7 lut 2012

GENERALNIE O MROZIE

A dzień dobry Państwu.
Jak wtorkowe nastroje?
Mnie to tak leci dzień za dniem, że kiedy ocknęłam się przedwczoraj wieczorem, że jest niedziela i od nowa tydzień się zaczyna to miałam ochotę się rozpłakać.
Jak to? Przecież dopiero był piątek!

U Was też dzisiaj tak smaży?
Nie wiem, trza by się chyba za nowym bikini rozglądnąć czy coś.
Co prawda sypie znowu, ale to już nie -30, tak?
Chyba się zachlastam ;)
Nadejszla chwila, że i mnie ta zima obrzydła. 
Bałwany ulepione, sanki odbębnione, siniak na tyłku nabity. My już mamy z głowy.
I to opatulanie siebie, dziecka i znowu siebie i dziecka mnie wykańcza.
Mózg mi zamarza na tym mrozie. I gile w nosie.
I w ogóle wszystko zamarza.
W ścianie zaczęło nam strzelać.
Ale jak. Obudziłam się w piątek w nocy i zasnąć nie mogłam, bo bałam się, że nam się chałupa wali.
No i ten.
Obudziłam M,  niech się martwi ze mną. 
Nie martwił się: myska, nie świruj, śpij.
Jakie te chłopy są proste, mówię Wam, nic wyobraźni nie mają. W środku nocy szczególnie.
No ale dobra. 
W sobotę M zrobił przegląd ścian. Niczym mędrzec zaczął chodzić dookoła domu i postukiwać w ściany, mrucząc coś sobie pod nosem, potem wyciągnął telefon, zadzwonił i dalej łaził i stukał. 
W międzyczasie puknął mi w okno kuchenne, że coś wywaliło na oknie w salonie. 
Lecę więc spanikowana, wyglądam a tam a kuku - seldusko na sybce dla mysuni.


Zdarza mu się czasem ;)
No ale co z tą ścianą?
Ano to, że po tym telefonie przyjechał pan, i zaczęli obaj stukać, a potem się dowiedziałam, że nam tynk odlatuje. 
Ha-ha-ha. Odlatuje. Dopiero go położyli, a on już bierze i odlatuje. 
Nie, że nam jakieś płaty odchodzą, tylko panowie jednej ściany nie zrobili jak należy i nam cała ta położona powierzchnia od maxów się odrywa. Znaczy klej puścił chyba.... czy coś.... nie wiem... nie dociekałam. Nic nie widać, ale jak pierdyknie kiedyś tak fefdziesiąt metrów naraz.
No i na wiosnę lecimy ze ścianą od nowa.
Hurrej.
Jedyny plus taki, że to jedyna ekipa z przystojnym szefem, tak?
No bo w porównaniu do reszty łogrów, którą miałam okazję poznać, to ten wymiata, tak?

Opowiedzieć wam dowcip o stolarzu?
Eeee, albo nie.
Już i tak wszyscy znają.

Co by Wam tu w takim razie?
Nie wiecie czy sikorki można na dietę jakąś wysłać? 
Bo M mi zarzuca, że je spasłam nieco.
Serio. Pierwszego dnia były wszystkie jak szczypiorki, a teraz to dorodne cebulki.
M: myska, planujesz rosołek z sikorek, czy jak?



W sobotę rano:
G: o mamo, pacz, sisiolki przyleciały do kalmnika
Ja: co przyleciało?
G: eeeee si...... kisiolki przyleciały
Ja: jeszcze raz, co przyleciało??? - i śmieję
G: sikolki!
Ja: no brawo 
;)

14 komentarzy:

  1. Hahaha!Do mnie mogłyby sisiolki przylecieć...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę Ci podesłać kilka... podtuczonych :P

      Usuń
    2. Jeden sisiolek by wystarczył:)

      Usuń
  2. Sisiolki hehehe :)
    Ale spasłaś je faktycznie, nieźle :)

    M się postarał, jakie ładniutkie selduszko.
    Mi zima też obrzydła, czekam na wiosnę i na to bikini...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... mówię Ci lilijko mam dylemat, czy im nie wydzielać teraz tych ziarenek, takie pączki się z nich zrobiły, że hej :)
      Seldusko wyszło na cacy... na żywo ładniej wyglądało :)

      Usuń
    2. Właśnie widzę, na zdjęciach wyglądają że hohoho :)
      Rosołek byłby jak się patrzy, z takich brzusków ;p

