16 lut 2012

NIGDY NIE WYCHODZĘ Z DOMU BEZ...

Bo w końcu zapomnę, że miałam tego posta wklepać. 

W jednym dniu zostałam otagowana przez Stokrotkę i Julitę więc boję się dać plamę i uciec z zabawy, bo dwie na jedną to już nie przelewki :)


Oto zasady zabawy:

1. Podaj 5 produktów kosmetycznych łącznie z nazwą firmy, które stosujesz wychodząc z domu, takie must have na wyjście (można dołączyć zdjęcia). 

2. Utwórz osobny post na swoim blogu z kopią obrazka i informacją kto Cię otagował.

3. Przekaż zabawę i zasady 5 innym blogerkom.

Dziewczyny, 

sprawa wygląda tak, że nie każdemu pies burek :)

Stąd moje wahania dotyczące pisania tego posta. Nie wiem czy ma on służyć jako reklama, porada, czy jeszcze coś innego...

Każda z nas ma własne wymagania co do kosmetyków i różne potrzeby. Mamy różne typy cery, różne typy kolorystyczne, mamy różne problemy z facjatą czy różne walory, które na tej facjacie powinnyśmy eksponować. Dlatego też nie chcę Wam niczego ani polecać, ani doradzać.
Skoro już się wzięłam za tego posta, to przedstawię Wam część mojej kosmetyczki, którą używam obecnie najczęściej.
A kosmetyków mam ponoć dużo :)
No ok, lubię się malować, lubię testować, czasem zdarzają mi się porażki, które kupuję, a potem one sobie leżą, dopóki nie zrobię remanentu i nie okaże się, że już dawno przeterminowane i trzeba wyrzucić.
Maluję się codziennie... to taki mój rytuał i moja recepta na udany dzień.
Serio.
Niektórzy z rana potrzebują kawy, a ja tuszu i kredki :)
Ale spoko, tapety centymetrowej na siebie nie nakładam nigdy.
Inaczej wygląda mój makijaż, kiedy spotykam się z kumpelami, inaczej kiedy siedzę w domu, inaczej, kiedy się szykuję na jakąś ważną okazję.
Moja twarz:
- wielkie gały,
- cera mieszana w kierunku suchym ;)
- wrażliwa
- skłonna do alergii
- raczej bez wyprysków
- za to z tendencją do sińców pod oczami (to moja zmora!!!;)

 

I. Początek i koniec. Alfa i Omega mojego makeupu :)


1. Krem Olay complete słoneczna cera - to dla mnie ten początek :)
Uwielbiam go.
Według producenta: krem nawilżający z dodatkiem substancji opalających.
Krem faktycznie nawilża skórę, dodając jej blasku i witalności, nie jest to jednak samoopalacz, więc jeśli ktoś chce uzyskać efekt głębszej opalenizny to się rozczaruje.
Dziewczyny ze śniadą karnacją będą miały problem, żeby zauważyć jakiekolwiek działanie opalające, bo ja jako blondynka z jasną karnacją używam najciemniejszego odcienia, a moja skóra po posmarowaniu kremem jest delikatnie muśnięta słońcem.... na pewno nie opalona :)
Mnie takie działanie w pełni zadowala, bo co jak co, ale sztuczna opalenizna nie wygląda ładnie, a naturalna.... eee.... no cóż.... nie opalam się specjalnie, nie mam czasu ani potrzeby. Szybko mi się nudzi leżenie plackiem i denerwuje mnie bardziej niż uspokaja. Stąd moje poszukiwania odpowiedniego kremu z dodatkiem samoopalacza, który będzie dawał subtelny efekt, a przy tym będzie miły w stosowaniu.
Krem Olay jest fajny bo nie zostawia żadnych smug, jest lekki, ładnie pachnie... a dzięki swojej konsystencji szybko się wchłania. Położony na niego podkład rozprowadza się bez problemu ... dla mnie super!
Dodatkowy plus to SPF 15 

