15 lip 2014

5 OSTATNICH DNI

Weekend za nami. Każdy już się skupia na kolejnym, planuje i rozmyśla....  ale ja muszę jeszcze dorzucić swoje trzy grosze w temacie, bo dlaczego nie?
A więc.

Piątek.
Przed południem pozamykałam hacjendę, zapakowałam torbiska do bagażnika, Gutek sam się zapakował do fotelika, ja za kierownicę i jazda, pojechaliśmy do Krakowa.
M miał tam jakąś arcyważną naradę, a że nie chcieliśmy marnować czasu, bo zamierzaliśmy odwiedzić teściów, to postanowiłam zgarnąć go po drodze.
Sobie pomarzyłam, że  już na miejscu (Galeria Krakowska) - wszamamy coś z Gutkiem i zdążę sobie polatać po sklepach, bo mi się akuratnie torebkę nową zażyczyło...
Ale jak weszliśmy do środka i zobaczyłam ten dziki tłum ludzi, poczułam wszystkie smrody dochodzące z każdego sklepu, smażony kurczak przepleciony parzoną kawą, a zaraz obok perfiumy, do tego huk jak na lotnisku, to mnie od razu na mdłości wzięło i powiedziałam pass.... nikt by mnie nawet wołami nie zaciągnął. Usiadłam więc z Gutkiem w kąciku, zjedliśmy obiad i grzecznie czekaliśmy na M.
Niedługo na szczęście.
Jak zobaczyłam minę M, to od razu wiedziałam, że czuje to samo.
Dopadliśmy samochodu i zaczęliśmy spieprzać na wieś.... z zawrotną prędkością 5km/h - takie korki.
Doczołgaliśmy się do teściów właściwie wczesnym wieczorem, wyruchani jak osełki po żniwach Gutek w samochodzie dostał głupawki, więc przynajmniej było wesoło.
Wnioski są takie, że:
  • tłum mnie męczy
  • korki mnie męczą
  • do przejechania łącznie jakieś 250km, a pół dnia w samochodzie
  • starbucks - sucks! - nie rozumiem fenomenu. pomyje, nie kawa (Gosia - sąsiadka moja twierdzi, że w Stanach smakuje całkiem inaczej, a troszku czasu tam spędziła)
  • czuję się staro.
No ale nic to, wcale żeśmy się nie zrazili i ustaliliśmy (w sensie M ustalił ze swoją mamą;), że sobotę spędzimy w Częstochowie.

Sobota.
No dobra, powiem to - wcale nie miałam ochoty na tę wycieczkę.
A gdy rano zobaczyłam jak leje, to momentalnie ostatnie chęci ze mnie uleciały, ale M nie dał się zwieść, posprawdzał wszystkie dostępne prognozy i kazał się pakować do auta.
Pojechalimy.
Ok.
Przyznaję. Niechętnie, bo niechętnie, bo wyjdzie, że teściowa miała rację - było (super) fajnie!
Pogoda nam się udała na cacy.
Gutek mnie zaskoczył w bardzo pozytywny sposób, bo okazało się, że jest już na tyle duży, że można z nim śmigać po muzeach i interesuje go wszystko, co widzi. Nie nudzi się, tylko szeroko otwiera gały i chłonie kolejne bajty wiedzy.
Znał historię obrazu MB Częstochowskiej - uczyli się o nim na religii, ale na żywo, widziałam, że zrobiło to na nim mega wrażenie. Dwa razy musieliśmy obchodzić na klęczkach ołtarz dookoła ;)
Pozwiedzaliśmy wszystko, co się dało i M zarządził powrót.
Po drodze wstąpiliśmy do Olsztyna, gdzie są ruiny XIV-wiecznego zamku i do Spichlerza, gdzie jest mega wypasione żarcie, a przy okazji mają tam fajny plac zabaw. Jakim cudem moje dziecko znalazło jeszcze siłę, żeby się wspinać i biegać, to nie mam pojęcia. 
Wnioski:
  • czasem, ewentualnie, niekiedy i alternatywnie mogę posłuchać pomysłu teściowej 
  • dziecko mi urosło (w sensie dojrzało)
  • czuję się staro 


Niedziela
Cobyśmy się nie nudzili za bardzo, to w niedzielę rano wróciliśmy do Krakowa, bo umówiliśmy się do zoo z naszymi sąsiadami. 
No i kolejny szok, bo Gutek prawił n.p. tak:
- o mamo patrz! to jest ara żółtoskrzydła.
- he?
Albo
-a wiesz, że ta żaba na plakacie to rzekotka czerwonooka?
- ale jak? skąd? kto ci powiedział?
Diego
- aha
Czyli pamiętamy: nie taka bajka straszna, jak ją malują.

