2 lut 2012

O MYSCE ROLNICZCE

Mówiłam Wam kiedyś, że ja ze wsią to mam niewiele wspólnego, ta?
No ok, pochodzenie na pewno.
No co się będę wywyższać i chwalić, skoro ze szlachty nie pochodzę.
Chociaż...
Jedna zubożała podczas wojny prababka, w perłach i rękawiczkach aż do śmierci, się liczy?
Tak pytam... bo w jednej ósmej to bym nawet była.
Ale dobra
Ja nie o tym dzisiaj.
Otóż
Mamy ogród, tak?
Kiedyś mówiłam, że w ogrodzie będę miała trawę, drzewa i kilka cwietów.
Jednakowoż z biegiem lat moja myśl ewaluowała i postanowiłam sobie mały ogródek warzywny w jednym rożku przysposobić.
I zielnik pod oknami w kuchni.
No i posadzić krzaczki owocowe i drzewka też.
To wszystko oprócz kwiatów i trawy.
I drzewek ozdobnych....

I teraz tak.
Robię plan.
Niestety od samiuśkiego początku.
Bo ja z tych co ewentualnie chodzili do babci zbierać porzeczki czy inny agrest, a nie sadzić.
Bynajmniej.
Na sianiu i sadzeniu znam się mniej więcej tak jak na hip hopie.
Czyli wiem, że coś takiego istnieje, ale co, gdzie i jak, to już nie moja bajka.
No.
Więc przyszło mi na stare lata grzebać w necie i rozkminiać co z marchewką, co z pietruszką, kiedy jest pora na pora, jak się to wszystko hoduje od ziarenka po talerz i w ogóle.
Myślałam, że sobie zapisze wszystko w kalendarzyku i będę jechać.
A tu buehehehe. Trochę tej wiedzy muszę nabyć. Łącznie z nomenklaturą, bo niektóre określenia muszę sobie wgooglowywać.
Wszystko od samiuśkiego początku.
I nie wiem doprawdy, kiedy ja się tego wszystkiego nauczę i czy aby latem zbierzemy jakiś plon.
Jakikolwiek.

Jest jeszcze opcja - teść.
Że przyjedzie i mi pomoże. Bo się zna.
M też ma jakieś pojęcie i pewnie jak przyjdzie co do czego, to będzie się mądrzył.... to ja już wolę teścia.
Ale on chyba pęknie ze śmiechu, jak zobaczy moje ogrodnicze zdolności.

No i nie wiem.
Honor czy warzywnik?
Co tu wybrać? hmmmm?


Jedyne co zgłębiłam dosadnie wczorajszego wieczoru, to że już teraz, w lutym, za robotę wziąć się muszę.
Pojeździć za doniczkami, nasionkami, poudawać w sklepie, że wiem co mówię.
Tyle mojego, że wiem jakie rośliny chcę w moim ogrodzie, bez wchodzenia w szczegóły ofkors.
Także chusteczka na głowę i wio do roboty.


Poza tym co?
Gutek zaczął bać się ciemności.
Budzi się w nocy i każe lampkę świecić.
To nowość. Zapomniałam, że dzieci tak mają.
Niektóre ;)

Dobra, lecę, pa.

PS
Nie wiem kiedy te niezbędne kosmetyki Wam tu wklepię ;) Muszę?
Naprawdę ktoś jest ciekaw jakiego podkładu używam?
Cera sucha, wrażliwa i do tego skłonna do alergii.

No jeśli tak, to ok... spłodzę tego posta... kiedyś... :)

23 komentarze:

  1. Mały też się boi ciemności. Nie pójdzie do pokoju, jeśli nie świeci się światło.
    W sb jak byliśmy na choince w szkole u Starszego, straszna ciemnica była na sali, przykleił mi się do szyi tak, że oddychać nie mogłam :)

    co do ogródka, nie takie to straszne, spokojnie dasz radę sama. Proponuje wizyte w sklepie ogrodniczym, tam Ci powiedzą co kiedy się sadzi czy sieje. A przecież książkowo nie musisz wszystkiego robić ;p
    Duma będzie zachowana i warzywka na talerzu też :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzę, że nasi chłopcy podobnie mają :) Na mieszkaniu był problem bo włączniki były wysoko i sam nie dosięgnął... teraz w domu sam sięga i rozświetla cały dom, a ja tylko chodzę i gaszę za nim :)
      Ale w końcu puścił cię Mały... skoro piszesz... nie udusił :)
      A jeśli chodzi o ogródek to jestem dobrej myśli, wiem że będzie ciężko z początku, ale dam radę :)

