Weekend zaczęliśmy w czwartek.
Uderzyliśmy z świętokrzyskie - do teściów i było fajnie.
Serio.
To nie są ćwiczenia ;)
Taki trochę dziwny ten weekend był dla mnie, obfity w wydarzenia, ale ogólnie wyszło in plus.
W piątek złożyłam ostatni podpis jako pracownik w swojej firmie.
Spoko. Luz.
Nie trzeba tulić, ni pocieszać.
Spodziewałam się tego od dłuższego czasu i zdążyłam oswoić się z tą myślą :)
Za to nie spodziewałam się, że tak fajnie będzie zobaczyć niektóre dziewczyny.
Miło było po trzech latach wrócić i poczuć się znowu u siebie, mimo, że masa kadry się pozmieniała.
No i to poczucie, że zamykam jakiś tam etap w swoim życiu, tak?
No wzruszająco - miłe spotkanie :)
Gutek oczywiście czarował ciocie, a M spotkał kilku swoich starych kolegów. Więc ogólnie towarzysko nam wyszło fajnie. Nawet się nie spodziewaliśmy :)
Ochłonąć poszliśmy do Makusia, a potem w oczy rzucił mi się lumpeks i miałam kwadrans, żeby w nim pobuszować.
No i nie mogę sobie wybaczyć, bo była świetna zasłona sztruksowa, w kolorze kości słoniowej. Piękna. Ale jedna.
No i lipa. Nie wzięłam.
Kurde.
Głupia baba jestem, bo przecież jedna mogłaby sobie wisieć, a co jej szkodzi. A nawet poduszki mogłabym z niej poszyć i trza było ją brać, a nie analizować. Tym bardziej, że tania jak barszcz.
Grrrrr. Na samo wspomnienie mi gula rośnie.
W sobotę zaś poszliśmy na targ.
Wyjaśnijmy coś sobie nasamprzód.
Nienawidzę targów. A w małych mieścinach szczególnie.
Odbywają się raz na tydzień i ze wszystkich wiosek zjeżdża się hołota, coby się zaopatrzyć.
Nie umiem się odnaleźć w takim tłumie i naprawdę nie rozumiem jak można kupować majtki czy biustonosz na straganie. A już słodycze dla dziecka (czy ogólnie żarcie niewiadomego pochodzenia) to dla mnie jakiś kosmos, tak?
Oj tam, owoce, warzywa, kwiaty - ok. Sama się zaopatruję, ale nie w dzień targowy ;)
No więc poszliśmy na ten targ głównie w roli tragarzy, z dodatkowym zamysłem zakupu hot-dogów na drugie śniadanie :)
I tak łazimy z lekkim nerwem i coraz większymi siatamy, nie? Łazimy i nagle M krzyczy do mnie:
M: Myska, patrz!
Patrzę więc. I co widzę?
Sta-ro-cie!!!
Aż mi koński ogon zaczął merdać z wrażenia!
Od razu przyspieszenia dostałam. Serio.
No i zaopatrzyłam się w kilka dupereli za grosze... ale to nieważne.
Ważne jest to, że widziałam ramę do łóżka.
Ale jaką!
Normalnie miłość od pierwszego wejrzenia.
Kuta. Złota. W idealnym stanie.
Ale niestety, dla nas dwojga za wąska.
A Gutkowi nie wstawię dziewczęcego łóżka do pokoju, tak?
Aż taka zboczona nie jestem.
Już nawet opracowywaliśmy z M plan, że a konto córeczki ją kupimy (250zł!!!!). I pierwszy raz w życiu doznałam wizji pokoju mojej potencjalnej córki...
Ale kurde... nooo.... taka prawda, że gdzieś w głowie siedzi mi drugi synek...
Normalnie schizofrenii mało tam nie dostałam z wrażenia.
Echhhh.
A także, odbiegając od tematu...
Wyścig kolarski zaliczyliśmy.
Nie, nie, nie jako uczestnicy, ale gapie.
250km za jednym zamachem to troszku dużo jak na mnie ;)
Jeden szum, mówię Wam.
Ale jakie oni mają nogi! - mniam!
Jednakże w głowie najbardziej krążyła mi troska o męskie klejnoty. Bo bądź co bądź, te siodełka trochę się różnią od mojego z wigry3, tak? A kilka godzin muszą żwawo pedałować, tak?
Dopiero M mi wytłumaczył, że mają jakieś wkładki czy coś w tych strojach no i przyzwyczajenie też... ale i tak mnie to nie przekonuje ;)
Zaliczyliśmy też fragment wesołego miasteczka (rzyg)
I zabawę. Taką wiejską tupankę.
Sprzedaliśmy Gutka dziadkom i poszliśmy z M się zabawić.
Mówię Wam, ten mój mąż to zawsze musi robić za króla parkietu.
Musieliśmy rozkołysać pół miasta, żeby się zmyć do domu.
