Jak wyjechaliśmy w niedzielę przed południem tak wróciliśmy dopiero wczoraj.
Najpierw
obiad u moich rodziców, potem do babci mojej kochanej... potem wpadliśmy w sumie tylko spakować torbę i przespać się, bo w poniedziałek sruu
w świętokrzyskie do teściów. I było nawet fajnie.
To nie są ćwiczenia.
Naprawdę było fajnie.
Trochę
mi teściowa zalazła za skórę na koniec, bo znowu soliła głupoty do
dziecka, ale staram się o tym nie myśleć i nie zacierać dobrego wrażenia
;)
Powiem Wam w sekrecie, że mam jedno takie małe marzenie, ażeby się zważyć.
Przez ostatnie trzy dni dzielnie pracowałam przy stole, coby sobie przysposobić ze dwa dodatkowe kilogramy.
No i nie wiem.
Nie mam wagi.
Ważyłam się specjalnie tydzień temu u rodziców i jutro znowu muszę do
nich śmignąć, żeby sprawdzić. A nuż, widelec, łyżka jakiś dodatkowy
kilogram się mi zalągł. Trzymać no kciuki proszę. Bo u mnie wszelkie
zmiany in plus mile widziane.
Poza tym co?
Zapomniałam sobie w Wielkanoc o spódnicy.
No co?
Każdemu się może zdarzyć, prawda?
Wzięłam i włożyłam wszystko - rajstopy, bluzkę, drugą bluzkę, płaszcz zimowy, kozaki (wiem,
że kwiecień, ale 2
stopnie i śnieg, przede mną szła gorąca rodzinka z siedmiolatką w
cienkich rajstopkach, baletkach, cieniuśkiej kurteczce i raz że ją wiatr
mało nie porwał, a dwa to jej się te prawie gołe nózie telepały
strasznie), no czułam, że mi się ta kurtka strasznie ślizga po
tyłku, ale jeszcze nie zajarzyłam, tak?
I zasuwam drugiego kozaka, nie? Zasuwam... i zerkam jeszcze kątem oka (z
medycznego punktu widzenia nie posiadam kąta oka, wiem, ale zerkam) i widzę, że spódnica wisi na krześle i myślę sobie...
skoro ona jest tam, to co ja mam na tyłku?
No i tego...
W kościele dziki tłum i gorąco straszne.
Jakbym się tak przed księdzem rozsunęła, to by były dopiero jaja, co?
Picusia-damusia w samych rajtkach.
Skoro już przy jajach jesteśmy.
Siedzimy u teściów... wiecie... tona jedzenia na stole, kupa ludzi, śmiechy i:
Teść: o matko, schyliłem się i mi mało portki nie strzeliły... by było dopiero...
Ja: noooo... to by były dopiero jaja!
Upss ;)
Wiecie co?
Dziecko mi się zmienia.
No
widzę po jego zachowaniu, że jakiś takiś wstydliwy się zrobił. Zobaczy
babcię - wstydzi się, zobaczy kuzynkę - wstydzi się. Tak dziwnie. Cieszy
się jak dziki osioł, a jednocześnie się chowa za mnie.
Ale to tylko do czasu... bo potem zaczyna gadać. I gada. I gada. I gada.
Non stop i bez przerwy.
Ja: dobra Gutek, wstajemy - zrywam się z łóżka
G: ubieramy się?
Ja: tak. masz tutaj majtusie, spodnie, bluzeczkę - wykładam po kolei dziecku ciuchy na łóżko - te są twoje a tu moje
G: a jak będzie ciepło, to założyś sukieneczkę - dziecko troszczy się o kobieca stronę swej rodzicielki
Ja: co, lubisz jak mama chodzi w spódnicy albo sukience?
G: no...- zawstydza się chwilowo dziecko, po czym nie dając wyprowadzić się z równowagi, zaskakuje mnie pytaniem
G: a gdzie masz rękawiczki na cycusie?
Ja: yyyy, jakie rękawiczki?
G: takie co się na cycusie zakłada
Chwila konsternacji
Ja: chodzi ci o to? - i pokazuję dziecku stanik
G: tak
Macie dziewczyny dzisiaj rękawiczki na cycusiach? Macie?
Dobra, kurczaki moje kochane.