2. Koniec makijażu to Carmex.
Zawsze.
Nie znoszę spierzchniętych ust. Ani u siebie ani u innych. Gdy rozmawiam z kimś kto ma wysuszone wargi nie jestem w stanie się skupić na tym co mówi ;) Autentycznie. Gapię się na cudze usta jak sroka w gnat i mam ochotę poodrywać te suche warstewki i zapytać "może miodzik na usteczka?" 
Nawet mojemu mężowi nie daruję i maziam go po buzi kiedy dopadnę. No broni się chłopak jak może, chociaż jak mu jakiś czas temu kupiłam pomadkę nivea men to zużył całą :) tylko csii bo mnie zabije;)
Carmex świetnie nawilża usta i jest szalenie wydajny. Jest bezbarwny, ma mentolowy zapach i przyjemnie mrowi usta tuż po posmarowaniu :)
Na Carmex dopiero nakładam szminkę jeśli zachodzi taka potrzeba, dzięki temu kolorowa pomadka lepiej się utrzymuje i zdecydowanie ładniej wygląda.

 

II. Korektor


Korektor stosuję też codziennie. Bez niego nie istnieję.
Z nim zaś moje cienie pod oczami nie istnieją - o co mi głównie loto ;) 
Stanowczo nie powinnam nigdy wychodzić z domu bez korektora :)
 
1. Korektor w sztyfcie marki Stila
Właściwie nie powinnam narzekać. Jak na tak tani produkt jest dość wydajny i skuteczny. Świetnie maskuje wszelkie wypryski, ale niekoniecznie się sprawdza pod oczami. Ale to chyba domena korektorów w sztyfcie.
 
2. Dlatego pod oczy stosuję najczęściej mineralnego i rozświetlającego korektora marki Maybelline (02 natural)
Lekka konsystencja, łatwo się nakłada, nie wałkuje się na powiekach, utrzymuje się dość długo... jak dla mnie bardzo fajny.

 

III. Pudry 

Często ten krok pomijam, dając odpocząć skórze. 

Jeśli już to:
 
1. Podkład Bourjois Repulpant Reboosting
Podkład bardzo lekki, z kolagenem. Do tej pory jedyny, spośród wielu wypróbowanych, który nie wysusza mojej skóry! Lubię też podkłady z Max Factora i Loreala, ale skóra na nosie mi się po nich łuszczy, dlatego zrezygnowałam z ich stosowania.
Bourjois to NIE JEST podkład kryjący. Nie matowi też skóry. Dlatego każdy kto ma jakiekolwiek problemy z cerą, albo skórę przetłuszczającą się nie będzie zadowolony z jego stosowania, wręcz przeciwnie.
Podkład ten świetnie się sprawdza na dojrzałej cerze, bo tworzy delikatny film, który wygładza skórę. Nie wiem czy wygładza trwale zmarszczki (wątpię), ale na pewno puder sypki położony na niego prezentuje się bardzo dobrze. 

2. Puder mineralny Loreal Glow Minerals
To jest zdecydowanie mój faworyt wśród pudrów. 
Zawiera 95% minerałów, za to nie posiada w swoim składzie tłuszczu, talku, ani żadnych substancji zapachowych. Dzięki temu nie zatyka porów, ani nie wysusza skóry. Nadaje się do cery wrażliwej (jak moja) i delikatnej. 
Świetnie kryje niedoskonałości, ale ponieważ to puder rozświetlający, to nie matowi dobrze skóry. Jeśli ktoś ma problemy z nadmiernym świeceniem, to tym produktem nie uzyska żądanego matowego efektu.
Ja używam tego produktu od półtora roku i póki co nie zamierzam przestać :)

3. Puder MF Creme Puff.
Wiecie, że ten puder istnieje od ponad 50 lat na rynku? I wciąż ma się świetnie, co zresztą nie jeste bezpodstawne.
Jest to puder i podkład w jednym, tzw. kompakt  :)
Kryje, matowi, cena też nie zwala z nóg. Dla mnie bomba. Zawsze mam go w swoim kuferku, choć nie zawsze na twarz nakładam.


III. OCZKI

Tutaj machnę Wam kredki i tusze w jednym. Dla mnie jedno bez drugiego nie istnieje :)

 

1. Kredka Miss Sporty.

Słuchajcie.... znaczy czytajcie, to dla mnie hicior. 

