14 lut 2012

POWEEKENDOWO

A dzień dobry Państwu.
Netu nie miałam i zamilkłam z tej okazji. 
Siadł dokładnie w momencie, kiedy kończyłam posta: „Nigdy nie wychodzę z domu bez…”
Znak jaki, czy co?:D
Nie, spoko, nie poddam się tak łatwo :)

A teraz korzystam z Internetu takiego na kartę i mi dziwnie. Zapierdziusia ten licznik strasznie, a ja dopiero zaczęłam buszować :-/

Więc do rzeczy!
Weekend minął.
Mieliśmy teściów moich.
Jako, że stolarz machnął mi drzwi do schowka pod schodami (schody jeszcze nie wykończone tralalala... Buc pojechał do Norwegi tralalala... wróci po świętach tralalala ), tak panowie, w sensie M i teść mój wykańczali mi w środku ten schowek.  Dokładnie, zrobili weń półki, bo M już kiedyś położył terakotę i pomalował
Normalnie zabić się o słoiki wcześniej chciałam. Leżało wszystko na kupie na podłodze i niczego znaleźć nie mogłam. Także teraz osiągnęłam spiżarkową nirwanę. Słoiczki, puszeczki, buteleczki i kartoni(czecz)ki na półkach posegregowane, podpisane, wszystko cacy. Myślałam, że wpakuję jeszcze sporo szkła co po babci zostało, a tu lipa… mały ten schowek wyszedł  :-/
Ale plus, że mogę spokojnie manewrować produktami spożywczymi. Mam lepiej zaopatrzoną spiżarkę niż nasz najbliższy sklep.
Bo w nim to głównie piwo i znicze… i puste lodówki.
Nie mówiąc o obsłudze. Też pusta jakaś.
Ostatnio byłam tam gdzieś w październiku i powiedziałam, że choćby (sorki) skały srały więcej tam nie pójdę. A poszło o sok jabłkowy.
Byłam wtedy z Gutkiem  i kupowałam jakieś drożdżówki dla panów co u nas robili i zapytałam dziecko, czy chce coś jeszcze:
G: soczek jabłuszkowy – odpowiada bez zastanowienia
Ja: to poproszę jeszcze jakiś soczek jabłuszkowy – powtarzam za nim jak leci
Pani: Soczek? Jabłuszkowy? – i patrzy na mnie jak na ufo.
Ja: tak, sok, jabłkowy, może być duży.
Pani [wciąż patrzy na mnie jakbym nie wiem czego chciała]: mam takie coś  - i pokazuje mi napój Zbyszko, nawet nie wiem czy to jabłkowe było
Ja: a soku jabłkowego w kartonie Pani nie ma? – pytam
Pani [wciąż jestem ufo]: mam jeszcze Kubusia dla dzieci, o, to truskawkowe, dobre.
Ja: nie, ja nie chcę Kubusia, chcę sok.. Jabłkowy
Pani [ zniecierpliwiona]: pierwsze słyszę o soku jabłkowym w kartonie
Ja: aha, to płacę tylko za te bułki w takim razie.
G: ja chcę soczek jabłuszkowy mamo!
Tiaaa. Jakbym co najmniej gwiazdki z nieba żądała.

Więc do sensownego sklepu jest już dalej, ale przynajmniej można kupić sok jabłkowy.
W kartonie ;)
No i kiedy mieszkałam w bloku, to niby jeździłam co jakiś czas na duże zakupy, ale i tak codziennie łaziliśmy z Gutkiem na spacerek i zawsze wstępowało nam się do marketu po coś jeszcze, bez czego przeżyć się oczywiście nie dało.
A teraz ni dudu.
Wstąpić możemy co najwyżej do lasku ;)
Także musiałam się nauczyć funkcjonować w miejscu, gdzie jak nie ma to nie ma. Chłop po pracy może wstąpić i kupić, ale jak jest 19 godzina to nikomu po śmietanę już się ruszać nie chce, bo to oznacza wyjazd autem :-/ Za głupią śmietaną to lipa, tak?
Ale, ale. To wcale nie jest takie złe.
Oszczędność jak się patrzy.
Serio.
Bo zrobiłam sobie nowy bilansik. I wszystko zaczęło iść po mojej myśli w końcu.
Mówiłam Wam, że jestem maniaczką na punkcie oszczędzania i racjonalnego wydawania kasy? Znaczy nie, że sknera, i że się nie machnę na sweterek jakiś jak mi się spodoba, ale chodzi o to, że nie lubię być goła.
Tfu.
Goła to nawet lubię.
Ale nie lubię być spłukana.
No więc sobie od dawien dawna prowadzę bilanse zysków i strat.
Naprawdę od dawna.
Idąc za ciosem w niedzielę zrobiłam biuro z salonu. Zniosłam z poddasza wszystkie segregatory i teczki i zrobiłam porządek, bo mi się z deczka zaniedbało przy przeprowadzce te sprawy.
Chłopcy zajmowali się sobą, malowali, rysowali, układali kolejkę, a ja machnęłam nasze rozliczenie podatkowe. Podsumowałam zeszły rok. Zrobiłam nowe tabelki na ten, bo tamte mi się już przejadły i powzięłam kilka postanowień, a przy okazji porządków w papierach, znalazłam 3 niezapłacone rachunki za prąd (sic!) więc wczoraj spakowałam M do zapłacenia.
Od razu czuję się lepiej jak mam czarno na białym co gdzie i za ile.

