29 kwi 2014

ZWIERZYNIEC

No więc - uwaga - sukces!
Złapaliśmy kreta!

W natłoku wielu różnych sposobów, najtrafniejsza okazała się metoda, która zresztą najbardziej mi się podobała, a którą możecie obejrzeć w filmiku


Z tą różnicą, że nasz kret w tej pułapce zdechł.
Nie wiem czy z głodu, czy mu pikawa stanęła ze strachu, czy co.... ale był sztywny, kiedyśmy go wyciągali. 
Serio krety są takie maleńkie? w szoku byłam - ale ja blokers z urodzenia więc się nie znam.

Jeśli zaś idzie o mojego małżonka, który na wsi sporo życia spędził, to on nic się nie nadaje do likwidacji zwierzyny. Nic a nic.
Najpierw stał nad kopcami z łopatą i klął siarczyście, a potem kiedy kret się w końcu złapał w pułapkę to rozpaczał, że nieżywy. Szkoda przecież.... takie malusie zwierzątko....
Oczywiście przyznał się też do tego, że z łopatą stał, ale nie miał serca jej wbić w ziemię nawet kiedy na jego oczach kolejny kopczyk powstawał ;)
Chłop jak dąb, a twardość pluszowej kaczki - zawsze powtarzam.

Ale, ale, żeby nie było zbyt wesoło, to pojawił się kolejny gagatek.
Dwa dni spokoju i od nowa polka w galopie.
No chyba, że teraz to nie kret tylko siakaś nornica. 
Cholera by wzięła ten zwierzyniec.

Wczoraj dwie żaby ratowałam z mojego skalniaka i zabiłam pieryliard ślimaków (solą - straszna śmierć:-/)
Dzisiaj natomiast odkryłam u siebie w salonie pochód mrówek. Zapewne szykują się już na 1-go maja, ale może niech to robią poza moim domem - ogród spory mają do dyspozycji.
A pewnie, że od jakiś trzech-czterech dni zauważyłam po jednej mrówce gdzieniegdzie, ale myślałam, że to przyniesione z zewnątrz. A tu dzisiaj otwieram lapka, który stał w salonie i nie wiem czy mi się w oczach coś mieni, czy co, ale klawiatura widzę, że się porusza. 
Tiaaa.....
Lapek to pikuś..... 
Idą gęsiego (mrówczego!) przez salon, z jednego kąta w drugi.
Ole!
Jadę więc zaraz do sklepu po jakiś proszek i w te pędy wysypuję, bo boję się, że jak M wróci, to żal mu będzie teraz tych mrówek i każe zostawić ;)

*

Rozmawiamy sobie z Gutkiem o kolegach z rzedszkola i:
Ja: a Olek jest fajny?
G: nooooo, tak różnie, czasem tak, ale czasem to straszne FOKI strzela 
(fochy;)

albo

G: mamo, a wiesz, że Piotrek N powiedział Krystianowi, że jest GOŁĄB? Dziwne, nie?
(głąb;)

16 komentarzy:

  1. Ha, to się w końcu z Krecikiem rozprawiłaś! Przyznam szczerze, że ja to jak Twój M. - może bym i stała z tą łopatą, ale czy użyłabym jej w stosunku do tego kreta, to nie wiem...

    Mrówki zaś tępię bezlitośnie. U nas w P. też się wprowadziły do domu, tylko że u nas do kuchni.