Starość jednak daje człowiekowi w kość :)
Zalany narybek i zmiana zespołu z prawdziwie rokendrolowego na prawdziwie discopolowy skutecznie nas pogoniła.
Ale i tak fajnie było :)
A wczoraj, jako wisienka na torcie wystąpił tłumik w naszym aucie.
Gdy wracaliśmy, to wziął i się zepsuł.
I jechaliśmy jak młokosy w stuningowanej furze i pierdzieliśmy przez większość czasu :)
Ole!
To tyle na dzisiaj.
Żelazko się na mnie gapi. I ta wielka kupka do prasowania...
echhh, życie.
hehe no to gratuluję udanego weekendu :) też bym miała zgagę na myśl o tej zasłonie ;) ale tańce, targ ze starociami... nawet warto teściową zobaczyć ;))
OdpowiedzUsuńa żebyś wiedziała, że było warto :)
UsuńZa grosze kupiłam fajne rzeczy. Bardzo płodny mi się wyjazd trafił :)
Hehehe
OdpowiedzUsuńAleż owocny weekend mieliście..
Fajnie, że dobrze się bawiliście.
Ja za takimi imprezkami to nie przepadam. Nie poszalałabym na parkiecie :)
Kolarskie łydki trochę za bardzo umięśnione :)
Ale o klejnotach też zawsze myślę, jak widzę kolaży, mimo tych wkładek to trochę im współczuje :)
Lilijko, ja też nie posądzałam siebie, że będę tańcować, a już na pewno, że wyjdę pierwsza na parkiet (beton - in fact;). Ale grał taki fajny zespół (beatlesów, czerwone gitary, la bamby i inne takie), że nogi same chodziły.
UsuńPotem jak zmienił się zespół na taki tamtejszy to się zmyliśmy :)
eeee nie za bardzo umięśnione własnie. Kulturyści mają za bardzo umięśnione, a te to takie mniamuśne hihih :) Ale te ich klejnoty to ja nie wiem... żal mi ich trochę :)
To kiedy ten drugi chłopczyk? :)
OdpowiedzUsuńDominika
Jak się uda :)
Usuńna mnie bardzo często gapi się żelazko!!! a ja tego tak nie lubię!
OdpowiedzUsuńja nawet prasować lubię, ale i tak zawsze czekam, aż mi się kilka pralek uzbiera :)
UsuńMyska, Ty masz rację! Czasem nie trzeba za długo się zastanawiać. Mnie po takim długim namyśle, zwykle wychodzi na to, że nie potrzebuję, a potem się okazuje, że jednak potrzebuję.
OdpowiedzUsuńOstatnio Gacuś był na takim targu w sobotę i jak mi zaczął opowiadać to za parę dni, jadę tam osobiście.:)))
A ramy na toaletkową obramówkę nie dałoby rady przerobić?
No własnie ja jestem z tych co analizują pierdyliard razy wszystko i po ochłonięciu odstawiam na półkę i odwieszam na wieszak... a potem niejednokrotnie żałuję :)
UsuńChoć jak idę z impulsem, albo z kimś kto doradzi kiedy nie jestem pewna, to też zdarza mi się żałować nieprzemyślanego zakupu :)
Zdaje się, że u Ciebie w regionie mnóstwo takich targów? Byłaś może w Czaczu? (Czaczy???;) Tam dopiero jest wybór staroci!!! (wiem z opowiadań tylko;)
U mnie niestety już znacznie mniej takiego dobrodziejstwa :)
Ta rama do łóżka była Maryanko tak idealna, że w życiu bym się nie odważyła jej przerabiać. Świetny stan... no i to, że kuta. Gdyby była drewniana mogłabym coś pokombinować, ale do kutej nie mam odwagi się zabrać.
Była podobna do tej: http://www.nokaut.pl/lozka/lozko-wiking.html tylko węższa i trochę inny wzór. Gdybym tylko miała córeczkę.... ;)
W Czaczy nie byłam, ale też słyszałam. Ten mój targ staroci to niedaleko Kalisza.
UsuńRama przecudna! A Ty już miałaś pms?;)))
Miałam, właśnie dolegliwości kobiece przeżywam :)
UsuńU nas niestety takich staroci jak na lekarstwo :-/ A szkoda bo czuję straszny niedosyt :)
Jej, intensywnie było Myseczko :). Ta zabawa - ach, och - bywałam za młodu, bywałam... Co za czasy! Chyba nawet teraz bym poszła - jak Wy. I kolarze i starocie i targ i wesołe miasteczko... Działo się ;).
OdpowiedzUsuńTy rozstałaś się z firmą a ja czekam na decyzję czy dostanę umowę na stałe, bo 10 lipca mija mi 7 lat w moim przybytku! Szefowa wniosek popiera, jeszcze tylko prezes i wiem na czym stoję. Aczkolwiek czasem chciałabym coś zmienić.... No, ale jeszcze chyba nie teraz.
