2 wrz 2012

"PSIO MATKA" :)

W rodzinnym bloku mojego męża, w którym wciąż mieszkają jego rodzice mieszka jedna kobieta, która przez wszystkich nazywana jest "psio matka" (gwara;). Przygarnie, nakarmi, wyprowadzi na spacer. Ogólnie rzecz ujmując, psy stanowią istotę jej życia i to z nimi zawiera znajomości, nie z ludźmi :)

Więc jeśli jesteśmy przy psach, to wam tylko powiem, że Murzyn poczuł chyba, że z tymi wrzosami, co to mi je z doniczki powydzierał, źle zrobił bo normalnie wziął i mnie przeprosił. 
A przynajmniej tak mi się zdaje :)
A było to tak:
Siedzę z Gutkiem na tarasie, patrzę, idzie ta przybłęda. Ale siedzę i udaję, że go nie widzę, tak?
No i siedzę (gdyby ktoś jeszcze nie wiedział;), a ten łazi w kółko i obczaja czy może podejść. 
Ja nic.
Jestem kwarda i w ogóle udaję, że nic mnie on nie rusza.
Tek krąży wciąż, zataczając coraz mniejsze koła i patrzy co ja będę robić :)  
W końcu siada u mych stóp i siedzi. 
Ja nic.
Siedzi.
Nic.
Kładzie mi głowę na kolanach.
Nic.
W końcu nosem zaczepia moją rękę i kładzie ją sobie na głowie.
Ja normalnie od razu kisiel we łbie i się rozpływam.
Od razu mu przebaczyłam, i wytarmosiłam tego staruszka, tak?

Następnego dnia na przywitanie, wziął i mi rękę dokładnie wylizał ;)

Skoro tak, to ja już mu wyszykowałam jedzonko, coby mi nie zbidł :)

I jeszcze jedno, u sąsiadów mamy sukę labradorkę, bardzo się z Murzynem nie lubią, z psami innych sąsiadów nie ma takich zadrażnień. A coś mi się kołacze po łbie, że to suczki zazwyczaj za sobą nie przepadają. 
Więc co Murzyn to Murzynka? :)
 *

Natomiast w sobotę rano w bucie mojego męża, który został przed domem znaleźliśmy takiego psiaka. 



Więc kisiel jeszcze większy we łbie, bo słodziak taki, że szok. 
Był zmarznięty, głodny i przestraszony. 
Trząsł się tak, że nie mogłam go początkowo utrzymać. 
I skomlał strasznie. 
Kiedy jednak się zagrzał i wyduldał michę mleka okazało się, że mu się na zabawę zebrało, także dżinsy mam postrzępione na maksa  :)
Na obroży miał adres i telefon. Odwieźliśmy go do jego domu, a tam jeszcze kilka takich samych brzdący :)

Od wczoraj więc mąż i na mnie mówi "psio matka", bo zdaje się, że wszystkie psiaki z okolicy, które uciekają ze swoich podwórek można znaleźć u nas :) znaczy u mnie :)
M wciąż obstaje przy labradorze (vel goldenie;) ja już niekoniecznie :) 

11 komentarzy:

  1. bierzcie takiego słodziaka!!!
    sama bym wzięła :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. musimy poczekać na skończenie ogrodzenia, żeby można było wypuścić bez obaw :)

      Usuń
  2. Murzyn pokazał się od tego najwspanialszej strony i nie dziwię się, że udało mu się dostać do twojego serducha ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. żebyś wiedziała! :) Ja jestem miętka na takie gesty! :)

      Usuń
  3. ależ Cię załatwił :)) sama bym zmiękła :D:D trzymam kciuki dziś za Gutka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kciuki zapewne przez jakiś czas będziesz musiała ściskać :)

      Usuń
  4. Na razie będziesz Psią Mamą a potem kto wie? Może Kocią... Kanarkową.. gołębią.. się będzie działo! ;-P

    A tak w ogóle to ten psiak na zdjęciu jest rozkoszny. Brałabym go jak bym mogła od razu! ;-)

    Ps. Daj znać, jak dziś poszło! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julitka, to jest strasznie dziwne. Bo ja jakoś nigdy nie byłam zbytnio pro-zwierzęca ;) chciałam mieć psa i to tyle. Do tego jestem zagorzałą przeciwniczką trzymania psów w bloku (jeszcze jak mały to pół biedy, ale takie wielkie bydlęta, to masiakra). Nie znoszę kotów i ptaków. Ale jak mi siostra ostatnio powiedziała, że jej koleżanka ma do oddania małe kociaki takie śliczne, popielate, jak z reklamy whiskas, to już mi się włączyło serducho i przygarnęłabym. M mnie ustawia do pionu póki co! :)
      Post się kroi o przedszkolu :)

      Usuń
  5. Psio Matko - byłabyś po mojej i mojej mamy stronie w P. Miękkie serce na takie Murzyny rożne i inne... W zasadzie całe może życie w P. to bardziej opowieści o zwierzętach niż ludziach... To byłyby nawet nie opowieści a jakieś tomiska i encyklopedie....

    Ja już samoistnie z Murzynem się związałam - więc wiesz... żal by było...

    Labrador labradorem - moje największe miłości to były te znalezione a nie ... wybrane. Jejku, nawet w facetach ha ha ;-).

    Ten mały piesek fajowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piąteczkę przybijam Amishko. Ja też miętka jestem i lituję się zawsze w takich sytuacjach :)
      Bo jak tu odmówić takim (przy)błędnym ślepiom? :)
      Ja myślę, że takie znajdy to i kocha się i kochają najbardziej :)

      Usuń
  6. jakims cudem faktycznie te pieski znajduja droge do Ciebie.
    Murzyn / albo Murzynka (ale sie usmialam) wie jak zaskarbic sobie Twoje serce.
    :o)
    Moi Rodzice tez mysla o labladorze, ale odkad sie dowiedzielismy ze te psiaki bardzo czesto maja psie adhd i trudno je wychowac Rodzice mysla coraz mniej o takim...

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...