    Co Olków to i owszem - strzelają FOKI czasami ha ha ha. Kocham te nieświadome "przejęzyczenia"!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się tak z niego naśmiewam, ale sama bym nie kilnęła takiego zwierzęcia. Żaby - jak pisałam - powyżej wyniosłam ze skalniaka, bo chwasty pieliłam i nie chciałam dziabnąć motyczką w nie, a co dopiero takie krecik .... :)

      Mrówki i ja zaczęłam tępić. Własnie wróciłam ze sklepu w broń wyposażona :) Teraz pozostało nam czekać na efekt :)

      "Foki" weszły do naszego słownika już chyba na zawsze :D

      Usuń
  2. Jak ci opowiem moją niedzielną historię z mrówkami to padniesz. Julek miał urodziny w niedzielę i kupiłam tort, nie miałam miejsca w lodówce postawiłam go więc na taras bo było zimno (dosłownie na 2 godziny). Jak po niego poszłam wszędzie były mrówki!!! Zaklęłam pod nosem i uratowałam ciasto (nikt tego nie widział), na tort nie powchodziły ale w takim tekturowym pojemniku było ich pełno! Myślałam, że zejdę na zawał!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, Meg, faktycznie padłam!
      Dobrze, że udało ci się uratować tort!
      Zresztą nawet jakby się gdzieś taka mróweczka przedostała, to co za różnica - trochę białka i minerałów :)

      Usuń
  3. no to jeden sukces jest ! w sumie szkoda kreta przyzwyczaiłam się do opowieści ;-)
    ale z mrówkami aaaaaa chyba bym wyskoczyła jakbym pochód zobaczyła :0 nie cierpię robaków i owadów :/
    powodzenia!
    a rozmowy przedszkolaków są na wagę złota :)
    miłego Mysko ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. spoko Sissi, mamy drugiego kreta więc to pewnie nie koniec krecich opowieści :)

      Ja owadów też się bałam, dopóki na wsi nie zamieszkałam :)

      Usuń
  4. A co ty się dziwisz że zwierzątka do Myski idą? Przecież w większości bajek Myski przyjaźnią się z kretami, mrówkami, pszczółkami czy innymi chrabąszczami... zmień ksywkę i zaraz Cię opuszcza;)
    a co do ślimaków, to Ty się dokształć z kuchni francuskiej i nie będziesz na nie narzekać;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łeeeee, kuchnia francuska kuchnią francuską - raz kosztowałam ślimaka - niestety... eeee.... jakby to powiedzieć....urósł mi w ustach :)

      Usuń
  5. Ty mi nawet o tych ohydnych mrówkach nie przypominaj!!!
    miałam je wszędzie, ale jak już mi złożyły ze 150 tysięcy jajek w Merci i między płytami DVD siem wrukwiłam i zamówiłam truciciela z bardzo dobrą rzeczą!! i po mrówkach ani śladu!! ufff...
    ta rzecz to Faratox Forte!! kup sobie w necie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bajdełej.... czemu mię wycina u Ciebie?? gdzie moja pienkna twarz z trzema siekaczami???

      Usuń
    2. Nie wiem czemu Cię mię wycina.... też się nad tym zastanawiałam, wszak lubię patrzeć na Twe siekacze :)
      Ale nie tylko Ciebie - patrz komentarz Sissi powyżej ;)

      Łoj, to miałaś przygodę z mrówkami.... moje póki co siedzą cicho, wczoraj wysypałam im Brosa i póki co spokój... ;)

      Usuń
  6. Nawet mi o krecie nie mów... dziś walczę z jego willami po całym ogródku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, powodzenia! znam ten ból! :)

      Usuń
  7. na mrowki najlepiej dziala cynamon - proszek
    gdy tylko posypiesz ich drogi traca sie w mgnieniu oka... podobno tak tez dziala proszek do pieczenia...tego nie wiem ale cynamon stosowalam dwa razy- i natychmist podzialal

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cynamon na mrówki? poważnie? ale jaja, nigdy bym na to nie wpadła! Uwielbiam wszelkie naturalne sposoby więc na pewno nie zawaham się użyć i tego, kiedy jakąś znajdę.
      Dzięki za radę! :))))

      Usuń
  8. Niechciani lokatorzy - współczuję... mam nadzieję, że nie będzie im służyła Wasza działka i pójdą sobie w siną dal... najlepiej na własnych czterech łapkach, żeby nie smucić małżonka :D

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...