Używam tej kredki (nie jednej i tej samej, spoko;) od chyba 10 lat. 

Brązową zużywam w zastraszającym tempie. Zawsze podkreślam nią delikatnie brwi, a że jestem fanką kresek na powiekach, to i do tego jej stosuję. Kreska, a kreska to nie to samo.. czasem lubię rozetrzeć, czasem zostawić wyraźną linię. Ta kredka jest miękka i bardzo łatwo się ją nakłada, ale też lepiej służy właśnie rozcieraniu. 

Czarnej używam rzadziej, ale też mi schodzi w nadmiarze :)

2. Kredka Revlon vital radiance.

Jest w sumie podobna do tej z miss sporty na miękkość. Choć bardziej intensywna w kolorze i jak machnęłam sobie nią brwi za pierwszym razem to wyglądałam jak drag queen :) Trza było zetrzeć. 

Później obchodziłam się z nią już delikatniej i było ok.

Posiada wbudowaną pacynkę w końcówkę - za co plus :)

Nie używam jej jednak tak często jak nr.1 :)   

3. Eyeliner Eveline No lilimts - rewelacyjny, bo w pisaku. Bardzo łatwo się go nakłada i polecam go wszystkim dziewczynom, które mają problemy ze zrobieniem dobrej kreski. 

Na powiekach jest trwały i nie rozmazuje się.

Minus - mało wydajny.

 

1. Mascara Essence multi - action. 

Wydłużający i pogrubiający tusz do rzęs. 

Dla mnie bez rewelacji. Używałam gorszych ale i lepszych też. Dla mnie przeciętny. 

Duży plus za niesklejanie rzęs.

2. Mascara Rimmel VolumeFlash Scandaleyes.

Chyba najczęściej używam tuszów tej marki. Miałam już chyba każdy rodzaj:) I chyba najlepiej spełniają moje oczekiwania. 

IV. RÓŻE

Uwielbiam róże.

Potrafią ożywić twarz i dodać dziewczęcego uroku.

Używam wszystkich czterech (nie naraz oczywiście). Bardziej jednak skłaniam się do tych w kamieniu. Te w musie są jak dla mnie za mało trwałe. 




1. Róż marki Revlon vital radiance - często stosowany przeze mnie, dzięki trójkolorowej palecie, można dobrze wymodelować twarz
 

2. Rimmel soft colour - mój faworyt, głównie ze względu na kolor
 

3. 4. - Maybelline dream mousse blush - bardziej skłaniam się do blusherów w kamieniu. Musy raz, że trzeba uciapać sobie palce przy nakładaniu, a dwa że jak dla mnie są mało trwałe i po kilku godzinach efektu nie ma wcale.
 

V. Perfiuma
 
Obecnie pachnę Calvin Klain Euphoria Blossom


I nie wiem, kiedy przestanę nią pachnieć, bo jak mi M raz sprezentował, to największą butlę i jej wykończyć nie mogę teraz :)
Nie narzekam jednak, grunt, że się chłopak domyślił. 


Nie wiem czy przekazywać dalej zabawę i komu. 
Czy zabiegane matki z dwójką, trójką, a nawet czwórką dzieci mają na to ochotę? :) Czy zabiegane dziewczyny, niekoniecznie matki wykazują chęć?
Jeśli  tak, to proszę się częstować. 
A jak nie, to nie. 
Przeżyję :)

Sypie. Boli mnie głowa, ucho, gardło i jajnik. 
Jest git.
Narta ;)

25 komentarzy:

  1. Noooo Kochana...
    Jak Ty zawsze będziesz takie posty płodzić, narzekając wcześniej, że nie wiesz co i jak i czy trzeba - to ja Twój czytelnik wierny będę... (bez takich postów też ;p)
    No chylę czoła, jak się naklikałaś...

    Malowaniem codziennym mnie zaskoczyłaś. Ja jak siedzę w domu, bo mam wolne, to jest to wolne też od malowania :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Aj tam... weny dostałam, a potem neta mi odcięli hłe, hłe i nie miałam kiedy opublikować.

