5 cze 2014

EKO JA, CZYLI MOJE KOSMETYCZNE HITY OSTATNICH TYGODNI.

Muszę przyznać, że macierzyństwo zmieniło mój pogląd na świat nieco bardziej, niż przypuszczałam, że może kiedykolwiek uczynić. Nawet jeśli wezmę pod uwagę kwestie, które kiedyś wydawały mi się śmieszne czy błahe teraz narastają na znaczeniu.
Następuje jakiejś zwarcie w moich zwojach mózgowych i zaczynam sobie przemyśliwać to i owo. I coś co zakrawało u mnie niegdyś o oszołomstwo, zaczyna mi się pomału wkradać w każdą dziedzinę życia.
Mówię teraz tutaj o szeroko rozumianej ekologii.
Co prawda od bardzo dawna segreguję śmieci, papierków na ulicy nigdy nie wyrzucałam, oszczędzałam prąd i wodę, ale to wszystko nabyłam w spadku - tak zostałam wychowana.
No, a kiedy urodziłam Gutka okazało się, że zapragnęłam początkowo tylko uszczknąć odrobinę wiedzy i zainteresować się czym żywię dziecko, czym je smaruję, w czym kąpię etc, a wciągnęło mnie to bez reszty.

Bierze się to u mnie również z obaw o rodzinę i trochę z przekory, bo jak mnie zewsząd bombardują reklamami balsamów, kremów i innych maseł, które działają cuda na udach, buziach i za uszami, nie mówiąc o reklamach leków, które w naszym kraju biją - myślę - wszelkie rekordy częstotliwości, to mnie cholera bierze, bo pakują ludziom papkę do łba, że wystarczy zażyć magiczną pigułkę, która nas wyleczy. Z wszystkiego. Bo tabletki są na wszystko. Prostata? Hemoroidy? Ociężałe nogi? Zimne stopy? Noł problem. My to załatwimy....
Wkurza mnie to. 
A jak ostatnio zobaczyłam reklamę tabletek (nazwy nie pamiętam) w każdym razie należy je zapodawać dziecku podczas wymiany mleczaków na zęby stałe, coby te drugie rosły zdrowe i mocne, to mi para uszami poszła. 
Uj z dentystą, uj z pastą, uj z ograniczaniem słodyczy. Wystarczy tabletka. Grrrr.
Im bardziej wchodzę w temat, tym bardziej jestem przerażona tym, co nam do łba pakują od oseska i coraz mocniejsza staje się moja wola walki. 

No więc ja na przekór systemowi i krwiopijczym koncernom, postanowiłam wytoczyć swoje małe działa (działka) i poszukiwać alternatywy. Bo po cholerę mam na siebie nakładać pochodne ropy naftowej, skoro mogę zioła, uzyskując taki sam, a wielu przypadkach nawet lepszy efekt!



Tak więc proszę się nie zdziwić, jak mi się od czasu do czasu tutaj uleje, bo muszę gdzieś się pozbyć skumulowanej wiedzy, tak? A chłopa nie będę w kółko zanudzać, bo mnie w końcu do wariatkowa wyśle.

Dzisiaj skupię się na 3 kosmetykach, bez których w tej chwili nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. 

Pewnie części z Wam są one dobrze znane, ale jak komuś nie, to szczerze zachęcam do poznania. 

No więc jeśli chodzi o kosmetyki, to owszem, od dość dawna patrzę na skład, ale jeszcze do niedawna zaopatrywałam się w nie głównie w drogeriach, ewentualnie w aptekach. W tej chwili większość z nich kupuję w sklepach zielarskich i z naturalnymi produktami. 

Lubię patrzeć na skład danego produktu i widzieć tylko dwie, trzy substancje, które w dodatku można zeżreć i przeżyjemy ;)

MYDŁO ALEPPO

via


Pewnie większość z Was już o nim słyszała. Ale dla tych, co nie... to uwaga, opowiadam:

Aleppo to nazwa miejscowości w Syrii, od której mydełko to wzięło swoją nazwę. Receptura wytwarzania tego mydła nie zmieniła się na przestrzeni tysiącleci i wciąż bazuje na oliwie z oliwek i oleju laurowym (wawrzynowym). Jest to produkt w pełni naturalny, począwszy od zbierania oliwek, po stemplowanie i pakowanie gotowych mydeł.

