27 sie 2012

O STANIE WOJENNYM

Nie wiem, czy tylko ja jestem taka niemota, że się z niczym wyrobić nie umiem, czy jak?
Leci mi dzień za dniem jak szalony.
Wciąż sobie powtarzam, że pasuje mi jakiś nowy post wklepać, pomysłów nawet sporo, co z tego jak wieczorem padam na ryj, a w ciągu dnia nie ma szans na odpalenie klaptoka.

W związku z powyższym ogłosiłam stan wojenny z:
a) malinami
Przerobiłam dwa wiadra na sok i już czeka na mnie trzecie. Jadę popołudniu po sokownik. Mam dość tej zabawy. 
Wszystkie maliny pozbierałam u sąsiadów (bo lecą i się zmarnują, niech myska przyjdzie i sobie urwie)
I pomyśleć, że chciałam u siebie w ogrodzie posadzić kilka krzaków, M zaś stwierdził, że wystarczy z sąsiadami dobrze żyć ;)

b) odzieżą Gutkową. Głównie tą dolną. 
Ja nie wiem, ale mam wrażenie, że w ciągu miesiąca Gutek podrósł kilka cm. Normalnie ze spodni zrobiły mu się rybaczki, a buty "cisną troszkę". No więc zrobiłam rundkę po sklepach. Rozmiar butów i pantofli mnie zszokował. Pani jak mi podała kapcia - wielkości kajaka, to myślałam, że sobie ze mnie żartuje, a tu kuku, do przedszkola będzie jak znalazł (sic!)
Spodnie zaś zechciałam kupić w normalnym odzieżowym, ale ceny mnie powaliły. Zajrzałam więc do pepco, kupiłam dresy i dżiny, a resztę dokupiłam w sh :) 4 super szt. - po 6zł. To się nazywa interes! :)
Nie powiem ile w tym miesiącu wydałam w sh, bo nie chcę wam tutaj na zawał zejść (ostatnie wiadro malin - we should not forget).  

c) z urzędami. Ile się najeździłam w tym tygodniu to dzięki. Doprawdy , ale dopiero w piątek oświeciło mnie, że jestem bezrobotna, tak więc zasiliłam to zaszczytne grono w PUPie :-/
No i gutkowi dowód osobisty odebrałam. Bo chyba z miesiąc już leżał, a mnie wciąż było jakoś nie po drodze (jaki dumny teraz chodzi!;).

d) Z remontem u rodziców. Bo ileż można. Miał trwać miesiąc, a tu drugi pomału dobiega końca. Najpierw akcję zrobiłam w środę, potem piątek, potem nie spałam, bo mojego ojca serce rozbolało, a ja miałam wyrzuty, mimo, że nie ja winna. A w sobotę zrobiłam akcję przestawiania mebli i pojechałam z M i szwagrem do nich, żeby im trochę ulżyć w przenoszeniu mebli. (ej serio, ale ja nie wiem jak dwójka sześćdziesięciolatków - jedno z wciąż niezbyt sprawną ręką po złamaniu, drugie z wiecznie podszczykniętymi plecami chciało sobie poradzić samo). 
Początkowo akcją dowodził tato, ale z jego tempem, siedzielibyśmy tam do teraz. Więc wzięłam ja się za dowództwo i robotę i jakoś poszło :)
Komplementy od Mamy:
-mysa, ty to jesteś szatan do roboty 
-Takie chuchro, a tyle ma siły
No a co? ja zawsze powtarzam, że ja tylko licho wyglądam! :)
i pytanie na koniec: przyjedziesz jeszcze kiedyś? 
A mogłabym nie?
Poza tym bardzo, ale to bardzo chcemy już z M odzyskać swoją sypialnię :)
e)z Murzynem.
Oł noł. Jednak nie przygarniemy go. 
Najpierw zaczął mi dziadostwo znosić do ogrodu (w tym wypatroszone chrabąszcze!)
Potem zaczął grymasić przy jedzeniu. Żeberka, paróweczki, skóra z boczku - oł jes. Zupy (z mięsem), karma dla psów - oł noł. 
Helloł?! Chyba jednak nie chodzi aż tak głodny jak mi się wydawało.
A na końcu doigrał się obsikując moją dorodną bazylię, następnie bezczelnie wytargał mi z doniczek piękny wrzos. Się wkurzyłam, nie powiem. Bo tak fajnie mi się przyjął i dorodny taki już był, to teraz w strzępach musi odrosnąć. 
Jednak poczekam i wychowam sobie pieska od małego. 
Staruszka już nie nauczę. 
Zresztą, obserwując go dokładnie, mam wrażenie, że jego nie da się już nic nauczyć. Skoro on nawet na "siad" nie reaguje no i fakt, że to taki wolny duch. On po prostu łazi swoimi ścieżkami i chyba nie ma stałego miejsca.