Ale wracając do spiżarki.
Mam jedną lovely-półkę. 
Ze słodyczami oczywiście.
Wystarczająco wysoko, żeby Gutek nie dostrzegł, a wystarczająco nisko, żebym mogła sobie tam spokojnie grzebać :)
A że Gutek dostał teraz paczkę mikołajową ode mnie z pracy (jak zwykle w lutym), więc jest w czym wybierać :)

A propos teściów jeszcze.
Wiecie co mnie doprowadza do szału?
Niespełnione obietnice.
To domena mojej teściowej.
Nie chce dziecku zrobić przykrości, obiecuje gruszki na wierzbie, a potem ja muszę go brutalnie uświadamiać i płaczu wysłuchiwać.
Ostatnio.
Dziadkowie wracają do siebie i babcia obiecuje dziecku, że może jechać z nimi pociągiem. Gutek uradowany, każe się ubierać. Ta dalej swoje kłapie, a ja czuję jak mi wszystko w środku strzela i skrzypi z przeciążenia, bo to nie pierwszy raz i wiem jak się to skończy i po co ona do niego tak gada, skoro i tak go ze sobą nie wezmą.
Mówię więc do dziecka, że teraz nie może nigdzie pojechać. Pojedziemy do babci kiedy indziej. Gutek w płacz oczywiście, bo jak to babcia pozwala, a mama nie?
Ta mi ściemnia, że płacze bo jest zmęczony, a mnie żyłka pęka.
Grrrrrrr
Ale dobra. Było, minęło. Następnym razem zareaguję wcześniej.
 *
Kochacie się?
No. To dobrze.
Kochajcie się nadal.
Buzi.



25 komentarzy:

  1. Z tym gospodarowaniem to - jak wiesz Mysko - mamy nieco podobnie ;-) ha ha. Wszystko, oby nie debet, kredyt czy inny taki.

    Pani pierwszy raz słyszała o soku jabłkowym a ja pierwszy raz, że ktoś nie słyszał... O ludu! rzeczywiście z kosmosu....

    Co do teściowej - ja też nie lubię takich zachowań. dziecko łatwowierne i niepotrzebnie cierpi... Grrrr.

    Czy się kochamy? Jak zawsze Mysko. A skoro już tak z tymi serduszkami dookoła - posyłam jedno wirtualne do Ciebie - z sympatii do gryzoni, o ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, to faktycznie mamy podobnie z tymi kredytami i debetami :) Ja bym się wykończyła psychicznie z wielkim długiem na karku :) Ale to może jakaś domena skorpionów :)
      Ja potrafię sobie odmówić drobnostek, jeśli czeka mnie większy cel :)

      A co do ściemniania dziecku, to jestem na to wręcz uczulona! Zawsze mówię prawdę Gutkowi i wiem, że łatwiej ją znosi, nawet jeśli coś nie idzie po jego myśli. Bo obiecanki cacanki a głupiemu radość :-/

      Serduszko wysyłam również :)

      Usuń
  2. Jak mi się marzy taka spiżareczka w zasięgu ręki... Mamy co prawda takie pomieszczenie do przechowywania przetworów, ale jak mam po ogórki czy inne takie zbiegać 2 piętra to odechciewa mi się ich jeść :)
    Jak się ogarne z remontem w tym roku to wyjście na stryszek sobie dostosuje do własnych potrzeb, bo całkiem spora klatka tam jest. Kiedyś służyła Ł za palarnie :)

