4 lut 2014

O POSTANOWIENIACH CZ.II + edit.

Pamiętacie jeszcze, jak pisałam o postanowieniach na ten rok, których rzekomo nie mam?
No więc, najwyższa pora zrobić pierwszą aktualizację, uderzyć się w pierś i wykrzyknąć mea culpa.
Ale spoko, tylko częściowo.
Otóż z dwóch postanowień, jedno okazało się póki co klapą, za to drugie ciągnę jak mogę. 
Ci co mnie znają wcale nie powinni być zaskoczeni moim wyborem ;)


Oczywiście, jako że taniej mnie ubrać niż wyżywić, temat kulinarny uważam póki co za swój ... eeee, może nie tyle sukces, co za idący zgodnie z planem. Się w miarę wiedzie.
Koleżanka moja nawet była zaskoczona moimi zamierzeniami, bo twierdzi, że my przecież "jemy spoko", znaczy się w miarę zdrowo, różnorodnie, sporo owoców i warzyw i czego ja właściwie chcę. Mnie jednak wciąż mało i kombinuję z (różnym skutkiem;)
Ach, jeszcze musze koniecznie wspomnieć, że na początku roku dostałam od mojej kochanej Lili książkę Pascala i Okrasy i że ta książka jest super! A ponieważ Gutek też lubi gotować i oglądać ze mną programy kulinarne, to nieraz siadamy sobie na kanapie, wertujemy kartki i wybieramy ulubione przepisy. (a potem gotujemy;)

Jeśli zaś chodzi o ćwiczenia, to poległam. Przyznaję się bez bicia. Trzymałam się dzielnie planu, dopóki nie zachorowałam. Jak miałam przez 5 dni gorączkę, to ledwo człapałam do klopa, żeby siknąć, a co dopiero gdyby mi przyszło machać ręcami/nogami...tak po nic ;) A potem autentycznie mi się zapomniało o tym.
No ale żeby nie było, wcale się nie poddałam i dzisiaj rano zrobiłam sobie mały come back ;)
Jako zwolenniczka lekkiej formy ćwiczeniowej, wybrałam pilates dla początkujących i sama się musze pochwalić i pogłasiać po główce, bo to idealna forma sportu dla mnie. Się nie upocę jak świnia, a jakoś tak czuję, że coś robię dobrego dla siebie ;)
Znaczy staram się robić, prawda.

No, ale musze wspomnieć o jeszcze jednym postanowieniu na ten rok.
Spoko, ono nie jest ostatnie :P
Ale o tym na końcu.
To zamierzenie wiążę się niejako z urodą jak sport i dieta, pewnie nawet bardziej.... dlatego to nawet nie jest postanowienie na jeden rok, ale chciałabym, żeby było na zawsze.
Ten rok dałam sobie bardziej na naukę, doszkolenie i wymianę.
Wymianę czego?
Ano kosmetyków.

Otóż, sprawa wygląda tak, że niby problemów skórnych nie mam, a jednak mam.
Pryszcz jak już jakiś wyskoczy to jeden przed okresem, ale zaskórników czy innych takich raczej neh. Za to borykam się od wielu lat z przesuszeniem i odwodnieniem skóry.
Wiem, że są na to suplementy diety wszelakiego rodzaju, ale ja suplementów nie lubię.
Pewnie powinnam pić więcej wody, ale wydaje mi się, że i tak piję dużo.
Faktem jest, że kranówa u nas jest tragiczna i nikogo właściwie nie dziwi, że jak nie nabalsamuje sobie zwłok to mam nogi jakby mąką opruszone.
Wkurza mnie to.
Na twarzy też posucha, teraz jeszcze zima więc masakra.
Od kilku już lat uważam i czytam składy wszelkich smarowaczy, szczególnie tych do twarzy, ale czasem dam się ponieść i kupię coś, co polecają na blogach albo dam się złapać na reklamę.
Tak m.in. było w moim przypadku z balsamem pod prysznic z nivea. Dla mnie porażka. Tragicznie się go stosuje, bo po pierwsze nie lubię tego uczucia jak się jakikolwiek krem rozprowadza po mokrej skórze i on się ślizga a nie wchłania, a po drugie zapach, który mnie absolutnie i bezwzględnie od dziecka wkurza, czyli zalatuje tym starodawnym zapachem kremu nivea w metalowych pudełeczkach (nie do końca ten sam, ale jednak podobny). Zniosłabym jednak to wszystko, gdyby okazał się skuteczny.
Niestety, ale na mnie ani trochę nie działa. Nawet odrobinkę.
Proszę pamiętać, że opinia moja jest subiektywna, oparta na własnym doświadczeniu. W razie czego proszę skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą....
Swoją drogą, możecie zauważyć, że nie działa na mnie coś, co działa na podniecającą się większość ;) Mam tak zajebistą skórę :)

