25 cze 2012

O WEEKENDZIE

Weekend zaczęliśmy w czwartek.
Uderzyliśmy z świętokrzyskie - do teściów i było fajnie.
Serio.
To nie są ćwiczenia ;)
Taki trochę dziwny ten weekend był dla mnie, obfity w wydarzenia, ale ogólnie wyszło in plus.

W piątek złożyłam ostatni podpis jako pracownik w swojej firmie.
Spoko. Luz. 
Nie trzeba tulić, ni pocieszać.
Spodziewałam się tego od dłuższego czasu i zdążyłam oswoić się z tą myślą :)
Za to nie spodziewałam się, że tak fajnie będzie zobaczyć niektóre dziewczyny. 
Miło było po trzech latach wrócić i poczuć się znowu u siebie, mimo, że masa kadry się pozmieniała.
No i to poczucie, że zamykam jakiś tam etap w swoim życiu, tak?
No wzruszająco - miłe spotkanie :)
Gutek oczywiście czarował ciocie, a M spotkał kilku swoich starych kolegów. Więc ogólnie towarzysko nam wyszło fajnie. Nawet się nie spodziewaliśmy :)

Ochłonąć poszliśmy do Makusia, a potem w oczy rzucił mi się lumpeks i miałam kwadrans, żeby w nim pobuszować.
No i nie mogę sobie wybaczyć, bo była świetna zasłona sztruksowa, w kolorze kości słoniowej. Piękna. Ale jedna. 
No i lipa. Nie wzięłam. 
Kurde.
Głupia baba jestem, bo przecież jedna mogłaby sobie wisieć, a co jej szkodzi. A nawet poduszki mogłabym z niej poszyć i trza było ją brać, a nie analizować. Tym bardziej, że tania jak barszcz.
Grrrrr. Na samo wspomnienie mi gula rośnie.

W sobotę zaś poszliśmy na targ.
Wyjaśnijmy coś sobie nasamprzód.
Nienawidzę targów. A w małych mieścinach szczególnie. 
Odbywają się raz na tydzień i ze wszystkich wiosek zjeżdża się hołota, coby się zaopatrzyć. 
Nie umiem się odnaleźć w takim tłumie i naprawdę nie rozumiem jak można kupować majtki czy biustonosz na straganie. A już słodycze dla dziecka (czy ogólnie żarcie niewiadomego pochodzenia) to dla mnie jakiś kosmos, tak?
Oj tam, owoce, warzywa, kwiaty - ok. Sama się zaopatruję, ale nie w dzień targowy ;)
No więc poszliśmy na ten targ głównie w roli tragarzy, z dodatkowym zamysłem zakupu hot-dogów na drugie śniadanie :)
I tak łazimy z lekkim nerwem i coraz większymi siatamy, nie? Łazimy i nagle M krzyczy do mnie:
M: Myska, patrz!
Patrzę więc. I co widzę?
Sta-ro-cie!!!
Aż mi koński ogon zaczął merdać z wrażenia!
Od razu przyspieszenia dostałam. Serio.
No i zaopatrzyłam się w kilka dupereli za grosze... ale to nieważne. 
Ważne jest to, że widziałam ramę do łóżka.
Ale jaką! 
Normalnie miłość od pierwszego wejrzenia. 
Kuta. Złota. W idealnym stanie.
Ale niestety, dla nas dwojga za wąska. 
A Gutkowi nie wstawię dziewczęcego łóżka do pokoju, tak?
Aż taka zboczona nie jestem.
Już nawet opracowywaliśmy z M plan, że a konto córeczki ją kupimy (250zł!!!!). I pierwszy raz w życiu doznałam wizji pokoju mojej potencjalnej córki...
Ale kurde... nooo.... taka prawda, że gdzieś w głowie siedzi mi drugi synek...
Normalnie schizofrenii mało tam nie dostałam z wrażenia.
Echhhh.

A także, odbiegając od tematu...
Wyścig kolarski zaliczyliśmy.
Nie, nie, nie jako uczestnicy, ale gapie. 
250km za jednym zamachem to troszku dużo jak na mnie ;)
Jeden szum, mówię Wam.
Ale jakie oni mają nogi! - mniam!
Jednakże w głowie najbardziej krążyła mi troska o męskie klejnoty. Bo bądź co bądź, te siodełka trochę się różnią od mojego z wigry3, tak? A kilka godzin muszą żwawo pedałować, tak?
Dopiero M mi wytłumaczył, że mają jakieś wkładki czy coś w tych strojach no i przyzwyczajenie też... ale i tak mnie to nie przekonuje ;)


Zaliczyliśmy też fragment wesołego miasteczka (rzyg)
I zabawę. Taką wiejską tupankę.
Sprzedaliśmy Gutka dziadkom i poszliśmy z M się zabawić.
Mówię Wam, ten mój mąż to zawsze musi robić za króla parkietu. 
Musieliśmy rozkołysać pół miasta, żeby się zmyć do domu. 
Starość jednak daje człowiekowi w kość :)
Zalany narybek i zmiana zespołu z prawdziwie rokendrolowego na prawdziwie discopolowy skutecznie nas pogoniła.
Ale i tak fajnie było :)

A wczoraj, jako wisienka na torcie wystąpił tłumik w naszym aucie.
Gdy wracaliśmy, to wziął i się zepsuł. 
I jechaliśmy jak młokosy w stuningowanej furze i pierdzieliśmy przez większość czasu :)
Ole!