    Z tym malowaniem to wiem... zdaję sobie sprawę... powszechne stereotypy jakoś mnie chyba niekoniecznie obejmują.
    Bo co to za kura domowa bez ani jednej pary dresów i z makijażem hihih :)

    A tak na marginesie, to powiem Ci koleżanko, że bez makijażu owszem, można, dzień, dwa, czy kilka dni jak się jest chorym... ale dłużej to ciężko wytrzymać, nawet komuś kto niecodziennie wychodzi na 8 godzin tyrać :)
    (mówię oczywiście o sobie... bo zdaje sobie sprawę z tego, że nie wszystkie dziewczyny się malują nawet wychodząc do pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie no zabawa calkiem sympatyczna i nawet bym podjela gdyby nie to, ze na codzien sie nie maluje :/ nawet nie wiedzialam, ze tyle mozna na twarz polozyc jednego dnia :D zima podklad jak czlowiek zblednie po lecie i ewentualnie jakies pachnidelko i to juz max :D ale przynajmniej u Ciebie sobie poczytalam czym mozna twarzyczke ozdobic :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. szczęściara :)
      Ja to już uzależniona jestem.
      Choć na co dzień używam tylko korektora, tuszu+kredki, carmexu i ewentualnie różu to i tak zawsze nakładam coś na twarz :)

      Usuń
  4. ŁOJACIE.... Ależ ty masz tych cudeniek.

    Kurcze, Mysko, czuję się przy tobie taka szara mysza... i STARA na dodatek.
    Bo ja jedynie używam jakiegoś lekkiego podkładu Sorai (chyba pierwszy, który się wreszcie świetnie nakłada), tuszu do rzęs Rimmel (ale zabij mnie teraz nie pamiętam jaki model) i najtańszego czarnego cienia do powiek, którym przyciemniam ... brwi (nie umiem ich pomalowac kredką!). Nie robię już henny, bo za bardzo potem swędzi.

    Zaintrygował mnie ten krem Olay. Moja skóra nie lubi malowania, chętnie zrezygnowałabym z podkładu na korzyść samego kremu. Sprawdzę i przetestuję :)
    Latem używam balsamu opalającego do ciała Nivea - na twarz :) i sprawdza się bardzo dobrze.
    Zimą podkład chroni przed mrozem - dlatego na zimę zawsze coś tam kupuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spoko laska, to tylko część :) hihih

      Ja też dałam sobie siana z henną, bo też mnie nieco uczulała, a do tego strasznie szybko złazi i po kilku dniach i tak kredki używam.

      Ja obowiązkowo narzucam coś na rzęsy i brwi, bo jako blondynka z jasną oprawą oczu, niepomalowana wyglądam mdło :) A do tego korektor, bo mam zawsze cienie... zawsze!
      Bez reszty przeżyję, ale bez tej bazy nie :) Nawet na basen jak idę to tego używam :)

      Krem olay bardzo mi spasował, daje bardzo subtelny efekt więc nie wiem czy Cię zadowoli, dla mnie ok :) Latem w upały prawie nigdy nie używam podkładu ni pudru... chyba że na jakieś ważne wyjście, krem się sprawdza jak dla mnie :)
      Ale pamiętaj, że to krem nawilżający... nie wiem jaką masz cerę, przemyśl!
      A do ciała lubię Lirene taki kawowy (też opalający) - bardzo go lubię spośród wszystkich opalających najbardziej (a garniery i lorealy to się chowają 10 razy przy nim:)

      Usuń
    2. Do ciała to ja używam oliwki Johnsona w żelu, hehe :) po balsamach mam tak popękane naczynka, że wyglądam jakby mnie ktoś pobił w zagięciach łokci, kolan, pod pachami, w pachwinach...

