16 kwi 2012

TAK LICZĘ....

... ile w tym miesiącu pójdzie nam kasy na lekarzy.
I chce mi się wyć.
Rachunek za:
a)  pediatrę (bo w sobotę (darmowo) jedynie oddział dziecięcy miejscowego szpitala, gdzie pneumokoki, meningokoki i inne rotawirusy są wielkości marchewek, skaczą i śmieją się człowiekowi w twarz, także sami rozumiecie: 503 XXX XXX
- dzień dobry, tu myska, przyjmie nas pani dzisiaj? Błagam
- pewnie, o 11:20 być może?
- być może, a nawet może być)
 b) leki
rozumiem, że mogę przesłać do brata męża, bo stówka piechotą nie chodzi, tak?
Niemniej jednak Pani doktor kazała się wstrzymać i obserować jeszcze przez dobę dziecko, w razie czego dała receptę na antybiotyk… którego zresztą nie wykupiliśmy, bo inne leki zdaje się, że zadziałały i wczoraj już było lepiej.
Uff…
Niejako miód na moje serce, bo założyłam sobie, że póki Gutek do przedszkola regularnie nie uczęszcza, to antybiotyków łykać nie będzie musiał. 
No i jakoś nam się udawało do tej pory. 
Przez piątek i sobotę obawiałam się, że się dziada nie uniknie, bo większość czasu dziecko spało rozpalone z krótkimi przerwami na płacz, więc sami rozumiecie… chciałam wszystkich pozabijać (wszystkich - z naciskiem na rodzinę męża)
W niedzielę jednak widać już było zdecydowaną poprawę, Gutek wstał jak skowronek i zaczął nadrabiać gadanie… w końcu przez dwa dni milczał.
No i jeść zaczął. Bo też właściwie nie jadł przez dwa dni. Z apetytem wsunął ojcowski rosół (sorry, ale w niedzielę to M zakłada fartuszek ;) i bawił się już normalnie.
Także uff.
Jest dobrze.
O tyle o ile.
Spałam 4 godziny, bo dzisiaj w nocy z kolei nóżka bolała, a nad ranem Gutek nam się perfekcyjnie zsikał na kołdrę, a potem na tę samą kołdrę zaliczyło mu się coś grubszego, a właściwie nie grubszego, bo go przeczyściło i nie zdążył na kibelek.
Świetnie. 
Nawet przy odpieluchowywaniu takich cyrków nie zaliczyłam.
Zdaje się, ze z okazji nóżki ponownie ortopedę musimy nawiedzić. Ole!
- 30 kwietnia proszę panią na godzinę 16:20. Wizyta jedyne 120zł
Jedyne. Bo jeśli na NFZ to:
- proszę panią, najbliższy termin do dohtóra ….skiego 23 stycznia o 9 rano, zapisać?
Zaraz, przecież kwiecień mamy.
- ale styczeń już był – odpowiadam więc tępo
- tak, ale mówimy o styczniu 2013.
- aha.

Spoko.
Tralala, huzi bobo, motyla noga, niech to dunder świśnie i kurka wodna w jednym.
Hop bęc.

Ale, ale, żeby nie było.
Machnęłam całą Chmielewską i wzięłam się za Zafona, co przy zdrowym (czyt. żywiołowym) Gutku robi się nieco utrudnione i tę samą ilość robię w 2 tygodnie :)
Dobra, pralka mi pika, lecę rozwiesić obsikaną i obkupkowaną (coby się nie wyrażać;) pościel.
Joł.
Z pozdrowieniami.
Mysa

PS. Jajnik mi nawala. Także może jeszcze gin dojdzie.
Joł.

21 komentarzy:

  1. Dobrze, że Gutek czuje się lepiej. I że obyło się bez antybiotyku jednak. Ja też staram się go unikać jak ognia...
    Jak ognia unikam też przychodni i cieszę się bardzo, że na razie mogę... Już nie będę nawet komentować tych kolejek, bo się wkurze...