Jak wygląda produkcja takiego mydełka możecie zobaczyć w tym filmie:



Oliwę z oliwek miesza się z wodą morską i wodorotlenkiem sodu, to wszystko w wielkim kotle gotuje się przez kilka dni, dodając pod koniec olej laurowy. Taką masę wylewa się do form lub na podłogę, wyłożoną pergaminem, a kiedy zastygnie, to stempluje się i kroi na małe kawałki. Gotowe mydło suszy się przez kolejnych kilka miesięcy, przez co zmienia kolor z zielonkawego na beżowo-brązowe. 

Plusy mydeł Aleppo:
- produkt w pełni naturalny (nie zawiera substancji zapachowych ani konserwujących)
- może je stosować każdy, szczególnie ludzie z problemami skórnymi, a także dzieci od pierwszego dnia życia
- nie zawiera tłuszczów ani substancji pochodzenia zwierzęcego
- ze względu na skład ulega całkowitej degradacji, dzięki czemu nie wylewamy hektolitrów ścieków do naszych rzek
- może zastąpić niemal każdy kosmetyk myjący, z szamponem i żelem pod prysznic łącznie (piana nie spływa, dlatego można go nawet do golenia stosować)
- bardzo, bardzo wydajne!
- wyżej procentowe mydełka mają właściwości lecznicze (trądzik)

Generalnie zasada jest taka, że każde mydło ma oznaczenie procentowe ilości oleju laurowego (od 2% do nawet 80%) i tym głównie faktem kierujemy się, kupując taki specyfik.
Ilość oleju laurowego w żadnym wypadku nie jest wyznacznikiem jakości, raczej informuje nas o proporcji właściwości antyseptycznych do nawilżających i łagodzących. Dlaczego?
Bo olejek laurowy działa bakteriobójczo i oczyszczająco na skórę
Natomiast oliwa z oliwek działa łagodząco i nawilżająco.
Dlatego im "mocniejszego" działania oczekujemy, tym na wyższy % oleju laurowego powinniśmy się decydować. 
Dodam jeszcze, że procentowa zawartość olejku wpływa również na stan nawilżenia/wysuszenia naszej skóry. Czyli im "mocniejsze" tym bardziej wysusza.

Od siebie radzę na pierwszy rzut zastosować te łagodniejsze mydła (5%-10%)

Dodam jeszcze, że niektóre mydła Aleppo posiadają w swoim składzie dodatki takie jak:
czarnuszka siewna (działa antyalergicznie), glinkę czerwoną i błoto z morza martwego (dodatkowe działanie antyseptyczne), lawendę i rozmaryn 

Moje mydło - moje doświadczenia

Skóra bardzo sucha, bez trądziku. Od czasu do czasu jakieś wypryski, ale ogólnie ok. Bez ekscesów.

No więc zacznę od tego, że przeszłam detoks.
Serio.
Po dwóch dniach od rozpoczęcia mojej eko przygody z kosmetykami, na mojej twarzy nastąpił jakiś bunt i zaczęły mi wyskakiwać różne takie egzemplarze, wszystkie naraz i w ogóle szał pał, a nawet przed okresem nie byłam więc się z deczka zastanowiłam. 
Po czym przeczytałam o czymś takim jak "kryzys ozdrowieńczy" i się uspokoiłam i postanowiłam dać mydłu kolejną szansę. Nie żałuję!
Wszelkie wypryski dość szybko poznikały i przyszedł czas na prawdziwe efekty.
Naprawdę je widzę. Nic się na skórze nie dzieje, jak coś próbuje wyjść, to szybciutko znika i w ogóle jestem zachwycona, że takie szare, brzydkie coś (nie czarujmy się - jest ono brzydkie) daje lepsze efekty od tych pięknych, kolorowych i powszechnie reklamowanych produktów. 
Buzię myję nim codziennie wieczorem, a po umyciu wcieram naturalny nawilżacz, czyli moje drugie odkrycie, o którym za chwilę ;) 
Co jakiś czas myję nim też głowę, dzięki czemu pozbyłam się łupieżu, włosy nie są po nim zachwycające, ale za to czuję, że dla mojej skóry głowy jest to zbawienne. 