      Olay nawilżający może być. Mam tłuste czoło i nos, lekko suche policzki. Więc na noc traktuję policzki oliwką i pomaga. Wtedy w dzień nie są za suche.

      jak widzisz te nasze wrażliwe cery wymagaja kombinowania jak koń po górę :)))

      Usuń
    3. Tak, to prawda... przy wrażliwej cerze trzeba się mocno nakombinować. Ja do tego mam raczej suchą skórę i często mnie piecze po zmyciu makijażu lub napina się bardzo. Szukam idealnego toniku lub płynu miceralnego ale jeszcze nie znalazłam. Chociaż stosuję teraz AA do ceny atopowej(!!) i jest nieźle.

      Za to oliwek bardzo nie lubię. Przytyka mnie :)

      Naprawdę Ci naczynka pękają po balsamach??? Ale jaja, pierwszy raz słyszę o czymś takim :-/

      Usuń
    4. Wiesz, ja nie wiem dokładnie czy naczynka czy co tam. Mam krwawe pręgi po prostu.
      Nic to nie boli ale wygląda brzydko, latem nie mogłabym załozyć bluzki na ramiączkach ani spodenek.
      O i pod biustem mi sie też takie rzeczy po balsamach robią.
      To są takie podbiegnięte krwawo ślady, jak od silnego ucisku. A robią się właśnie od ucisku odzieży, tyle, że nie muszę wcale ciasno się ubrać...normalnie.
      Jakbym oliwkę uzywała codziennie to tez mi to wylezie pod skórę.

      Usuń
    5. Ooo...mam...wyglądaja jak malinki (pamiętasz malinki z "podlotkowych czasów?) na szyi chłopcy lubili robić...

      Usuń
    6. Malinki mówisz.... no to coś jeszcze kojarzę :D

      Ale to strasznie dziwne powiem Ci.... pierwszy raz się spotykam z czymś takim. Musisz źle reagować na jakiś składnik.
      A próbowałaś balsamów dla alergików, albo atopowców?

      PS. Jednymi z najbardziej uczulających substancji w kosmetykach są substancje zapachowe i pieniące się.
      Ja ostatnio przerzuciłam się na kosmetyki, które nie pachną, lub bardzo słabo i które się słabo pienią (szampony, płyny do kąpieli).
      Do kąpieli używam białego jelenia (ma teraz fajne żele pod prysznic) i widzę, że jest ciutkę lepiej, już nie mam takiego cukru pudru na nogach, bo mi się strasznie przesuszały po innych płynach i okropnej wody.

      A te wysięki podskórne to tylko po balsamach? Może jakiś proszek, czy płyn do płukania??
      Rany, ale jaja ;)

      Usuń
    7. Próbowałam Oilatum do kąpieli i balsam, i jeszcze Emolium, który uczulił Młodszego (hehe) a dla mnie był obojętny.
      Po wszystkich rodzajach balsamów mam te krwawe podbiegnięcia podskórne. Ale tylko na tej najcieńszej skórze, jak mówiłam: w zagięciach łokci, pod kolanami, w pachwinach, pod biustem i pachami.

      Mam bardzo, bardzo suchą skórę (domena palaczy), też się "sypię" po kąpieli, dlatego staram się nie szorować zbyt intensywnie, tylko delikatnie zmywac i w miarę możliwości nie nadużywać płynów na najsuchszej skórze czyli nogi, brzuch, ręce i ramiona. Myjemy się wszyscy Nivea for man Sport :) bo jest jak na razie najlepszy i dla mnie i dla moich facetów :P
      Skóra po dłuższej kąpieli mnie piecze, naciąga się i przy np. schylaniu szczypie - na plecach, nogach, ramionach. Najlepiej nałożyć oliwkę na jeszcze mokrą skórę, a potem nie wycierać intensywnie tylko odsączyć kropelki.
      Był kiedyś taki proszek, nazywał się Lanza i uczulał wielu ludzi (pewnie dlatego go wycofali). Inne mnie nie uczulają. Płyny do płukania prania też nie. Mydeł w kostkach w ogóle nie używam (zostawiają osad na umywalce i wannie). Szampon ostatnio jakiś dla dzieci - Bobini chyba czy coś takiego....w niebieskiej butelce. Odżywka do włosów Nivea (coś z diamentami - diamond gloss czy jakoś tak).
      Łuszczą mi się płatki uszu, skórki przy paznokciach, łokcie i kolana, pęka skóra między palcami.
      Ogólnie Mysko, rozsypuję się ale o ile dobrze pamiętam już taka byłam "sucha" jako dziecko.