Niemniej jednak w większości przypadków czytam etykiety i wciąż szukam tych jedynych.
W pewnym momencie z kosmetyków drogeryjnych przerzuciłam się na apteczne.... ale to wciąż nie było to, czego szukałam. Niektóre z nich są faktycznie lepsze, od tych powszechnie dostępnych ale ich cena jednak trochę mnie odstrasza. Ja sobie zawsze przeliczam co mogłabym za to do domu albo ogrodu nowego kupić i kosmetyki jednak przegrywają :D
Poza tym... prawda taka, że apteczne nie znaczy wolne od barwników czy konserwantów, także wcale to nie zwalnia od dalszego zgłębiania literek na opakowaniach, a czytanie opakowań w aptece wiecie jak wygląda? Człowieka zalewają siódme poty, bo nim zdąży przez pierwszą linijkę przebrnąć, to za nim już trzy inne osoby pochrząkują, także to nie takie proste ;)

Jakiś więc czas temu zaczęłam szukać alternatywy, a mianowicie kosmetyków naturalnych i takich bardziej eko. Nie, żebym miała świra na punkcie ekologii, ale wychodzę z założenia, że po cholerę mam sama z siebie faszerować się pochodnymi ropy naftowej, alkoholi czy innych badziewi.
Nie będę taka i powiem Wam, że uwielbiam blog Alinki i choć nie biorę czynnego udziału w komentowaniu, to czytam wszystko co dziewczyna napisze, a nawet przewertuję każdy komentarz, jeśli akuratnie temat mnie zainteresuje bardziej, bo i z nich można się czegoś dowiedzieć.
Ona niejako natchnęła mnie (wciąż natycha) do głębszego poznania naturalnych kosmetyków.
Wczoraj rano, czekając aż mi pepco otworzą, wstąpiłam do nowego sklepu zielarskiego po vilcacorę do psikania na gardło (polecam jakby co;) i przegadałam z Panią pół godziny i w końcu zakumałam o co cho ;)
No więc olejek arganowy i kokosowy już sobie upatrzyłam.... muszę jeszcze zrobić sobie dokładną listę, wspomagając się Alinką i czekać cierpliwie na wypłatę a wtedy hohoho (mężu, mam nadzieję, że nie czytasz;) 

Jednocześnie jestem trochę wkurzona bo kupiłam sobie ostatnio różne żele i balsam i krem do twarzy, bo wszystko na raz zaczęło mi się kończyć.... i po cholerę. Chcę już teraz, natychmiast i od zaraz używać nowych (których jeszcze nie mam, ale to kwestia dni.... znaczy jeden kremik kupiłam;), ale nie lubię otwierać nowych kosmetyków, póki nie zużyję starych. łeeee.
(btw. dostałam dwa kremy z Avonu, i stoją na półce, a ja boję się ich użyć, bo na kosmetyki z tej firmy mam uczulenie [w sensie wysypkę]. mają zielone pudełeczka i zdaje się, że są 30+[nikomu nie wypominając] ktoś chce? sprawdzę potem dokładnie, bo nie chce mi się teraz po schodach skakać;))

A tak w ogóle to postanowień na ten rok mam sporo, tylko tak z ręką na sercu, kogoś to interesuje? :)
Muszę sama dla siebie stworzyć listę ogrodowo-domkowo-meblową, bo to wszystko mam w głowie, ale że nasze pomysły wciąż ewoluują, to boję się, że w końcu coś pomylę, albo zapomnę co chciałam na początku :D
Jestem ciekawa jak to się w końcu skończy i ile tak naprawdę uda nam się zdziałać :) Pisać o tym, czy omijamy?