      Usuń
    2. Nie udusił, ale na początku było ciężko. Chciał uciec z sali, ale ciekawość Go trzymała na miejscu. Później się tak rozkręcił, że koleżanki Mikuśka brał za ręce i zapraszał na sale, tańczył z nimi, a dziewczynki miały z niego niezły ubaw :)

      No ba! Pewnie że dasz radę! Ja w tym roku nie zaopiekowałam się przed zimą krzewami w ogrodzie i jak na nie patrze, to marne widzę szanse, że róże w tym roku mi zakwitną :(

      Usuń
  2. Wiesz ja się boję ciemności do dziś czasem budzę się w nocy i nie zasnę dopóki chociażby mała lampeczka mi świecić nie będzie , nie wiem skąd mi się to bierze ,,,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amelko, no zawsze to się człowiek lepiej czuje, jak widzi co ma przed nosem. Ja też :)
      Jak mi się Gutek urodził, to spaliśmy chyba przez 4 miechy przy lampce, żeby non stop do karmienia nie świecić :)

      Usuń
  3. O...to ci współczuję :)
    Bo ja swego czasu pracowałam w ogrodnictwie, więc od nasionka ...potem pikowanie, rozsady w tunelach i potem do gleby....błe.
    Ty się zorientuj czy gotowych rozsad na wiosnę nie kupisz w jakimś ogrodnictwie.
    Bo jakbys tak miała sobie w skrzyneczkach wysiewać od nasionka to wszystko co chcesz, dbac o odpowiednią temperaturę, nasłonecznienie, nawodnienie to ci trochę czasu i miejsca zabierze - ta twoja hodowla :)
    I jeszcze ziemię byś musiała odpowiednią kupić, wymieszac ją z piaskiem...
    Taka marchewka czy rzodkiewka to ci w gruncie urosnie, tylko ją potem przetrzebisz jak się gęsto wysieje ale już pomidor wymaga większej oprawy artystycznej :) Na szczęście pomidory kupisz w maju podrośnięte u ogrodnika i posadzisz po 15 maja od razu do ziemi.
    Po 15 maja bo wtedy już nie ma ryzyka przymrozków przygruntowych :)
    Ja się właśnie przymierzam do zarezerwowania kawałka trawnika na 5 krzaków pomidora :)
    Te pory, marchewki, rzodkiewki, pietruchę, kalarepę i inne chwasty na chleb i rosół wolę jednak kupowac, bo obawiam się, że nie zdążylibyśmy tego zjeść i połowa by zgniła.
    Cebulka i szczypiorek jeszcze się nada...cały rok, nawet w skrzynce na parapecie w domu.
    Niektóre zioła kupisz w doniczkach w marketach (np. bazylia)
    Jak ja sobie parę lat temu posiałam lubczyk, bazylię i majeranek a potem plony wysuszyłam to do teraz jeszcze mam :) Jak masz dużą zamrażarkę to możesz posiekaną nać pietruszki i selera zamrozić na całą zimę. Świetna sprawa do zup ... smakuje jakbyś dopiero co zerwała :) Zupełnie inaczej niż suszone.

    Tylko moja droga jak ty będziesz nawozić ten ogródek? Powszechnie wiadomo, że wszelkie uprawy najlepiej rosną na bydlęcym oborniku :))) Skąd go weźmiesz? Hihihiii...

