1 cze 2012

JAK TO BLOG W REALU SIĘ ZNALAZŁ

Jak mnie siekło we wtorek tak kaplica.
Coś mi lewa strona nie domaga, i boli jak jasna ciasna. Znaczy nie cała lewa strona, tylko ręka od barku po palce.
Nerwoból siakiś czy coś.
Ale żebym się nie nudziła i nie marudziła za bardzo, to przedwczoraj jednych gości odprawiłam, a od wczoraj nowych przyjmuję.
Także do soboty mam zajęte.
A tak po prawdzie to sobie palcem nie mogę trafić nie powiem gdzie ;)
(ten post w roboczych czekał, nie myślcie sobie, że ja go tutaj z miejsca machnęłam;)

Ale, ale!
Bo ja Wam tu stulam głupoty, a mają być konkrety.
Więc uwaga. Piszę.

Niedawno się przechwalałam, że w Dzień Matki robię sobie wolne od matkowania i wybywam!

I wybyłam!!!
I to gdzie?!!!
Do Krakowa.
Na spotkanie.
Ale nie byle jakie.
Było nas cztery :)
Nie, żebyśmy się znały od wiek wieków
Nie, nie
I właśnie to jest najdziwniejsze.
Bo nigdy wcześniej się nie poznałyśmy na żywo. Ot posty, maile i fotki - to wszystko, a jednak na żywo było, jakbyśmy się znały od lat.
Poznanie kogoś przez sieć i spasowanie sobie na tyle, że potem - w realu - nie ma problemów i barier, które zazwyczaj z początku zawierania znajomości istnieją, to dla mnie nowość :)

także
panie i panowie
ladies and gentelman
mesdames et messieurs
oto my :)


Ach no.
Prawie żem zawaliła.
Przez kilka pierwszych godzin była z nami jeszcze jedna para nóżek (nóźki sią głodne, nóźki chcią się napić sioćku). Niby mała, a z gadaniem robiła za nas cztery początkowo. Urocza i grzeczna do granic możliwości. 
Julcia - buziaki od ciotki mysy :)
No a o mamie Julki to Wam powiem, że ma taki zaraźliwy śmiech, że dzięki. Nie da się nie śmiać jak ona się śmieje :) I wiecie, że ona non stop na obcasach? woooow, ja jestem pod wrażeniem. No i zabrała nas do mojego ulubionego z czasów studenckich pubów!
[uwaga, reklama;)]

I piłyśmy i jadłyśmy, zaglądając sobie w talerze, a co poniektóre podbierały z innych talerzy, bo porcje dziecięce dostały. I powiem Wam, że wszystkie miałyśmy dobre żarcie, ale o Waszym makaronie, Lilijko i Kobieto to ja śnię po nocach i już zaopatrzyłam się w składniki i mam zamiar w sobotę eksperymentować. Wcześniej nie mogę, nie będę narażać swoich gości :)
W każdym razie sobie jadłyśmy

i piły też
za spotkanie


Ja nic nie chcę mówić, ale Lilijka nasza - nic się bździągwa nie przyznała, że spojrzenie to ma za milion dolców piękne.
A wiecie, jak ona liczyć potrafi?
Nie tak jak my - cieniasy.
Mamy rachunek do obdzielenia, tak? I każda resztką trzeźwych komórek próbuje dodać, odjąć podzielić etc. a ta myk, myk i po sprawie.
Wooow. Mówię Wam. Ona, jako dziecko zapamiętywała rejestracje samochodowe sąsiadów. Sobie je dodawała w myślach i tego.... wymiękłam. Musielibyście to zobaczyć. Normalnie nam kopary opadły.
Poza tym to Ona twardzielka, tak?
Ale głos to ma taki, że powinna słuchowiska dla dzieci w radio czytywać.
O!

A na ostatek, w ramach subiektywnego opisu według mię zostawiłam sobie Julitkę.
Ecchhh Julitka...
Powiem Wam, że to bardzo niesprawiedliwe...
nie dość, że świetna dziewczyna, to jeszcze....
to jeszcze.....
jak wam zdradzę, że obok nas jacyś obcokrajowcy na niej non stop oko zawieszali, to zrozumiecie o co mi chodzi, prawda?
Ja nie napiszę, bo mi z zazdrości nie przejdzie przez palce ;) A jak przez palce przejdzie, to żyłka na czole pęknie ;)
Echhh Julitka... :)
No i dzięki niej możecie oglądać dzisiejsze fotki :)
Bo ja zamiast aparatu, spakowałam do torby parę szpilek. Ale może ten fakt przemilczę ;)

Summa summarum, nasze pierwsze, choć bez wazeliny twierdzę, że nie ostatnie spotkanie było super. I bardzo, ale to bardzo liczę i wyczekuję następnego.
Najbardziej zabąbiłyśmy, że sobie noclegu żadnego nie zapewniłyśmy.
Bo autentycznie żal się było rozstawać.
.
 