To tyle na dzisiaj. 
Żelazko się na mnie gapi. I ta wielka kupka do prasowania...
echhh, życie.

25 komentarzy:

  1. hehe no to gratuluję udanego weekendu :) też bym miała zgagę na myśl o tej zasłonie ;) ale tańce, targ ze starociami... nawet warto teściową zobaczyć ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a żebyś wiedziała, że było warto :)
      Za grosze kupiłam fajne rzeczy. Bardzo płodny mi się wyjazd trafił :)

      Usuń
  2. Hehehe
    Ależ owocny weekend mieliście..
    Fajnie, że dobrze się bawiliście.

    Ja za takimi imprezkami to nie przepadam. Nie poszalałabym na parkiecie :)

    Kolarskie łydki trochę za bardzo umięśnione :)
    Ale o klejnotach też zawsze myślę, jak widzę kolaży, mimo tych wkładek to trochę im współczuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko, ja też nie posądzałam siebie, że będę tańcować, a już na pewno, że wyjdę pierwsza na parkiet (beton - in fact;). Ale grał taki fajny zespół (beatlesów, czerwone gitary, la bamby i inne takie), że nogi same chodziły.
      Potem jak zmienił się zespół na taki tamtejszy to się zmyliśmy :)

      eeee nie za bardzo umięśnione własnie. Kulturyści mają za bardzo umięśnione, a te to takie mniamuśne hihih :) Ale te ich klejnoty to ja nie wiem... żal mi ich trochę :)

      Usuń
  3. To kiedy ten drugi chłopczyk? :)

    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  4. na mnie bardzo często gapi się żelazko!!! a ja tego tak nie lubię!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja nawet prasować lubię, ale i tak zawsze czekam, aż mi się kilka pralek uzbiera :)

      Usuń
  5. Myska, Ty masz rację! Czasem nie trzeba za długo się zastanawiać. Mnie po takim długim namyśle, zwykle wychodzi na to, że nie potrzebuję, a potem się okazuje, że jednak potrzebuję.
    Ostatnio Gacuś był na takim targu w sobotę i jak mi zaczął opowiadać to za parę dni, jadę tam osobiście.:)))
    A ramy na toaletkową obramówkę nie dałoby rady przerobić?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie ja jestem z tych co analizują pierdyliard razy wszystko i po ochłonięciu odstawiam na półkę i odwieszam na wieszak... a potem niejednokrotnie żałuję :)
      Choć jak idę z impulsem, albo z kimś kto doradzi kiedy nie jestem pewna, to też zdarza mi się żałować nieprzemyślanego zakupu :)

      Zdaje się, że u Ciebie w regionie mnóstwo takich targów? Byłaś może w Czaczu? (Czaczy???;) Tam dopiero jest wybór staroci!!! (wiem z opowiadań tylko;)
      U mnie niestety już znacznie mniej takiego dobrodziejstwa :)

      Ta rama do łóżka była Maryanko tak idealna, że w życiu bym się nie odważyła jej przerabiać. Świetny stan... no i to, że kuta. Gdyby była drewniana mogłabym coś pokombinować, ale do kutej nie mam odwagi się zabrać.
      Była podobna do tej: http://www.nokaut.pl/lozka/lozko-wiking.html tylko węższa i trochę inny wzór. Gdybym tylko miała córeczkę.... ;)

      Usuń
    2. W Czaczy nie byłam, ale też słyszałam. Ten mój targ staroci to niedaleko Kalisza.
      Rama przecudna! A Ty już miałaś pms?;)))

      Usuń
    3. Miałam, właśnie dolegliwości kobiece przeżywam :)

      U nas niestety takich staroci jak na lekarstwo :-/ A szkoda bo czuję straszny niedosyt :)

      Usuń
  6. Jej, intensywnie było Myseczko :). Ta zabawa - ach, och - bywałam za młodu, bywałam... Co za czasy! Chyba nawet teraz bym poszła - jak Wy. I kolarze i starocie i targ i wesołe miasteczko... Działo się ;).

