Tak mili Państwo.
Poyerbało nas i to całkiem zdrowo.
Oficjalnie 2 kwietnia odstawiłam kawę i przerzuciłam się na yerbę.
M mnie zaraził. On miesiąc wcześniej zaczął.
Pierwszy raz jak spróbowałam to myślałam, że rzygnę. Serio.
M rzekł: myska, dobra, spróbuj.
Yhm... taaa.
Pycha.
Za długo parzona zgorzkniała zielona herbata + popiół z popielniczki.
Yummy! Doprawdy!
Kilka dni później przyszła przesyłka z zielskiem, które M pozamawiał więc zaczęłam ogląd i obwąch.
Okazało się, że z czterech różnych, jedna pachnie całkiem przyjemnie.
Zaparzyłam więc sobie lurę i coś zaskoczyło pomiędzy nami... Od tego dnia pijem codzień.
Oczywiście wciąż jestem początkująca i pewnie prawdziwy znawca pękł by ze śmiechu widząc ile ja tego sypię, ale mnie to wystarcza. Poziom nakręcenia całodniowego osiągam optymalny.
A skąd pomysł na yerbę?
Ano stąd, że my strasznie dużo kawy piliśmy oboje. 4-5 dziennie. Magnez w organizmie na minusie. Powieki nam mimowolnie drgały.
Ja do tego wszystko słodzę. Kawę. Herbatę. Jak sobie policzyłam to 15-20 łyżeczek dziennie wypijałam.
I teraz wyobraźcie sobie, że to wszystko poszło hen w dal.
Wypijam rano herbatę z cytryną i cukrem, a potem jadę na yerbie i wodzie.
Brzuch mi spadł
I świetnie się czuję.
I nie mam zgonów pojedzeniowych. W sensie sączę sobie yerba mate przez cały dzionek i cały czas jestem w pełni sprawna. A nie jak po kawie. Piło się... chwila ok i za chwilę kolejną trzeba było bo głowa leciała.
A wiecie co jest najlepsze? Po yerbie nie ma kapcia w gębie. Nie trza myć zębów... można żreć czosnek, napić się yerby i uderzyć w śliniaka. Serio. Nic nie czuć. Testowaliśmy.
A tak wygląda moje matero i bombilka.
![]() |
Tymczasem co?
Święta minęły nie wiem kiedy.
Weekend majowy jakiś badziewny. Siedzimy w domu.
Za oknem leje.
Kiwu rośnie jak na drożdżach.
Gutek zresztą też.
Sytuacja wygląda tak, że bierę Gutka pod pachę i lecimy na kilka dni do mojego brata na komunię jego córy a mojej krześnicy.
Uznaliśmy z M, że najlepiej będzie, jak on zostanie z Kiwu w domu. Bo podróż daleka, długa i męcząca, w zasadzie bez szans na odpoczynek. W związku z powyższym zostawiam swoje dziesięciomiesięczne dziecko i wyjeżdżam.
Na samą myśl, moje serce pęka. Wiem, że M podoła, bo jest świetnym ojcem, a Kiwu to jego oczko w głowie, ale wiem też ona się na mnie obrazi. Kiedyś pojechałam z Gutkiem na zakupy zaszaleć w galerii, nie było nas 5 godzin, to mała dama w ogóle nie chciała spojrzeć nawet na mnie.Co będzie jak mnie kilka dni nie będzie widzieć?
No i tradycyjnie - nie mam się w co ubrać.
Tulić, ale już!

No rodzice tak się opijaja czerwona herbata, która dla mnie smakuje jak stare opony. Powiem Ci, że nie piłam nigdy. Zieloną herbatę baaardzo lubię, więc może i yerba by mi podeszła. Jak się nazywa ta, która tobie smakuje? ale ja z kawy nie zrezygnuję never ever �� na czas ciąży musiałam, ale jak lekarz dał zielone światło, rzucalam się na nią jak wyglodnialy wilk.
OdpowiedzUsuńa wiesz, że mój M też lubi czerwoną herbatę i rooibos pija często...on takie wynalazki mi do domu znosi ;)
UsuńJa tez lubię zieloną herbatę ale niektóre rodzaje yerby na serio smakują popielniczką. Kosztowałam 5 różnych i zdecydowanie najbardziej smakuje mi ta:
https://www.naturalmarket.pl/product-zul-1016-CBSe-Energia-Guarana-0-5kg.html?utm_source=iai_ads&utm_medium=google_shopping&curr=PLN
jest dość łagodna i dla początkującego najlepsza. W niedzielę zamówiłam sobie 6 opakowań :) i ze 2 jeszcze jakiejś innej na próbę. I bombilkę sobie kup od razu bo bez niej nie da się pić.... wszystkie fusy i gałązki lecą do paszczy.
też myślałam, że nie zrezygnuję nigdy w życiu dobrowolnie z kawy, gdyby nie to, że w ciąży było mi niedobrze po wypiciu to pewnie też bym żłopała.... widać tylko krowa nie zmienia zdania :D
U nas weekend majowy zwykly - dwudniowy, ale solidarnie tez leje. :D
OdpowiedzUsuńA o yerbie pierwsze slysze. Az musialam zapytac wujka Google'a co to za wynalazek. ;)
Polecam yerbę każdemu. Nie dość że nie wypłukuje magnezu (tylko go dostarcza) jak kawa to jeszcze odchudza! :) Cała ameryka łacińska to pije :)
UsuńNo patrz a ja się na yerbę nie mogłam przestawić, dla mnie cały czas jak popiół smakowała, ostatnio nawet powyrzucałam cały zapas bo stwierdziłam, że i tak nikt tego nie wypije:(
OdpowiedzUsuńNo bo na pierwszy rzut smakuje tragicznie. Ja wciąż nie znoszę smaku naturalnej yerby (szczególnie bio)... mam dwa ulubione rodzaje. Obecnie weszłam w etap "Nie wiem jak mogłam bez mate żyć " 😀
Usuń