9 sie 2012

W WIĘKSZOŚCI O GUTKU I PROŚBA

Mówicie, że mam sobie jeszcze dać na wstrzymanie z tą jesienią?
A trza było wpaść wczoraj wieczorkiem jak sąsiad palił gałęzie. Jechało końcem lata na kilometr :P

Murzyn jak był, tak jest :)
Gutek ma w końcu słuchacza, który nie przeszkadza mu w mówieniu, nie przegaduje, nie ucina w pół słowa... tylko leży u nóg i słucha :) 
A to rzadka cecha, bo Gutek to gaduła jakich mało i czasem ciężko się przebić przez potok płynący z jego ust lub skupić myśli, gdy wciąż jest się ostrzeliwanym miliardem pytań i pomysłów.

I nie myślcie sobie, że kwestia "skąd jak się właściwie wziąłem?" się skończyła.
Nic bardziej mylnego!
Występuje coraz częściej, a zadawane pytania są coraz bardziej dociekliwe.

Oglądamy Ninę i neuronki - jak na złość puszczają odcinek o pępowinie ;) Gutek ogląda, ogląda i nagle wypuszcza serię niczym kałasznikow:
G: mamo, ja też miałem taką pemponiwę jak byłem u ciebie w brzuszku?
G: mamo, a czemu ją się ucina?
G: mamo, a to nie boli?
G: mnie też nie bolało?
G: mamo, a skąd ja się wziąłem w tym brzuszku?
G: mamo, a chciałbym mieć braciszka
   nie, siostrzyczki nie... wolę braciszka
   będę się z nim bawił
   i opiekował się nim
   mam tatę poprosić?
Taaaatttuuuusssiuuuu...?!
;)

Jeśli zaś idzie o obowiązki domowe, to Gutek najbardziej lubi robić zakupy i gotować
M: Co Gutek robiłeś dzisiaj? - pyta ojciec wróciwszy z pracy
G: Robiłem z mamą tortillę
M: Robiłeś ciasto?
G: Nie, mama ciasto zrobiła, a ja potem wałkowałem
i kroiłem
i ugniatałem
i mąkowałem...

Albo kupujemy grzyby - kurki na sosik:
G: mamo, dzisiaj będą koguciki na obiad?


Słuchajcie (czytajcie), ja właściwie piszę dzisiaj tylko po jedno
Potrzeba 245.800 euro, żeby pomóc chłopcu.
Bartuś jest tylko 4  miesiące starszy od Gutka.

Instrukcja:
klikamy zalinkowane imię -> czytamy -> płaczemy -> włączamy stronę banku -> robimy przelew -> rozsyłamy stronkę dalej,
tak?


22 komentarze:

  1. Gdy 2 dni temu dostałam maila, czytałam w pracy i ocierałam łzy z policzków. Nikt w sali nie wstydził się emocji.

    Dzisiaj widzę kolejne informacje, odnośniki do historii Bartka i też się łezka w oku kręci, ale ze wzruszenia.

    Wiedziałam, że można na Was liczyć :)
    Dziękuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sile kupa.... tfu w kupie siła!
      Lilijko, ale tak serio... nie da się przejść obojętnie...

      Usuń
    2. Pisałam dzisiaj u Marty, że to straszne że ludzkie życie wylicza się na takie kwoty tylko kiedy chodzi o leczenie i wyłożenie pieniędzy na stół. W innych już niewiele jest warte :(
      I ci na stołkach kompletnie się tym nie przejmują że zwykli ludzie przeżywają taką tragedię.

      Informacje o Bartusiu na bieżąco są na fb.