Potem pojechaliśmy wszyscy na rynek. Zjedliśmy obiad, połaziliśmy trochę....oczywiście dziki tłum i ruch straszny.... więc mię od razu zaczęło oko latać, bo zamiast odpoczywać, jak na weekend przystało, to musiałam uważać coby mnie nie stratowano... no więc średnio jak dla mnie. 
Zmęczyłam się strasznie. Na szczęście wszystkim nam zaczęły się baterie wyczerpywać i powzięliśmy decyzję o powrocie. 
Do domu zajechaliśmy na wieczór i mogłam się w końcu walnąć na schodach i powdychać świeże powietrze, posłuchać świerszczy i żab i poupajać się ciszą.
Wot wiejska dziewka się ze mnie zrobiła. 
Wnioski są takie, że:
  • w sumie nie chcę się powtarzać, więc jeszcze raz przeczytajcie sobie moje wnioski z piątku
  • kocham mój dom
  • nie cierpię galerii handlowych

Poniedziałek
Tabula rasa.
Serio. 
Wiem, rano byłam u rodziców... potem ugotowałam obiad i to tyle co pamiętam.... wiem tylko, że strasznie mi się chciało spać cały dzień
Wnioski:
  • brak

Wtorek
To dzisiaj.
Więc dzisiaj już wróciłam do swojego normalnego stanu i ruszyłam dupsko do roboty. 
Wnioski:
  • widać jak mnie tłum zmęczy, to potrzebuję dnia resetu, po nim wracam do swojej naturalnej postaci


Dobrze.
A teraz, bardzo proszę.... czy u Was wszystko ok?
Czy coś wymaga mojej natychmiastowej interwencji?
Mówcie. 

30 komentarzy:

  1. I teraz się zastanawiam czy w tym dzikim tłumie gdzieś się nie minęłyśmy, bo od piątku do niedzieli zwiedzałam Kraków z M. i moją Mamą :D
    Ale dzikie tłumy były, to fakt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a kto wie.... może i się minęłyśmy :)

      Usuń
  2. No moja też Ci powiem z bajek najszybciej łapie. A ja galerie lubię, jak mam co wydać ;) My w galerii się bawimy w węża co był na starych telefonach komórkowych czyli ja krążę, a on moim śladem i razem jak ten wąż jesteśmy. Strasznie mnie to irytuje ale on zawsze tak łazi I mówi, że jest moim sumieniem i musi mnie pilnować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha.... dobre wąż-sumienie :))))

      Usuń
  3. Myska, jak Cię tu nie kochać po takim wpisie...jesteś mega:)))Ja galerie lubię byle nie za długo,Olsztyn uwielbiam..cała Jura jest zresztą boska...bo przede wszystkim nie ma dzikich tłumów;)Diego jest mądry,fakt...my do zoo do Ostrawy jedziemy w weekenda,polecono nam:)zazdroszcze Ci Krakowa,dawno nie byłam....ale nie ma jak w domku,i to jeszcze na wsi:)))Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, Jura jest super! :)
      kurka no.... Ostrava w sumie niedaleko.... daj znać jak było! koniecznie! :)

      Usuń
  4. Moje dziecko ostatnio babcię zadziwiło. Kupiła sobie mydło w płynie z delfinkiem a mój synek jej na to : babcia to jest delfin butlonosy :) na co babcia zdziwiona nie wiedziała co powiedzieć :D na następny dzień dopiero do mnie zadzwoniła i jeszcze nie mogła dojść do siebie skąd on to wiedział :D Diego jest fajny ale i Dora nie jest zła. Teraz w wakacje jak nie chodzi syn do przedszkola to powtarza z Dorą angielski :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaaa.... u nas też Diego i Dora często na tapecie.
      Fajnie, że są bajki, które coś wnoszą!

      Usuń
    2. PS
      witam u siebie :))))

      Usuń
    3. Również witam :) czytam Cię już od dawnaaaaaa i kilka razy coś tam napisałam :) teraz może się to zmieni i będę komentować częściej :)

      Usuń
  5. byłaś w Krakowie? Ojej, to tak niedaleko mnie :D
    Starbucks pomyje mówisz? Muszę spróbować. Bo mnie też fenomen tej kawiarni cholernie dziwi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a weź Natusiu..... kawa co kopa żadnego nie daje.... pełno piany, zamiast treści. W sumie espresso nie próbowałam, bo nie lubię kawy bez mleka, ale to co piłam to sucks! :)
      Do tego cena jak za zboże ;)

      Usuń
    2. Ceny ponoć mrożą, oj tak...
      A wiesz, że ja zauważyłam, jako że ŻADNA kawa na mnie nie działa?
      Nic a nic. No, czasami lekko osłabia...
      Ja kawę pije wyłącznie dla smaku. :D

      Usuń
  6. mimo, ze wczesniej mieszkalam w 60 tys miescie, teraz niby na przedmiesciach, ale praktycznie na wsi, to doskonale Cie rozumiem. Do wielkiego miasta mamy stad jakies 30 min drogi, a po kazdym wyjezdzie do niego wracam wypompowana jakbym cala PL objechala wzdluz i wszerz. Wielkie miast to nie dla mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie, to chyba kwestia przyzwyczajenia, bo przecież ja mieszkałam całe życie w bloku i w mieście/miastach i było ok, teraz tak mam że mnie to wszystko męczy :)

      Usuń
  7. heh to mówisz,że u mnie w Krk Ci się nie podoba bo tłum? ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ależ ja nic takiego nie powiedziałam :)
      Nie lubię tłumu, to fakt..... ale sam Kraków kocham! 6 lat w nim mieszkałam i tęsknie za nim niekiedy okrutnie.