EDIT:
właśnie przed chwilą M przesłał mi na pocztę taki obrazek:


coś sugeruje? nie wiecie? ;)

17 komentarzy:

  1. Jesli chodzi o Nivea-równiez nie cierpię zapachu i do głowy by mi nie przyszło żeby uzywac jakichś ablsamów w połaczeniu z wodą:) Nawet tych do tego przeznaczonych.
    Jesli o skore zas chodzi, to ja mam problem z cera na fasjandzie ze ho ho, ale jakos walcze, nawet skutecznie ostatio.
    A sucha skóra to kilka czynników. Ja kiedys myslalam ze pije duuuuzo. A dupa blada sie okazalo ze praktycznie nic nie pije:D Sciagnij sobie na telefon aplikacje Hydro. Ustawiasz sobie limit adekwatny do Twoich fizjologicznych potrzeb, przypomina Ci co godzine o piciu wody dopóki nie uzupełnisz dziennych potrzeb. Zobaczysz czy faktycznie pijesz tyle ile potrzeba;) Ja na początku latalam co chwile siku, ale juz przyzwyczailam pecherz i faktycznie cera mniej mi sie wysusza mimo pory grzania w chałupach.
    A do chlorowanej zakamienionej wody kupiłam sobie dzbanek filtrujący Brity. Rewelka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. omg, nigdy by mi nie przyszło do głowy, żeby szukać aplikacji tego typu - ja to jednak jestem zacofana :)
      Oczywiście, natychmiast ją sobie ściągnęła, wklepałam dane i wyszło mi, że powinnam 837ml wody dziennie teraz wypijać, a w lecie ponad 1300ml :) Tyle wypijam.
      Tylko, że jak tak analizowałam, to żłopię też kawę i herbatę i nie wiem czy mam to doliczyć, czy w ogóle nie powinnam tego pić, czy co?
      Moje dziecko żyje prawie wyłącznie na wodzie (jeśli chodzi o picie), wszystko popija wodą, nawet sok, czy kakao musi popić wodą ;) Może powinnam się tego od niego nauczyć :)

      Usuń
    2. Spoko, ja mam ta aplikacje od niedawna;) Takze AZ tak nie jesteś zacofana;) Nie wiem ja Ci wyszło te jedyne 837 ml, bo przeciętny człowiek powinien wypijać 1,5 litra, ale okej...nie wnikam, pobaw sie jeszcze aplikacją:) Mi wychodzi 1890 ml przy trybie siedzącym, bez aktywnosci fizycznej. Teraz w zimie. Ja sobie doliczam kawe(w sumie pije tylko dwie kawy, herbat nie pije, bo lubie tylko slodkie, a cukier jest teraz bee), ale i tak wypijam sporo ponad norme aplikacyjna. Tak sie juz nauczylam. Jak nie mam przy sobie wody, i jestem zabiegana caly dzien , bardzo szybko sie odwadniam.
      Mówisz popijanie kakao wodą, tego jeszcze nie słyszałam. Ale ja popijam zupę, od zawsze i każdą i wszyscy się ze mnie nabijają;)

      Usuń
    3. no tyle mi wyszło :)
      jak tam podałam swoją wagę, płeć i ile wody w posiłkach zjadam (w tym ujęłam własnie te herbaty, nie wiem czy dobrze zrobiłam, ale nie wiedziałam gdzie to wstawić), to tyle mi wyliczyło ;)
      Ja jestem rozmiarowo mała więc to pewnie też ma znaczenie.
      Ale dobrze wiedzieć, że AZ tak nie jestem zacofana :D

      Usuń
    4. Aaaa nooo chyba że jesteś mała :D To zmienia postac rzeczy, ale aż tak? :P

      Usuń
  2. A ja zapach tego balsamu nivea bardzo lubię. Właśnie dlatego, że pachnie jak ten krem w metalowym opakowaniu :-)))) taki zapach dzieciństwa :-)) pamiętam jak się na niego opalałam. Oparzenia na skórze niezapomniane :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo nivea albo się lubi albo nie. Ja od dziecka mam uraz, może dlatego, że to był właściwie jedyny dostępny krem (prócz bambino;)

