaczenia pozostawał fakt, że Gutek pognał do szkoły i w końcu mogła się wyspać spokojnie...nikt ją nie budził całusami i przytulaniem. 
A że mamy dzisiaj już 24 września to w zasadzie nasza Pani Prezes śmieje się co i rusz. 
(np. w okolicach 4 rano było jej bardzo wesoło, zaraz po tym jak sobie pojadła, następnie bekła)
Poza tym spałam dzisiaj 4 godziny.
Właściwiej byłoby napisać 4 razy po jednej godzinie. 
Masakra jakaś.
Te wiatry są cudowne.
Generalnie nie wychylam się na zewnątrz, gdyż albowiem boję się, że mnie porwie. 
Oczywiście rano prądu nie miałam na dole (jedną fazę mi wywaliło w kosmos) w związku z tym trzeba było popodpinać się do przedłużaczy, coby kawy zaparzyć tudzież innej herbaty.

Taką ostatnio rozmowę toczyliśmy:
M: 18-ty września to bardzo ważna data
Ja: czemu?
Gutek: 18-tego Kiwulka kończy dwa miesiące przecież - odpowiada pewnie Gutek
M: yyyyyyyy.....no też - słychać w głosie, że nie o to loto
Ja: 18-tego idziemy na szczepienie - odpowiadam informacyjnie, bo pewnie zapomniał
M: yyyyyyyyyy.....hmmmmm - też nie o to loto
M: 18-tego, Myska, przelewam aroniówkę
Wot chłop.

Capnęłam więc jedną maleńką arońkę z tej aroniówki nim stary zdążył zareagować i uprzedzić.  
Przysięgam, jakbym kielonek spirytusu wychyliła, taka naprocentowana cholera.
Malusia, niewinna zaraza.
Aroniówki skosztuję jednakowoż gdy odessę ssaka.
Pachnie wybornie. Na przeziębienie będzie jak znalazł.

Teraz tak.
Byliśmy z Prezesową na badaniach tego 18-tego, nie?
5780 ważyła, kończąc dokładnie 2 miesiące.
Już wiem, czemu mnie tak plery ostatnio bolą. 
Na razie jej jedzenia żałować nie będę, żeby nie było...
Ale potem dietka ;)
Żartuję.
Gutek też tak miał.....najpierw pućki i fałdki, a zaraz potem cienki i długi. Teraz to typowy szczypiorek. Choć je więcej ode mnie. Dużo więcej. Zaglądamy mu czasem do kieszeni, żeby sprawdzić, czy tam jedzenia nie upycha.

Wpis z dzisiaj:
Tyle zdążyłam wczoraj spłodzić (było jeszcze "A tak z innej becz" - ale mi wywaliło internety, a teraz już nie pamiętam co autor miał na myśli ;)

Więc publikuję to co jest i lecę robić obiad bo pasuje się pomału za szafy brać, krótkie gacie pochować no i ubrania ciążowe trza by gdzieś na olx wystawić tudzież inne allegro. 
Ale najpierw obiadek i szafa Gutka

A!
Ładne miałam pelargonie?
No.
Po tych wiatrach została 1/3 z tego.
Bu :(

13 wrz 2018

DZISIAJ W PUNKTACH

1. Mam zająca.
W ogrodzie.
Kilka dni temu M go przegonił z warzywnika. Tudzież zając przegonił M. 
Nie wiem kto kogo. Żaden nie chciał się przyznać.
M pojawił się nagle na tarasie, zając zaś zniknął w tujach.
No więc przez kilka dni zostawiałam bramę otwartą, coby szarak pierzchnął, a tu dzisiaj rano okazało się, że dalej kica. 
I teraz mam pytanie. Czy istnieje ryzyko, że mi drzewka i krzaczki poobgryza? Czy może najpierw doje warzywa? I czy jak go dobrze utuczę, a potem przerobię na pasztet, to ktoś mnie będzie za to ścigał?

2. Dowiedziałam się ostatnio, oglądając telewizję śniadaniową, że ombre vel sombre jest już niemodne.
Myślałam, że choć raz będę na czasie.
Raz.
I co?
I dupa.
Spóźniłam się nieco z tym kolorem.
A właściwie jego brakiem.
Teraz już na pewno muszę pofarbować.
I nad grzywką się zastanawiam.
Prosta? Na bok? Krótka nad oczy? Dłuższa? Seppuku? 

3. Jesień idzie.
Uwielbiam takie późne lato/wczesną jesień. Najbardziej w świecie. Upał już nie chce mi wypalić gałek ocznych, a wciąż jest ciepło. 
Wczoraj, wychodząc na taras wlazłam w babie lato twarzą!
Tak sobie tłumaczę, że to było babie lato, a nie żywa pajęczyna, bo też są produkowane ostatnio w nadmiarze.
Wiem, że to jedno i to samo, ale brzmi jednak inaczej, tak?
Przed wejściem do domu mam cudną pajęczynę ( i na tarasie ze 3, i na rolecie kuchennej, i choć gdzie jeszcze), ale ta na ganku jest cudna. Olbrzymia. A i właściciel całkiem dorodny. Ostatnio chrupał komarnicę na moich oczach.
Poniekąd żyjemy w przyjacielskich stosunkach. Ja go bronię przed miotłą w dłoniach M, on nas przed owadami. 
Wot symbioza.

