Chłopcy sobie rozmawiają.
G: tata, a ty jesteś silny?
M: silny? Ja? no…yyyy… jestem…chyba… - odpowiada niepewnie mąż
G: a mamusia nie jest silna, wiesz? Nie ma sił mnie nosić na lączkach.
M: no bo ty jesteś już duży i ciężki - a mama mała i wątła, dodaję w myślach
G: ale ty jesteś silny? - upewnia się dziecko
M: no ja jestem
G: To dobzie… będziesz mnie trzymał na lączkach w kościółku.
Se załatwił :)
*
Poza tym mięliśmy księdza z wizytą duszpasterską. Coby Gutek nie był zbytnio zaskoczony tym faktem postanowiłam mu dzień wcześniej wyjaśnić co i jak, bo jakoś mi się nie zdawało, żeby pamiętał zeszłoroczną kolędę.
Ja: Gutku, jutro przyjdzie do nas ksiądz - informuję dziecko
G: a po cio?
Ja: przyjdzie po kolędzie.
G: nie chce - krótka piłka
Ja: coś ty, będzie fajnie, zobaczysz…- próbuję ratować sytuację
G: nie chce
Ja: ale to ten sam ksiądz co Ci kiedyś dał cukierki jak byliśmy w kancelarii, pamiętasz?
G: aha
Ja: to może przyjść?
G: możie – się łaskawie zgodził
G: a po cio?
Ja: przyjdzie po kolędzie.
G: nie chce - krótka piłka
Ja: coś ty, będzie fajnie, zobaczysz…- próbuję ratować sytuację
G: nie chce
Ja: ale to ten sam ksiądz co Ci kiedyś dał cukierki jak byliśmy w kancelarii, pamiętasz?
G: aha
Ja: to może przyjść?
G: możie – się łaskawie zgodził
Następnego dnia, kiedy szykowałam stół na wizytę, Gutek mnie pyta:
G: mamo, co lobisz?
Ja: stół przygotowuję, bo ksiądz dzisiaj do nas przychodzi, pamiętasz?
G: Tak, pamiętam . Ale nie będzie ględził?
Ja zamieram. Od razu oczyma wyobraźni widzę, jak dziecko pyta księdza czy przyszedł ględzić, bo pomyliło mu się z określeniem „po kolędzie”, ksiądz robi oczy, a w tłumaczenia rodzicielki i tak nie wierzy ;)
G: mamo, co lobisz?
Ja: stół przygotowuję, bo ksiądz dzisiaj do nas przychodzi, pamiętasz?
G: Tak, pamiętam . Ale nie będzie ględził?
Ja zamieram. Od razu oczyma wyobraźni widzę, jak dziecko pyta księdza czy przyszedł ględzić, bo pomyliło mu się z określeniem „po kolędzie”, ksiądz robi oczy, a w tłumaczenia rodzicielki i tak nie wierzy ;)
G: nie będzie ględził? – powtarza pytanie dziecko
Ja: nie ględzić tylko po kolędzie…PO KOLĘDZIE – westchnęłam ciężko – po kolędzie, po kolędzie, po kolędzie - powtarzamy cały dzień jak mantrę.
Na szczęście, kiedy ksiądz przyszedł, Gutek o ględzeniu już nie wspominał, za to:
Ja: nie ględzić tylko po kolędzie…PO KOLĘDZIE – westchnęłam ciężko – po kolędzie, po kolędzie, po kolędzie - powtarzamy cały dzień jak mantrę.
Na szczęście, kiedy ksiądz przyszedł, Gutek o ględzeniu już nie wspominał, za to:
X: to jak ty jesteś taki grzeczny, to dam ci obrazek, chcesz? Taki malutki, o, może być? - pyta Gutka wyciągając przed siebie miniaturowy obrazek
G: nie, nie chcie takiego oblazka
X: to dam ci inny, większy, może być?
G: nie, nie chcę. Tego też nie.
X: nie chcesz?
G: niee. Ploszę, nie chcię - tak, tak, Gutek prosi żeby mu czegoś nie dawać ;)
Ja: to ja wezmę, dobrze? - próbuję ratować sytuację
G: nie mamusiu, ty też nie chciesz
X: i tak nieźle, kiedyś byłem na kolędzie i był taki chłopczyk i pytam go
-chcesz obrazek
-chce
-taki może być?
-nie
-a ten?
-też nie
-to może ten?
-a nie masz jakiegoś z dinozaurami?
;)
G: nie, nie chcie takiego oblazka
X: to dam ci inny, większy, może być?
G: nie, nie chcę. Tego też nie.
X: nie chcesz?
G: niee. Ploszę, nie chcię - tak, tak, Gutek prosi żeby mu czegoś nie dawać ;)
Ja: to ja wezmę, dobrze? - próbuję ratować sytuację
G: nie mamusiu, ty też nie chciesz
X: i tak nieźle, kiedyś byłem na kolędzie i był taki chłopczyk i pytam go
-chcesz obrazek
-chce
-taki może być?
-nie
-a ten?
-też nie
-to może ten?
-a nie masz jakiegoś z dinozaurami?
