Najbardziej w weekendzie lubię sobotnie popołudnia.
Posprzątane, pojedzone, poprane...
Grzyby się suszą. Tradycyjnie. W piekarniku.
(Bo w całym mieście suszarek zabrakło - serio!)
Dziecka dogląda ojciec.
Więc cieszę się chwilą. Żłopię herbatę i jem ciasto. I piszę post (jak widać).
Nie mogłam się zdecydować na obrazek, będą więc dwa.


A ja najbardziej lubię piątkowe wieczory, kiedy w domu straszny syf, ale za to przed nami całe dwa dni wolnego. Siedzimy więc w tym bałaganie, objadamy się czymś pysznym, pijemy herbatkę... Och, chciałabym, żeby piątkowe wieczory były przynajmniej dwa razy w tygodniu!:-] Miłego relaksu!
OdpowiedzUsuńJeniu, Żółwico... jak ja Ci zazdroszczę... nie jestem w stanie się zrelaksować jak mam chlew w domu, a bardzo bym niekiedy chciała! :)
UsuńZgadzam się:) Sobota rano to taki nerwowy czas. Niby wole, niby można dłużej pospać ale trzeba wstać... sprzątanie, gotowanie i te zakupy. Sobotnie wieczory są fajne:)
UsuńBo my tak od małego ćwiczone byłyśmy...jak sobota, to trzeba wstać, posprzątać, zeby na niedzielę było czysto, zrobić zakupy etc... otyra się człowiek jak nie wiem co...a potem pełen relaks :)
UsuńMysko - To taka umiejętność wyniesiona z czasów dzieciństwa: może być bałagan, ale weekend to świętość. Sama sobie tę zdolność wypracowałam, ku rozpaczy mojej Mamy, ha ha ha!;-]
OdpowiedzUsuńno właśnie tej umiejętności zazdroszczę... bo u mnie nie ma szans na relaks jak mam bałagan. Jestem kurde jak Małgosia Rozenek tylko w mniej...ekhem, ekhem ... eleganckiej i wypacykowanej formie :-/
Usuńpodoba mi się nowa kreacja bloga - wesoła i wiosenna mimo zbliżającej się chlapy :)
OdpowiedzUsuńtaki był plan! :)
Usuńja też uwielbiam sobotnie popołudnie, jak w domu jest porządek i przez chwilę nie ma nic do roboty... (a grzyby nie chodzimy, nie ma czego suszyć...) ale lubię też niedzielne poranki, siedzę w kuchni, udaję, że robię obiad (w sensie obiad się robi na gazie) a ja siedzę na blogach podczas gdy tatuś zajmuje się dziećmi :-D
OdpowiedzUsuńooo, niedzielne poranki też lubię, bo chłop się garnie do kuchni, więc mu nie przeszkadzam... mogę się zamknąć w łazience i wySPAmować troszku hihi :) Gutek sam się sobą zajmie, aż ciężko mi uwierzyć, że chcę kolejnego malucha :]
Usuńi jeden obrazek i drugi jest mi bliski :P
OdpowiedzUsuńpowiem Ci szczerze, że i ja nie mogłabym się zdecydować ;)
OdpowiedzUsuńummm jaka przyjmna sobotnia chwila miala u Ciebie miejsce :o)
OdpowiedzUsuńja ubieglej soboty latalam na walku do malowania i miotelce i odkurzaczu i srubokrecie ... wszystko oczywiscie w towarzystwie mojego Love i jak wczoraj "po wszystkim" poszlismy na spacer i wrocilismy do juz calkiem przyzwoicie wygladajacego duzego pokoju BYLISMY DUMNI z minionego weekendu .. ;o)
Hehehe
OdpowiedzUsuńwidzę, że większość z nas z tej szkoły, że w sobotę posprzątać trzeba, bo w bałaganie to żadne relaks :)
ja pisałam u Lucy ostatnio o stole - tak mam z większością, porządek musi być!
A sobota po południu, albo wieczorkiem to jest raj.
Jak dodamy do tego leniwą, piżamową niedzielę, to już całkiem super :D
Uwielbiam takie soboty, kiedy jest posprzątane, a ja siędzę, piję herbatkę i mam czas na blogi. ;-)
OdpowiedzUsuńW lato takich sobót praktycznie nie ma, bo wtedy jesteśmy na wsi i w ogrodzie machamy grabkami i innymi cudnymi przyrządami ;-P, ale teraz idzie zima i cieszę się na takie sobotnie popołudnia. ;-)