A dzień dobry Państwu,
Jak się macie?
Troszku mnie nie było.
Bo wsiąkłam w te grzyby.
I ogród.
Odkopałam, zakopałam, wykopałam, przekopałam, okopałam etc. całą masę cwietów i innych badyli i przygotowałam się na zimę.
Je.
Je przygotowałam.
Bo siebie jeszcze nie.
Oleander mi chyba umarzł trochę. A z pelargoniami, to przepraszam, jak mam się obejść. One jeszcze kwitną jak szalone i mają sporo pączków, więc co? Czy one też mi zmarzną jak je zostawię na zewnątrz?
Ktoś wie?
Tak naprawdę, to doszłam do wniosku, że jestem z siebie dumna. Jak na kompletnego laika ogrodowego całkiem nieźle poszedł mi ten rok. Warzywa urosły bez żadnych nawozów i innych takich wspomagaczy piknie. Kwiatki też przyjęły się wspaniale. Szok. A tak się bałam, że nie podołam, że nic mi nie urośnie :)
W tak zwanym międzyczasie Gutek wyzdrowiał, M się pochorował, zaraził mnie i teraz ja zdycham, pokłóciliśmy się, pogodziliśmy się i obeszliśmy (?!) wciera rocznicę ślubu.
Szóstą.
Cukrową ponoć.
Cokolwiek to znaczy.
I świętowaliśmy całą sobotę. Pojechaliśmy na wycieczkę, zjedliśmy pyszny obiad i w ogóle - ą, ę francja elegancja.
Do wieczora,
Bo jak Gutek usnął, to przestało być elegancko ;)
W każdym razie dobrze, że to sobotę wybraliśmy sobie na świętowanie, bo raz, że pogoda była piękna, to jeszcze w niedzielę byliśmy umówieni z moim bratem ciotecznym, który na stałe mieszka w USA i rzadko mamy okazje ku spotkaniom. Brat przyjechał tym razem ze wspaniałą Indyjką (tym razem, bo ostatnio była Koreanka, jego brat spotyka się z Wenezuelką - kosmopolityzm na całego;), śliczną i bardzo rozgadaną. Jak się jednak okazało, to 2 minuty po wyjściu, nie byliśmy w stanie sobie z M przypomnieć jak miała na imię.
Ja: Wanpur?
M: van pur to piwo, myska.
Ja: aha, to Nampur?
M: coś z pur na końcu.
Amishko, czy jest takie imię dla dziewczyn w Indiach? Nampur?
Ale tak naprawdę, to chciałam napisać zainteresowanym post o sh, ale spełzło mi na niczym. Jak zawsze. Potrzebuję chyba pójść po natchnienie, bo normalnie to działa jak wena. Idę, kopię i jestem jak na haju i mogę się z całym światem dzielić swoją radością poszukiwania w ciucholandzie. A tak na sucho, to mi nie podchodzi... :)
Weszłam nawet we czwartek do jednego, ale ten był taki wiecie... co trza mieć łokcie ze stali i nerwy także... i uciekłam bo się bałam.
No, ale jak pojadę do tego swojego to mnie prawdopodobnie natchnie i wtedy się rozpiszę, obiecuję.
No.
To tyle.
Pa.