;)
*
Rano w sobotę M wstaje i idzie do kuchni zaparzyć kawę. Na co Gutek
G: tato, czemu śmigasz na bosaka?
*
Jakiś czas temu naszło mnie, żeby sobie powtórzyć hiszpański.
Ha, ha. Dobre.
Nauczyć się go od nowa, jak się okazało (We łbie mi się coś poprzestawiało i myli mi się strasznie z francuskim. Do każdego zdania ładuję francuskie słówka;)
Zakupiłam swego czasu książkę z płytą, o których natychmiast zapomniałam. Znalazłam je dopiero w niedzielę.
I tak sobie zapuszczam kilka minut dziennie, kiedy akurat rysuję z Gutkiem albo latam ze szmatą.
Po dwóch dniach słuchania, dopadł mnie brzuch. Leżę na łóżku i jęczę.
Podchodzi Gutek i pyta
G: mamo, ¿cómo estás?
Po dwóch dniach słuchania, dopadł mnie brzuch. Leżę na łóżku i jęczę.
Podchodzi Gutek i pyta
G: mamo, ¿cómo estás?
albo
G: mamo, puściś mi por favorki?
;)
Także co. Potem przelecimy francuski, tak?
No...
to...
hasta mañana :)
a jutro może w końcu zapuszczę te kosmetyki co to otagowana zostałam :)
PS
a moja babcia skończyła wczoraj 92 lata! Z oczywistych względów nie śpiewaliśmy 100 lat, ale za to jedliśmy tort :)
Babcia to babcia, ikry ma w sobie więcej niż jesiotr... mówię Wam... niejednej z nas mogłaby udzielić swojej energii, a i tak by nie oklapła :)
no, to do jutra!
Gutek mały cwaniak, urobił tatusia jak się patrzy :)
OdpowiedzUsuńAle mały dinozaur też niezły :) nie chciałabym być na miejscu tej mamy... :)
My hiszpański w "Mańku złotej rączce" sobie powtarzamy. Tam przeplatają słówka, Mały lubi tą bajkę.
A dla Babci zdróweczka i kolejnych 92 lat. Piękny wiek, my takiego nie doczekamy. I jeszcze z taką energią... niejedna z nas mogłaby pozazdrościć pewnie :)
buźka
Gutek ostatnio bardzo często stosuje różne techniki manipulacyjne :)
UsuńMy mamy teraz tylko disney channel, a w nim blok disney junior z tymi fajnymi bajkami, ale to leci wcześnie rano - Gutek wtedy śpi, więc już chyba pozapominał o tych bajkach, a też je lubił Klub przyjaciół MM, misia Oso i Mańka właśnie :)
Babcia agentka... prawie nie widzi, ciężko jej chodzić, ale wszystko w domu robi :)
Gutek - no wiesz Mysko, jak zawsze powala swoim gadaniem :). Super ! Ale i ksiądz wykazał się zrozumieniem. Chwała mu za to.
OdpowiedzUsuńBabcia - jestem pod wrażeniem i życzę JEJ co najmniej 200 lat! Masz rację - 100 lat jest absolutnie nie na miejscu!
Ksiądz fajny nam się trafił więc było miło, nie przewidział tylko, ze Gutek zgapił od dorosłych i nie chce przyjmować prezentów tylko zawsze się droczy... babcia mu wciska jakieś zaskórniaki, a ten "nie nie cieba, nie chcie, ploszę nie dawaj" :)
UsuńBabcię chyba życie zahartowało.
Odkąd skończyła 90 nie śpiewamy stu lat :) Nie życzy sobie :)
Wiem, że babcia kiedyś umrze, ale jak patrzę na nią gdy bawi się z Gutkiem, albo słucham jaka jest ciekawa świata, to kompletnie sobie tego wyobrazić nie mogę :-/
Maczek podczas wizyty duszpasterskiej większość czasu spędził na zdmuchiwaniu świeczek (właśnie zabrakło we wsi prądu, więc było bardzo sielankowo)i podjadaniu słodyczy.
OdpowiedzUsuńA wiesz, co jest najdziwniejsze? Jak my dożyjemy babcinego wieku to też będą mówili, że energii mamy za stu. ;) Daj Boże! ;)))
O! To sobie chłopak przynajmniej ciekawe zajęcie znalazł :) Ale mieliście klimat :)
UsuńJa nie pamiętam jak było w zeszłym roku (pewnie zwyczajnie, skoro nie pamiętam), ale dwie wizyty wcześniej Gutek miał dwa tygodnie i był głodny, a mnie głupio było świecić cyckami przed księdzem... to wpychałam smoczek dziecku do buzi, a on wtedy jeszcze nie umiał go ssać. M mówi: "ha! wie co dobre! silikonu nie lubi i koniec!" Ksiądz w śmiech... i poszedł sobie cobym mogła dziecko spokojnie nakarmić :)
Ja mam obawy, ze my nie dożyjemy takiego wieku.... my już nie jesteśmy tacy odporni na świat ;)
Gutek wymiata! :-D
OdpowiedzUsuńWiesz, że Twój Gutek zawsze niesamowice poprawia mi humor? ;-D
OdpowiedzUsuńPoproszę więcej Dialogów z Gutkiem. Boskie! :-)