      Usuń
    3. Liluś, dzisiaj czytałam w gazecie, że jeden taki prezes, którego zdegradowano swego czasu ze stołka ministra, zarabia obecnie 3.000zł DZIENNIE!!! ->
      Miesięcznie - 90.000. W ciągu roku - 1.080.000. Akurat bartkowi by to uratowało życie...
      Rzygać się chce jak sobie o tym myślę

      Usuń
    4. Ale wiesz co jest fajne?
      Że się w ogóle nie musiałyśmy zgadywać co do tego posta :)

      Usuń
    5. Maskara...
      A tu Rodzice sprzedają mieszkanie żeby ratować dziecko... i nikt nie myśli dokąd wrócą i gdzie będą mieszkać po wyjściu ze szpitala :(
      Ja nie wiem, że świat nigdy nie był sprawiedliwy i nigdy nie będzie, nawet tego nie wymagam.
      Ale żeby aż tak??? :(

      to jest piękne Kochana :)
      I powiem Ci, że nie pomyślałam od razu, żeby Was prosić o zamieszczenie informacji u siebie, ale wiedziałam że każda coś wykombinuje :) i puści przelew bez mrugnięcia :D

      Usuń
  2. Tak właśnie tak. Wszyscy dołączamy! :-D

    A jeśli chodzi o Gutka, to z postu na post rozwala mnie na łopatki! :-)))
    Tatuś dał się uprosić??? ;-P

    OdpowiedzUsuń
  3. no jasne,że tak!
    A Gutek rulez;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dołączam się i ja! uda się! Musi!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty to może ja powinnam kupić psa? żeby Skarb i Zu mieli do kogo gadać? nareszcie ktoś by wysłuchiwał ich monologów! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A żebyś wiedziała. Ani ja ani M specjalnymi gadułami nie jesteśmy, ale Gutek wdał się w ciotkę (moją siostrę) i nawija bez przerwy... Murzyn się przydaje :)

      Usuń
  6. Są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, i to trzyma nas przy życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i tak sobie myślę, że szkoda, że tak dużo mówi się o tych złych, zamiast tych dobrych...

      Usuń
  7. chciałabym zobaczyć spotkanie Gutka z synkiem mojej koleżanki - jemy nie dość, że buzia się nie zamyka (dosłownie, gada nawet przez sen), to jeszcze mówi przeraźliwie głośno, a dyżurne pytanie "dlaczego?" przekształca się powoli w bardziej wyszukane "a jak to się robi?", "A skąd to się wzięło?"
    zastanawiam się, ile czasu dałabym radę wytrzymać w towarzystwie dwóch takich dżentelmenów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z gadaniem by nie było problemów, ciekawe tylko, który by słuchał ;)
      Koło nas buduje dom taki facet (Mosiek), który ma syna 4 m-ce młodszego od Gutka i ten synek jest strasznie nieśmiały... ale tak na maksa, nie ma żadnych kolegów, nie spotyka prawie obcych, nie chodzi na plac zabaw - dzikus straszny. Ale nie mogłam w to na początku uwierzyć, myślałam że mu przejdzie to milczenie, bo widzimy się niemal codziennie, a on jak na początku - chowa się za rodziców. Ostatnio przyszedł ze swoim tatą, a Gutek chciał go wziąć do piaskownicy, żeby się razem pobawili i bierze Szymka za łapkę i mówi chodź, pobawimy się... a ten nic, zero. To Gutek do mnie: mamo, czemu ten Szymuś nic nie mówi? Mamo?! Dlaczego?! Nie umie? Mamo, czy to dzidziuś i nie umie jeszcze? Mamo?! I tak w kółko
      A szymuś dalej milczy jak głaz ;)

      Usuń
    2. ciekawe, na ile pomocni są rodzice... bo, wybacz, ale dziecko to czysta księga i nawet z ogromną dozą nieśmiałości oraz "genami" można coś w maluchu wypracować

      Usuń
    3. amen, siostro! Rodzice chyba nie bardzo są pomocni. Rozmawiam nieraz z mamą Szymka (o dziwo dość wygadana) i ona sama mówiła, że on nie chodzi na plac zabaw, bo nie ma kolegów. A jak powiedziałam, że nie ma kolegów bo nie chodzi na plac zabaw, to się na mnie krzywo popatrzyła. Nawet próbowałam ich namówić na zajęcie w przedszkolu sobotnie, żeby się oswajał, ale jakoś nie wykazali entuzjazmu. No trudno. Gutek też był straszny maminsynek i przylepa, ale mu przeszło. Tylko ja wręcz przeciwnie, zabierałam go gdzie się dało, żeby się oswajał :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...