9 lip 2015

O burzy i telefonach co mi pisać nie dały.

Ponieważ ostatnie 3 tygodnie miałam zarąbane gośćmi (wakacje, więc jak zwykle trza było otworzyć pensjonat), wyjazdami i robotą różnoraką, to w niedzielę powiedziałam sobie: myska, weź kobito.... w poniedziałek rano siadasz na dupsku i piszesz post. I nie ma zmiłuj.
A tu w poniedziałek rano dzwonią rodzice mysuni, czy mogą wpaść.... no i tak wpadli, że załapali się nawet na bardzo wykwintny obiad złożony z pomidorowej i ziemniaków z zsiadłym mlekiem.
Popołudnie zaś miałam zajęte malowaniem wielkiej donicy na truskawki co sobie umyśliłam i przygotowywaliśmy z M teren pod basen, bo po ostatnim lecie trzeba było zamówić nowy.
No to we wtorek rano siadłam i se myślę: dobra, dzisiaj piszę.
A tu telefon i dzwoni siostra, czy nie mam ochoty na pierogi, bo może byśmy sobie ulepiły.
Na pierogi ochotę mam zawsze. Taka prawda.
No więc przywiozłam sobie dziewczyny i ulepiłyśmy ruskie i z mięsem. Zanim pojechały z powrotem, a była to godzina 17, to zapowiedzieli się sąsiedzi na 17.30. Ole!
Na pisanie została mi środa.
A tu w środę wpół do siódmej rano, jak nie zawieje, jak nie pierdyknie, wywaliło mi jedną fazę. W związku z tym nie miałam prądu na całym poddaszu, a także w płycie indukcyjnej i w bramie garażowej. Internetu też nie miałam.
All day long.
No więc scrabble, listonosz, dobble, puzzle, nintendo, puzzle i cała reszta.
Gutek napisał też książkę. Mniej więcej trzydziestą w swoim życiu. Tym razem o rybce, co się Nemo zwała;)

A tę fazę, co mi wywaliło przed siódmą, zrobili dopiero przed 22.
I tak o.
Powiem Wam, że masakra jak to się człowiek uzależnia od elektroniki. Przed wieczorem wszystko co tylko działało w ciągu dnia, zdążyło nam się rozładować, w związku z tym zrobiło się cicho, ciemno i ponuro. Nawet latarka do czytania mi padła ;)

No ale dzisiaj, to już sobie myślę, uda się i w końcu coś napiszę.
I nie dam się żadnym telefonom ni burzom.
Tylko jednym okiem łypię na Gran Hotel i istnieje taka możliwość, że za chwilę dostanę zeza rozbieżnego.
Będę jeszcze piękniejsza.

Więc jeśli chodzi o szkołę dla Gutka, to po rozważeniu wszelkich "za" i "przeciw" przenieśliśmy dziecko do naszej swojskiej, rejonowej.
I odetchnęliśmy z ulgą.
Przy tej z zajefajną infrastrukturą bylibyśmy przez najbliższe sześć lat uzależnieni od świetlicy i samochodu, bo po drodze obwodnica miasta/droga krajowa, bardzo ruchliwa droga miejska bez świateł i inne drogi i dróżki niekoniecznie z chodnikiem. A nie jestem pewna, czy taki dziesięciolatek na przykład nie poczułby się zhańbiony siedząc w świetlicy z pierwszakami.
Ta nasza, rejonowa, też co prawda kawałek, ale zdecydowanie krótszy, tak?
Poza tym mniej samochodów po drodze, a przy okazji są sąsiedzi, którzy mogą ewentualnie jakoś pomóc.
Logistyczny czynnik, choć ważny, nie był decydujący.
Nas, ludzi wsi, najbardziej odstraszyły snobizm i szpanerstwo rodziców z tamtej pięknej i wypasionej szkoły.
A poza tym Gutek to typ bardziej naukowca niż sportowca, więc w sumie po cholerę mi piękna hala sportowa.

1 sierpnia mamy wesele. Jesteśmy w tzw. czarnej dupie ubraniowej. Czy muszę mówić coś więcej?

6 komentarzy:

  1. U nas z prądem jest podobnie. Nie wiadomo kiedy zabiorą, nie wiadomo kiedy oddadzą. Jednym słowem uroki życia na wsi. Z tą jednak różnicą, że ja mam kuchenkę gazową, coś mnie opamiętało podczas remontu i jednak na gaz kupiliśmy (w razie braku gazu zostaje piekarnik na prąd). Bez ciepłego obiadu jeszcze bym wytrzymała, ale bez kawy nigdy ;)
    A co do elektroniki i telefonów to polecam Ci power bank- w takich sytuacjach nie raz nas uratował, potrafi naładować kilka razy telefon do pełna.

    A co do szkoły Gutka to pochwalam zmianę na wiejską! Jedynym czynnikiem, który by mnie przekonał do tej snobistycznej to wyższy poziom nauczania, a że go tam nie było to plusów brak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boziu, musiałam se wguglować ten power bank, bo nawet nie wiedziałam, że coś takiego istnieje ;) Powiem M, żeby się za tym rozejrzał, bo wydaje się być przydatne.
      Co do braku prądu, to faktycznie na wsi wygląda to nieco gorzej niż w mieście, ale nie na tyle, żeby mnie zniechęcić do płyty indukcyjnej. Przez niemal 30 lat jechałam na gazówce i nigdy w życiu bym do niej wrócić nie chciała. Na płycie wszystko gotuje się szybciej, czyściej, taniej i w ogóle..... czyszczenie kuchenki gazowej to był mój mały koszmar, a teraz wystarczy mokra szmatka, kilka sekund i wszystko lśni:)

      Co do szkoły, to faktycznie, może i by mnie ten poziom nauczania jakoś przekonał. W tej naszej (ona mała, ale miejska, taka do której przynależymy. Mamy też typowo wiejską szkołę nawet trochę bliżej, ale tam poziom jest słabiutki) zmienił się niedawno dyrektor i rodzice bardzo go sobie chwalą.
      Najważniejsze, że Gutek zadowolony! :)))

      Usuń
  2. Zyjesz!!!!
    Oj jak dobrze!! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz co, ja to lubię gdy wkoło jest dużo bliskich mi osób, odżywam wtedy i tryskam niesamowitą energią! :) Więc po części zazdroszczę, że miałaś takie zajęte dni, że ktoś odwiedzał, przyjeżdżał.
    Kooochana, mam nadzieję że będziesz teraz częściej pisać. Co więcej, pokazywać nam swoje twory, na przykład pomalowaną donicę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dessiderio, u mnie właściwie non stop jacyś ludzie. W weekend znowu miałam gości i ognisko urządzałam więc znowu było wesoło.
      Donicy nie ma co pokazywać, kilka desek pozbijanych piętrowo, malowałam je tylko drewnochronem, bo stoją w ogródku. Ot tyle ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...