W następnym poście zabawa - będę się uzewnętrzniać co mnie kręci w facetach :)
Tymczasem
lecę sobie jakąś kawę siekierę zapodać, bo po długiej nieobecności stolarz ma przyjechać... a mam mu dużo
do powiedzenia :)
No.
Rękawicki na cycusie... Dooobre :D
OdpowiedzUsuńU nas obowiązywał cycnik. Mały jeszcze nic nie wymyślił. Poczekamy :))
Święta wesołe. Szkoda jednak, że tym kątem oka, którego nie masz, zauważyłaś tą spódnicę... Dopiero wesoło byłoby :)))
Cycnik też fajny :)
UsuńJa miałam taką babkę od angielskiego - amerykankę i pytała nas o sklep bieliźniarski, bo chciała sobie kupić biustonosz i nauczyliśmy ją "cyckonosz" i poszła do sklepu i prosiła o cyckonosz :)
No z tą spódnicą to spoko... jak nie w kościele, to potem u rodziców i u babci byłoby na czym oko zawiesić :)
Tak, tak jak byś spódnicy nie zauważyła to byłoby jeszcze weselej;)
OdpowiedzUsuńA rekawiczki na cycusie super;)
Zależy dla kogo to weselej :)
UsuńGutek już wie, że to nie rękawiczki, ale chyba jeszcze nazwy "stanik" czy "biustonosz" nie przyswoił :)
o jak się obśmiałam :D:D dzięki Myso!!! czekam na next post :))
OdpowiedzUsuńCzekaj, czekaj... bo i tak cię nie ominie ta zabawa, no chyba, że się już podjęłaś, a ja przegapiłam ;)
Usuń:-)))
OdpowiedzUsuńJak zwykle poprawiłaś mi humorek. :-D
Ale miałaś wesoło, no. Ale żeby tak spódnicy... zapomnieć? Co Ty kochana zakochałaś się czy co? ;-P
Melduję posłusznie, że rękawiczki na cycusiach mam. Na każdym po jednej rękawiczce. Tak jak trzeba. :-D
tiaaa. zakochałam... we Flaku chyba.... spokojnie filmu nie mogę obejrzeć, bo co gościa pokazują w TV, to M się na mnie gapi czy go widzę :)
UsuńJest 20:38, melduję, ze rękawiczki z cycusiów najwyższa pora zdjąć :)
Rany Mysko, jakby to było możliwe to dałabym Ci z pięć kilo gratis i byłoby ok.
OdpowiedzUsuńTeściowe mają to do siebie, że lubią się wtykać niepytane w wychowywanie dzieci... po długim zastanowieniu dodaję, że nie tylko teściowe. ;)
A płaszczyk miał z tyłu rozcięcie? ;)))
Maryanko, gdyby to było możliwe, to ważyłabym z milion kilo, bo większość znanych mi ludzi chce mi coś oddać :) Ale ja i tak z ochotą wiele przygarnę :)
UsuńPłaszczyk bez rozcięcia :) uffff :)
Cóz, Mysko droga, ja w tym roku zapomniałam,że jest Wielkanoc. Znaczy, w Niedziele Palmową pomyslałam, szczerze zadziwiona "Ale czemu Niedziela Palmowa jest dwa tygodnie przed Wielkanocą, skoro zawsze była tydzień?". We wtorek sie zorientowałam... W obliczu czegoś takiego, cóż jest zapomnieć spódnicę zalożyć, pikuś normalnie...
OdpowiedzUsuńW tych okolicznościach to ja pass Anutku:) Co tam spódnica! :) Ale faktycznie, co ta Niedziela Palmowa sobie wyobraża, żeby tak skakać po kalendarzu? :)
Usuńhi hi hi, ja muszę z duma powiedzieć, że właśnie wydobyłam z czeluści szafy o rozmiar większe rękawiczki na cycusie ;-D
OdpowiedzUsuńa tutaj jak coś u mnie jest na plus to taka dzika radośc jak u Ciebie z ekstra kilograma :-)
pozdrawiam poświątecznie kobieto bez kiecki!
Szczęściara z Ciebie :) Nie dość, ze rękawiczki większe, to jeszcze dodatkowe kilogramy! :) Mój gin zawsze się ze mnie śmiał, że jestem jedyną jego pacjentką, która się cieszy że tyje :)
UsuńBuźka!