      Usuń
    8. A...my mamy twardą wodę, mocno chlorowaną i to pewnie jest przyczyna takiego przesuszania i wrażliwości. No ale przecież nie będę się w kozim mleku kąpać, do Kleopatry mi daleko :))

      Usuń
  5. No to dałaś do wiwatu. I chyba używamy tego samego korektora pod oczy MABYLINE. U mnie się sprawdza. Zamiast podkładu kremik, obecnie natłuszczający, a latem nawilżający. Cieni do powiek mam chyba ze sto, ale używam 5. Czarna kredka do łoczów, czarny tusz do rzęs, i puder w kamieniu mabyline transparentny czy jakoś tak. Od czasu do czasu róż na policzkach ale to od wielkiego dzwonu i tylko dla podkreślenia kości policzkowych. Całość nakładam ok 10 min. Ale dobrze wiedzieć kto jakie kosmetyki ma w razie pożyczki...he he ;-p))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też misiem panda z rana jesteś?? :)
      Ja cieni tez masz dużo... nawet bardzo, ale nie zawsze używam. Najczęściej takich naturalnych lub w kolorach ziemi (brąze, beże, zielenie)

      Może spłodzisz posta na ten tema?
      Czuj się otagowana :)

      Mnie też makijaż zajmuje kilka chwil. Wprawa! :)

      Usuń
    2. Kochana, panda przy mnie to pikuś! Przepraszam Pan Pikuś!!!
      Do tego naturalne piegi pod oczkami ( kilka ale zawsze) :-) Swego czasu na cienie pod oczami nakładałam śiwtlisty jasny brąz cienie i też był dobrze.
      Co do posta to nie wiem czy dam radę i czy mnie się chce o tem pisać. Ale dziękuję za podpowiedż tematu.
      Co do cieni to ja raczej szarości, brązy a ostatnio niebieski, róż i zielony - zależy od tego co mam na siebie włożyć. Poza tym też raczej tylko jako kreskę nad okiem je maluję niż całe powieki. Wszystko zależy od dnia i chęci.

      Usuń
    3. O ja, o ja.... mnie się piegi bardzo podobają.... ale nie mam :(
      Nie, spoko z tym postem... jak nie masz ochoty to luz. To nie jest imperatyw :)
      Widzę, że z makijażem się zgrałyśmy. Ja też wedle nastroju / okazji/ ubioru lecę :)

      Usuń
  6. Ja tylko wzrokiem poleciałam - ależ się napracowałaś Mysiu! Poczytam dokładnie jak mi wizja na oczy wróci, bo już ledwo tu dygam rzęsami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) Spoko AMishko... to w sumie nudny post :)

      Usuń
  7. No, w końcu teraz miałam trochę czasu, żeby przeczytać dokładnie tego Twojego posta. ;-) (a jeszcze mam na wieczór lekturę na poczcie - dzięki! :-*)
    No i muszę Ci powiedzieć droga Mysko, że cieszę się, że jednak go napisałaś. Bo:
    - przypomniałaś mi o moim ulubionym kremie do twarzy Olay. ;-) Używałam go kilka lat temu i bardzo bardzo go uwielbiałam! Przestałam jakoś po powrocie do Pl ale chyba do niego wrócę.
    - przekonałaś mnie do Carmexu, wypróbuję. Słyszałam o tym mrowieniu, to tak serio?? Ja też nienawidzę mieć suchych ust i nie lubię ich u innych. I Tygrys też używa wazelinki, ale ciiiii..... Jak jesteśmy razem to ja mu zawsze coś tam na te jego usta położę, ale swoją też ma! Tyle że aloesową oczywiście, nie różową. ;-P
    - kredkę Miss Sporty to aż chyba sobie kupię.. bo nie mam! Wiem, jestem dziwna... Ale ja jakoś zawsze cienie. A kredką czasem też by można było. I mówisz, że do brwi też się nadaje? Ja ostatnio do brwi używam brązowych matowych cieni, gdzieś wyczyałam, że tak można i całkiem fajnie to wychodzi. ;-) (ja też brwi muszę robić, bo jako blondynka - ok, może farbowana, ale swój mam ciemny, bardzo ciemny blond, ale jednak - mam brwi jak wcale...