Wady (wcale nie takie straszne;):
- cena (za swoje mydło zapłaciłam ok 26zł.... niby sporo jak na mydło, ale biorąc pod uwagę jego wydajność i działanie, opłaciło się. Po dwóch miesiącach stosowania nie widzę, żeby się w ogóle zużywało ;)
- zapach. To nie jest mydło, które pachnie fiołkami czy innymi migdałami... zapach przypomina zwykłe szare mydło, choć jest trochę przyjemniejszy. (mydło 40% lepiej pachnie od np. 5%, a te z dodatkami jeszcze lepiej). Szczerze mówiąc zapach nie jest dla mnie w ogóle przeszkodą. 
- dość spore kostki (50-200g), (można np. na próbę kupić na spółę z koleżanką i przedzielić na pół)
- suszenie mydła. Należy pamiętać o tym, że mydło powinno być suszone po każdym użyciu, żeby nie stało w mokrym pojemniku, bo to wpływa na jego wydajność (podstawka wentylowana)

WODA RÓŻANA

via

Każda posiadaczka suchej (nie tylko) skóry doskonale pewnie zna uczucie ściągnięcia, a nawet pieczenia twarzy zaraz po jej umyciu. 
Ja, nie dość, że mam właśnie suchą cerę, to jeszcze wrażliwą i skłonną do alergii. Przy zakupie nowych kremów musiałam strasznie uważać, coby się nimi nie załatwić. Bywały okresy, że oczy mi puchły i łzawiły (uczulenie), albo, że pomimo nawilżenia, które krem miał zapewnić, ja mogłam sobie suche skórki płatami z czoła i nosa odrywać. 
Aż w końcu przeczytałam o wodzie różanej.
Oczywiście w te pędy poleciałam do sklepu zielarskiego i zakupiłam sobie takie cuś.
No i co się okazało?

Woda różana to mieszanina wody i destylatu otrzymywanego z róży (przy produkcji olejku różanego).
Zazwyczaj sprzedawana jest w szklanych butelkach, bo służy głównie jako produkt spożywczy! Można dodawać ją do ciast i deserów, a domowe lody z dodatkiem takiej wody, smakują ponoć wybornie (nie wiem, nie próbowałam).
Pierwsze co poczułam, odkręcając swoją buteleczkę, to lato!
Pamiętam, że był brzydki wczesnowiosenny dzień, a ja utonęłam w morzu kwiatów. Mnie to nawet woda różana zalatuje piwoniami. Od razu pokochałam ją szczerą miłością za ten zapach, bo szczerą miłością kocham peonie, "pal licho działanie" - pomyślałam - "najwyżej ją sobie wypiję".

Producent pisze, że wodę różaną tak jak wcześniej wspominałam można używać w kuchni, ale zapewnia też działanie nawilżające dla naszej skóry i włosów.

Zanim jeszcze wypróbowałam wodę różaną, to przelałam ją sobie do dwóch buteleczek (jednej spieniającej płyn, a drugiej z atomizerem), bo bałam się, że potłukę oryginalną szklaną butelkę i że zamiast mnie, woda nawilży mi podłogę.

Czy woda faktycznie nawilża?
Tak. 
Tak. Tak. Tak.
Ja Wam to mówię. Ta, co jeszcze 2 miesiące temu zrywała sobie suche skórki z czoła! 
Cholera wie, czy to na mnie podziałało tak bo od razu czułam wielkie uczucie do niej... nie wiem. Fakt faktem, że już po dwóch, trzech dniach czułam znaczną poprawę. A suche skórki poznikały.

Zmywam nią makijaż, przemywam twarz kiedy po umyciu mydłem czuję delikatne ściągnięcie, odświeżam się wodą z atomizera w upale i w ogóle szał. Najchętniej to bym się obwinęła szmatami jak mumia i polała to wodą cała. O.

Co jeszcze ciekawe? Wiecie, że teraz pylą wszelkie trawska? No więc, kiedy zdarza mi się zatrzeć oczy, a każdy alergik wie co to znaczy, a jak nie wie, to niech se sypnie piaskiem w twarz, wtedy się dowie.... no więc jak już sobie zatarłam i z moich wielkich jak pięć złotych gał zrobiły się cieniutkie szparki, to w akcie desperacji przyłożyłam sobie nasączone wodą różaną waciki na powieki i troszku bardzo się uspokoiło. 

