Ok. Jakość zdjęcia fatalna.
To fakt.
Ale:
- robiłam jadąc autem
- za mną jechało następne
- a sekundę wcześniej z tych krzaków wyskoczył samiec i przeleciał mi tuż przed maską (wśród tylu kobiet zapewne coś mu się na mózg rzuciło i się biedaczek pod koła rzucił)
- przeżył
Dobra, ale wracam do weekendu, bo to niejako sprowadza się do wczorajszego dnia.
Otóż:
Sobota, o czym już zresztą pisałam, upłynęła mi pracowicie.
Spędziłam ją głównie w kuchni. Ale to też już wiecie.
Natomiast nie pisałam, że w sobotę (Murzyn(ka) zarobiła kawał skóry z boczku i jakieś tam kostki)
Psisko jakimś cudem wie, kiedy w domu jestem sama, a kiedy M jest i owszem, owszem, z deczka go rozbestwiłam, hamuje się tylko, kiedy wyczuwa szanownego współmałżonka mego ;)
Natomiast, kiedy chłopcy szaleli na śniegu
ja, wiadomo co
A zmierzam do tego, że:
wczoraj, kiedy wszystko przyszykowałam, czyli:
Aniołów było sporo, średnio wypadało 1,5 na łebka.... ale całe szczęście, że wpadłam na pomysł dorobienia trochę ozdób z masy solnej, bo obawiałam się, że jak dzieci wpadną w szał twórczy, to tych aniołów nam nie wystarczy.
I nie wystarczyłoby.
Bo szał twórczy faktycznie się ujawnił ;)
A już rewelacyjnym pomysłem okazało się upieczenie ciastek do własnej dekoracji.
Przyszykowałyśmy dzieciakom stanowisko do tego i na początku bardzo nieśmiało podchodziły pojedynczo do stolika, a potem już się tam pomieścić nie mogły ;)
Strzał w dyszkę.
Frajdy przy tym było co niemiara.
Pani Agnieszka mi później powiedziała, że kompletnie tego dekorowania ciastek nie była w stanie sobie wyobrazić, bo nawet nie wiedziała, że takie pisaki są, ale super wyszło :)
To jak super, to super, nie?
Natomiast jedna mama zaapelowała o coroczne dekorowanie ciastek.
Tiaaaa.
Zapewne w przyszłym roku o tej porze też będę stała przy piekarniku ;)
![]() |
| proszę zwrócić uwagę na uśmiech Anioła ;) |










Słoneczny uśmiech anielski :P
OdpowiedzUsuńAnioł z fantazją... żółta szminka :)
UsuńAlbo broda :)) hahahahaahaa
OdpowiedzUsuńmistrz rzecze, że uśmiech :)
Usuń:D Ty wiesz, że ja myślałam że to grzywka taka fioletowa?? :D i buzia pochylona w dół, dopiero potem zauważyłam oczy :D piękne ciacha i ozdoby też przydałabyś się im w tym przedszkolu dzieciaki by za Tobą szalały tak jak moja Jula :)
OdpowiedzUsuńniee.... gutkowi wyszła fioletowa twarz :) a oczu miało w ogóle nie być, tylko matka stała nad dzieckiem i groziła :)
Usuńkurde... chyba pomyliłam zawód... trza było mi iść na przedszkolankę :)
Mój facet wygląda podobnie jak smaruje się pianką do golenia :P
OdpowiedzUsuńPomysł z dekorowaniem ciasteczek jest rewelacyjny! I bardzo się cieszę, że się udał :))) zresztą... ja od razu wiedziałam, że to się uda :)
a propos faceta i ciastek... mam plan dla Was. Jak nie ma go w domu, to rozumiesz, zarabiasz ciasto, rozumiesz, wsadzasz do lodówki, potem on się zjawia, rozumiesz i robicie ciasteczka, rozumiesz?
UsuńNiczym w hamerykańskiej komedii reumantycznej obrzucacie się mąką w ramach gry wstępnej :)
Rozumiesz? :D
Nooo, bażanty podobne nie są złe w smaku i choć nie jestem za ich jedzeniem, to jakby jednak... nie przeżył... no wiesz ;-)...
OdpowiedzUsuńNo, i to jest zaleta, że nie chodzisz do pracy - ja nie mam możliwości uczestniczenia w takich przedszkolnych akcjach... :(.
Hmmm, pisaki do dekorowania ciastek????? Jadalne??? Bo ja tak jak ta Pani Agnieszka - zero wiedzy!
Uśmiech Anioła szczerszy od złota !:)))))))))
no włąśnie słyszałam, ze bażanty smaczne.... jak się jakiś w końcu samobójca ujawni, to nie zawaham się go użyć :)
UsuńZdecydowanie Amishko, gdybym miała etat poza domem, to bym tak nie szarżowałam z wypiekami na pewno. Dopatruję się głębszego sensu w tym, że pracy jeszcze nie znalazłam hihi :)
Pisaki jak najbardziej jadalne... znaczy ich zawartość :) Raczej ich nie wykorzystuję stale, bo wolę naturalne polewy, ale kilka ciastek do roku chyba nie zaszkodzi z tym dziadostwem? :)
Takie pisaki mamy i korzystamy :)))) Tyle ciastek....jestem z Ciebie dumna !!!!:))))
OdpowiedzUsuńja też jestem z siebie dumna :) pobiłam swój rekord :)
UsuńUśmiech Anioła jak się patrzy. I jakie ma piękne duże serce.
OdpowiedzUsuńKochana, jestem pod wrażeniem Twoich chęci i zapału. Powinnaś pracować z dzieciami. Uwielbiałyby Cię na pewno...
Żebyś pani Agnieszki nie wygryzał ;p
aj tam, wykształcenia pedagogicznego mi brak :) choć nie raz się przekonałam, że to nie ono stanowi istotę sukcesu :) Niemniej jednak pani Agnieszka bezpieczna w posadzie :)
UsuńMyska,a Ty nie myślisz o przekwalifikowaniu się?
OdpowiedzUsuńna kucharkę czy przedszkolankę? hihi :)
UsuńHahaha, zdjęcie bażantów super! To teraz już Ci wierzę, że może Ci coś pod koła wpaść! ;-) Ale nie odpuszczę sobie i jeszcze raz zapytam: Myska, Myska, gdzie Ty mieszkasz? ;-P
OdpowiedzUsuńI po raz już nie wiem który: Myska na przedszkolankę! ;-PPP
Kochana, jesteś wielka - tyle ciastek! ;-) choć ja i tak wiedziałam, że sobie poradzisz! ;-D
Zaglądałaś bażancicom pod kieckę?
UsuńLaska, z tymi bażantami to dziwna sprawa, bo zazwyczaj widywałam je parkami... a teraz skubane łażą całymi stadkami :) Kiedyś na podwórku chodziły mi 4 samczyki i 3 samiczki :) też mam zdjęcie, ale ono już jest na maksa niewyraźne, bo zlały się z tłem i nie mogłam uchwycić ostrości :)
UsuńA ostatnio widziałam rozjechaną wiewiórkę... i to nie była moja sprawka :P
Mysa na przedszkolankę :) Że też wcześniej na to nie wpadłam :)
Lucy, sobie wguglaj.... bażantom akurat nigdzie nie trzeba zaglądać :)
Oddaję dziecko do Waszego przedszkola!!
OdpowiedzUsuńa jak nie przyjmą, to otworzę prywatne, ok? :)
Usuńfajna zabawa:)
OdpowiedzUsuńfajna :)
Usuń