f) z jednym jeszcze nie wykończonym pokojem
Delikatnie mówiąc, zrobił nam się tam niezły pierdolnik. Niepotrzebne szkło? Niepotrzebne ciuchy? Segregatory? Książki? Rowerek stacjonarny? Materac? Uschnięte storczyki? Anything?
No więc zaczęłam w nim rewoltę.
I tak mi leci ten czas. W czwartek i piątek mamy zajęcia adaptacyjne w przedszkolu. Wcale nie dostaję sraczki na samą myśl. Gutek w ogóle się tym nie przejmuje, tylko cieszy michę (zobaczymy jak długo).

O dziwo nie mam pmsa, tylko tak jakoś wyszło, że mi się ulało :)
Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.
Uchhh :)



*BTW. Czy ktoś ewentualnie chciałby ten nieszczęsny rowerek? Stary, ale mało używany. Odbiór najlepiej osobisty, bo ciężkie cholerstwo ;)

19 komentarzy:

  1. Po pierwsze Mysko, muszę napisać, Gutek mnie rozczula, oj długo długo zwracalismy się tak pieszczotliwie do małego Lubka.Do dziś na dźwięk słowa "Gutek" odwraca głowę:).Po drugie tez muszę pobuszować po sklepach-powyższy do szkoły, a ja w czarnej d..., Maluchy powyrastały z ubrań,Nelka na jesień nic praktycznie nie ma.Strach i pot mnie oblewa, bo ciuchy razy cztery=bankructwo. Co do przetworów wszelakich, nie mam na nie czasu, więc nie robię, a tylko podziwiam inwencję innych:)
    Pokoik pierdolnik to moja pralnia, od paru dni walczę z nią o lad i porządek...hmmmm ciekawe kto polegnie?

    buziaki i pozdrowienia, a przedszkola zazdraszczam,Tosio niestety nie zasili szeregów...no chyba,że zwolni się jakieś miejsce we wrzesniu:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę, ale się z tym Gutkiem złożyło :) A wiesz, że Gutek, to nie Gutek tak naprawdę? :)
      Ja sobie wyobrażam ile czasu i pieniędzy pochłania czwórka dzieciaków, ale i tak zazdroszczę :)

      Ja na razie mam przerwę z pierdolnikiem. Ale widać u mnie koniec :)

      A nuż (widelec, łyżka) miejsce w przedszkolu się znajdzie? Jak nie, to podeślij go do mnie, bo będzie mi brakowało gadającego małego człowieczka w ciągu dnia :)

      Usuń
    2. o kurde, a ja myślałam, że to od Gustawa:D No to mamy pomysły, dwa Gutki-nie Gutki:))))
      Nie zazdrość, a działaj:)
      oby się miejsce znalazło, bo długo to nikt raczej z nim nie wyrobi:))) a tam muszą;p

      Usuń
  2. Czaswm bywaja takie okresy.
    Życzę, aby szybko przeszło, rodzice wróćili do siebie, Wy odzyskali swoją przestrzeń, a wtedy pewnie powróci harmonia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapewne powróci i harmonia, jak wszystko wróci do normy :)
      Dzięki :):*

      Usuń
  3. :D widze ze masz to co ja, jak jestem wściekła to tylko coś mi w ręce dać i jadę! Na przemeblowanie też się nadaję ciężka szafa?? Jaka tam ona ciężka :D Zrobiłam rewolucję u Bogu ducha winnej Juli bo w kuchni nie mogę wciąż bo blaty dopiero jutro - oby nie w maju :/jakieś takie to wszystko... SH do nas przyjeżdża sam - w torbiszczach u matuli ja tylko jakieś buty właśnie i rajtki - górę rajtek muszę na jesień - o widzisz, listę zaraz zrobię :D Powodzenia z wiadrem! I... "zaszczytne grono w pupie" zrobiło na mnie spore wrażenie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ciekawe, nie Kobieto, że my - słaba płeć, w nerwach dostajemy takiego powera i jakiejś nadludzkiej siły? :)
      Fajnie masz z tym sh, chociaż ja tak lubię grzebać w ciuchlandach, że ciężko mi się powstrztymać :)