    I jeszcze o tym codziennym malowaniu... Tak sobie myslę, że chyba masz rację... Jak się siedzi kilka dni, jeśli jestem chora np., to z miłą chęcią odpoczywam od malowania. Ale tak siedzieć przez długi czas i się nie malować to po jakimś czasie chyba można zwariować. Ciekawe, czy też będę się malować? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za lekturę nie dziękuj... jeszcze pożałujesz hłe, hłe :)
      No jeśli ktoś się cieszy z tego posta, to ja tym bardziej się cieszę! :))))
      - olay dla mnie super. używałam różnych opalających do twarzy i ten jak dla mnie najlepszy! :)
      - carmex wypróbuj, a dlaczego nie?! Serio mrowi usta, choć przy dłuższym stosowaniu to już tak nie rajcuje :) Nie wiem jak działa ta Twoja wazelinka więc nie wiem czy lepszy czy taki sam... a może gorszy???? daj znać, bo może będziesz mi ściągać to mazidło z anglii :)
      - kredka miss sporty to dla mnie cudo. Brązowej używam codziennie. Nie przesadzaj, że jesteś dziwna... są dwie szkoły po prostu :) Albo kredka, albo cień. Ja zaczęłam od kredki i tak mi już zostało :)
      Widzę, że z brwiami mamy podobnie :)

      Julitka, z malowaniem już tak jest, że jak się kobieta przyzwyczai i wykonuje codziennie makijaż to potem już to zostaje... nieważne czy siedzi w domu, czy idzie do pracy. Wolne można sobie zrobić, a jakże... ale wszystko się nudzi :)
      Pewnie, że będziesz się malować - gwarantuję Ci to.
      I powiadam Ci, jak urodzisz małego bąbla i przyglądniesz się w lustrze to to będzie jedna z pierwszych rzeczy o jakiej zamarzysz, sesese :) Czego Ci serdecznie życzę :)

      Usuń
    2. Dziewczęta a czy to jest to samo, co można dostać w tubce jako błyszczyk? Ten Carmex?
      Bo u mnie ostatnio koleżanka z sali bardzo polecała. Ale nie dosłyszałam o czym była mowa i nie dopytałam. Druga natomiast kupiła i dziś przyniosła. O zapachu wiśniowym. I powiem Wam,że śmierdzi jak maść ichtiolowa (jakoś tak się chyba nazywa). Nie jest z niej zadowolona :) Ta polecająca koleżanka ma truskawkową, podobno lepsza.

      Usuń
    3. Lilijko, to nie jest to samo, chociaż wszystkie carmexy mają podobne składniki.
      Ja mam ten, co umieściłam na zdjęciu, jego składniki to: wazelina, lanolina, ester cetylowy, masło kakaowe, parafina, mentol, kamfora i coś tam jeszcze... Te ostatnie nadają właśnie ten apteczny (mentolowy zapach) i powodują efekt chłodzenia połączony z mrowieniem. Nie próbowałam tych smakowych, bo ja lubię mentol i w żaden sposób mi nie przeszkadza :) Poza tym ich skład jest jak dla mnie już za bardzo wybujały :)

      Usuń
  8. Mysko, zawsze takie posty "przelatuję" wzrokiem, ale Twój przeczytałam z przyjemnością i wiele się nauczyłam, bo ja w tej dziedzinie działam szybko i standardowo ;-)

    Pozdrawiam weekendowo!

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciejko, to strasznie dziwne, bo ja się właśnie spodziewałam, że nikt tego nie przeczyta... ja też raczej omiatam wzrokiem takie posty... chyba, że są krótkie :)
      Cieszę się tym bardziej, że ktoś ten post przeczytał cały i mu się chciało nawet skomentować :)
      Pozdrawiam słonecznie (i wciąż śnieżnie;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...