Oj intensywnie Amishko :) Ja nie bywałam nigdy na takich imprezach, bo u nas potańcówek raczej nie ma, ale i tak fajnie się bawiłam :)
UsuńPoważnie tyle czasu i ciągle nie masz umowy na stałe?? Oj... to długo dość. Najwyższa pora!!! :) A potem będziesz myśleć dalej nad ewentualną zmianą :) Trzymam kciuka, coby prezes się nie migał :)
PS
UsuńLubię tę Twoją fotkę w kapeluszu :)
Zawsze się uśmiecham gdy ją widzę :)
Na start dostałam umowę na szczęśliwe 7 lat. No i właśnie niemal minęło, nie wiem kiedy... ;).
UsuńTeż lubię tę fotkę tak w rzeczy samej ;). Em mi ją uczynił nie chwaląc go ;).
O woow, poważnie umowa na 7 lat? ale jaja :) poważnie nigdy o takiej nie słyszałam :)
UsuńEm się spisałm z tą fotką :) brawa dla pana małżonka :)
Olaboga, mnie też zawsze rozbrajało grzebanie w majtkach i stanikach na straganie. Szczególnie jak się w takiej mieścinie mieszka i potem połowa ludziów wie, w jakich gaciach chodzisz!:-P Ale już w skarpetkach to sama kiedyś przebierałam!:-P A następnym razem kupuj z zamkniętymi oczami. Najwyżej będziesz żałować, że kupiłaś, a to mniejszy grzech niż żałować, że się nie kupiło!;-P
OdpowiedzUsuńKurcze, żółwico, ja sobie raz kupiłam taki komplet stanik + majtki na straganie i w kosz trafił po tygodniu. Od majtek dostałam uczulenia... jechałam na uczelnie i za przeproszeniem nie mogłam się powstrzymać od drapania i pół dnia później łaziłam bez majtek, bo musiałam je zdjąć :) A stanik niby mój rozmiar, a jednak druty mnie strasznie gniotły, a gdy je wyciągnęłam, to się flak całkiem zrobił ;)
UsuńNormalnie do niczego się to nie nadawało. I się zraziłam skutecznie do bazarowej bielizny :)
Od kilku lat jestem w zasadzie szczęśliwą użytkowniczką jednej firmy i dobrze mi z tym :) Przynajmniej jak założe majtki na dupę to nie ma obciachu w tramwaju ani nigdzie indziej :)
Nie wiem właśnie czy większą zgryzotę przeżywam, gdy czegoś nie kupię, czy jak kupię coś, a potem żałuję :)
Ja nie lubie przebierać..ani na targach,straganach ani w ciucholandach,ale na starocie lubie popatrzeć a czasami nawet wizualizować co by było gdyby taki okaz przystosować i przerobić dla własnych potrzeb...Może jednak warto by było skusić się na córeczkę dla takiego łożka? Wytrzymałabyś z 3 facetami?
OdpowiedzUsuńno popatrz, a ja takie wizualizacje non stop przeżywam. Zawsze staram się odnaleźć potencja, tu przemalować, tam spruć, gdzie indzie coś odciąć i już jest nowy imidż starego rupiecia :)
UsuńZ trzema facetami jak najbardziej wytrzymam, przywykłam do męskiego grona i dobrze mi z tym :)
O tak! Ja mam trzech i wytrzymuję. Ba, ja wręcz jestem już przekonana, że to z 3 babami (choć sama nią jestem...) nie dałoby się wytrzymać ;).
UsuńAmen :)
UsuńJa myślę, że jednej kobiecie w męskim gronie jest znacznie przyjemniej niż jednemu facetowi wśród samych bab (mój szwagier + 3 dziewczyny w domu;)
Moi dwaj bracia mają po 3 kobitki w domu. No i z kim te mecze oglądać i w ogóle... A ja czasem bym np. marzyła sobie posiedzieć w łazience i eksperymenta makijażowe porobić (o rany, ja i makijaże.... no ale to tak piszę przykładowo... ;)). Ciuchy pooglądać babskim okiem... Ale to jedynie teoria. Bo ja i z moimi chłopami doskonale się odnajduję. Chłopy - niestety - będąc w otoczeniu samych babek - często się gubią. I to nie jest mit. Taka jest prawda i jest to prawda nieco przykra.....
OdpowiedzUsuńKochana, ja dopiero nadrabiam. Czytam i nie mogę się nadziwić - ALE MIELIŚCIE WEEKEND! Wow! Tyle przeżyć! I ta praca, znajomi, i ten targ (uwielbiam starocie!!!! więc baaardzo Cię rozumię) - ja na targu to też tlyko warzywa i owoce lubię kupować.
OdpowiedzUsuńA co do tej ramy i zasłonek - oba trzeba było brać. Zasłonka na poduszki czy cuć, a rama by poczekała, bo może po tym drugim synku Ci się w końcu córki zachce. A wtedy co? Jak znalazł by było! ;-)))