    O teściowej kochana to mogłam książkę napisać, ale pytanie podstawowe - po co? Za bardzo stresujące by to było :) Przyjęłam więc zasade, że teściowa jest po to, żeby ciśnienie czasami unieść :)

    PS ta pani od soczku może sama z kosmosu spadła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko, mnie też się zawsze marzyła własna spiżareczka :)
      Remont Ci sie szykuje niedługo? Ale fajnie :) Ja lubię takie przeróbki i dostosowania :)

      Teściowe już chyba tak mają... nie na darmo tyle dowcipów o nich :)

      Pani od soczku na prawdę z kosmosu spadła. Jak pierwszy raz robiłam tam zakupy to myślałam, ze jest pijana, a ona tak się zachowuje :-/

      Usuń
    2. Ja jestem chyba krejzol, bo bardzo lubię remonty, zmiany i cały ten bałagan :)
      Ale jak zobaczę efekt końcowy, to micha mi się śmieje, że ho..
      Ostatnio, na przełomie września i października pomagałam odnowić mieszkanie takim ciociom. Mieszkają we dwie, jedna po 70tce, a jej córka troszku po 40tce. Odmalowałam im dwa pokoje, kuchnie, położyłyśmy tapete tam gdzie chciały. Obwiozłam po mieście w poszukiwaniu nowych mebli, potem to ustawiałyśmy, skręcały :) Frajde miałam większą niż one :)

      Także na swój już doczekać się nie mogę. Koncepcja jest, wszystko w głowie poukładane, dom do góry nogami przewróce :)

      Tiaaa teściowe muszą być. Jakby było nudno bez nich :) Grunt, że dzieli nas jakaś odległość :)

      Usuń
    3. Lilijko, to mamy podobnie. ja też zawsze się nakręcam jak jest jakiś remont. Uwielbiam urządzanie, przestawianie, malowanie i jak się zmienia wystrój :) Jakby nie to, że obecnie jesteśmy w permanentnym remoncie to bym ci pozazdrościła :)

      dałaś czadu z tymi ciociami :) hihih :)

      Usuń
    4. Dziewczyny, ja też się strasznie nakręcam remontami. ;-D
      Uwielbiam od czasu do czasu coś zmienić, choćby kolor ścian, choćby szafkę przestawić. I już się człowiek inaczej czuje! ;-)
      Więc oficjalnie Wam zazdroszczę. Bo ja w mieszkaniu teściowej to nic nie robię... Bo nie wiem w sumie, czy mi wolno. Choć na wiosnę to mnie już tak kręci, że chyba nie wytrzymam... ;-)

      Usuń
    5. Myska - a wiesz ile mi to radości sprawiło. Tam było wszędzie na biało, praktycznie minimum, bez mebli, tak bardzo oszczędnie. Ale zaszalałyśmy i wyszło bosko ;p

      Julitka - ja mam sprytny pomysł. Jak będę szalała z wałkiem i ustawiała meble to Cię zaproszę :) Pomoc się przyda, a Ty szybko przestaniesz zazdrościć ;p

      Usuń
    6. O tak, TAK! Zaproś! Z chęcią pomogę! ;-)))

      Usuń
    7. Dziewczęta drogie... płodzę maila... płodzę... może na jutro spłodzę ;)
      Jak którejś brakuje remontów to zapraszam... cztery sypialnie do obdzielenia mam :)

      Usuń
    8. Julitka czuj się zaproszona :)
      dam namiar jak już rozstawie się z drabiną :)

      Myska, ja bardzo chętnie się piszę.
      Mam pomysła - mogłybyśmy sobie konkurs urządzić nawet - czyj pomysł i wykonanie byłoby ładniejsze :))

      Usuń
    9. aaaa
      i miałam jeszcze napisać, że na @ czekam
      zawsze mi się micha cieszy jak dostane :)

      Usuń
    10. Myska, nie śpiesz się, poczekamy cierpliwie. Właśnie zobaczyłam, że spłodziłaś takiego posta o kosmetykach, że aż w szoku jestem (taki długi, że nie wiem, czy w pracy dam radę poczytać ;-P) - więc to już Ci trovchę czasu zabrało, bo będę mieć wyrzuty sumienia, że przeze mnie za dużo przy kompie siedzisz. ;-)