    Ty rozstałaś się z firmą a ja czekam na decyzję czy dostanę umowę na stałe, bo 10 lipca mija mi 7 lat w moim przybytku! Szefowa wniosek popiera, jeszcze tylko prezes i wiem na czym stoję. Aczkolwiek czasem chciałabym coś zmienić.... No, ale jeszcze chyba nie teraz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj intensywnie Amishko :) Ja nie bywałam nigdy na takich imprezach, bo u nas potańcówek raczej nie ma, ale i tak fajnie się bawiłam :)
      Poważnie tyle czasu i ciągle nie masz umowy na stałe?? Oj... to długo dość. Najwyższa pora!!! :) A potem będziesz myśleć dalej nad ewentualną zmianą :) Trzymam kciuka, coby prezes się nie migał :)

      Usuń
    2. PS
      Lubię tę Twoją fotkę w kapeluszu :)
      Zawsze się uśmiecham gdy ją widzę :)

      Usuń
    3. Na start dostałam umowę na szczęśliwe 7 lat. No i właśnie niemal minęło, nie wiem kiedy... ;).

      Też lubię tę fotkę tak w rzeczy samej ;). Em mi ją uczynił nie chwaląc go ;).

      Usuń
    4. O woow, poważnie umowa na 7 lat? ale jaja :) poważnie nigdy o takiej nie słyszałam :)

      Em się spisałm z tą fotką :) brawa dla pana małżonka :)

      Usuń
  7. Olaboga, mnie też zawsze rozbrajało grzebanie w majtkach i stanikach na straganie. Szczególnie jak się w takiej mieścinie mieszka i potem połowa ludziów wie, w jakich gaciach chodzisz!:-P Ale już w skarpetkach to sama kiedyś przebierałam!:-P A następnym razem kupuj z zamkniętymi oczami. Najwyżej będziesz żałować, że kupiłaś, a to mniejszy grzech niż żałować, że się nie kupiło!;-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze, żółwico, ja sobie raz kupiłam taki komplet stanik + majtki na straganie i w kosz trafił po tygodniu. Od majtek dostałam uczulenia... jechałam na uczelnie i za przeproszeniem nie mogłam się powstrzymać od drapania i pół dnia później łaziłam bez majtek, bo musiałam je zdjąć :) A stanik niby mój rozmiar, a jednak druty mnie strasznie gniotły, a gdy je wyciągnęłam, to się flak całkiem zrobił ;)
      Normalnie do niczego się to nie nadawało. I się zraziłam skutecznie do bazarowej bielizny :)
      Od kilku lat jestem w zasadzie szczęśliwą użytkowniczką jednej firmy i dobrze mi z tym :) Przynajmniej jak założe majtki na dupę to nie ma obciachu w tramwaju ani nigdzie indziej :)

      Nie wiem właśnie czy większą zgryzotę przeżywam, gdy czegoś nie kupię, czy jak kupię coś, a potem żałuję :)

      Usuń
  8. Ja nie lubie przebierać..ani na targach,straganach ani w ciucholandach,ale na starocie lubie popatrzeć a czasami nawet wizualizować co by było gdyby taki okaz przystosować i przerobić dla własnych potrzeb...Może jednak warto by było skusić się na córeczkę dla takiego łożka? Wytrzymałabyś z 3 facetami?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no popatrz, a ja takie wizualizacje non stop przeżywam. Zawsze staram się odnaleźć potencja, tu przemalować, tam spruć, gdzie indzie coś odciąć i już jest nowy imidż starego rupiecia :)

      Z trzema facetami jak najbardziej wytrzymam, przywykłam do męskiego grona i dobrze mi z tym :)

      Usuń
    2. O tak! Ja mam trzech i wytrzymuję. Ba, ja wręcz jestem już przekonana, że to z 3 babami (choć sama nią jestem...) nie dałoby się wytrzymać ;).

      Usuń
    3. Amen :)
      Ja myślę, że jednej kobiecie w męskim gronie jest znacznie przyjemniej niż jednemu facetowi wśród samych bab (mój szwagier + 3 dziewczyny w domu;)

      Usuń
  9. Moi dwaj bracia mają po 3 kobitki w domu. No i z kim te mecze oglądać i w ogóle... A ja czasem bym np. marzyła sobie posiedzieć w łazience i eksperymenta makijażowe porobić (o rany, ja i makijaże.... no ale to tak piszę przykładowo... ;)). Ciuchy pooglądać babskim okiem... Ale to jedynie teoria. Bo ja i z moimi chłopami doskonale się odnajduję. Chłopy - niestety - będąc w otoczeniu samych babek - często się gubią. I to nie jest mit. Taka jest prawda i jest to prawda nieco przykra.....

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana, ja dopiero nadrabiam. Czytam i nie mogę się nadziwić - ALE MIELIŚCIE WEEKEND! Wow! Tyle przeżyć! I ta praca, znajomi, i ten targ (uwielbiam starocie!!!! więc baaardzo Cię rozumię) - ja na targu to też tlyko warzywa i owoce lubię kupować.
    A co do tej ramy i zasłonek - oba trzeba było brać. Zasłonka na poduszki czy cuć, a rama by poczekała, bo może po tym drugim synku Ci się w końcu córki zachce. A wtedy co? Jak znalazł by było! ;-)))

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...