20 sie 2012

WARSAW CITY REALITY

Wszyscy już wiedzą, że byłam w sobotę w Warszawie? :)
Bo okazuje się, że blogerki wiedzą WSZYSTKO :)


Z miesiąc temu, kiedy wstępnie ustaliłyśmy termin i miejsce spotkania, zostało mi tylko, poinformować M co się święci. 
Zdaje się, że kładliśmy wtedy tapetę, czy coś ;)
Ja: dziubek, bo my z dziewczynami z blogu znowu mamy spotkanie
M: kiedy?
Ja: 18 sierpnia.
M: w Krakowie?
Ja: nie, w Warszawie
M: GGGDZIIIIEEEEEEE?????
Ja: no w Warszawie?
M: i jak tam niby chcesz się dostać? do tej warszawy?
Ha!
Zaraz jak tylko usłyszałam hasło "Warszawa", zapaliła mi się żaróweczka i plan sam się w głowie ułożył
Ja: pojedziemy do twoich rodziców na weekend, Ty zostaniesz z Gutkiem u mamusi, a ja czmychnę. Stamtąd już nie jest tak daleko. 
Bo jakby nie patrzeć świętokrzyskie bliżej stolycy niż Podkarpacie, tak?
M: a co następne będzie? Paryż? Berlin? Nowy York?
Ja: jak będzie trzeba :)
(Lilijki mąż zareagował podobnie, tylko inne miasta wymienił;)

Tym oto sposobem, w czwartek pojechaliśmy do teściów 
A w sobotę, bladym świtem, wskoczyłam do pociągu, w którym już czekała na mnie Kobieta :)
I tak sobie dojechałyśmy do stolicy, trajkocząc bez ustanku.
Stolica nie wywołała już u mnie takiego wrażenia jak rok temu, ale za to kible na centralnym - sorry, muszę o tym wspomnieć - po prostu mnie powaliły na łopatki. Niech te wszystkie Paryże i Berliny, w których oddawałam swoją urynę, się schowają, tak?
Nie wiem jak wy, ale ja pierwyj raz siusiałam do Villeroy&Boch'a w tak pachnącym publicznych szalecie.
Ekhem... nawet słowo szalet nie pasuje...w tak pachnącej publicznej toalecie :)

No ale dobra, bo chyba zboczyłam nieco z tematu.
Jakeśmy z Kobietą załatwiły swoje potrzeby, to kupiłyśmy sobie kawę na obudzenie i uderzyłyśmy pod Mariotta, że niby Julitka tam podjedzie, a tu kuku, Julitka już buszowała po Złotych. No to Kobieta do niej dołączyła, a ja poszłam po Lilijkę, a z Lilijką poszłyśmy szukać Amishy.
sms od Amishy: mam teraz krótkie włosy i pomarańczowy szalik. w ramach identyfikacji
sms do Amishy: spoko, znajdziemy Cię - jedna głowa biała, druga czarna
Też w ramach identyfikacji :)
Potem, już w 5 poczekałyśmy na Ma~ vel Tosinkę i już byłyśmy w zaklepanym komplecie! :)

Wiedziałyśmy, że Julitka umówiła się jeszcze z innymi blogerkami więc summa summarum uzgodniłyśmy, że połączymy oba spotkania. 
I wyszło super.
Mimo, że Mamy Pisarki wcześniej nie znałam, i mimo, że Moaa i Magdalenka z Kurnika zawsze mnie onieśmielały :)
Bo ja naprawdę jestem nieśmiała. I zazwyczaj gdy kogoś nie znam to milczę jak grób.I tego się bałam.
A tu niespodziewajka, czułam się jak w gronie bliskich mi osób (ok, może piwo dodało mi animuszu;). Jakbyśmy się znały od lat! Dziewczyny super miłe, piękne, serdeczne! 



To niesamowite, wiecie?
Ten cały blogowy świat.
Że widzi się kogoś pierwszy raz na żywo, a czuje się, jakby się znało od wieków. 
Że nie ma rozczarować, że ta jedna jest taka, a druga owaka.
Że wiesz, że możesz zaufać.
Że nie musisz się przejmować, jak walniesz pierdołę (mła, bo ja mam taką tendencję do rozważania wszystkiego co powiem;)
Że nawet jak się milczy to nie jest człowiekowi głupio.


Dziewczyny, bardzo wam dziękuję!

