18 sie 2013

PENSJONAT "POD MYSĄ"

Elo elo 3 2 0 - siostrzenica mnie nauczyła.
Gdyby ktoś nie zrozumiał, to mogę jeszcze  "siema" albo "cześć" dodać.
(no co? ja nie skapowałam od razu ;) 

Więc może zacznę od tego, że mnie nie było na blogu, mimo, że coś chyba wspominałam, że będę.
A może nie wspominałam?
No widzicie... tak dawno nie pisałam, że już nie pamiętam co to ja bredziłam (w malignie zapewne).
Czy wspominałam czy też nie, to mało ważne.... ważne, że mię nie było.
Choć w zasadzie byłam.
I to całkiem blisko komputera, ale co zrobić, jak otoczenie nie dało mi do niego dotrzeć.
Nie wiem czy wiecie, ale otworzyło nam się dość przypadkowo pensjonat.
Pensjonat Pod Mysą, czy jakoś tak.
Zwał jak zwał.
W każdym razie zamknęliśmy go w czwartek wieczorem i dogorywamy.
To były intensywne tygodnie.
Bardzo intensywne. 
Terminarz napięty do granic wytrzymałości. 
Przepustowość pralki i zmywarki wystawiona na najcięższe próby ever!
Już chyba nawet nie jestem w stanie odtworzyć tego co się działo. 
W każdym razie rozkręcało się pomalusiu. Najpierw 4 dni mój brat.
Potem zaraz teściowie.
Potem to my pojechaliśmy do siostry M.
Potem zaraz jak wróciliśmy to przyjechali znajomi. 
Kiedy wyjechali, to przyjechała Juli z Tygrysem. Z nimi pojechaliśmy w góry. 
Jak wróciliśmy, to mieliśmy 2 godzinki na rozpakowanie i otworzenie wszelkich otworów domowych, wywietrzenie, zakupy, przygotowanie kolacji, zmianę pościeli, bo przyjeżdżała siostra M. Zostali na weekend cały. 
Potem jak wyjechali to przyjechała Lila z dzieciakami.
A Ona z kolei rozminęła się z moim bratem, który znowu do nas przyjechał. 
No więc jak ten brat wyjechał to padliśmy. 
We czwartek wieczorem.
W piątek z rozpędu pozdejmowałam kolejną pościel i dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że luzik, że to jest dzień w którym nikogo nie muszę lulać. No więc zaczęłam prać.
I prałam i prałam i prałam. I teraz straszy mnie wieeeelka kupa do prasowania.

Ale co się działoooo w tym Pensjonacie?!! ło ho ho!
To jednak harówa jest, wiecie?
Zawsze marzyłam, żeby otworzyć taki prawdziwi... gdzieś w górach.
Ale już wiem, że musiałabym mieć panią od samej pościeli.
Najlepiej jeszcze panią od sprzątania.
I od gotowania też by się przydała.
Wtedy mogłabym chodzi z wypiętą piersią i strzelać uśmiechy do gości na prawo i lewo. 
A tak to trza było motorek w dupce zainstalować i nastawić na najwyższe obroty.
No ale co? Ja miałam nie dać rady? Ja?

Poza tym tak:
  • jesień idzie (nie chcem, ale muszem o tym wspomnieć)
  • idę zaraz pozbierać jakiś chabazi na łąkę
  • Gutek nauczył się nurkować. Właściwie z dnia na dzień. Jednego dnia nie umiał i nie chciał spróbować, a drugiego już się zanurzał. Teraz śmiga pod wodą
  • znaczy już nie śmiga, bośmy wypuścili wodę z basenu (już się nie grzała tak jak powinna)
  • zimne noce, kruca fuks.
  • mam zaległości w @ i na blogu - wybaczcie
  • pomysłów na posty całe multum, ciekawe ile zrealizuję ;)
  • o tym wyjeździe w góry i o dziewczynach muszę Wam coś opowiedzieć
  • i w ogóle....

Dobra. Lecę na łąkę!
Paaa

4 komentarze:

  1. prosze prosze, pensjonacik, calkiem niezly pomysl na biznes :)
    Mam jednak nadzieje, ze czesciej bedziesz bywac :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kochaniutka to ja już rezerwuję pokoik u was na pięterku na za rok ;) Tak żebyś z wprawy nie wyszła ;)
    Ściskam cię mocno, u nas też wciąż pełna chata a na kolacje od tygodnia jemy grilla :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pensjonat pod Mysą brzmi niezwykle zachęcającą tylko poproszę wybudować go na Mazurach lub Podlasiu ;).

    Jesień idzie - dla mnie to oczywiste już tak od połowy lipca ;). Ale noce to przecie ciepłe teraz! Najcieplejsze w roku bym rzekła. Przynajmniej na Mazurach i Podlasiu. A i na Mazowszu były takież przez ostatnie 3 doby ;).

    Czekam na opowieści z gór ;). Łapka Mysko!

    OdpowiedzUsuń
  4. "Pensjonat pod Mysą." No dobra. Dobra. Zamawiam tam miejscówkę. Jak się dorobie. Samochodu, szofera, tudzież męża. :P

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...