A teraz, żeby dowiedzieć się czegoś sensowniejszego (u mnie weny niestety brak, gdybym napisała zaraz po spotkaniu, to powstałby cały elaborat. Zresztą prawda jest też taka, że po pierwsze trudno uwierzyć, że cztery "obce" są jednak sobie bliskie, a po drugie, że było naprawdę super i wracałam z powrotem w pociągu i szczerzyłam się jak głupi do sera. Aż dziw bierze, że facet z siedzenia na przeciwko nie poprosił kierownika pociągu coby się mną zajął... wiecie... kaftan, albo chociaż kajdanki ;) klikacie
i tu: 

PS 1
Dziewczyny, dzięki!!!
PS 2
Amishko, następnym razem koniecznie bliżej Ciebie!

34 komentarze:

  1. to teraz ja się szczerzę jak głupi do sera ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja co sobie przypomnę, to suszę zęby :)

      Usuń
  2. i ja
    i ja!

    A o tych tablicach musiałaś??? musiałaś??
    ach Ty :))))

    ktoś tu o braku weny pisał...
    Mysiu, kładziesz mnie zawsze na kolana
    Pięknie!
    Czytam i czuję jakbym była tam z Wami na miejscu ;p

    dzięki Kochana
    było super!

    PS. Mrugam Ci oćkiem o spojrzeniu miliona dolców - to mnie tez rozłożyło na łopaty, i ten głos... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam o tablicach, bo to jest arcy ważne :) Normalnie powaliłaś mnie na łopatki... w ogóle tym liczeniem Twoim. Zresztą po minie nas wszystkich można było wywnioskowac, że kopary z ziemi zbieramy :)

      Ej no weź z tą weną. Ja to chciałam jakoś tak ładnie... a wyszło jak zwykle :)

      Odmruguję.... ech te Twoje oczęta :)

      Usuń
  3. Zazdroszcze;)
    Ale widać spotkanie naprawde super;)
    To biegnę czytać do nastepnej;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biegnij, biegnij :)
      Potwierdzam, że spotkanie super :)

      Usuń
  4. I się poryczałam. Jak małolata. Bo my to chyba nigdy tak...oj...:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nigdy? Krokodylku, następnym razem dołączasz do nas! :-D

      Usuń
    2. A wiesz, że sobie o Tobie pomyślałam jak wsiadałam do pociągu, bo akurat jechał prosto do Twojej metropolii :)
      I tak pomyślałam, że szkoda, że nie w drugą on stronę cobyś i ty mogła dołączyć.
      Co się odwlecze to nie uciecze Krokodylku :)

      Usuń
    3. No ja myślę! Teraz mi się szykuje tydzień wolnego...Gutek niani nie potrzebuje?:D

      Usuń
    4. Nie wiem jak Gutek, ale ja niani potrzebuję :) U nas goście od tygodnia i ledwo zipię. Non stop smażę, gotuję, piekę, kroję, siekam, mieszam i tak w kółko... nakrywam do stołu i zgarniam z niego... już mi się nie chce. Pomoc by się przydała :)

      Usuń
    5. To ja już załatwiam jakiś teleport!!!:)

      Usuń
  5. Wiedziałam, że te białe, czy też lekko kremowe (na zdjęciu trudno poznać klor - coś jak ecru-mix-szary-krem) balerinki są twoje :))


    SUPER, ze wam się takie spotkanie udało:)

    Ja wyrosłam .... bo ile podobnych spotkań przeszłam to już historia. Mam znajomych w całej Polsce - takich, ze do rany przyłóż i takich kompletnych świrów też :))

    Uściski :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ecru-mix-szary-krem przyznaję, że moje :)
      Białe miałam tylko raz w życiu na sobie i wystarczy :)

      Spotkanie super że się udało i super się udało :)