Plusy:
- nawilża
- uelastycznia 
- dobry produkt dla osób z problemami naczyńkowymi
- nie uczula
- oczyszcza
- koi
- pięknie pachnie
- naturalna
- dobra baza do maseczek
- cena (8-14zł)(250ml)

Minusy:
- nieporęczne opakowanie
- dostępność (internet, sklepy zielarskie)


OLEJ KOKOSOWY

via

Trzecim produktem, o którym koniecznie muszę napisać, to olejek kokosowy.
Naturalny, tłoczony na zimno (ważne!!!) produkt nadaje się niemal do wszystkiego. 
Można usmażyć na nim kurczaka do ryżu, zrobić zupę tajską, egzotyczne naleśniki, gofry czy racuchy.
Może też być świetnym kosmetykiem, który pomoże uporać się nam z suchością skóry i ogólnymi problemami.

Naturalny olej kokosowy ma postać stałą i wygląda jak smalec upchany do słoika. Jednak pod wpływem ciepła naszych dłoni bardzo szybko zmienia się w zwyczajny olej (niemal natychmiast). Mój słoik miał niemal pół litra objętości, dlatego całość porozkładałam sobie do mniejszych słoiczków i porozstawiałam po całym domu. 
Jeden znajduje się w łazience, drugi w sypialni, dwa słoiczki poszły dalej w świat, a reszta co mi została wykorzystywana jest w kuchni. 
Nigdy za bardzo nie przepadałam za kokosami, ale umówmy się, jedynie z czym mi się one od dziecka kojarzyły, to wiórki kokosowe na torcie urodzinowym i egzotyczne obrazki z zagranicznych prospektów.
Kiedy jednak dowiedziałam się o zdrowotnych (a nawet leczniczych) właściwościach tego orzecha, natychmiast zaczęłam ewaluować swoje upodobania i teraz nawet kupuję mleczko kokosowe do różnych dań, a olejem smaruję się od stóp do głów ;)

Nie chcę Was zanudzać składem takiego oleju ( nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe) wymienię tylko kilka ważniejszych jego działań
Plusy:
- zwiększa odporność
- naturalny antybiotyk (który odwrotnie do syntetycznych antybiotyków atakuje tylko złe bakterie)
- pomaga zwalczać wysypki, egzemę, skaleczenia i urazy
- jest bardzo dobrym produktem do smażenia w wysokiej temperaturze
- zwalcza wolne rodniki
- spowalnia efekty starzenia skóry
- zwalcza łupież
- naturalny filtr słoneczny
i w ogóle to niemal cudowny specyfik.

Minusy:
- cena (za 500ml dałam ok. 30zł)
- zapach (bardzo intensywny, trzeba się przyzwyczaić)


Prawda jest taka, że gdybym kiedyś wiedziała to co wiem teraz, to nigdy w życiu nie kąpałabym swojego świeżo narodzonego Gutka w powszechnie dostępnych kosmetykach dla niemowląt, tylko myła mydłem alepp i nacierała potem olejem kokosowym bądź oliwą z oliwek. Staram się jednak złe nawyki puścić w zapomnienie i zrehabilitować się naturalnymi nowościami (dla nas nowościami, bo tak naprawdę są one stosowane od wiek wieków)

A za jakiś czas opowiem Wam o paście do zębów i jak to robią nas w bambuko :)

Amen.


