13 kwi 2012

KURKA WODNA I ZABAWA

Kurka wodna.
Wszystko pięknie, fajnie, ale są tacy, którzy w święta nawiedzają innych z dwójką chorych dzieci (jedno angina, drugie zapalenie krtani). Ok, niby po drodze od lekarza, ale jednak. Odwiedzają dom pełen innych ludzi w tym dwójki innych dzieci.
To nic, że ja bym wstąpiła co najwyżej do apteki, bo a)dziecko osłabione b) po co rozsiewać i zarażać innych. To nic. Ja to ja. Zawsze kurna staram się, żeby innym było dobrze.
Ale to ostatni raz dałam się tak w bambuko zrobić, słowo harcerza (bo ten nie był pierwszy).
Przy następnym podejściu, gdy beztroski brat mojego męża przyjedzie z chorymi dziećmi, to solennie obiecuję wziąć swoje dziecko za fraki i wyjść z domu. I niech się teściowa krzywo patrzy i niech mi dupę obrobi zanim jeszcze zdążę zamknąć drzwi za sobą.
Wsio mi ryba.
W nocy Gutek dostał takiej gorączki, że senkju. Bez kataru, bez kaszlu, a grzeje jak piec martenowski.
I nie wiem, czekam na rozwój wydarzeń.


Żeby było weselej. Mam zorganizować dzisiaj grilla - mąż mi to wczoraj załatwił :). Oj tam, sami swoi i do tego tylko kilka osób, ale jednak. Dla niektórych kiełbasa, dla innych ryba, jakąś lekką sałatkę pasuje zapodać. A w lodówce światło, marchewka i powidło śliwkowe. Zdaje się, że i zakupy mąż mi będzie musiał załatwić...jakoś...zdalnie...z pracy...

Dobra, ponarzekałam sobie, to teraz czas na relaksik

Zasady zabawy:
  1. Wstaw logo zabawy.
  2. Napisz kto Cię otagował.
  3. Wytypuj 5 innych bloggerów do zabawy.
  4. Wybierz 3 rzeczy lub sytuacje, które powodują, że Mężczyzna rozpala Twoje zmysły :) 
  5. Możesz dodać zdjęcia i piosenkę.
Ad.1. 


Ad.2. 
Otagowana by Julitka (tju). Dzięki laska! :)

Ad.3. 
Linka, Maryanka, Kobieta z drugiej strony lustra, Amelia, MamaTygryska - bez przymuszania ofkors.

Ad.4.
Ludzie kochani... tak mało tych punktów, jak ja mam się zmieścić?
Jest cała masa męskich zachowań, cech i sytuacji z mężczyznami związanymi, które mnie kręcą :)  
No więc co? Na początku skupię się może na powierzchowności, bo jak bym się tak zaczęła wgłębiać w charakter to do przyszłej Wielkanocy czytalibyście tylko o tym :)
Dobra. To piernikiem.
1. Po pierwsze kochane bąki, to zarost.
W sensie, że uwielbiam.
Mam koleżanki, które wciąż powtarzają swoim mężom "ogoliłbyś się", ja - wręcz przeciwnie. Zawsze na pytanie M: myślisz, że muszę się golić? odpowiadam: a tam!  
Nieważne czy trafia się okazja czy nie, mój mąż nie musi się golić.
M ma brodę, ale boki sobie goli (czasem)... a ja najbardziej właśnie lubię, jak jest taki utyrany, brudny i zarośnięty... wrrr :)
Proszę się nie dziwić, jestem tą cechą niejako obciążona rodzinnie. Mój ojciec ma brodę (nie pamiętam go bez... a widziałam na zdjęciach, że kiedyś jej nie miał), ukochany wujcio (wariatuńcio) też ma brodę - i to jaką?! Po pas niemal! I nie, że jakiś menel z niego, bo inteligencji, pogody ducha i warunków finansowych mogłaby mu tutaj zdecydowana większość pozazdrościć, ze mną na czele...
Także sami widzicie. Ja po prostu jak się za młodu napatrzyłam na brodaczy tak już mi to zostało :)

I zawsze, ale to zawsze zwrócę uwagę na faceta zarośniętego niż takiego całkiem ogolonego... nieważne który przystojnieszy ;)
Zarost kręci mnie :)