    Co Zafona czytasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko, oby jak najdłużej bez antybiotyków i przychodni. Ja ostatnio przychodnię odwiedzałam, gdy szczepiliśmy Gutka - właściwie tylko wtedy. Mam uraz :)
      A Zafona teraz "Pałac Północy" przerabiam - wczoraj machnęłam połowę i dzisiaj miałam sobie dokończyć, ale póki co ani strony nie przeczytałam więc nie wiem :)

      Usuń
    2. Lubie Zafona, tego nie czytałam akurat.

      Co szczepiliście? My nic nie mamy chyba teraz... Jakieś dodatkowe złapaliście? Albo ja jakieś przespałam :)

      Usuń
    3. Ja też lubię Zafona: troszkę grozy, baśni i tajemnicy... i mimo, że raczej wolę powieści obyczajowe to Zafona łykam po kolei każdą książkę :)

      Teraz nic nie szczepiliśmy :) Ostatni raz chyba z rok temu - pneumokoki.
      Teraz zastanawiam się nad meningo, czy przed przedszkolem nie przydałoby się... ale nie wiem. A wy? Szczepiliście na pneumo albo meningo?

      Usuń
    4. Widzę, że gusta mamy podobne, co do książek :)
      I nie tylko ;p

      Pneumo szczepiliśmy od razu, jak się tylko urodził. O meningo jeszcze nie myślałam, Mikołaj dostał dawkę 2 lata temu.
      Może rzeczywiście przed przedszkolem trzeba byłoby się blizej temu przyjrzeć

      Usuń
  2. Joł Myso ;) Dobrze, ze Gutek ocalony, co tam kołdra... Jula w zeszłym roku zaliczyła cały antybiotykowy zestaw. w tym już lekko tfu tfuuuu odpuściło cholerstwo wierzę, że się uodparnia (OBY). Przepychanki w przychodni to "niesamowita frajda - też je uwielbiam" ;) a w aptece mamy już kartę stałego klienta :)) Zdrówka życzę, kocham książki Chmielewskiej :)) Joooł ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Joł Kobieto! :)
      No, Twoja Jula jest zdecydowanie bardziej narażona bo chodzi do przedszkola... ale w naszym przypadku to byłby trochę obciach :) Dobrze, że w tym roku jakoś się miga dziewczyna od antybiotyków... tfu tfu.

      Ja też kocham książki Chmielewskiej. Widziałam na lubimyczytać, że coś tam właśnie sobie podczytujesz i I.Sowę też widziałam (malinę), ją też uwielbiam! Owocową serię (jagodę, malinę i wiśnię) czytałam chyba ze 20 razy :)
      Joł :)

      Usuń
  3. Dobrze, że Gutek już zdrowy i sprawny, a przynajmniej takiego przypomina. A dodatkami na kołderce nie ma się co przejmować, bez tego było by nudno, nie miałabyś nam co opowiadać :)
    Pamiętam jak ja miałem kiedyś taką akcję jelitówki, kiedy jako jedyny ocalałem od zarażenia. Z miskami, ręcznikami i odświeżaczem powietrza latałem pomiędzy dwójką rozpłakanych dzieciaczków (moim i jej) i krzyczącą byłą Lubą. Na szczęście (lub i nieszczęście) mieli przerwy w krzyku i płaczu na wydalanie górnymi i dolnymi partiami. Jednak długo nie zapomnę tych dwóch nocy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O kurcze Admino, to miałeś jazdę... strasznie "niesmaczny" typ wirusa. My to przechodziliśmy jak urodziłam Gutka i wróciłam z nim ze szpitala, na szczęście tylko ja i M i tylko dolnym otworem, dziecko jakoś ominęło - wtedy też przez rodzinę zostaliśmy zarażeni :-/
      Ale stary to sobie zawsze jakoś wytłumaczy... najgorzej jak dzieci chorują...
      Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Tak... póki co Zafona bardzo lubię... boję się jednak, ze zrobi się wokół niego taki kult, jak kiedyś wokół Coelho i znowu będę musiała się zbuntować :)

      Usuń
  5. Na temat chorób i wizyt w przychodni mogłabym pisać drugiego bloga. Mam podobnie jak Ty, Mysko kochana, ci, którzy zarażają mojego syna są moimi wrogami.Hołk!