      Lilijka - no popatrz, a ja zupełnie odwrotnie z tym @... ;-P
      ;-D

      Usuń
    11. Nooo... machnęłam w końcu te kosmetyki, ale nic się nie martw, to nie dzisiaj :)
      Dzisiaj tylko dopisałam końcówkę :)
      Nie jestem w stanie przy Gutku takiego długiego posta wklepać. noł łej ;)
      Z tymi @ to mamy wszystkie tak samo hihih

      Usuń
  3. Stolarz to do historii przejdzie! ;-P

    Co do spiżareczki, to aż Ci znowu zazdroszczę (masz tam kilka fajnych zakamarków w tym swoim domku, bo sobie przypomniałam jeszcze o Twojej garderobie - szczęściara! ;-) ). Ja też zawsze chciałam mieć taką spiżarkę, moje obie babcie miały (tzn. jedna ma nadal) i to coś wspaniałego. Ja teraz wszystkie słoiki trzymam w piwnicy, tam też mamy półeczki, ale to już nie to samo. tak jak u Lilijki - jak mam schodzić to się odechciewa.;-)
    A z tą półeczką to dopiero sobie wymyśliłaś. ;-) Spryciula! ;-P

    Co do teściów i obiecywanie gruszek na wierzbie to już coś o tym wiem. Bo widzę jak moja teściowa traktuje maluchy Szwagrów. Szlag mnie czasem trafia, bo opowiada im takie głupoty, że nie mogę tego słuchać. Obiecuje, że pójdę, że dostanie, że coś tam jeszcze, a najczęściej tylko po to, żeby przestał płakać. Nóż się w kieszeni otwiera! Czuję, że będę miała przygody...

    A najbardziej czym mnie zachwyciałaś w tym poście to Twoją kontrolą wydatków. Jestem pod wrażeniem!!! Podziwiam ludzi, którzy w taki sposób panują nad wydatkami. Ja NIGDY tego nie spisywałam, choć od jakiegoś czasu nad tym pomyśliwuję. ;-)
    Jakoś tak szczęśliwie u mnie bywało, że zawsze po prostu wydawałam, najpierw na mieszkanie, a potem już jak leci, byle do 1 straczyło. Ale ostatnio sobie myślałam, że dobrze byłoby wiedzieć ile wydajemy i na co? No i wtedy można trochę zaoszczędzić. (A jak się mieszka w takiej odległości od normalnego sklepu to już w ogóle. ;-) Swoją drogą - szalona ta pani!). Powiesz mi, jak to robisz??? Spisujesz WSZYSTKIE wydatki??? Jak kupisz drożdżówkę w sklepie to też? Albo już ci się nie zdarzają takie małe zakupy? Jestem ciekawa... Może sama spróbuję tylko nie wiem, jak się do tego zabrać.
    Uff... ale się rozpisałam.
    Buziaki i miłego wieczorku! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, nasz stolarz to nad stolarze. Pierwszy raz nam się taki element udał niesłowny. Nawet nie wiedziałam, ze wyjeżdża bo bym mu koronkę strzeliła ;)

      Julitka, kto wie... może i Ty będziesz miała swoją spiżarkę za jakiś czas :) i garderobę :) A z tą półeczką to zawsze tak mam. Albo szafka, albo szuflada, w każdym mieszkaniu musiałam mieć swój kącik łasucha :)

      A! Z tą teściową widzę podobnie mamy :) fajnie... dobrze mieć wsparcie. ja nie znoszę jak się dziecku ściemę puszcza, żeby dziecko nie płakało, bo to działa tylko na chwilę... później jest gorzej niż źle :-/

      Jeśli chodzi o wydatki... hehe... nie sądziłam, ze takie coś może zachwycać :)
      Ale serio... lubię mieć kontrolę nad kasą i nie znoszę nie wiedzieć na czym stoję.
      Od ślubu prowadzę takie bilanse, bo od początku wiedzieliśmy, że albo kupimy mieszkanie albo dom wybudujemy. Ja nigdy bym się na długoterminowy kredyt nie zdecydowała, nie w naszym kraju ;) Umarłabym ze strachu. Dlatego woleliśmy najpierw kasę odłożyć.
      Jak chcesz to ci bliżej opiszę, ale to na priv, bo mieliśmy więcej szczęścia niż rozumu ;)
      A same wydatki spisuję z kwitków, rachunków, które zbieram.
      Rachunki i przelewy tak jak są, a paragony ze sklepu zawsze zaokrąglam w górę (jak wydałam 112zł, to do 120) bo biorę poprawkę na to, że nie pamiętam o pojedynczych bułeczkach :)
      Mnie się już raczej nie zdarzają malutkie zakupy, ale M do pracy jak idzie to często sobie jakąś kawę albo drożdżówę kupi ;)
      Tak czy siak jak pospisujesz sobie przez kilka miesięcy co i jak to będziesz potem wiedziała na co najbardziej idzie kasa, choć czasem lepiej nie wiedzieć hihih :)
      Mam kilka rubryk (jedzenie, rachunku, auto, ciuchy, dom i budowlane i takie tam ;)
      Ja potrzebuję tego jak mały bajtek pieluchy tetrowej do przytulenia... inaczej nie będę w nocy spać :)
      Pozdrawiam, mua:*:)