    U mnie w okolicy sa gospodarstwa, załatwiłam z jednym gospodarzem taczkę obornika, załatwiłam chłopa, co za 20 zł przywiózł tą taczkę, przekopał mi te parę metrów ogródka, wymieszał ziemię z obornikiem a ja potem "uprawiałam" warzywniak. Miałam takie pomidory, że pół dzielnicy obdarowywałam. 8 krzaków a na nich "bycze jaja" jak dzwony :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Figa, Ty to umiesz człowieka podnieść na duchu ;)
      Nie chcę gotowych rozsad. Jak mam się uczyć to od podstaw, przynajmniej wiem co wsadzam w glebę... znaczy wiem co za nasiona.
      Pewnie to kwestia podejścia, ale mnie te prace naprawdę cieszą. I żeby było jasne - jestem realistką - przygotowałam się na to, ze roboty od czorta będzie i że coś pewnie nie wyjdzie - dlatego nie chcę od razu wszystkiego co się da wsadzać tylko stopniowo... z roku na rok więcej.
      Chcę też krzaczki i drzewka owocowe, ale tym się będzie już M zajmował.
      Ja tylko powiem gdzie wsadzić, bo zrobiłam sobie plan ogrodu: część reprezentatywną (z wjazdem), część rekreacyjno-wypoczynkową za domem i z boku zostaje mi sporo placu, akurat będzie pod uprawę :)
      Ja co roku zbieram o teściów plony, przywożę to w wielkich pudłach - i jakoś nam się nie marnuje. My strasznie dużo zieleniny jemy, ja też bardzo lubię robić przetwory, także raczej się u nas nie zmarnuje, a jakby miało, to mam rodzinę bez ogrodów więc będziemy rozdawać w miarę możliwości :)

      Co do kupnych, marketowych ziół to nie zgadzam się. Okropnie one się utrzymują w domu i wolę te, co mi rosły w zeszłym roku przed domkiem. Żałowałam, że muszę się ich pozbyć (bo jak tynkowali dom to strasznie podreptali wszystko :-/ a potem jakieś przekopy ;-/)
      A mrożona zielona pietruszka - błeee, leży cały pojemniczek w zamrażalniku, super mi się udało zamrozić, bo jest bardzo sypka, a jednak nie, nie smakuje nam. Nie uważam, żeby była jak świeża ;) Choć z braku laku i taka będzie :)

      W niedzielę gdy byłam u babci to spod śniegu wyciągnęłam sobie jarmuż i rukolę - i o to mi głównie chodzi - najdzie mnie ochota to idę dwa kroki i mam, na żaden targ nie muszę jechać ;)

      O nawóz też się nie martwię. Z królików zapewniony :)

      Usuń
    2. A jak macie dojście do króliczych kupek to zazdroszczę.

      Wiesz, że ja piszę też czasem pod kątem siebie :) nie mam czasu prawie na nic więc nie wyobrażam sobie ogródka warzywnego chociaż Wysoki strasznie by chciał ale jak znam jego zapał to ja bym się tam narobiła a jego nie można by się doprosić o wyplewienie chwastów.

      A czemu nie lubisz mrożonej pietruszki? Naprawdę widzisz aż taką różnicę? Ja nie kupuję zieleniny w marketach, tylko od takich zaufanych babć albo dostaję od sąsiadów, którzy mają działkę - i mrożę. I bardzo to lubimy. Staram się mrozić suchą zieleninę, własnie żeby była sypka. Nie daję jej do sałatek bo jest "flakowata" ale do rosołu tylko wrzucić do wrzątku na sam koniec i gra. Musi być na wrzątek, choć wiem, że traci wartości (zresztą zamrożona też traci) ale jak się wsypie do talerza przed podaniem to trudno ją pogryźć, jest twardsza niż swieża .. jednak lepsza taka niż żadna.
      Ale bym królika zjadła ... mój Ś.P. dziadziuś hodował króliki.

      Usuń
    3. Widzę różnicę... ja mam Figa takie podniebienie, że wszystko wyniucham :D Od razu odróżnię pietruszkę mrożoną od świeżej. Moim panom nie przeszkadza, ale mi już tak nie smakuje :)
      Ja większość warzyw w roku dostaję od teściów i też często porcjuję i mrożę, a właściwie tak robiłam do tej pory, gdy mieszkałam w bloku i nie miałam ich gdzie przechowywać. Ale teraz, jak mam ogród i do tego chęci to chcę się nauczyć by potem cieszyć się własnym plonem.
      Mój M też ma zapał.... ale mu nie oklapuje z czasem, tylko jak trzeba to robi... wiem, że nie spadnie na mnie cała ta praca dlatego też korzystam :)

      Usuń
  4. Jak mieszkanie zaplanować i urządzić potrafię, to ogród - nawet nie wiem, od czego by tu zacząć ;-)
    Dlatego trzymam kciuki!