2. Kręci mnie dojrzałość. 
Żarty żartami kochani... ale nie zniosłabym gdyby stał przy mnie mężczyzna, który nie potrafi się zachować w danej sytuacji, który nie potrafi podjąć konkretnej decyzji, tylko w kółko się miga czy żartuje. Jest taki typ facetów - wieczni chłopcy... to nie dla mnie.
Ja sama jestem trochę jak dziecko i choć może nie, że dziecinna, to czasem błądzę jak dziecko i muszę czuć koło siebie mężczyznę dojrzałego, który pchnie mnie w danym kierunku i ustawi do pionu.  
Ja potrzebuję poczucia bezpieczeństwa, którą daje mi dojrzałość. A gdy czuję się bezpieczna to się nakręcam :)
To samo z wyglądem. Mężczyźni - tak, chłopcy - nigdy.
Spokojnie mogłabym się związać z dużo starszym od siebie mężczyzną, z młodszym miałabym problem.
(proszę tej cechy nie mylić z brakiem poczucia humoru - to dla mnie dwie odrębne sprawy;)

3. Kręci mnie pewna taka niedostępność.
Pewnie każda z Was spotkała się z typem upierdliwca, który męczy swoją nachalnością, który wydzwania milion razy dziennie, a kiedy nie odbieracie bo macie dość, on dzwoni pierdyliard razy. 
Ja miałam jakiegoś takiego dziwnego pecha do tego typu chłopaków w szkole i na studiach... łojjjj :-/ 
Noł, noł, noł.
Fajny jest taki dreszczyk niepewności z początku i bardzo sobie cenię, gdy facet potrafi takie wrażenia sensownie dozować. 

Ad.5. 
Nie mam pomysłu na punkt piąty, czyli "możesz dodać zdjęcie lub piosenkę", dlatego Wam jeszcze powiem w sekrecie, że kręci mnie mój kark :) To tak w związku z facetami... a nie, ze stoję godzinami przed lustrem i się gapię na niego :)
Tak, tak.... na wiele jestem w stanie się uodpornić, ale jak M zabiera się za mój kark to po mnie, żadna siła mnie nie zatrzyma ;) A jak mi jeszcze jedzie fahrenheitem (perfium taki) to kaplica :)

14 komentarzy:

  1. Co do chorych dzieci, to ja się obawiam, że szybciej drzwi bym przed nosem zamkła takim rodzicom, pukając się w czoło i sugerując ciepły kocyk niż wizyty... Ale ja to ja... Teściowa najmniej by mnie przy tym interesowała.
    Bo dziecko zabierzesz, ale zarazki po nich i tak będą na Was po powrocie czekały...

    A co do facetów, to już się bałam, że będę musiała całego posta poprawiać, bo zaczęło się podobnie jak u mnie :)
    Ja już też mam gotowy :)
    Ahhh ten zarost :p
    I niedostępność... A ja lubię wyzwania, zdecydowanie bardziej niż gotowy "produkt" na tacy podany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko masz rację z tymi zarazkami, że one tak czy siak zostaną... ale kurcze no - drzwi należały do teściowej, a nie do mnie :) Bo jak pojechaliśmy w święta do teściów(3 dni) i wróciliśmy z kościoła to oni już tam byli. I jak usłyszałam, że dzieci chore to osłabłam, bo oni nigdy nie uprzedzają o tym. Nieraz jechaliśmy do teściów i dzwoniliśmy do brata, czy możemy wpaść (mieszkają nieopodal teściów), i jak byli w domu to zapraszali, ale nigdy nie uprzedzali o tym, że dzieciom smarki po kolana wiszą. Gutek ze dwa razy kończył katarem po spotkaniu z nimi... ale gorączką po raz pierwszy. I się zwyczajnie wpieniłam wczoraj na maksa. Kurde, jak się ma chore dzieci to się siedzi w domu, a nie jeździ w gości. Na drugi dzień też przyjechali do teściów grrrr.
      Wiem, że jakbym wyszła z dzieckiem to by na mnie krzywo wszyscy patrzyli i tak zawsze za dziwoląga robię... ale trudno, następnym razem wahać się nie będę.