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też mam w tym tygodniu niezłą jazdę z kasą na darmową przecież służbę zdrowia - dzisiaj USG połówkowe 250zł, jutro Zu i laryngolog - około 100zł myślę plus lekarstwa, w środę dentysta ja i Skarb - około 300zł, za tydzień badania i gin - 100zł... żyć nie umierać...
    i po kiego grzyba mi tyle odciągają z wypłaty na składki zdrowotne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Olu, co miesiąc buli się niemałą kasę na składki, a i tak wszędzie prywatnie trzeba chodzić...
      Tylko współczuć tym poważnie chorym, gdzie czas odgrywa znaczącą rolę.

      USG połówkowe 250zł???? Fuck...
      U nas niby w cenie wizyty (100), ale co miesiąc ta stówka na gina szła - bo oczywiście też prywatnie.
      Dobrze, że chociaż mam ciotkę dentystkę i za free chodzimy. Niby pasuje się jakoś odwdzięczyć po leczeniu i coś kupić (choćby kwiaty;), ale wychodzi zdecydowanie taniej :)

      Usuń
  7. O! U ciebie i Lilijka i Kobieta z drugiej strony lustra ... fajne, równe babeczki ... znaczy się, że z ciebie też musi być fajna babeczka. Dzień dobry. Będę wpadać i podglądać :). Trzymam kciuki za hodowlę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No babeczki to faktycznie mi się fajne trafiły :) To one mnie tym chlebem zaraziły, bo tak to bym pewnie odwagi nie miała.
      Żyjątka dzisiaj nastawiłam i się preparują pod folią (czepka kąpielowego nie znalazłam;) - kciuki do niedzieli widzę zaciśnięte ;)

      Usuń
  8. Oj Mysiu... No to niezłe wydatki Cię czekają.. :-/
    Masakra z tą naszą nieszczęsną służbą zdrowia. też się czasem zastanawiam, po co my te składki płacimy, skoro i tak wszędzie cały czas chodzimy prywatnie, bo inaczej się nie da. Ty wiesz, że odkąd wróciłam, a będzie zaraz 3 lata, to ani razu nie byłam państwowo?
    Z tym styczniem 2013 to nieźle pojechali...

    Zafona czytałam tylko "Cień wiatru" ale książka była rewelacyjna, więc mam zamiar i inne przeczytać. To samo z Chmielewską. Na razie jestem przy Irvingu. Uwielbiam jego poczucie humoru! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaa, zapomniałam, że jeszcze jutro mi się trafia lekarz i M był dzisiaj zmienić opony i musimy kupić nowe i zreperować kilka rzeczy w aucie, także fanie jest :D
      No, a nasza służba zdrowia to działa po prostu cudownie :)

      Jak czytałaś Cień wiatru, to sobie machnij jeszcze Grę Anioła, bo sa powiązane ze sobą :)
      Irving - super... w niektóre jego książki nie mogłam się wbić i czułam jakąś barierę, ale po przekroczeniu faktycznie super. Też uwielbiam jego poczucie humoru :) Gdzieś mi tam na strychu zalega Syn Cyrku, będę musiała się wdrapać i odszukać, bo nie czytałam... strasznie gruba, zajmie mi rok albo i lepiej :)

      Usuń
  9. Myska,troche zla jestem na Ciebie,bo czytając Twój post uświadomiłam sobie jakie mnie czekają wydatki w najbliższych dniach....Żartuje oczywiście,ale bólem jestem blisko Ciebie.Też mnie szlag trafia jak się okazuje że w wypłaty potrącają 1/3 dochodów min na fundusz zdrowotny,który niczego nie pokrywa!!!Wiadomo,że zdrowie najważniejsze,ale za co je utrzymac w dobrym stanie jak się zarabia najniższą krajową albo nawet tyle nie?Ech...nerwa dostałam,ide się powyzywać na meblach,przynajmniej czysto będzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Simero, przepraszam Cię :) Ten temat wielu spędza sen z powiek...
      niestety...
      Trzeba tylko wierzyć, że się człowiek nie pochoruje poważnie. I nie będzie musiał liczyć na łaskawość nfz czy innych instytucji:-/

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...