:)) oj tam po prostu masz talent do ogrodnictwa i tyle ;) Wszystkiego najlepsiejszego z okazji rocznicowej :) nam ta jesień też chyba trochę na nerwy działa albo może to właśnie na te okoliczności rocznicowe bo "się dzieje" ;)) Nie wiem co się robi z pelargoniami, a wrzosy? Mam zdjąć? ostatnio jednego mi porwał wiatr z balkonu... Dobrze, że nie z doniczką ;) A grzyby rozumiem :) Ja też ;) I w ogóle to fajnie że napisałaś :) I chcę jeszcze - o tym sh szczególnie :)))
OdpowiedzUsuńa i ten Vanpur wampir Nampur :D:D
UsuńNie wiem czy talent... ale intuicję chyba tak :) Większość robię tak od serca... bez jakiś porad i nawet wychodzi :)
UsuńMówisz, że ci wrzos porwało? haha, faktycznie dobrze, że chociaż doniczka została, bo jeszcze by do zbrodni doszło. Z wrzosami chyba nic się nie robi, dobrze je okryć na zimę, ale nie trzeba wykopywać. Wiosną chyba się przycina, ale to musisz sprawdzić :)
zaraź mnie tym ogrodnictwem bo jak ja pomyslę o kopaniu w Kurniku to mi słabo.....:)
OdpowiedzUsuńto samo przychodzi :)
UsuńJa na początku to się wstydziłam i dziwnie czułam we własnym ogrodzie... jakoś mi tak łyso było i całą zimę się tak ukrywałam :)
Jak pierwszy raz sadziłam kwiatki wiosną to wcześnie rano, żeby mnie nikt nie widział :) A potem coraz odważniej i odważniej, a teraz to już w ogóle :)
Ukrywała się we własnym ogordzie.. hihi, to tylko Myski potrafią! ;-)))
Usuńo jak się w tym roku ogrodnictwo udaje to kolejne będą jeszcze lepsze :)
OdpowiedzUsuńa ja czekam na ten post o sh i czekam i czekam............ :P
wiem, że czekasz kochana, i o tej torebce pamiętam! :)
UsuńTo fantastycznie, że wszystko Ci się udało w ogrodzie, jak co to zapukam po radę ;). Ja przez zimę się podszkolę a na wiosnę zaszaleję i zobaczymy co mi z tego wyjdzie;)
OdpowiedzUsuńKatiuszko, a propos szkolenia, to dla mnie zbawienne okazały się książki z wydawnictwa arkady z serii "fachowe rady" http://www.arkady.com.pl/products.php?name=fachowe+rady
UsuńNa tej stronie nie ma co prawda wszystkich części, ale w księgarniach można spotkać więcej. Cena to 19,99, a nawet za 9,99 można kupić. Są rewelacyjne, bo jest w nich wszystko na temat, żadne tam bezsensowne pitolenie :)
Gratuluję rocznicy i wracaj do zdrowia szybko:)
OdpowiedzUsuńDzięki za życzenia, póki co gruźlik jestem :-/
UsuńA ja przede wszystkim chciałam Wam złożyć spóźnione życzenie rocznicowe, co byście się tak ładnie kochali do końca świata i jeden dzień dłużej! :-*
OdpowiedzUsuńA co do ogródu - jesteśmy z Ciebie bardzo dumne, nasza Mysiu Ogrodniczko! ;-)
Zresztą, ja od kiedy poznałam rodzinę Tygrysa też dołączyłam do ogrodników... Kto by kiedyś pomyślał! ;-)
no właśnie Julitka, Ty wiesz co czuję, bo też taka ciemna ogrodowo byłaś i wszystkiego musiałaś się nauczyć. Tak jak ja. Ja się wciąż uczę, ale kto wie... może za jakiś czas będziemy obie się wymądrzać :)
UsuńDzięki za życzenia:)
A Myska znowu "koloruje" :)
OdpowiedzUsuńŁadnie, tak po mojemu teraz ;)
U nas często tak bywa, że jak zbliżają się czyjeś urodziny/imieniny czy rocznica to musimy się trochę ściąć. Ale potem zawsze człowiek się godzi - i o to chodzi chyba, nie? :)
Wciąga ten ogród, co? :)
Na posta o sh czekałam, ale w sb sama zrobiłam skok na jeden. To co się tam działo... masakra. Ale jak się fajnie obkupiłam :) chyba zaczyna mi się to podobać :)
Bo Myska taka zdecydowana :) Ale na razie jest ok :)
UsuńOgród wciąga jak odkurzacz :)
Poważnie udały się zakupy w sh? Do raportu poproszę - co sobie kupiłaś? :)
Kochana zostawiłam taką taką kwotę, że sama w to nie wierzę :)
UsuńAle kupiłam strasznie dużo, sobie, Łukaszowi.