Nigdy wcześniej bym się nie spodziewała, że tak fajnie potoczą się moje blogowe losy! 

Niech to będzie zachętą dla innych, bo następne spotkanie już niedługo :)

PS.1.
Dziewczyny na swoich blogach opisały własne wrażenia. Linki do nich w moich zakładkach :D
PS.2.
Julitka, Kobieta, Lilijka, Ma~, Moaa, Madeleine, MamaPisarka - jutro prześlę wam zdjęcia na pocztę. Mało tego:) Dlaczego tak późno sobie o tym przypomniałyśmy? :)
PS.3. MamoPisarko, czy ja mogę adres do Ciebie (link)?

29 komentarzy:

  1. Kochana mam nadzieję, że na następnym spotkaniu dopiero poszalejemy ;)) nie będzie już w ogole miejsca na nieśmiałości :)) i cały czas jak sobie Cie przypominam to widzę taką baletnicę...mam słabość do baletnic....;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. baletnicę powiadasz? :)
      hmmmm
      Jedynie co mnie łączy z baletnicą, to kości na wierzchu :)

      Ale zdaje się, że Ty ćwiczyłaś kiedyś balet, tak? :)

      Usuń
  2. aaa Mysko, Mama Pisarka jest na urlopie dwa tygodnie, ja Ci jutro podeślę do niej maila, jak wyślesz zdjęcia ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaa no widzisz.
      A nie mogłam znaleźć jej blogu długo... aż w końcu na niego trafiłam :)

      Usuń
  3. Mysko - już napisałam u Lilijki i Kobiety ;-), że jestem baardzo szczęśliwa ze spotkania choć czuję niedosyt czasu. Zanim ja coś u siebie napiszę - pewnie zejdzie - choć może zawezmę się jutro... Ale nie obiecuję niczego nawet już samej sobie. Więcej wrażeń i emocji z meetingu trzymam "u siebie". Ale niekoniecznie dla siebie ;-). Dlaczego tylko tak okrutnie popadłam marazm, nerwy, brak czasu i te never ending zmęczenie... I te przeszkody techniczne pisania i czytania o jakich Wam mówiłam. A niech to wszystko! Dobrej nocki moja Droga!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, spokojnie, bez nerwacji... wszystko pomalusiu powklepujesz, a wiem na pewno, że warto będzie czekać :)
      Twoje posty jak zwykle z nóg nas zwalą :)

      Najważniejsze, że w końcu udało nam się spotkać... choć tych kilka godzin zleciało zbyt szybko. Oby do następnego razu :)

      Usuń
  4. Bardzo fajnie, lekko piszesz Mysko :) I po co powiedz było się krępować nas Madź? ;))) Kobiety z krwi i kości jesteśmy wszystkie :) Prawdziwe choć wirtualne :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Krępowałam się, bo wy takie no... tego... przebojowe, a ja normalnie szara - jak to mysa :)
      Ale faktycznie sensu nie było najmniejszego, super z was kobiety! :D

      Usuń
  5. Ale fajowo, znowu będę po Was chodzić i czytać o tym samym spotkaniu na różnych blogach!:-P Tyle że teraz będzie ich więcej!:-P

    OdpowiedzUsuń
  6. oby więcej takich spotkań, w dodatku w takim fajnym gronie, jak Wasze:)

    P.S. tez biegam po blogach i czytam relacje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! I oby nas było więcej i więcej! :)

      Usuń
  7. blogowo(zwlaszcza) znam Julite, blogow i bardziej poza dzieki mail, skype,telefon i sms znam Moaa i z zapartym tchem kraze teraz po blogach pozostalych uczestniczek spotkania I TAK WAM ZAZDROSZCZE jak czytam i sie dowiaduje wiecej i wiecej i choc wlasnie pozostalych i Ciebie ani ani nie znam (niestety) (jeszcze) to MUSIALAM SIE WYPOWIEDZIEC.
    =o)
    No to sie wypowiedzialam.
    Pozdrawiam,
    zalujaca w tym momencie ze nie jest z Warszawy
    Linka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię Linko u siebie :)
      Fajnie, że się wypowiedziałaś. Ja do Ciebie też już zajrzałam i wiem, że zostanę :)
      I tak nam się blogosfera poszerza... :)

      Usuń
    2. :o)))))))
      ta blogosfera zdaje mi sie coraz bardziej magiczna ...