    No i Teścia od Męża wolisz za nauczyciela?:D
    Toż Teść powinien ze szczęścia oszaleć po takim komplemencie;-)
    Oczywiście nie życzę co by oszalał, tak mi się napisało ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To Maciejko mamy podobnie... ogród póki co w teorii opanowuję, zobaczymy jak wyjdzie w praktyce. Ale ja lubię wyzwania, także coś na pewno wyjdzie :)
      Teść na pewno pomoże jak zajdzie potrzeba i jeszcze będzie szczęśliwy, że za "przewodnika" w temacie będzie robił :)
      A męża nie chcę, bo będzie się ze mnie podśmiewywał, choć bez pomocy się nie obędzie :)

      Usuń
  5. Myska Rolnik, no proszę! ;-P
    Powiem Ci, że wszystkiego można się nauczyć. I tyle. Ja też całe życie miastowa, nic nigdy w ogródku nie robiłam, nie wiedziałam, jak rośnie mój ulubiony bób, nie wiedziałam, że to wszystko zaczyna się już od lutego..
    Wszystkiego się dowiedziałam, jak przyjechałam do tygrysowego miasta i okazało się, że przyszła teściowa ogródek ma i używa. Co tam ogródek. Ogrodzisko! Ogromne!
    I uprawia tam wszystko co może. (Właśnie wczoraj rozmawiałyśmy o tym z Lilijką;-D) I roboty przy tym tyyyyle, że nie rqaz zastanawiałam się, czy jest sens. Bo najpierw musisz kupić nasionka, potem wiele z nich sadzić w domu, potem rozsiewać, potem przesadzać, potem plewić, plewić itd. Co się człowiek narobi, to niby lepiej na targ pojechać i kupić. Bo i plecy nie bolą i czasu więcej.
    Ale za to: wszystko zdrowe, wszystko Twoje, więc wiesz, że bez tych E, no i jaka satysfakcja! A potem w lato rano do ogródka - pomiodorek, szczypiorek i cebulka i świeża sałatka na śniadanko - CUDO! :-)
    Mama Tygrysa to robi tego tyle, że całą zimę słoiki mamy. Wspaniale, tylko narobimy się przy tym całą rodzinką.

    I ja tak samo w przyszłości, pomimo tych wszystkich niedogodności, bardzo chcę mieć taki swój ogródek.
    POradzisz sobie! Masz internet, książkę jakąś może na ten temat sobie kup, czy - tak jak radzi Lilijka - zrób sobie wycieczkę do sklepu ogrodniczego, tam Panie na pewno Ci pomogą.
    I będzie Myska Rolniczka z Honorem. ;-)))

    Ps. Jeśli o mnie chodzi, to absolutnie kosmetyków nie musisz wklepywać. Napisałam, że tylko wtedy kiedy będziesz miała ochotę. ;-)
    A mnie jeszcze post o serialach zaległy wisi.... I potem kogo ja klepnę dalej, jak nikt nie chce? ;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I o to chodzi Julitka! Nie ma jak z własnego ogródka!
      Już pisałam u Figi, że realistką jestem i wiem, że czeka mnie sporo pracy, ale nastawienie mam jak najbardziej na tak! :)
      Jakoś takie prace domowe sprawiają mi dużo radości i mam nadzieję, że i z ogrodem wyjdzie :)
      Co do mieszkania w domu tez miałam mnóstwo wątpliwości, bo ja miastowa od pacholęcia, a wszelkie złe proroctwa innych (że jak ja niby piec rozpalę, czy że się będę bała) wzięły w łeb. radę daję i radę dam!
      Muszę :)

      Te kosmetyki to kurcze nie wiem... moge wklepać, tylko mi się wydaje, że to nikogo nie obchodzi jakie ja używam :)
      Jak będę miała chwilę to wypuszczę posta, albo jak mi się chwilowo tematy wyczerpią :)

      Usuń
  6. A ja powiem tak, jesli sprawia ci radoche grzebanie w ogordku i cieszy cie co tam posadzisz i posiejesz to nie ma co marudzic... jak ktos to lubi to mu moze dac wiele radochy a jesli to mordega to zasiej rowno trawke i nie mecz sobie glowy :) niech zostanie na cos ciekawszego...

