Jakoś chyba już dawno temu oswoiłam się z myślą, że przy dziecku to sobie można zaplanować tyle co nic, szczególnie w okresie chorobowym, ale tym razem Gutek przetrzymał nas do ostatniej chwili.
Jesienią byliśmy TU i już wtedy pisałam, że wybieramy się w to samo miejsce na andrzejki, tak?
No.... więc to było w październiku.
W międzyczasie o andrzejkach zdążyłam zapomnieć, bo ma pamięć ulotna.
Potem, kiedy babcia zmarła, to już całkiem mi ze łba wyparowało, aż tu nagle, M wrócił z pracy i kazał mi podjąć ostateczną decyzję, bo chcą zamknąć listę.
Oczywiście na wstępie dostałam schizofrenii... rozdarłam się pomiędzy własnymi odczuciami, a obietnicą złożoną sąsiadom (oni uzależniali swój wyjazd na andrzejki od nas).
Przegadawszy temat z każdą bliską i dostępną pod ręką, tudzież klawiaturą osobą, zostałam przekonana do wyjścia z mej jamy. Ostatecznie do imprezy namówili mnie moi własni rodzice, którzy jak chłopu od cepa wyjaśnili, że babcia nic przeciwko by nie miała. I że jak z siebie głupa nie zrobię, to będzie ok.
No to jak tak, to ok. Stary zrobił przelew i zostaliśmy wpisani na listę gości.
No ale żeby nie było zbyt wesoło, to Gutek w zeszłym tygodniu się rozchorował.
Niby w czwartek było już ok, więc sobie pojechaliśmy do babci (mojej mamy), coby spóźniony prezent imieninowy wręczyć, a kiedy po kilku godzinach w końcu wróciliśmy do domu, to Gutek wziął i się położył.
Nosz, ja pierdziu.
Gutek jak się kładzie w ciągu dnia, to może znaczyć tylko jedno.
W piątek znowu gorączka, a następna noc przespana po łebkach, bo dziecko chciało sobie płuca wypluć.
Nasza pani doktor w służbowej podróży, dostępna od poniedziałku.
No siąść i płakać pozostało.
Staremu zakomunikowałam więc, żeby jechał sam, ja się z chaty nie ruszam.
Na tę wieść szanowny małżonek zaczął w dziecku, jak w kaczce, upychać czosnek i miód, także w sobotę było już dużo lepiej.
Dziadkowie do dziecka przyjechali, także po 16-tej zostałam wykopana na górę, coby kreacji poszukać. (o 17.15 musieliśmy wyjechać;)
No nic to, mówi się, że najlepsze imprezy są zawsze, jak wcześniej wszystko pod górkę idzie.
To by się nawet zgadzało.
Było naprawdę fajnie.
Nawet wzięłam i pokiwałam się z M kilka razy na parkiecie.
Doznałam jeno niewielkiego rozczarowania odnośnie żarełka.
Bo w zasadzie jechałam z nastawieniem, że nie będę się poić, nie będę tańczyć, będę wyłącznie jeść. Rok temu była taka strawa, że mucha nie siada, ale też impreza w innym stylu. Wtedy na grillowo, tym razem w duchu PRL. Nie to, żebym miała coś do śledzika, ale sami rozumiecie.... rybka lubi pływać, a tu nie miała w czym.
No nic to.
Zapchałam się sałatkami i mięskiem więc było ok. Choć nie powiem, do końca brakowało mi wiejskiego smalczyku i masełka czosnkowego :)
Sama muszę sobie zrobić.
Było super... naprawdę.... tylko co mi się na łeb rzuciło, żeby se nie wziąć butów na zmianę?
W tamtą stronę prowadził M i jakoś nie przyszło mi do głowy, żeby zastanowić się nad sobą i swoim obuwiem, więc jak usiadłam już za kółkiem i chciałam wcisnąć sprzęgło, żeby odpalić maszynę, to oj, ups.... obcasiki są za wysokie i nóżka zatrzymuje mi się w pół drogi.
Zazwyczaj myślę o takich rzeczach, teraz chyba za bardzo się spieszyłam.
Znaczy przy drobnych kombinacjach nawet by się dało, ale że droga trwała niemal godzinę, to se odpuściłam i machnęłam w męża najpierw jednym, a za chwilę drugim bucikiem.
No i kurde nie wiem.
Niby ogrzewanie mamy sprawne, a jak dojechałam to palce miałam jak sopelki.
W związku z powyższym ledwo dzisiaj żyję.
Boli mnie gardło, smarki połykam i chyba mnie właśnie gorączka bierze.
