26 lis 2013

O CHORYM MIŚKU I SPEAKINGU ;)

No i cóż.
Patrzę na mapę pogody, wszędzie słońce, tylko u mnie ciemno i ponuro. 
Do tego pusto i choro.
Pusto, bo goście pojechali, a choro bo odebrałam wczoraj chorego Misia z p-kola.

Ale po kolei, cobyśmy się nie pogubili, tak?
Cobym ja się nie pogubiła, może bardziej.

Otóż w piątek był piątek i mżyło. 
Miałam masę roboty, to pamiętam, jakiej - niestety nie pamiętam, ale fakt, że spotkałam się z moją najlepszą kumpelą ze studiów po dwóch latach przerwy wart jest jednak odnotowania. 
Nie, ona nigdzie nie wyjechała.
Tak, mieszkamy w tym samy mieście.
Obie myślałyśmy, że nie widziałyśmy się rok, a tu surprajs.... liczymy, liczymy i wygląda na to, że ostatnio była u nas na parapetówie, a potem pochłonęła ją czarna dziura. 
No więc konkluzji ze spotkania jest mnóstwo, najważniejsza brzmi chyba, żeśmy durne obie, no ale to nic nowego. Chyba.
W każdym razie kumpela jest w ciąży, po sześciu latach w końcu im się udało więc jest cała w skowronkach, a ja wraz z nią. 
No.
A potem zjechali się goście.
Pamiętam jak Lili nasza opowiadała o sim-locku na język angielski i własnie w sobotę wyraźnie go poczułam i zrozumiałam każdą swoją komórką.
Ponieważ nasi goście wyłącznie po angielsku, to siedziałam przez pierwszą godzinę jak ciołek i bałam się odezwać. 
Listening o dziwo na medal (zawsze miałam z tego max punktów).... ale speaking.... uchhhh, żenada. Jak to się szybko zapomina ;)
No nic to, trza łeb zwiesić, dumę poskromić, pocierpieć w milczeniu, zastanowić się nad sobą i nie wiem.... można by w sumie coś z tym zrobić, ale hmmm.... no..... ;)

No więc goście w poniedziałek wrócili do siebie, a ja tymczasem odwiozłam Gutka do przedszkola.
Z racji Światowego Dnia Misia Pluszowego (wtf?*) jegomość kazał się na brązowo wystroić, zabrał pluszaka i pognał do placówki.
Kilka godzin później odebrałam go jednak chrząkającego, prychającego i chrypiącego.
Ole!
No więc siedzimy w domu, palimy w kominku (dla ciepła i światła ofkors) i czekamy na rozwój wydarzeń.
Po ospie mam chwilowy przesyt bycia uziemioną, więc postanawiam sobie, że popołudniem wyskoczę gdzieś dla rozrywki, ale mogę się założyć o stówę, że jak jaśnie pan tata wróci z roboty to będzie już ciemno, do tego zacznie kapać i wiać i będę miała w nosie wszelkie wyjścia.
Ole!

* o dziwo, angielskojęzyczne przekleństwa bardzo się mnie trzymają (na co dzień również) więc jedno z pierwszych słów jakie użyłam wobec kuzynki i jej męża, to było "fuck"
Fuck.

15 komentarzy:

  1. Ole :)
    Myska, i tak wiele potrafisz, jeśli rozumiesz ten 'listening' :)

    To 'ciemno i ponuro' to podobno z południa idzie teraz na północ, więc i u mnie ostatnie podrygi słońca. I zima się już zapowiada wyraźnym oscylowaniem termometru w okolicy zera...
    Najważniejsze, że u Ciebie w domu ciepło i bynajmniej nie ponuro, a już na pewno nie jest ponuro, gdy piszesz (bo zazwyczaj gdy czytam, to uśmiech przykleja mi się do twarzy, a czasami nawet ramionka skaczą).
    Pozdrawiam jeszcze ze słońcem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już zupełnie zbiła mnie z tropu wiadomość o śniegu gdzieniegdzie :)
      U mnie tylko zimno, wieje, a śnieg jeno w połączeniu z deszczem więc brrr.
      Dziękuję za miłe słowa eNNko :)

      Usuń
  2. Widzisz, to my byśmy sie dogadały obie, tzn wysłuchały ;p
    gadać musiałby nam ktoś - bo ja listeningiem mam tak samo, speaking zaś... ekhm.. ekhm...
    ale podobno nieużywane zanika - możemy przyjąć takie założenie ;)

    u mnie też szaro i buro, słońce było wczoraj po południu
    wiało za to, mało łeb nie spadł...

    buziaki dla chorowitka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie słyszałam o tych nieużywanych... ;)

      jeniu... no... strasznie wiało :)
      idziesz dzisiaj na zebranie? ja się zaczynam zastanawiać czy M nie posłać bo ledwo ślinę przełykam ;)