      Ja poznałam przez internet tylko dwie osoby wcześniej (tak osobiście, face to face;) i to byli faceci. I na żywo nie zaiskrzyło :)
      Z dziewczynami akurat super było i pierwszy raz w życiu tak miałam, żeby z kimś, kogo widzę po raz pierwszy w życiu bez skrępowania gadać jak ze starą kumpelą. Posty i @ robią swoje :)

      Usuń
  6. Hahaha! Przysięgam, że nie czytałam wcześniej!
    A tak czułam, że jak napiszemy o sobie, że właśnie o tym śmiechu Kobiety wspomnimy i o tej głowie do liczenia Lilijki. Ale że jej głos obie zauważyłyśmy to już jestem pod wrażeniem! :-))))

    Kurcze, jak to się fajnie czyta, jakby się znów tam było. :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo kurcze o czym miałyśmy pisać? :) Dobrze, że chociaż Kobieta i Lilijka napisały coś innego hihi :)

      A wystarczyło, żeby niektóre nasze teksty któraś wzięła i spisała, a potem przytoczyła :) Najlepiej pod koniec jak nam się głupawka udzieliła :)

      Koniecznie musimy powtórzyć!

      Usuń
  7. No i jeszcze zapomniałam wspomnieć, że trochę Mysiu ubarwiłaś tą moją skromną osóbkę, no! Jacy cudzoziemcy! Normalnie się właśnie zawstydziłam.... Aż mi rumieniec wyskoczył!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumienić przypudruj, nic się nie wstydź i nie bądź taka skromna! :)
      Śliczności moja.
      patrz, a ja bym chciała wyglądać jak Ty. Całościowo! :D

      Usuń
  8. Ja się tylko uśmiecham w zaciszu na ten post ... Liczę na spełnienie PS 2 :). A Ty to faktycznie - zawsze tak napiszesz, że nie sposób się nie uśmiechać. NIE SPOSÓB!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bardzo liczę na PS 2 :-)
      Myślę, że jak bardzo będziemy chciały to nam się uda :)

      Usuń
  9. Nie jestem pewna czy weny Ci brak, bo śmiałam się do tego opisu, choć przed Tobą czytałam o spotkaniu u Twoich psiapsiół blogowych:) Super spotkanie miałyście!A po jakiego grzyba Ty te szpilki w torebce nosiłaś??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, super się spotkanie udało.
      Aaaaaa, z tymi szpilkami to było tak, że planowałyśmy, że zrobimy jedno zdjęcie nas wszystkich od tyłu i każemy Wam zgadywać, która to która. Stwierdziłam, że jak nie ubiorę szpilek, to będę najmniejsza i wszyscy od razu będą wiedzieć, że ja to ja :) Ale okazało się, że tamte dziewczyny też wzrostem nie grzeszą :)

      Usuń
  10. Trafiłam już na post o Waszym spotkaniu u Julitki i niestety musze się powtórzyć,że zazdroszcze!Ja też się przekonałam,że znajomość z bloga można przenieść do "prawdziwego" życia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to jest bardzo dziwne dla mnie, że takie internetowe znajomości mogą być nieraz bardziej udane niż relacje na żywo z niektórymi :)

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Tak po prawdzie to obecnie sama sobie zazdroszczę i czekam na następne! :)

      Usuń
  12. A ja zawędrowałam tu od Julity i teraz pędzę dalej, zeby jeszcze kolejny raz poczytać o Waszym spotkaniu:-) Ha, fajnie się to czyta w róznych wersjach:-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witam w swoich progach :)
      No, ale z Julitką to się tak zgrałam w opisie pozostałych uczestniczek, że już lepiej być nie mogło :)

      Usuń
  13. Eno, ja też tak chcę! Chyba zacznę szukać blogowiczek z Wielkopolski. :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy ościenne województwo :) Nas było cztery, a trzy województwa się spotkały :)

      Usuń
  14. Mmm, Kraków - moje miasto rodzinne. Tęsknię za nim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje nie rodzinne, ale przez każdą komórkę ciała ukochane miasto :) Też tęsknię :)
      PS. Witam w moich skromnych progach :)

      Usuń
  15. az sie cieplo robi na duszy jak sie czyta :) zazdroszcze, tak bardzo pozytywnie i ciesze sie, ze sie wam udalo. i zaraz poleze dalej pozagladac co pozostale naskrobaly:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się bardzo cieszę, że nam się udało, bo nie wierzyłam, ze to jest możliwe :)
      Fajnie było :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...