Ole!
Tymczasem grudzień się zaczął, wraz z nim adwent.
Kalendarz wisi i już raduje serce dziecka mego.
Zdjęcia wkrótce.
Jak się zwlekę z łóżka ;)
Cieszę się, ze się wam impreza udała. Mając dzieci nic nie można zaplanować na 100% choroba łapie wtedy w najlepsze. My też się dobrze bawiliśmy ale w piątek.
OdpowiedzUsuńno dokładnie, dlatego zawsze sobie zostawiam wentyl bezpieczeństwa :)
Usuńsuper, że i wy dobrze się bawiliście :)
Ja nie wiem co Wy macie do prowadzenia auta w wysokich butach... Mnie osobiście różnicy to nie robi żadnej...
OdpowiedzUsuńChoć fakt, raz wracałam boso. Ale nie z powodu obcasa a bolących od tańczenia stóp. Nijak w tych butach nie chciały dłużej przebywać ;)
Toż mówiłam (pisałam) że Babcia nie będzie miała nic przeciwko...
U mnie ten rok też ubogi w żarełko :/
Mogłyśmy się zgadać, bo u mnie śledzia nie było, a miałby w czym pływać ;)
haha, ja wiem, że Ty i obcasy jesteście zrośnięci (zrośnięte?) niemal! :)
UsuńJa w takich lajtowych obcasikach to spoko... mogę jeździć, ale tym razem miałam najwyższe buty, jakie znalazłam w domu :) na tyle wysokie, że mogliśmy sobie z M zajrzeć w oczy w tańcu hihi :)
naprawdę nie umiałam w nich wcisnąć pedału do końca - obcas mi blokował :)
Mogłyśmy sobie chociaż mmsy powysyłać :) ja tobie śledziki, ty mi co innego :)
hej jestem tu przypadkiem ale tak mi się spodobało, że dołączam do grona obserwatorów :) i zostaję na dłużej :)
OdpowiedzUsuńfajnie prowadzisz bloga podoba mi się tu :))))
będzie mi miło jeśli do mnie wpadniesz sissi1910.blogspot.com pozdrawiam
witam i zapraszam w moje skromne progi :)
Usuńna pewno zajrzę i do Ciebie.
buźka!
najważniejsze, że impreza doszła do skutku i się udała :-)
OdpowiedzUsuńMy siedzieliśmy w domu, ale wosk się polał, diabeł jakiś mi wyszedł, Kuba twierdzi, że to ten, co za uszami mi siedzi :D
haha, rozwaliłaś mnie na łopatki tym diabłem :)
UsuńZdrowiej, bo ja chce widzieć te zdjęcia!! :))
OdpowiedzUsuńMasło czosnkowe? mniam,mniam,mniam!!
noooo.... ja uwielbiam masełko czosnkowe :)
Usuńdzisiaj już lepiej. musze tylko kalendarz przewiesić bo w tamtym miejscu jest niewygdnie aniołkowi podrzucać słodycze :)
Oj, czosnek wpylaj i zdrowiej!!
OdpowiedzUsuńwpylam! :) jest lepiej! :)
Usuńahaha no śledzik na sucho to się przecież udusić może, któż Mysę takim pokarał? faszerowanie dziecka na tydzień przed andrzejkami czosnkiem niczym kaczki- zapamiętam zaklęcie!
OdpowiedzUsuńfajnie, że andrzejki doszły do skutku! choć był dreszczowiec przed! :D
moje dziecvko pije "miksturę": ciepłe mleko+czosnek+łyżka miodu - ja się tego nie chwycę, a no to łyka aż dudni :)
UsuńFajnie, że było fajnie Mysko :). Cholerka, jak mi brak jakiejś takiej imprezki... Ale chyba jeszcze długo będę czuła ten brak.
OdpowiedzUsuńJechałaś boso? Ja chyba wolę w największych szpilach, bo boso to mam tak miękką nogę, że aż strach!
to ja jestem jakaś kobieco ułomna, bo nie umiem w wysokich szpilach prowadzić :D
Usuńa może to była kwestia butów... hmmm.... nie wiem, muszę jeszcze raz spróbować :)
zdrowiej!!! mi się szykuje wioskowa impreza na ostatki juz tam planują w naszym przedszkolu rodzice ;) a taka miksturę na przeziebienie robił zawsze mój tata ;)
OdpowiedzUsuńuuuuu, to się będzie działo :)
Usuńmikstura chyba skuteczna, Gutek już lepiej.... ja nie piję i wciąż tak - se :)