      To dawaj posta :)O, z tymi wyzwaniami to bardzo ładnie napisałaś :)

      Usuń
  2. no i.. mnieś wkopłaś, już miałam nadzieję, że ta akurat przyjemność mnie ominie ;P No cóż, napisze o tym moim chłopie który mnie wciąż kręci... ale ja już nie będę dalej nominować dobraa? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aj tam, wkopałaś od razu :)
      Zabawa fajna... szybko coś wymyślisz :)
      No dobraaa... nie musisz nominować :)

      Usuń
  3. No to mogę się w zasadzie podpisać pod Twoimi punktami, szczególnie z tą niedostępnością. Zawsze mnie to kręciło! A Tygrys na początku był tak niedostępny, że prawie zakazany, a zobacz jak skończył. ;-P
    I zarost też uwielbiam, ale taki nie że długa broda, tylko bardziej taki kilkudniowy zarost. O mateczko, jakie to męskie!!! I też jestem z tych żon, które nie mają nic przeciwko, jeśli mąż się nie ogoli. ;-)

    Daj znać, co wyszło z marchewek, światła i powideł. ;-D
    I miłego grilla!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, mój M też był taki niedostępny z początku i to takie fajne, nie? Dreszczyk taki :)
      Kilkudniowy zarost...mrrr... najlepszy! :) Dzisiaj mi właśnie taki łazi po domu, czuję, że to będzie fajnie dzień :)

      No widzisz... grill się odbył i nawet zdążyłam coś kupić poza marchewkę, światło i powidło :)

      Usuń
  4. Mysko, przeczytałam "Po pierwsze kochane bąki" i zamarłam :)))))
    A te bąki to do nas było :) Się doczytałam dalej :)) Że po pierwsze to zarost :)

    Buziaki

    Ps.
    W sumie to szkoda, żeś się przed księdzem bez spódnicy nie zaprezentowała. Z pewnością byłoby wesoło ::))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Że bąki niby lubię?? haha, fajne to! :))))

      No z tą spódnicą to byłoby wesoło dla wszystkich... prócz mnie :)))

      Usuń
  5. wiesz co, moze to zabrzmi okrutnie ale powinnas w takim momencie zamknac chodzacej bombie zarazkowej, drzwi przed nosem. Odpowiedzialny czlowiek, ktory sie przejmuje losem innych nie lazi i nie rozsiewa chorob po rodzinie !!!!! Heh, zdenerwowalam sie az :D Trzymaj sie i zdrowiej nam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okrutnie, ale mądrze. Tak powinno być, ja się powinnam odseparować z dzieckiem i już.
      Najpierw nie byłam u siebie więc nie mogłam zamknąć drzwi, żeby dziecko uniknęło zarażenia... a teraz ten grill.
      Tylko różnica polega na tym, że moi goście byli dorośli i zostali uprzedzeni o tym, że dziecko chore... i udało nawet się tak zrobić, że nikt nie miał kontaktu z Gutkiem... bo wszyscy siedzieli na dworze, a dziecko w domu spało...więc może dalej już nie pójdzie. Mam nadzieję...
      Pozdrowionka!

      Usuń
  6. ooo to moja zabawa!! super ze zechciałaś wziąć w niej udział :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poważnie Twoja???
      To gratulacje, bo to moja ulubiona zabawa :)

      Usuń
  7. Yyyyyy...moje dzieci mają po 8 i 6 lat i uwierz, że przez ten cały czas jak któraś była chora, to ani ja nigdzie z nimi nie szłam, ani do nas nie pozwalałam przyjść komuś z dzieckiem. Czasem było tak, że bylismy umówieni ze znajomymi, a nagle któraś gorączkę dostała to tak na wszelki wypadek odwoływałam kawkę, a tutaj proszzz...angina i odwiedziny. Jestem w lekkim ( no dobra, dużym) szoku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ina i to jest prawdziwie odpowiedzialna postawa! :)
      bardzo mądrze!
      Dorosły to jeszcze zrozumie, wie jak ma ograniczyć ewentualne zarażenie i ostrzeżony styka się z chorym na własną odpowiedzialność, a dzieci...?
      pozdrawiam!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...