      Usuń
  4. Może z innej beczki, ale mam to samo - Mysko. Tylko, że ja w tym wszystkim już nie znajduję powołania do pisania... Owszem - piszę, ale nie do Was a do sądów, komorników, firm, urzędów. Dziś cały dzień jakieś powalone hipoteki trzaskałam, grrrr. Zakupy przedszkolne też nadal przed nami. I choć wydaje mi się, że Olu jest nadal mały to jednak wyrasta z łachów - u nas też zwłaszcza garderoba dolna do dokupienia... I też bywam z tego powodu w Pepco ;-).

    Remont u rodziców. Współczuję. U nas w P. kończona jest elewacja (dolnej części) domu - jak facet zrobi pojadę sprzątać i myć okna. Ja, bo kto? Ale majster lubi czasem iść w tango na tydzień, więc kiedy skończy - nie wie nikt.

    Murzyna do Afryki ;-). Fajny jest, ale mi to tej Twojej bazylii żal. U nas psy w P. też olewają co się da...

    Pierdolnik to u mnie niemal wszędzie więc nie czuj się osamotniona ;-).

    Poza tym - czytałam z uśmiechem, bo inaczej Myski czytać się nie da.

    Ahh i te gabaryty. I moje niewielkie, ale pokłady siły fizycznej mają ;-).



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie AMishko. Mnie też się cały czas wydaje, że mam małego chłopczyka, a tu stopa niedługo będzie jak moja, a i reszta garderoby masakrycznie na nim zawisła w połowie kończyn :)
      No cóż :) taka kolej rzeczy :)
      Zaskakuje mnie tylko tempo :)
      Przybijam piąteczkę w ramach gabarytów i siły fizycznej :)

      Usuń
  5. A ja mysle, ze ten Stan Wojenny dobrze na Ciebie dziala /smiech/
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a wiesz, że... chyba masz rację? :)
      Ja tak popsioczę, popsioczę, ale jak nic nie robię to jeszcze gorzej ze mną :)
      Pozdrowienia!

      Usuń
  6. Ej,no! I wszystko na jednym wydechu.;) Czasem jakoś trzeba ten cały bajzel ogarnąć. Boszsz... sama sobie zaczynam współczuć, jesienny remont... Buziaki.:***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na jednym, jednusim :)
      Zacieram łapki na relacje z remontu... :)
      Bo chyba jakieś się pojawią? :)

      Usuń
    2. Się wie! I przekleństwa pewno też!;)

      Usuń
  7. Mysia, ale Ci się tych stanów wojennych nazbierało!
    Z malinami to przybijam piąteczkę, bo cały weekend u nas na wsi zbierałam i jak tak dalej pójdzie to będziemy mieć zapas jak na wojnę!
    A najgorszy to chyba ten z remontem... trzymam kciuki, żeby wszystko jak najszybciej wróciło do normy!
    Z tymi sh to jesteś moja mistrzyni ale to już Ci mówiłam!
    Super deal!
    Buziaki! :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Julitka, do końca remontu jeszcze ho, ho! Ale do wyprowadzki rodziców już niedaleko :) Myślę, że w przyszłym tygodniu będziemy już sami :) Hurra!

      sh rządzą jak dla mnie! :)

      Usuń
  8. ja dzisiaj mało elokwentna jestem (dzisiaj - dobre :)), więc tylko zaznaczam, że poczytałam i się trochę z Ciebie pośmiałam. to straszne mieć tyle na głowie ;p
    ps. łączę się w bólu, też się męczę z malinami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. super, że chociaż Tobie do śmiechu :)
      Ja już wymęczyłam maliny :) na tapecie papryka i pomiadorki :)

      Usuń
  9. Mysia, Ty wiesz że tego posta to 2-3 dni temu mogłabym przekleić do siebie..
    No może poza Murzynem i pupą. Chociaż jakby się uprzeć, to psa, który mi non stop pod oknem ujada można pod Murzyna podciągnąć. Z Pupą do czynienia nie mam, ale wisi nade mną urząd, bo dowód osobisty dziwnym trafem mi się zakończył w lutym i nie mam czasu go wyrobić. A obiecałam sobie że na urlopie sprawę załatwię... Tja...

    Dobrze, że (chociaż powoli) ale z górki :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...