23 komentarze:

  1. No Myska, ja za chwilę będę eko z wykształcenia i chylę czoła, poproszę o więcej;)
    O oleju muszę się dokształcić, ostrzegam tylko przez oliwami (to jednak nie to samo co olej) bo ich działanie może być niekorzystne dla skóry z upływem czasu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, że oliwy mogą zapychać skórę, ale z tego co wiem, to te sztuczne szczególnie są w tym dobre.
      Wychodzę z założenia, że jeśli już mam coś na siebie nakładać, to wolę produkt naturalny niż sztuczną chemię (nawet jeśli pisze na niej "baby")

      Mój kuzyn wyleczył sobie skórę trądzikową własnie oliwą z oliwek :)

      Usuń
    2. z oliwami nawet naturalnymi jest większy problem, bo nie tyle zapychają ile mogą "wbudowywać"się w skórę na stałe, ale co do olejów na razie nic takiego nie udowodniono

      Usuń
    3. a no widzisz.... jak to się człowiek uczy całe życie :))))
      nie wiedziałam o tym "wbudowywaniu".
      Na szczęście olejów jest cała masa do wyboru :)

      Usuń
  2. Ooooo to chyba dla mnie idealne kosmetyki. Muszę koniecznie wypróbować. Szare mydło jest u mnie w użyciu od dawna i nie jedną wysypkę nim zwalczyłam- to polecane przez Ciebie też na pewno wypróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ogóle jak wchodzę do swojego sklepu to kobito przepadam na godzinę, bo zazwyczaj takie sklepy są prowadzone przez pasjonatów i na trajkotaniu spędza się masę czasu :)
      Mydło alepp z czarnuszką (nigelą) na wszelkie wysypki szczególnie te alergiczne - polecam!

      Usuń
    2. Wodę różaną wypróbowałam, na mojej twarzy zdziałała cuda. Teraz tylko wykańczam zapasy innych toników, mleczek i przerzucam się na wodę różaną.
      Zastanawiam się czy ten olej kokosowy można stosować zamiast kremu do twarzy? Albo po prostu napisz jaki krem stosujesz :)

      Usuń
    3. K, ciesze się, że spodobała ci się woda różana.... dla mnie to wciąż jest super-kosmetyk!
      Wiem, że różne olejki stosują na twarz..... ja się jakoś waham, bo nie lubię się świecić :) Może spróbuj oleju arganowego? Ponoć też działa cuda! :)
      Ja póki co wykańczam kremy. Na razie stosuję Mixa i lubię kosmetyki z tej firmy. Też 0% alkoholi i parabenów. Nie wiem jaką masz cerę, bo ja suchą, dlatego zawsze oczekuję efektu nawilżenia :)

      Usuń
  3. Brawo Kochana! Dziękuję Ci za ten wpis, przeczytałam jednym tchem. Zaciekawiło mnie to mydło i jeszcze dziś się za nim rozejrzę w aptece. Całuski dla was!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądziłam Meg, że kogokolwiek ten post zainteresuje, bo nie każdy się takimi rzeczami interesuje.... tym bardziej cieszę się, że odzew jakikolwiek jest! :))) Mydło nie wiem czy kupisz w aptece, chyba że apteka ma dział "naturalny"
      Buziaki!

      Usuń
  4. a mnie zainteresowała woda różana :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. polecam!
      w upale na plaży się spryskać.....mmmmm :)

      Usuń
  5. Akurat kończy mi się tonik , rozejrzę się za wodą różaną :)
    Olejem kokosowym kiedyś olejowałam włosy - dobry efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumianku, ja wszystkich sklepowych toników się już wyzbyłam! :)
      Olejowanie włosów - muszę wypróbować!
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. Ciekawe informacje- teraz nic tylko musze dokonac zakupu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powodzenia!
      Polecam Ci blog alinarose.pl (u mnie w linkowni też jest)
      Dziewczyna jest pasjonatką kosmetyków (głównie naturalnych) i w ogóle.... "natycha" mnie co i rusz! :)

      Usuń
  7. Olej kokosowy bardzo lubię!
    Ja swoje dziecko po urodzeniu smarowałam oliwą z oliwek i teraz nie mogę jej dodawać do sałatek, bo mi się potem sałatka z niemowlakiem kojarzy - a jeść coś co pachnie jak niemowlak... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, pshoom, wymiękłam.... no ale fakt, kto chciałby jeść własnego niemowlaka! :)))