      Usuń
  3. Dzień dobry Pani, co to Sisiolki dokarmia. Ładnie, ładnie! ;-P
    Jeśli chodzi o moje wtorkowe nastroje to u mnie średnio, bo ledwo widzę ekran komputera – kicham, smarkam i coś czuję, że jutro już w domku zostanę i jak się uda to będę pracować z domu.
    A poza tym to cudne serduszko Ci mąż namalował.
    Co do ścian, to nie ma się co załamywać, tylko cieszyć się, że przyjdzie przystojny pan szef ściany poprawiać. ;-) Swoją drogę ściany nie wytrzymują bo kto by na takich mrozach wytrzymał? Choć zgadzam się, że dziś – rano było tylko -13 – to od razu jakby wiosna wróciła. ;-)
    Siosiolki tak utuczyłaś – tym pokarmem smalcowym, tak?- że nic tylko na drugim blogu danie wkrótce z sisiolek będziesz prezentować. ;-)
    Buziaki i miłego dnia Mysko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty, laska, Ty się nie dawaj choróbsku... chociaż taki dzień odpoczynku (czytaj. praca w domku) na pewno dobrze Ci zrobi :) Przynajmniej odpada rozsiewanie i gromadzenie cudzych zarazków :)
      Mąż mi smaruje po szybach teraz często... kiedyś nie miał okazji, bo mieszkaliśmy na II piętrze :)

      Z tym daniem z sisiolek to nie wiem... czy sikorki aby pod ochroną nie są? Tak pytam bo w sumie to nie wiem :) Ale zlatuje ich się tyle, że jakby tak kilka złapać to nawet by coś upichcił :)
      Buziaki Julitko! :)

      Usuń
  4. Sisiolki ha ha. Jejku, jak ja lubię te dziecinne gadanie Mysko. A Gutek zawsze coś fantastycznego wymyśli :). Poza tym - M. ma też niezgorszy humor, skoro mu rosołek na sikorkach się na myśli napatoczył ;-).

    Mrozy musimy przeżyć, ale ta ściana to niepokojąca. Mało, że może runie to na domiar ile sprzątania! ;-). Oczywiście to czarny humor Mysko i jestem pewna, że będzie dobrze.

    Serduszko - jak mniemam preludium walentykowe. Jednak nie wątpię, że i latem na piasku Twoi chłopcy będą Ci je rysować. A jesienią usypywać z liści. Wiosną pleść z mleczy :). O, to już mimowolnie nadałam scenariusz na kolejne pory roku z serduszkiem w tle :). Uściski z równie upalnych około mazurskich białych plaż ;-).!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tą ścianą Amishko to nie wiem... znaczy to nawet nie ściana sama w sobie, tylko tynk. On się trzyma, bo jest dobrze połączony w innych miejscach i chłopak, ten co robi, twierdzi, że nie powinno nic się stać, ale wiesz... :) I to jest moja ściana, przy której chciałam postawić sobie stół, krzesła, pergolę zrobić, żeby latem jeść śniadanka :)
      Bajka!
      Co do selduska... to już chyba w ramach walentynek... bo my już tak mamy, że w święto jak należy to albo czasu nie ma, albo chęci na świętowanie :)

      Usuń
  5. Uśmiałam się Mysko bardzo.
    I serduszkiem pozachwycałam również :-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Służę uprzejmie :)
      Serduszko na żywo ładniejsze było... tylko szkoda, że takie ulotne hihih :)

      Usuń
  6. No, popatrz, a u nas śniegu nie uświadczysz. Ciągle nadaję Maczkowi, że jak będzie śnieg to pójdziemy na sanki, a tu NIC.
    Walczę z ropną anginą i mam już serdecznie dosyć, po dwóch dniach, a ble! Sama się o to dopominałam, bo wieszałam w sobotę pranie na dworze :))), ale jak potem pachniało w domku! :))) Zdrówka życzę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryanko, ja Wam z całą przyjemnością zepchnę cały ten śnieg, niech się Twoi chłopcy wybawią! Choćbym miała tylko spod domu wygarnąć, to i tak od czorta się tego uzbiera - u nas po kolana i nie odpuszcza ;-/
      Oj, to się urządziłaś z tą anginą niefajnie... wiem co to znaczy... ja albo anginy przechodzę, albo zapalenie ucha.... No, ale to pranie z dworku mmmmm :)
      Ja codziennie wyrzucam na taras pościel, choć na chwilę, żeby się przewietrzyła. Uwielbiam jak nam tak pachnie wieczorem ładnie :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...