      Usuń
  3. Kochana z tym moim angielskim też masakra. Mówiłam płynnie i bez zająknięcia jak wróciłam z Londynu (byłam na studiach 3 miesiące) a później im dłużej tym więcej zapominałam. Teraz włączam sobie tv i oglądam bez tłumaczenia żeby wszystkiego nie zapomnieć. Rozumiem wszystko gorzej z tą barierą mówienia. Wiesz, że włączam Antkowi bajki po angielsku, super sprawa on się bawi i w między czasie słucha.
    Wszystkich nas (oprócz Błażeja) złapał wirus, gorączka i ból głowy.Mam juz dosyć tego siedzenia w domu, ciemności i zimna.
    Całuję was ciepło i dużo zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ojoj.... to nie wesoło z tym wirusem. Mnie też od wczoraj gardło boli, dzisiaj już ledwo ślinę przełykam :-/
      Tak... sposób z bajkami znam dobrze, Gutek też tak ogląda, nawet sam sobie włącza płyty do nauki języka i słucha.... ale dla mnie to trochę bzdurna nauka, słyszę, że źle powtarza, a przez to, że bajki w kółko się zmieniają, słownictwo też, to jakoś nie utrwala mu się to wcale.
      Zupełnie inaczej było kiedy regularnie chodził na zajęcia z angielskiego - wtedy widziałam spore efekty.... teraz nie chce chodzić, "bo pani jakaś dziwna" więc nie zmuszam. Ma jeszcze czas.
      Co do filmów w oryginale to ja też niekiedy wolę oglądnąć bez tłumaczenia, są zwyczajnie lepsze :)

      Usuń
    2. Są czasem takie bajki, że nic nie mogę zrozumieć co bohater mówi tak okropnie fafluni.

      Usuń
    3. wiesz Meg... na pewno nie zaszkodzą... jak się dziecko trochę osłucha to nic mu nie będzie... ale raczej nie wierzę w zbawienną moc bajek :)
      tak samo, jak nie nalegam na naukę w przedszkolu.
      On zna już jako takie podstawy, bo coś go tam kiedyś uczyłam, ale jak pójdzie do szkoły, to znowu wszystko od początku będzie się uczył. Nie znam pierwszej klasy, w której dzieci by miały zaawansowany angielski (nie mówię o szkołach obcojęzycznych, których i tak w moim mieście nie ma)
      Ta samo jest ze wszystkim.
      W pierwszej klasie dzieci od początku uczą się literek i cyferek i nie ważne, że program przedszkolny też to uwzględniał i 80% dzieciaków potrafi już poskładać wyrazy w całość. Jak się jakaś do tego wszystkiego jakaś ograniczona pani trafi, to nic nie wyjdą poza materiał i będą się dzieciaki nudzić. taka prawda.
      Także ja luzik.... nie spinam się.... w końcu ma te 5 lat więc niech się zachowuje jak pięciolatek....wystarczy mi ta jego geografia :)

      Usuń
  4. U mnie też lepiej z lisningiem niż spikingiem, ale ponoć mam dobrą wymowę ;)
    Buziaki dla Gucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. chyba zdecydowanie łatwiej jest zrozumieć i nawet wyłapać z kontekstu niż samemu się produkować :)))))
      dziękuję za buziaki w imieniu dziecia :)

      Usuń
  5. Oj, biedaki. Mam nadzieje,że Misiu Puszysty szybko wyzdrowieje.
    U nas zimno i śnieg pada.
    A co do speakingu, to li i jedynie kwestia wprawy i psycho bariery. Ja miałam straszną ale jak chciałam sie tu dogadać to musiałam gadać. Jak dla mnie największą pomocą były książki. Do tej pory ( 5 lat w Stanach) mam gigantyczny lęk przed słuchawką telefoniczną. Jak w filmach gadaja slangiem to nic nie kapuję. Piosenki niektóre rozumiem ( i to nie zawsze jest fajne...) a niektórych wciąż nie czaję. gadam jednakowoż bez stresu i nawet do spowiedzi chodzę po angielsku.
    Zdrówka
    xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. taaak, właśnie ta psychobariera.... :)
      ja od dziecka uczyłam się angielskiego i kiedyś ona (ta bariera) w ogóle u mnie nie istniała :)
      przez całe liceum i potem na studiach miałam zajęcia wyłacznie z nativem więc nawet szans dogadać się po polsku nie było - człowiek musiał się produkować, ale to go zahartowało.
      Na studiach (uczelnia techniczna) trafił mi się super native z kanady, właściwie to był jedyny native na całej uczelni (technicznej) taki stary dziadzio, ale całkiem jary, i on w ogóle zapomniał o nauce gramatyki, w kółko tylko gadaliśmy i się nabijaliśmy ze wszystkiego wokół.
      Egzaminu bałam się bardzo-szczególnie tej pisemnej części, bo myślałam, że nie jestem dostatecznie przygotowana.... ale o dziwo poszło mi bardzo dobrze, mimo, że do książki z gramatyką zaglądnęłam tylko raz.
      Także wszystko jest do opanowania... grunt to ćwiczyć.... no i właśnie.... w domu nikt nie chce ze mną ćwiczyć :D
      ale do spowiedzi po angielsku??? jaaaa... to ci powiem, że podziwiam :)))

      Usuń
    2. A wyobraższ sobie spowiedź....po włosku??? zwłaszcza jak się nie zna włoskiego? Całą noc nie spałam! To mój największy w życiu wyczyn lingwistyczny.
      Mam nadzieję,że mały już lepiej.
      xxx

      Usuń
  6. Hmm u nas ze spikingiem jest podobnie ;P Zawsze mi się jakaś blokada włączała i ani me ani be :) nawet nie kukuryku :) Zdrówka dużo życzymy i pozdrawiamy
    http://na-poddaszu-u-carmen.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no.... jeszcze trochę i ja będę tylko hello/googbye :) trza by chyba jednak coś ze sobą zrobić, bo wstyd :)
      pozdrawiam

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...