      Usuń
  3. Moje postanowienia to szlag trafił na samym początku, więc się nie wypowiadam :)
    Cera to też moje zmartwienie. O pomstę do nieba woła, dwie ciąże zrobiły swoje, nie tylko z cerą, z ciałem też, wystarczy, że wyglądam jak słonica :D
    Arganowy na buzie najlepszy. Podobno. Kokosowy za to na ciało. Makadamia też ponoć dobry. Ale wsio zależy od potrzeb.
    A i kwas hialuronowy(tak to się pisze?) też ponoć na cerę dobry i hydrolat do przecierania buzi zamiast toniku. Najlepiej poczytać na stronie zrób sobie krem, albo na biochemii urody, tam to dużo cudów mają.
    Za to wiem, że na odżywienie włosów dobry jest krem do rąk z rosmanowskiej z isany, taki z oliwkami. Sprawdziłam, dobrze robi włosom :)
    Ten balsam pod prysznic z nivea to jakaś totalna masakra. Jakoś nie wyobrażam sobie tego. Nie wiem, nie kupiłam, szkoda mi było te ponad 20zł. Ja tam uwielbiam balsam kokosowy w słoiczku takim niebieskim z rossmana marka synergten chyba. BOSKI!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o jaaaaaa, toś ty widzę zorientowana :)
      Stronki już dodałam sobie do zakłądek, w wolnej chwili przewertuję :) Dzięki!
      Popatrzę za tym balsamem w słoiczku.... brzmi zachęcająco :)

      Usuń
  4. A ja nivea lubie, na urlopie , po plazowaniu i prysznicu spelnila swoje zadanie. bylam bardzo sceptyczna bo woda, mazanie , mycie i to jakies takie bez sensu ale cialko nawilzone, nakremowane i niewysuszone :)
    ja ciagle obiecuje sobie, ze zadbam o cialo i skore...kupuje maseczki, balsamy i ciesze sie z tych zakupow...potem laduja w szafce i....tam zostaja :( taka niekonsekwentna jestem - a starosc nadchodzi :((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lux, tak jak napisałam... ja czytałam o tym balsamie bardzo pozytywne opinie. Na mnie on się nie sprawdził w ogóle. ALe ja mam tragiczną skórę, serio. Nie dość, że wrażliwą, suchą to jeszcze skłonną do alergii - masiakra :)
      U mnie też tak czasem jest, że kupię, użyję kilka razy, a potem oj... upsss.... chyba się przeterminowało ;)

      Usuń
  5. Nie wiem, dlaczego nie chce się odpowiedziec bezpośrednio:)
    W każdym razie Mysko jaka ja tam zorientowana, ot po prostu sama sie kiedyś interesowałam trochę tymi sprawami to wiem.
    Lubię jeszcze stronę helfy.pl tam też mają fajne rzeczy.
    Ten balsam z Rossmana jak dla mnie ideał. Lepszego nie znalazłam i kosztuje chyba niecałe 10zł, no może ciut ponad :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie wiem czemu tak, ale mnie też się coś dzieje z bloggerem ostatnio. Na telefonie i tablecie widzę normalnie wszystko, a na kompie jakoś nie. Nie wiem co się dzieje....
      Dzięki za te wszystkie linki, na razie nie miałam czasu się zagłębiać, ale może w przyszłym tygodniu to zrobię ;)

      Usuń
  6. Wpadłam na twojego bloga niedawno i nie miałam jeszcze okazji się przywitać. :D
    Jednak dziś już musiałam coś od siebie skrobnąć, że osobiście właśnie polecam olejek kokosowy. Dla mnie świetnie radzi sobie z suchą skórą. Tyle, że ja stosuje jedynie na noc, bo jak to olejek - tłustawy jest i skóra się świeci niczym latarnia morska...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Remia :)
      Olejek kokosowy właśnie pani w sklepie bardzo zachwalała :)
      No właśnie... nie pomyślałam o tym , że to olejek i że tłuste... faktycznie trza sobie jakąś technikę wypracować. Ja i tak w sumie smaruję się tylko wieczorem, bo rano nigdy nie mam czasu ;)

      Usuń
  7. Blog Aliny jest świetny, ja też dzięki niemu zyskałam sporo nowej i pożytecznej dla mnie wiedzy :)

    hehe jak czytam o ćwiczeniach Twoich to jakbym siebie widziała :P ale robię drugie podejście :) tak samo zresztą jak Ty :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...