4. Wrzesień nadszedł. Próbuję ogarnąć rzeczywistość. Bałam się dojazdów do szkoły, głównie tych porannych. Jak no ja się zbiorę z Kiwulką.... ale idzie nawet spoko.
Tfu, tfu, żeby nie zapeszyć.
Gutek w sumie mógłby chodzić sam. Ale ma tak masakrycznie ciężki plecak (wczoraj 7,2kg bez wody, śniadania i stroju na w-f), że zwyczajnie mi go żal. Bo jednak jest kawałek. Pół godziny drogą bez pobocza i chodnika.

5. Kiwulka coraz mniej przypomina Kiwi. Sierść jej się starła. 
I chyba będzie blondi. 
Chyba.
Więc nie wiem.
Może jednak ta pszczółka
Kupiłam jej odpowiedni smoczek, coby się nastroić.

Tylko tak średnio chce go rzuć. Ten jest piąty. 
Od początku próbujemy, teraz dopiero zaczyna zasysać.

Tymczasem pućki jej takie urosły, że ho ho.
Czasem mówimy do niej per Pyza.
Zdarza się i Knedliczek
Chyba za rzadko używamy jej imienia.

Lecę gotować obiad. I pranie wstawić. I pościel wyrzucę na balkon. I poprasuję jak zdążę.
A po południu wywiadówka w szkole. Nie wiem czy na nią pójdę, bo nie wiem czy M zdąży dojechać. 
Lecę.
Pa

*oczywiście żarcik taki z tym zającem. Ja go nie zabiję. Na M też nie mam co liczyć.
Poza tym piekłam pasztet w poniedziałek więc chwilowo pass.

28 sie 2018

O TYM, ŻE (NIE)JESTEM STARA

Ostatni raz farbowałam włosy mniej więcej rok temu.
W kierunku więcej niż mniej.
A bo umyśliło mi się, że po nastu latach rozjaśniania chcę zobaczyć swój naturalny kolor i wzmocnić nieco sierść.
Najtrudniej było przetrwać kilkucentymetrowy odrost, na szczęście zaszłam w ciążę więc miałam motywację, żeby se na skalp ponownie chemii nie ładować.
Obecnie mam odrost taki duży, że zrobiło mi się naturalne ombre
Sombre
Sombrero
Czy coś
Zabijcie mnie, nie wiem czym się różni jedno od drugiego.

Tym przydługim wstępem zmierzam jednak do tego, że kiedy jeszcze Pszczółka/Kiwulka/Pani Prezes* znajdowała się w brzuchu siedzieliśmy w trójkę na naszych domowych schodach, podziwiając zachód słońca i widzę, że M patrzy mi na głowę... i patrzy... i ewidentnie chce coś powiedzieć, ale nie wie czy może....W końcu nie wytrzymuję i pytam czy mi ptak narobił czy co, że się tak przygląda, a ten nagle wywala Mysa, ty masz siwe włosy!
O
O
Ooopsi
A było tak pięknie
Więc jak się trochę ogarnę to koniecznie muszę jakiegoś frycka odwiedzić i jednak farbę trza machnąć. Jak najbardziej naturalny kolor ale jednak.


Innym razem, kiedy spacerowaliśmy z Pszczółką/Kiwulką/Panią Prezes spotkaliśmy Gutka koleżankę ze szkoły. Koleżanka mieszka gdzieś w pobliżu i jest dwa lata starsza.
Jedynaczka
Ze ślicznym młodym golden retrieverem (o którym marzę i na pewno takiego sobie kupię jak będę starszy i będę się nim sam opiekował mamo, wiesz?)
W każdym razie tak sobie o niej plotkujemy ze starym i mówię, że ona taka troszkę zahukana i nieśmiała, ale miła i że ma starszych rodziców, takich koło 50 bla bla.
M znowu na mnie patrzy z politowaniem i orzeka: Mysa, a jak Pszczółka/Kiwulka/Pani Prezes będzie miała 12 la, to Ty myślisz, że my ile będziemy mieli?
O
O
Ooopsi

Po co on mi to mówi? Czy On się nade mną znęca? Czy powinnam to gdzieś zgłosić?

Widzieliście to?

Na naszą też działa takie mruczenie.
I nie wiem czy wiecie, ale na yt są filmy, a właściwie dźwięki, które powinny uspokajać i usypiać dziecko:
odkurzacz,
suszarka,
biały szum (za czasów mojego dzieciństwa taki dźwięk wydawał telewizor, który był czarno biały i non stop śnieżył)
śnieżyca
Ba!
Nawet są aplikacje na telefon z tymi dźwiękami, czujecie?
W interenetach jednak jest wszystko
Osobiście polecam, o ile ktoś ma trwanik, to dźwięk kosiarki.
Stary dwa razy w tygodniu popyla, bo Pszczółka/Kiwulka/Pani Prezes tak lubi.
Trza jednak uważać na tego typu odgłosy, bo zdarza się szybciej zasnąć od dziecka.


Wrzesień za pasem.
Szkoła się zbliża.
Juuuhuuu :))))))))))))))))))))))))))))


*niepotrzebne skreślić.




LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...