      Zapewne teraz, budząc się w ciszy, pachnącej latem i wsią, miałabym problem, żeby się dostosować, ale to pewnie kwestia przyzwyczajenia :)

      Usuń
    2. no proszę 6 latek :) fajnie! jak jeszcze zawitasz w me progi daj znać ;)

      Usuń
  8. No no, trochę sobie pozwiedzaliście :-D ale widać po poście ze zmęczona byłaś. A do tłumu można się przyzwyczaić - jak mieszkałam w Warszawie to tak wsiąkłam w tłumy które mijałam każdego dnia, że już nawet nie zauważałam tego że wokół mnie jest tyle ludzi. Teraz już nie mieszkam w dużym mieście i bardziej odpowiada mi ta cisza i ten spokój :-) może tak samo jest z Tobą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że można. Przez 6 lat mieszkałam w Krk i kochałam to, a do tego twierdziłam, że do siebie nigdy nie wrócę, tylko tam zostanę! :)
      Punkt widzenia zależy od punktu patrzenia :)

      Usuń
  9. Ja tez sie starzeje.....
    Duze miasta mnie mecza, zakupy robie w przelocie a najbardziej uwielbiam moj dom!!
    Chyba mamy duzo wspolnego??? :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak miło poczytać o Was i upewnić się,że ze mną ,,wsio w porzo". Jeszcze 3 lata temu nie wyobrażłam sobie życia na wsi, a teraz wujazd do miasta to prawie jak kara. Wracam upocona, zmeczona i z pustym portfelem- zawsze!. W Stanach Starbucksa uwielbiałam, szczególnie moccę, W przyszły weekend będziemy zwiedzać zoo i centrum nauk kopernika w W-wie wiec mam nadzieję,że spróbuję polskiego Starbucksa.
    Gdzie można kupić drylownicę? Planuję zakupić trochę wiśni na soki. Zdrowe żarcie i przetwory też mnie wciągęły. Obawiam się,że większą część wakacji w kuchni spędzę.
    Pozdrawiam. Doti.
    Ps. Jak rolety rzymskie już wiszą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. rolety jeszcze nie wiszą.... i nie wiem kiedy zawisną, bo w tym roku stawiamy na ogród, a salon odłożyliśmy na "niewiadomokiedy" :)
      Ta moja sąsiadka mówiła, że w stanach codziennie po drodze do pracy kupowała kawę w starbucksie..... a tutaj jak spróbowałam to splunęła ;) Ja mokkę pijam na orlenie :)
      Gdzie drylownicę kupić? hmmmm.... nie wiem, pewnie w jakiś marketach: kauflan, carrefour, tesco etc ;) W biedrze i w lidlu jeszcze mi się w oczy nie rzuciły, chyba nie było w tym sezonie.
      Ja soków i kompotów już troszkę zrobiłam, teraz u mnie ogórasy się zaczęły więc pasuje mi je przetworzyć :)

      Usuń
  11. W takim razie doczekać się nie moge przeprowadzki na wiochę!
    Galerie handlowe lubię tylko za klimatyzacje :p
    Myska,a te meble co do pozbycia się miałaś to jeszcze istnieją?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. meble istnieją, ale póki co nie mamy za co ich wymienić, a głupio tak w pustym salonie siedzieć :)

      Usuń
  12. A widzisz to podobnie jak u nas ;)
    Jakbys mnie szukała to jestem tutaj http://simerapiszeciagdalszy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. Tłumy, korki i galerie też mnie męczą. A jak jeszcze mam w tym uczestniczyć z dwoma, to... Zaczynam się bać swej wyprawy do Ams z nimi, ale póki co, zaciskam zęby i wmawiam sobie, że będzie git....

    Nie, ty nie jesteś stara. To ja jestem, bo jak rano wstanę, to wyglądam teraz jakoś tak o dychę więcej niż w metryce... Boziu, to chyba już pora na odmładzające kremy. Ratunku!

    A tak poza tym, to wszystko u mnie ok, poza tym, że teraz dzień w dzień dojeżdżam z P. do roboty... I za kilka dni, codzienny stan dziecek w tym P. skoczy do 9 sztuk ( wiek od 1 do 9)... Przyjdzie kupić dużo waleriany albo czegoś mocniejszego, bo będzie się działo!

    Latuj tam sobie spokojnie w tej swojej wioseczce!






    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odmładzające kremy? Ależ co Ty wygadujesz....? przecież widzę, że ze zdjęcia kuka na mnie siksa! :) Piękna i młoda! :)
      Latuję kochana.... mało spokojnie, ale latuję i wyciskam jak cytrynkę :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...