30 paź 2012

O SEZAMIE, KTÓRY NIE CHCIAŁ SIĘ OTWORZYĆ

Otóż dzisiejszego ranka zerwałam się o godzinie 05:34 z przestrachem, że nie posiadam jeszcze żadnego prezentu świątecznego. 
Dla nikogo. 
Wszystko mi się porąbało przez ten śnieg za oknem, i zanim moja jaźń weszła w stan "real" i napięcie mięśni odpuściło odetchnęłam z ulgą. Czasu jeszcze sporo, aczkolwiek można by już robić wstępny rekonesans, póki jeszcze w sklepach nie ma dzikich tłumów. (Tiaaa, już to widzę;)

No, ale co?
Wstałam o tej 05:40, bo o spaniu już mowy nie było. Troszku poczytałam, a potem zebrałam się z Gutkiem do przedszkola. Odwiozłam go, wróciłam do domu. Zrobiłam sobie śniadanie. Usiadłam przed tv, machnęłam dwa gryzy i pstryk - wyłączyli mi prąd. 
Zajebiście - pomyślałam. 
Za 10 min. muszę wyjść bo jestem umówiona do dentysty, a wszyscy wiemy, że obecnie większość urządzeń w domu potrzebuje prądu. 
Wzięłam więc pilota do bramy garażowej ze złudną nadzieją, że jest ona, ta brama, podłączona do jakiegoś niewidzialnego agregatu prądotwórczego. Pśtrykam raz, pśtrykam drugi. Głucho. Nic.
Zajebiście - znowu pomyślałam. 
Za 7 min. muszę wyjść. 
Umyłam zęby, bo przecież może w międzyczasie włączą ten nieszczęsny prąd, wypłukałam szczenę płynem, ubrałam się, pśtrykam znowu. 
Nic.
Dzwonię do M. 
M dzwoni do Zbyszka (sąsiad). U Zbyszka prąd jest. Ale do nich idzie z innego słupa. 
Ale myska, o co cho? Przecież weź i pociągnij za ten sznurek. Tylko mocno szarpnij! Musi wyskoczyć z tego konika
Ciągnę. Nic. Szarpię nic. Wieszam się na tym sznurku.... upssss.... coś się urwało. Ale brama ani drgnie. 
Zajebiście. Za 5 minut muszę wyjść. Klnę już całkiem głośno. Wyciągam telefon, żeby zadzwonić, że nie przyjadę na umówioną wizytę, ale oto zjawia się Zbyszek. Szarpie. Ciągnie. Sapie. Nic. 
Teraz Zbyszek klnie. 
Okazuje się, że "ku***" działa niczym "sezamie otwórz się"
Otwieramy bramę i obserwujemy jak pod mojego słupa podjeżdżają panowie z zakładu energetycznego. Wyciągają łopatę, coś z nią robią (nie widzimy, bo są za krzakami;) i nagle pyk i jest prąd. 
No więc biegiem gaszę wszystkie światła w domu, które się świeciły i jadę jednak do dentysty.
Na szczęście wizyta przede mną przedłużyła się o kwadrans, który ja się spóźniłam. A nienawidzę się spóźniać. Wolę być pół godziny przed czasem niż pięć minut się spóźnić. No ale dobra.
Posiedziałam, godzinkę na fotelu, szczęka mi zdrętwiała i znowu biegiem do przedszkola, bo dzisiaj dzień otwarty dla rodziców z grupy Gutka. 
Tam też spóźniłam się kwadrans, co dziecko mi na wstępie przy wszystkich wypomniało. Wzięłam udział w dwóch zabawach. Odgadłam dwie zagadki (bo podsłuchiwałam i dobrze, bo ciężko było mi zrozumieć jednego małego ;) 
Wracam do domu, a tam w najlepsze leci sobie Moda na sukces. 
Światła pogasiłam, ale zapomniałam o tym telewizorze ;)
No, a teraz jem śniadanie i biorę się za obiad i trza by trochę ogarnąć dokoła, bo o 14 znowu do przedszkola.
Kurde, jak ja się nudzę całymi dniami... :-/


PS. W sobotę w radiu usłyszałam to:


Znaczy się, że nie przesadzam z tymi prezentami? :)

21 komentarzy:

  1. Mysko hmm jakby to ująć, nie jesteś moim jakimś sobowtórem?. Ja też wolę być przed czasem niż spóźniać się, to mnie strasznie stresuje;) Co do bramy garażowej to też się zastanawiałam co będzie jak prądu zabraknie. Mąż mnie uświadomił, że jest taki sznureczek co się ciągnie a poza tym my będziemy mieli coś co się nazywa UPS czyli jakiś wspomagacz jakby prądu zabrakło.
    I jak widzę słuchałyśmy tego samego radia bo ja też w sobotę słyszałam (po raz pierwszy w tym sezonie moją ulubioną zimowa piosenkę)Wham:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też mam czasem wrażenie, że mamy ze sobą dużo wspólnego? :)
      Nie znosze się spóźniać! I w drugą stronę też. Nie lubię, gdy ktoś się do mnie spóźnia :)
      Ja też wiedziałam o sznureczku, ale nigdy nie musiałam za niego ciągnąć. Ot, dyndał sobie i już :)
      To UPS to też coś słyszałam na ten temat i sama nie wiem czy mamy czy nie, bo gadania sporo o tym było, ale puściłam to mimo uszu :) Chyba nie mamy, skoro mi sie nie otworzyło :)
      Też lubię tę piosenkę :)

