23 kwi 2013

Całkiem spokojnie wypijam trzecią kawę... :)

Wiecie, że dzisiaj wtorek?
Ja się dowiedziałam dzisiaj przed budynkiem przedszkola, kiedy to się skapowałam, że wszystkie dzieci maszerują z zeszytem do religii tylko nie my. I kombinuję przez dwie sekundy, co by tu dziecku powiedzieć, dziecku wiecznie spiętemu, które poczucie obowiązku ma dokręcone do ostatniej śrubki w tej małej dupce. 
Ja: Gutek, tylko bez paniki, zapomnieliśmy zeszytu do religii
G: łeeeeeeeeeeee, maaaaaaaaaaaammmmooooo łeeeeeeee
Prędzej człowiek w maratonie pobiegnie (Juli:D) niż przetłumaczy, że  siostra na pewno się nie pogniewa, gdy raz tego zeszytu zabraknie.
Więc co. Mamunia w tył zwrot, gaz do dechy i trza było pędzić.
Zawaliłam to mam.
Trza było myśleć z rana.
Tylko jak tu myśleć, kiedy to w dniu wczorajszym odbyliśmy takie ognisko, ale to takie....że mucha nie siada.
W związku z tym moje myślenie odbywa się w spowolnionym tempie dzisiaj (/zawsze)
A mózg wykazuje tendencję do wyjścia przez prawy oczodół, ewentualnie skroń. 

No więc, po wczorajszym  próbuję chałupę ogarnąć, popiół z podłogi usunąć,ale czuję się jakby mi ktoś zwolniony tryb włączył. 
A tu M dzwonił przed momentem, że jest na siakimś targu, kupuje drzewka, krzaczki i "mysa szybko, jakie zioła ci kupić do posadzenia?"
No więc już wiem, że pasuje się jakoś pozbierać do kupy, bo popołudnie zapewne spędzę w ogrodzie dzisiaj.

Z okna kuchni zaś podziwiam piersi sąsiadek - wielki powrót topless. Niech no tylko Józek wróci do domu (ich ojciec;)
Józek robi nam studnię, co ją sobie wymyśliłam... już myślałam, że nic z tego nie będzie. 
Zaczęli z M w sobotę rano. Punkt 8.00.
Stanęli do boju. 
Potem usiedli. 
Zaczęli debatować, przeklinać nie powiem kogo i w ogóle.... godzina mija, potem dwie, kukam tam przez okno, ale tak w kąciku bo na oczy im się nie chciałam pokazywać... mieli sporo cegły pod ręką, a życie mnie było miłe.
Szczególnie w sobotę.
Bo czekałam na moich specjalnych gości. 
Wiecie kto do mnie przyjechał? 
:)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
Lilusia pozbierała swoich chłopaków do auta i wpadła do mnie, kochana moja.
Miało nas być więcej, ale ciężko jest się zgrać na takich odległościach :) 
No nic to. Niedługo następne coś się wymyśli, tym razem my (ja, M i Gutek) zamierzamy wyruszyć w świat... bo mój mąż dopiero teraz w pełni uwierzył, że blogowe dziewczyny są fajne :) chyba do tej pory jakoś tak przez palce patrzył na wszystko, a tu zonk.... Lilę pierwszy raz na oczy widział, a jakoś obeszło się bez krępujących sytuacji ;)
Dostało mi się do tego opieprz, że nie zatrzymałam ich siłą w domu i nie zostali na noc. Więc następnym razem Lila, piżamy i kapcie obowiązkowe ;)
Gutek też się z Natanem szybko dogadali. Doszło nawet do dzieciowej zamiany. Gutek dyskutował z ciocią, kiedy ja z małym N układałam anglybeldsy :) Szkoda mi było tylko starszego Mikusia, który trochę się wynudził :) Co prawda my z M już nie wypracujemy dla niego towarzystwa... po ptokach jakby, ale mamy przecież Anię z dołu, tylko, że ona bardzo nieśmiała (i grzeczna) ( i śliczna, Lila!!! - ale bym Ci fajną synową załatwiła;)
No nic to. Pomyśli się następnym razem :)


Wyjątkowo udało się uchwycić ich razem. W trójkę.
Masakra... Niech ktoś spróbuje zrobić dzieciom zdjęcia, jak tu jedno za telefonem biegnie, drugie właśnie sobie o autku przypomniało, trzecie ma akurat ochotę zjeść coś.... 

Co prawda nie było modnego klubu, kolorowych drinków, sponsorów z gadżetami - jak na blogowe spotkanie przystało... ale za to było coś innego - normalność i bliskość, a to chyba najważniejsze, co Lila? :) 


24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Stokrotko, byłaś niejako inspiracją do podróżowania z dzieckiem, że skoro Ty i Asia możecie daleko, same z dzieckiem to i Lila może.... i ja pewnie też hihih :)

      Usuń
  2. Wszystko ma swój czas, miejsce i klimat, teraz miłe spotkanie w klimacie rodzinnym, innym razem zapragniesz modnej knajpy. Jakby nie było wychodzi mi, że blogosfera poza zjadaniem czasu daje szersze horyzonty towarzyskie.
    Obyście jak najczęściej miały okazję się tak spotykać!
    Buziaki

    Ps. No i co z tą studnią w efekcie końcowym?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W modnej knajpie też już byłyśmy.
      Jak dla mnie wszystko jedno gdzie, ważne z kim.