      Usuń
    2. Chcę, chcę, pewnie, że chcę! :-) Poproszę opowieść na priva! Jestem bardzo ciekawa, szczególnie, że sami jesteśmy teraz w takiej sytuacji, że ciągle myślimy co dalej....
      Niezła jesteś z tym spisywaniem, no! no dobra, może jakoś zbiorę się w sobie i mooooże od marca spróbuję?...

      Ty tam Myska dajesz radę? do sklepu jutro wyjdziesz? Może Ci coś helikopterem dosłać? Jak u nas tak strasznie napadało, to nie wyobrażam sobie, co tam musi być u Ciebie! Halo, halo! Jak jeszcze komin będzie wystawał to puść jakiś sygnał dymny! ;-)

      Usuń
    3. Ok, napiszę Ci.... tylko później... bo dziecko samo sobie jeszcze nie chce śniadania zrobić ;)

      Z tym śniegiem to weź.... mam dość. Wczoraj tak mi za oknami hulało, że dzięki. Jak chłopaki poszli odśnieżać to myślałam, że nie wrócą ;) Dzisiaj znowu sypie, ale jakby ciutkę mniej... echhh. Mnie ciężko uwierzyć, że gdzieniegdzie tego śniegu nie ma :-/

      Usuń
    4. No to trzymam kciuki, żeby Was całkiem nie zasypało, bo jeszcze internet się straci i co my zrobimy bez Twoich postów! ;-P

      Kochana, nie musisz się spieszyć, daj Gutkowi śniadanko i obiadek. Jak będziesz miała chwilę/wenę/ochotę to wtedy napiszesz. ;-)
      Miłego dnia!
      Ps. Ja zaraz idę zrobić sobie kawusię. I cała firma czeka na pączki. Mają zaraz dojechać. Chłopaki co pół minuty pytają: już sąąąą? Jak dzieci, no! ;-)

      Usuń
    5. Chętnie znajdę się w DW tej wiadomości :)
      Bo ja też co nie co sobie notuje, licze, szacuje, ale nigdy nie robię tego dokładnie. W gre wchodzą raczej grubsze wydatki :)

      Usuń
  4. Myska ja nie wiem jakim cudem mogłaś wymagać od "pani" sklepowej soku jabłkowego? Może japkowy by beł, cy cuś? ;-)).
    Pamiętaj też, że "nie taki diabeł straszny jak go malują...nie dotyczy teściowych". Chociaż ja na swoją narzekać nie mogę ogólnie, ale są dni kiedy mi skutecznie nawet na odległość podniesie ciśnienie. Tak więc, trzeba to znosić pokornie i przytakiwać. Trzymcie się ciepło i nie dajcie śniegowi. Całuski. Karol(ina).
    P.S. Nie miałam netu, bo dwa tygodnie temu słuchałam se muzyki na wrzucie. A że neta mam mobilnego, to se wysłychałam cały limit transferowy. Ale jak widzisz już jestem dostępna i w najbliższym czasie naskrobię coś u siebie. Buziaki.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Linka, kochana moja! Jak ja kobieto tęsknie za twoim pisanie. Zostaw te piosenki w cholerę i spłodź jakiegoś posta! :)
      Pani sklepowa czad, co? jakbym nie widziała, to bym nie uwierzyła chyba :)
      Z teściową masz rację... ja zazwyczaj staram się przemilczeć wszystko, lub daję znaki M, żeby "coś zrobił" :)
      Kochana, dzisiaj cały dzień u nas sypie że światu nie widać! Chyba nas zasypie wnet! :-/

      Usuń
    2. Spłodziłam. Krótki, bo krótki ale jest. Więc zapraszam.

      Usuń
    3. No! Wlazłam, przeczytałam i od razu mi lepiej :)

      Usuń
    4. Sie ciesze i klaszcze uszami;-p)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...