      Usuń
    3. no patrz, a mówią, że Internet to narzędzie szatana :)

      Usuń
  8. no właśnie, baletnica!Madzia Ty to masz oko:) Mysko nasza, było cudnie, jestem wciąż pod wrażeniem...a piszesz rzeczywiście pięknie,lekko i z polotem...a co do ki...hmmm toalet na centralnym-szok!to prawda:DDD
    Buziaki:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Toalety naprawdę... dla mnie szok. Ale ja ze wsi :D

      Baletnica?
      Chyba muszę się do tego przywiązać :)

      Usuń
  9. wiedzę, że udane spotkanie było :) fajnie, że ludziska z blogowego świata potrafią tak serdecznie się zgrać :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj i to bardzo udane :)
      Nigdy wcześniej bym nie uwierzyła, że aż tak fajnie może być i w realu :)

      Usuń
  10. Mnie Mysia na baletnicę też pasuje! ;-)))

    I wiesz Mysiu, ja też zakładając bloga nigdy przenigdy nie sądziłam, że tak się to wszystko potoczy... Nie wiedziałam nawet, czy ktoś w ogóle będzie mnie czytać, a żeby się spotkać... i to spotkać takie kobietki jak Wy... Niesamowite! ;-)))

    I do następnego kochana! :-***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co wy z tą baletnicą macie?? :)

      Ale Julitka, prawda, że to niesamowite wszystko?

      No i (dla mnie) przenosiny na bloggera dużo dały, bo fajne dziewczyny tutaj poznałam :)
      Do następnego Julciu! :*

      Usuń
  11. Mysko pamiętam jak czytałam Wasze wpisy o spotkaniu w moim ukochanym Krakowie. I tak mi tam pasowałyście. Teraz takie spotkanie w tak szerokim gronie w stolicy. Z pewnością Wasze śmiechy i gwar powodowały, że niejedna przechodząca kobieta zamarzyła się i uśmiechnęła do swoich wspomnień, pragnień. Ja Was nie widziałam ale wystarczyły Wasze wpisy abym właśnie tak się poczuła.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popatrz galopku, ja to nawet się nie zastanowiłam nad tym jak ludzie reagują na nas i jakie emocje wzbudzamy, nie było na to czasu :)
      Ale jak ktoś tak się przysłuchał, to musiał mieć niezły ubaw! :)

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na początek przepraszam, że sobie tak pozwalam usuwać komentarze, ale w sumie to był mój :p

      W pracy mi coś zablokowali i każdy komentarz idzie w kosmos :(
      Tyle co ja ich napisałam...

      Ale do rzeczy :)

      Mysiu, ja Ci powiem, że w najśmielszych snach mi się nie śniło, że tak to się wszystko potoczy. Ja to się zastanawiałam wieki, żeby sie w ogóle odezwać, zanim pisać zaczęłam :)
      A teraz?

      Teraz to ja sobie nie wyobrażam dnia bez Was moje Drogie.
      I chciałabym wiecej i więcej.
      Oby do następnego szybko zleciało
      A skoro nasi Panowie tak otwarci na nowe miasta, to ja ten Hongkong wpisuje na liste :)
      Buzia

      Usuń
    2. aaaa
      i mając w pamięci szalet publiczny na centralnym sprzed kilku lat, wolałam nie korzystać
      a tu proszę, jaka atrakcja mnie minęła... ;p

      Usuń
    3. Spoko Liluś, czuj się jak u siebie :)
      Tamte Twoje komenty dostałam, ale tylko na @, nie wiem dlaczego się nie pojawiły na blogu :-/
      To nie ja - w każdym razie ;)

      No widzisz jak to dobrze, żeś się odezwała i że blog założyłaś?
      Mój mąż się mnie pyta, czy mogłabym teraz przestać blogować? :)
      I tak właśnie... pisać mogłabym przestać (gdybym musiała), ale czytać never!

      Kibelka na centralnym żałuj! :)

      Usuń
  13. AAAAaaaaa!! jakie przeoczenie gdzie mój komentarz?? Wiem że pisałam o pociągu, że z Tobą to się spać nie da, bo mnie ciągle ciągnęło zeby jeszcze o coś zapytać i coś powiedzieć i o tym Wersalu w Toalecie że ę ą - też :D i pewnie nie wrzuciłam "Opublikuj" sklerotyczka jedna :/ Bardzo lubię jak się już "rozkręcisz" :) następnym razem browara do pociągu wezmę ;)))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...