      PS M wcale nie jest taki straszny jak nam tu Myska pisze... Na własne uszy słyszałam jak mówił, że fajnie to wyjdzie ;)

      Usuń
    2. Lucy, dokładnie tak... wszystko ma swój czas. Trzecie spotkanie, pierwsza domówka :)
      Ale bardziej mi chodziło o to, że bardzo modne stały się spotkania bloggerek dopięte na tip top... zorganizowane profesjonalnie i takie pod kokardę wszystko.
      Ja już chyba za stara na to jestem czy coś, bo wolę jak nie jest doskonale.... a z drugiej strony właśnie jest, bo spotykam się z bliską mi osobą, i wiem, że możemy paplać o wszystkim, że liczy się coś więcej niż moda, tak?
      O to mi bardziej chodzi :)
      W Kraku i Warszawie tez było jak w bajce, choć znałyśmy tylko czas i miejsce zbiórki :)
      No ale co?
      ja jak zwykle passe :)

      Usuń
    3. aha, a studnia się robi jeszcze!!!! wyborowa stanęła w sobotę na drodze ;)

      Usuń
  3. fiu fiu... a to sie musialo dziac ;) Fajne sa takie wieczory, a jak jest juz cieplo i mozna imprezowac na swiezym powietrzu to juz w ogole bajka :) I co dowiozlas ten zeszyt na czas?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dowiozłam, dziecko już się wkurzało, że mnie jeszcze nie ma, a ja z wywieszonym jęzorem wpadłam :)

      Usuń
  4. O mateczko.. maraton mówisz? ;-P Już mi Tygrys wyskoczył, że może teraz ruszymy maraton w czerwcu... Chyba, że tak powiem delikatnie, go pogięło. ;-)

    No i oczywiście zazdroszczę Wam tego spotkania i żałuję straszliwie, że mnie nie było. Ale co sie odwlecze... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oczywiście że tak!!!! następnego razu Ci nie daruję sportsmenko!!! :))))

      Usuń
  5. Nie wiem czy mogę dodać coś jeszcze do tego, co już padło.
    Mam wrażenie, że czasami nie musimy NIC mówić ;)

    :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ba! kto jak kto, ale Ty swoje trzy grosze możesz dorzucać gdzie bądź :)
      No właśnie... nic nie trzeba i też jest dobrze :)

      Usuń
  6. I ja znowu tradycyjnie się poryczałam...Bo kurka jego mać, nie w tym krańcu mieszkam!!!!!!
    Nie wiem, co więcej napisać...i tak ryczę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rycz mała, tylko rozeznaj się, jakie masz połączenie do wawy ;)

      Usuń
  7. A ja kiedyś zacznę wędrować i odwiedzać, postanowione!:)
    Myska, a który to Gutek?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gutek to ten po lewej, w niebieskim :)

      Usuń
  8. Zazdraszczam spotkania!! :D
    Ja obstawiam, że Gutek jest po lewo :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana Wy się spotkałyście już jako psiapsiółki, nawet gdyby były jeszcze inne osoby to nie było to typowe spotkanie klubowe, zeby w zyciu była równowaga muszą być i takie spotkania i takie oficjalne, z drinkami i sponsorami bo kazdy życ musi ;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madziu.... ja chyba jakaś dziwna jestem, bo im bardziej oficjalne, tym ja mnie chęci bym miała.
      Moja równowaga zachowana jest wyłącznie wśród bliskich osób.
      Pewnie gdybyście były wszystkie na jakiejś wielkiej gali, to bym się zjawiła (właśnie ze względu na was), ale gdyby bliskich mi osób zabrakło, to jaki jest sens pić szampana? :)

      Usuń
  10. Ale Wam fajnie ^^ Ciekawe czy odważę się kiedyś na takie spotkanie ... Bo ja z tych raczej negatywnie nastawionych :/ Nie wątpię ... STOP! Jestem pewna, że byłoby miło i przyjemnie, ale anonimowość po takim spotkaniu "poszłaby się czesać", czyli umarłaby śmiercią naturalną. A bez niej ... Bez niej chyba nie podobałoby mi się TO aż tak bardzo. A może po prostu jestem za krótko w blogosferze? Może do tego trzeba dojrzeć ;) ?
    A gorącą atmosferę z rana (i nie tylko) i wiecznie spięte dziecko znam z autopsji :/ Niestety. Więc łączę się z Tobą w bólu i wierzę, że dziś obyło się bez podobnych atrakcji oraz że apetyt na życie ciut większy ;) Ogród na pewno zrobił swoje :)
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy to kwestia czasu (ja blogowałam 2 i pół roku zanim pierwszy raz pojechałam na spotkanie), ale poznanie odpowiednich osób na pewno.
      U mnie to przyszło bardzo naturalne i nie uwierzyłabym wcześniej, że tak można ;)
      Zaczyna się od komentarzy, potem dochodzi mailowanie.... niedługo fotki, bo przecież ja nie wiem jak dziecko wygląda i trza by się jakoś rozpoznać, jak już się będziemy na dworcu szukać... a potem spotykasz się już na żywo, jakby się znało kogoś od bardzo dawna. Okazuje się, że z dziewczyną z drugiego końca Polski możesz mieć więcej wspólnego niż z koleżanką z biura dajmy na to ;)

      Tak naprawdę, może to dziwne, ale nawet jak przypadkowo, rok temu w Warszawie, poznałam niektóre blogerki, które tylko czytałam, nawet nie komentowałam, to okazało się, że wyszło mi to na dobre... żadnego rozczarowania, wręcz przeciwnie, na żywo dziewczyny są jeszcze bardziej wyjątkowe.

      Zaznaczam na marginesie, że bliżej mi do introwertyka i poznawanie nowych osób to dla mnie wyzwanie ;)

      A jeśli chodzi o anonimowość, to im dalej w las, tym jej mniej. Chcąc nie chcąc ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...