      Usuń
  2. o do dentysty to chyba lepiej trochę później? Mniejszy stres, bo co się człowiek tych jęków pod gabinetem osłucha ;)) Ale ja też nie lubię. Spóźniać się znaczy. My póki co mamy listę do obdarowania i próbuję też cedzić trochę Julczyne "o to bym chciała mamusiu kupiś mi"? Bo ona na reklamach może tak w nieskończoność ;) Życzę dużo .. energii :D Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... siedzieć i słuchać w poczekalni.....mmmmm marzenie :)
      Ja muszę zrobic naradę z siostrą w sprawie prezentów :)

      Usuń
  3. Bo trzeba kupic napęd do bramy z awaryjnym akumulatorem. Wystarczy prądu conajmniej na 1 awaryjne otwarcie i 1 zamknięcie. Tak po prawdzie producenci piszą, że aku wytrzyma 10 cykli ale to jest uzależnione wielkością bramy i jej ciężarem.
    Oczywiście ręczne otwieranie awaryjne taka brama też powinna mieć. A ten sznurek to linka rozsprzęglająca :P
    W dużych bramach kobieta ma problem ręcznie podnieść bramę, nawet jeśli te prowadnice i rolki są dobrej jakości. Dlatego takie zasilanie awaryjne z akumulatora się przydaje. Weźcie popytajcie u producenta, bo niektóre napędy mają możliwość podłączenia takiego aku, tylko sprzedawcy nie zawsze o tym informują (czasem po prostu nie wiedzą, ze coś takiego jest!). Warto sprawdzić nazwę i model napędu (korpus masz pewnie pod sufitem w garażu a na nim powinna być tabliczka znamionowa) i poszukać w necie czy mozna podłączyć zasilanie awaryjne.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że nikt nam nie powiedział o dodatkowym napędzie, skoro go nie mamy :) Ja nie dam rady sama otworzyć.... to znaczy problem leży w tym haczyku co to musi puścić - trzeba mocno szarpnąć... potem już się leciutko otwiera.
      Sama brama duża, bo garaż 2-stanowiskowy i jeden wjazd. Muszę pogadać o tym dodatkowym czymś z M.... to jego działka, niech się zorientuje, bo jak tak Zbyszka nie będzie w domu następnym razem, to nie wiem :)

      Usuń
  4. dokładnie jak ja, nienawidzę się spóźniać i irytuje mnie gdy ktoś się spóźnia np kolejny raz.

    Heh nudzisz się? Takie zwariowane przygody masz i Ty twierdzisz, że się nudzisz? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to piąteczka w sprawie spóźnień :)
      Ponoć się nudzę :)

      Usuń
  5. Ja do pewnego czasu miałam takie nastawienie,ze lepiej się w ogóle nie wybierać skoro istnieje ryzyko spoźnienia haha!Ale zwalczyłam w sobie,po 10 latach pobytu w kraju,w którym jeżdzi się jeszcze na osłach :) Tutaj wszystko "siga siga",choć przez ten kryzys to i to zanika...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie "siga, siga" zanika? wooow, to się dzieje ;)

      Usuń
  6. Absolutnie nie przesadzasz! Tu w UK już dawno w sklepach kartki świąteczne, bombki i czekoladowe mikołaje, a latarnie uliczne ubrali w choinki już 2 tyg temu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o wooow, to niezłe tempo tam mają :) Nas jeszcze trzyma Święto Zmarłych, potem pewnie też zacznie się świąteczny sajgon w sklepach :)

      Usuń
  7. Kochana, Ty masz życie jak w Madrycie! ;-D
    I jakie Last Christmas?! No ja Cię błagam! ;-P

    Ps. Co roku myślę sobie, żeby zrobić wszystkie prezenty wcześniej, np. teraz o, na początku listopada, a potem patrzyć sobie z wyższością na tych wszystkich biedaków, co na koniec biegają i czegoś szukają... Tylko jakoś co roku mi nie wychodzi i biegam potem solidarnie z nimi.... ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Ja też co roku powtarzam sobie, że w następne święta na pewno wcześniej przygotuję prezenty, ale jakoś mi to nie wychodzi ;)

      Usuń
  8. ja poki co w ogole o świętach nie myślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też myślałam, że nie myślę... ale moja podświadomość jednak troszku zaczyna wariować ;)

      Usuń
  9. Żadnej świętości! Odkąd ,,powstali" spece od marketingu nic się nie obroni.
    Zawsze mnie to irytuje i jeszcze to, że w XXI wieku trzeba czekać na dostawę prądu dłużej niż pięć minut. A rachunki płać na czas!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No... mam jednak nadzieje, że świąteczna gorączka czy jakieś durne halloween nigdy nie wyprze Wszystkich Świętych! Bałam się, że gdy Gutek pójdzie do przedszkola to zaczną mu tam w łebek pakować jakieś obce zwyczaje, ale póki co jego przedszkole nie świruje w tym temacie :)

      Usuń
  10. Myska jak wychodzi z domu to robi to w taki sposób, że nie sposób się nie śmiać :D

    Widzisz, to k*** ma czasami magiczną moc i otwiera wszystkie drzwi ;)

    PS Święta? Już?
    W sumie to czemu się dziwie, idę o zakład, że w pn po weekendzie świątecznym zniknął ze sklepów kwiatki i znicze a pojawią się bombki, łańcuchy i choinki. Dokładnie takie coś widziałam w zeszłym roku w Realu...
    Ja też lubię tę piosenkę :) Chociaż stara, świąt bez niej sobie nie wyobrażam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lila, ja też się mogę założyć, że po weekendzie zamiast zniczy będą do nas się uśmiechac bałwanki i inne mikołajki :)
      Ja mam kilka hitów świątecznych :) Napiszę post o tym, ale jeszcze za wcześnie :)

      Usuń
  11. Z tym 'Last Christmas' to czas najwyższy. W końcu po pierwszym listopada spodziewam się zobaczyć bożonarodzeniowe dekoracje w sklepach.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...