    Pozdrowka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to, ja myślę, że to w dużej mierze kwestia podejścia. Ja zawsze lubiłam zbierać plony i myślę, że będę też lubiła siać i sadzić, stąd moje wielkie chęci. Ja po prostu nie wierzę w całkowitą klapę :) Wiem, że nie będzie idealnie na początku, ale też wiem, że z roku na rok będzie lepiej. Szczerze mówiąc już się nie mogę doczekać tych prac! :)

      Usuń
  7. Honor, Mysko - zakop na grządkach i do dzieła. Siej, sadź, ucz się i się tym ciesz! Warzywka zasadniczo nie są aż takie trudne, ale jak nie zaczniesz - nie dowiesz się. Teść pomoże, poczytasz, experymenta zapodasz i będzie. Za jakiś czas powstanie nowa odsłona Myskowego bloga o tematyce roślinno-ogrodowej. Wierzę w to i oczekuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha, ha! :) Kto wie.... jak mi się spodoba to za dziesięć lat stworzę nowego bloga "w mysim ogrodzie" :)
      Tak też zrobię Amishko, popróbuję, podziwuję, ten sezon będzie zdecydowanie eksperymentalny.
      Ale jak nie spróbuję to się nie dowiem, prawda?
      Dzięki za wiarę w moje możliwości! Obym nie zawiodła, ani siebie ani Ciebie :)

      Usuń
  8. Popieram Amishę, honor ważniejszy. Nie ma co tych wszystkich dobrych internetowych rad słuchać, tylko w lutym zakupić nasiona, w marcu przekopać i ,,odżywić" (wapno lub obornik od zaprzyjaźnionego sąsiada rolnika) ziemię, a od kwietnia zacząć siać. Pomidory, seler i pora kupuję od ogrodników na targu, takie wyrośnięte i nie biedolę się z pikowaniem i sianiem w skrzyneczkach. Najpierw sadzę cebulę dymkę i czerwoną, a potem jak leci. O, a to już niedługo! ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maryanko, ja nie mam zamiaru słuchać wszystkich rad... ale niektóre na pewno. To jest na zasadzie, że jak się nie wie jak ugotować bigos, to robiąc zakupy kupi się kapuchę i mięso, a gdy stanie się przy garach to się człowiek zastanawia od czego zacząć. Metodą prób i błędów i jako takiego myślenia, coś mu tam w garnku powstanie, ale może wcześniej zajrzeć do netu, żeby mieć jakąś bazę w tworzeniu. DLa mnie tym bigosem jest uprawa ogrodu warzywnego.
      O dziwo, jak myślę o kwiatach i ich rozmieszczeniu to zazwyczaj się nie mylę. Wizualizuję sobie w głowie ogrody ciotek, sąsiadów etc. i przypominam gdzie na przykład u nich hortensje rosły i wiem, że w cieniu.... potem sprawdzam na necie i faktycznie najlepiej je w cieniu sadzić... także nie jest ze mną tak całkiem źle :)
      A co do sadzonek, to nie wiem... musze się poradzić teścia, on ma większą wprawę, bo nawet nie wiem ile musiałabym tego posiać, żeby nie było znowu za dużo :)

      Usuń
  9. Ja u siebie w ogródku nie mam warzyw i owoców (zbyt mało miejsca), ograniczyliśmy się do drzewek ozdobnych, trawki i kwiatów w donicach. Już się nie mogę doczekac wiosny, mam plan jakie posadzę kwiatki i w tym roku zaryzykuję i wsadzę róże także pnące. Ale się rozmarzyłam:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Meg, ja też się już wiosny nie mogę doczekać.
    Na razie spisuję sobie, co bym chciała posadzić lub posiać i orientuję się w uprawie. A potem wyjdzie w praniu co wyjdzie :)

    Na naszej działce było kiedyś sporo drzewek owocowych, ale musieliśmy je niestety wyciąć, bo akurat stały w miejscu gdzie mieliśmy wyznaczony teren pod budowę. Były to stare drzewka, które już wyrodziły owoce, ale za to piękne... Szkoda :( Musimy teraz wszystko od nowa zaczynać. Ale przynajmniej zrobię wszystko po swojemu. Kilka donic już mam :)

    OdpowiedzUsuń
  11. No to jak już przy tych kosmetykach będziesz siedzieć, to może kiedyś o serialach napiszesz, bo wytypowałam Ciebie. Buziaki :)
    http://kropkagalopka.blogspot.com/2012/02/miasz-masz.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) Galopku i o serialach napiszę :) Już doszłam do wniosku, że wklepię te posty, a co mi tam! Ale to jak mi się żaden inny temat nie nawinie :) Pozdrawiam
      I dzięki za zabawę :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...