Muszę jeszcze zrobić kiedyś taki skok, może uda się coś fajnego chłopakom znaleźć, bo tym razem uderzyłam w drugą stronę sklepu a potem było już przebrane.
Gratuluję rocznicy:) My będziemy mieć swoją dopiero 4.09.13 :) Jeśli dobrze pamiętam papierową.
OdpowiedzUsuńjeśli chodzi o ogród to ja uwielbiam kwiaty. Szkoda, że mieszkam w bloku i nie mam gdzie się wyżyć:) Nawet balkonu nie mam :(
Może za jakąś działeczką trzeba by było się rozejrzeć? :)
UsuńDzięki!
A pamiętam jak się zastanawiałaś nad tym swoim ogrodnictwem... I proszę - wkopałaś się w nie na maxa!
OdpowiedzUsuńSzósta rocznica... Taka troszkę szatańska Mysko, co? Gratuluję i życzę dalszych - wspaniałych!!!
Co do imion hinduskich moja kochana - temat rzeka. Nie słyszałam osobiście imienia Nampur, ale takie na -ur u kobiet są popularne. U Sikhów np i facet i babka mogą mieć takie same imię. Ponadto często nadaje się dzieciom imiona z księgi (skonsultowane z astrologiem ;-) a potem rodzina i tak nazywa delikwenta jakimś nickiem - zwłaszcza chłopaków. Mój stary ma dwa imiona Mohinder Pal a nikt w Indiach nie nazywa go inaczej jak Bobby... Jak chcę z M. zażartować to go wołam Paaaal, bo tym imieniem na pewno nikt nigdy go nie nazywał he he ;-).
Oj wkopałam się bardzo Amishko! :)
UsuńHaha, fajnie z tymi imionami mają w Indiach... w ogóle ta "Nampur" bardzo ciekawe rzeczy opowiadała... kurcze, jaka to jest odmienna kultura od naszej. Jak wy się znaleźliście z Mohinderem i udało wam się wszystko pogodzić, to aż nad podziw! :)
Na codzień On jest tak mało indyjski Mysko, że aż czuję niedosyt ;-). Zupełnie nie odczuwam, że on jest "jakiś inny". Tzn odczuwam, że jest bardziej światowy a ja zaściankowa ;-), ale że indyjski to maleńko... Co nie zmienia faktu, że jest stamtąd, tam ma rodzinę i z rodzicami rozmawia w punjabi. No i dzięki niemu Indie są mi troszkę bliższe niż inne kraje. A nigdy wcześniej się nimi nie interesowałam. W natłoku naszej codzienności mało tych Indii u nas, wierz mi. Choć pewnie niektóre sprawy, rzeczy itp traktuję już tak naturalnie, że nie odczuwam?
UsuńKraj ten daleki jest jednak na pewno bardzo różny niż nasz - takoż ludzie jak zwyczaje itp, itd. Mam wiele do odkrycia he he.....
Najsampierw to chciałam Wam pogratulować rocznicy.
OdpowiedzUsuńI pozazdrościć grzybowych zbiorów.
Nam udało sie tylko uzbierać do suszenia.
Nic więcej bym nie zrobiła, bo mój Ślubny grzybów nie je. Nie rozumiem tego :)
Zazdroszczę ogrodu, mój na razie wygląda jak jedno wielkie pobojowisko. Nie, żeby jakieś śmieci, czy coś. Wszystko Ślubnemu potrzebne... :)
A dziękować, dziękować :)
UsuńSzkoda, że ślubny grzybów nie je... ja uwielbiam więc sobie nie wyobrażam, że można nie lubić :)
Mój ogród jeszcze rok temu wyglądał jak jedno wielkie bajoro :-/ Ale w ciągu roku już troszkę nabrał rumieńców...i mam nadzieję, że na wiosnę będzie jeszcze lepiej.
Cholipka, a ja czekam na ten post o SH i zdjęcia Twoich ,,zdobyczy".:)))
OdpowiedzUsuńoj no... doczekacie się :) nie wiem kiedy, ale wciąż o nim myślę :)
Usuń