      Usuń
  8. Myska, dotąd Cię lubiałam a za ten post pokochałam :)
    Bo ja transformacje przechodze od jakiegoś roku..Póki była zagranica,pieniążki na lepsiejsze kosmetyki i dostępność wyrobów z wyżej półki to korzystałam i kosmetyków naturalnych nie zauważałam.Liczyło się tylko efektowne opakowanie,logo marki,piękny zapach i zapewnienia o cudotwórczym działaniu.Nie powiem,trafiłam na drogie kosmetyki,które faktycznie były warte swojej ceny,ale...No i wróciłam córka martnotrawna do kraju,pracy nie miałam,oszczędnosći musiały oszczędnościami zostać,czasu było sporo,wielkomiejskich drogeri mniej i zaczęłam się interesowac zastępnikami...Zaczęłam od kolorówki,najpierw wpadając na puder mineralny,potem podkład,róż,następnie zaczęłam kupowac składniki i tworzyć sama naturalne mazidła.Szybciutko,dzięki znanemu wizażowi dowiedziałam się o metodach olejowania paznokci,włosów,twarzy,zaczęłam stosować i działają!O aleppo też wiem,ale jeszcze nie przyszła na niego kolej,woda różana w moich zastępach kosmetycznych gra wazną role,oleju kokosowego dla mojej cery się chyba nie zaleca..Sprawdzę ;) Poprosze o więcej takich postów!!!Bo wymiana doswiadczeń to najlepsza rada :)
    Acha,wypuszczono na rynek eko lakiery do pazurków ;) Malujesz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no widzisz... popatrz jak się zgrałyśmy.
      Mam tak samo jak Ty.... też przechodziłam etap droższych marek, bo wydawało mi się, że jak kupię coś drogiego i w aptece to, że nic lepszego nie znajdę.
      W moim przypadku okazało się, że woda różana za dychę lepiej działa niż płyn micelarny za cztery dychy.... jestem w szoku.
      Choć zdaję sobie, że nie każdemu psu Burek i nie wszystko co mi odpowiada musi odpowiadać innym, ale chcę zachęcić do poszukiwania alternatywy :)
      Myślę, że jeszcze niejeden post w tej tematyce zamieszczę, bo strasznie się w to wkręciłam :)
      Już planuję pastę do zębów wziąć pod lupę :)

      Co do kolorówki, to też często używam mineralnych kosmetyków i bardzo sobie je chwalę. ALe Ty widzę jesteś bardziej zaawansowana, bo ja sama nic nie tworzę bo się boję :) Pewnie to kwestia czasu :)
      Jak masz jakieś sprawdzone twórstwa swoje to napisz.... chętnie poczytam :)
      Eko lakiery???? o widzisz.... maluję właściwie tylko u stóp, bo ręce musiałabym codziennie naprawiać, a strasznie nie lubię tej czynności :)

      Usuń
  9. Ja w kwestii kosmetyków jestem noga stołowa... Poza tym - jestem minimalistką i używam ich niewiele w porównaniu z resztą świata. Żadnych odżywek do włosów, do paznokci, nie cierpię balsamów i mazideł do ciała, kremów do rąk ani pomadek... Serio. Używam tego sporadycznie, od czasu do czasu... Stąd mogłabym pozwolić sobie na droższe, ale naturalne kosmetyki, bo ja jednak tak jak Ty - taka trochę eko jestem.. Za kran, z którego leje się ciurkiem woda przy myciu rąk zawsze drę japę na chłopaków (Olek już WIE ;-)) i w ogóle "staram się"...

    Woda różana - o tak. Bo, o ile balsam do ciała to dla mnie kara, o tyle krem nawilżający i tonik do gęby - tak. Po umyciu wodą skóra mi się ściąga i nie lubię tego uczucia.

    O oleju kokosowym dowiedziałam się swego czasu od Em. W Indiach jest mega popularny - do jedzenia i jako kosmetyk, zwłaszcza do włosów, ale moje liche włosy nie lubią niczego, co je jakoś obciąża, więc nie wiem, czy ten olej by się nadawał...

    Chętnie poczytam o paście do zębów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wcale się nie dziwię, że słyszałaś o olejku kokosowym od M. Ostatnio czytałam "Tygrysie wzgórza" i "wyspę motyli" i w jednej z nich co jakiś czas pojawiał się olejek kokosowy.... ale nie pamiętam w której, bo mylą mi się te książki ;) Ja też mam takie liche cuś na głowie i dlatego nie jestem w stanie póki co się przełamać, żeby spróbować olejowania.
      Wodę różaną jak najbardziej polecam!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...