15 mar 2012

ZALEGŁY POST JEDZENIOWY

Napisałam go chyba z miesiąc temu i zapomniałam opublikować, co niniejszym czynię teraz.

MIESIĄC TEMU:

Gutek je.
Źle, wróć.
Gutek pożera.
Non stop coś przeżuwa.
Nigdy de facto nie cierpiał na brak łaknienia, no chyba że w jakiś skrajnych okolicznościach. Na przykład w grudniu był kilkudniowy kryzys i przytkało go trochę przez przeziębienie, ale gdy wyzdrowiał to klapka się odblokowała i zaczął wsuwać jak leci.
Obecnie je tyle co ja.
Nie, że ja jem dużo.
Ale jem pewnie nieco więcej niż przeciętny trzy- czy czterolatek :)
Widzę po dziecku, że mu pulorki nieco urosły i brzusio także, ale póki co nie zauważyłam, żeby go jakaś otyłość dopadała.
No trudno, żeby tył biegając w kółko i bez przerwy niczym miś ze słynnej reklamy.

No więc w czym problem?
Ano w tym, że gdzieś w styczniu, z nieznanych nam przyczyn Gutek pojął, że jedzenia może w pewnym momencie zabraknąć.
Szczególnie jeśli w pobliżu czai się jego protoplasta ;)

Przez jakiś czas, gdy na przykład robiłam kolację i zaparzałam w dzbanku herbatę, a potem któreś z nas rozlewało ją do filiżanek dostawaliśmy reprymendę:
G: o wystalczy, wystalczy. Nie lej więcej, dobla? – z paniką w głosie
Zawsze musiało coś w dzbanku zostać, a ja po kryjomu musiałam dolewać sobie jak mi płynu do popicia zabrakło.
No ale ile tak można?
Po tym, jak zaczęłam dziecku tłumaczyć, że gdy się skończy herbata, to zrobimy następną, i żeby się tak bardzo nie przejmował, to jakoś dotarło i był troszkę lepiej.
Teraz przy rozlewaniu krzyczy:
G: o wystalczy, wystalczy, albo dobla – rehabilituje się -  zlobimy dlugą.
O i tak jest z piciem

A co z jedzeniem?
Obecnie jesteśmy na etapie, że obiad trzeba zjeść cały, a jeśli tylko ktoś ma ochotę to może sobie dołożyć.
W najgorszej sytuacji jest M, bo to on najczęściej sięga po repetę.
A Gutek zaczyna wtedy dawać upust swoim żalom, że tata zje wszystko, że już nic nie zostanie i że jutro już nie będzie ;)

Jakieś dwa tygodnie temu byliśmy na pierogach u mojej mamy. W trójkę.
Mama narobiła ruskich i podała nam je w misce okraszone, a my mieliśmy je sobie na talerz nakładać wedle uznania. M sięgnął po łyżkę, nałożył Gutkowi 5 pierogów, mnie nie pamiętam ile, a kiedy zaczął nakładać sobie, to przy trzecim pierogu Gutek zaczął swoje:
G: o wystalczy, wystalczy, tato, nie jedz więcej ploszę. 
M: to mam zjeść tylko trzy pierogi?
 [W misce wciąż pełno]
G: tak, tylko tszy. 
M: ale ja chcę więcej – i nakłada, nie zważając na protesty
Gutek panika, bo mu braknie.

Kilka dni temu był u nas stolarz ze swoimi pomocnikami. To była pora, kiedy akurat M miał wrócić z pracy, a ja wykańczałam obiad. Proszę Gutka, żeby wyciągnął talerze
Ja: dziubku, wyciągnij duże talerze z szuflady 
G: dwa? 
Ja: nie, trzy, zaraz tata przyjedzie 
G [przez łzy]: nie, mamo, ploszę… tylko dwa…  
Ja: a dlaczego? Przecież tata będzie jadł z nami
[Te chłopy są kilka metrów od nas i wszystko słyszą, przypominam]
G: tata nie, bo tata wszystko zje i nic mi nie zostanie!!!
 ;)

No więc co i rusz muszę dziecku tłumaczyć, że jedzenia jeśli braknie, to się dorobi, żeby się nie przejmował, że trzeba wszystko zjadać, bo jedzenia nie wolno wyrzucać, etc.

Wczoraj M przez pogodę spóźniał się z pracy, więc zjedliśmy z Gutkiem sami, i kiedy kończyliśmy widzę, że M podjeżdża więc szybko dokończyłam to co miałam na talerzu i zaczęłam nakładać drugą porcję dla M
G: mamo, znowu jesz? – pyta z wyrzutem, jakbym co najmniej miała 20 kilową nadwagę
Ja: nie, ja już zjadłam. Teraz nakładam tacie 
G: ale pamiętaj, że tata nie chce dużo – zapobiegawczo powiadamia mnie dziecko
;)


Pretensje swoje głównie ukierunkowuje w stronę ojca, mnie się rzadziej czepia, ale któż by takiemu chuchru odmówił jedzenia?
Nawet pan profesor Żet. od chemii nieorganicznej bardzo stary, bardzo wymagający i bardzo… eee… starej daty, nikomu nie pozwolił żuć gumy na wykładach, a jak przyłapał mnie z kanapką w paszczy to westchnął tylko ciężko i machnął ręką: pani niech dokończy, pani jedzenia żałować nie będę.
:)
No.
Mnie się jakoś udaje, Gutek niby nie wzbrania, tylko nerwowo zerka kiedy serwuję sobie dokładkę.
Ale od każdej reguły są wyjątki.
Wczoraj machęliśmy z Gutkiem szybciusiem sos tatarski na kolację.
Tak mnie jakoś na ogórki kiszone sakramencko naszło.
I tego.
M pogardził kolacją, poszedł zdychać na łóżko, bo się zaziębił, więc jednego konkurenta do talerza Gutek szczęśliwie się pozbył, zostaliśmy przy stole we dwoje.
Nic nie powiedział, ale kiedy 3 raz dokładałam sobie sosu, tylko westchał:
G: mamo, aż tyle?
I tak się zastanawiam,
To instynkt, czy może  mamunia go przypadkowo uświadomiła, kiedy raz usiadła na łóżku z kolacją a chłopcy ją obsiedli, mimo, że kilka chwil wcześniej swoją porcję zjedli. I ta biedna, malutka, chudziutka musiała uciec z kolacją do łazienki i zamknąć drzwi, żeby zjeść wszystko i nie musieć się dzielić.
Albo może innym razem dziecko się zorientowało o co kaman, kiedy mamunia dała upust swoim pretensjom do tatunia, bo jej czegoś tam nie zostawił tylko sam wszystko wszamał? :)

OBECNIE:
Po miesiącu ciężkiej harówy problem zdaje się ustąpił. Zdarzają mu się jeszcze czasem odchyły i obawy swe głośno przedstawia, ale przynajmniej w gości z dzieckiem można już bez wstydu pójść i nie wysłuchiwać, ze dziecko głodzimy ;) 

25 komentarzy:

  1. Hehehe Gutek jak zawsze bezbłędny, nie zawodzi :)))
    A wiesz, że się tak zastanawiałam, jak On biedny w tej sytuacji gości znosił, którzy się przewijają u Was dość często.. Ileż się biedak musial stresować. No chyba że goście mieli fory :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że przy gościach jako tako się zachowywał, ojciec jeno biedny, się strasznie czaił jak chciał jeść :) Goście zawsze mile widziani... nawet jak jedzą hihi :)

      Usuń
    2. Hehehe
      Bo widzisz, może to jest tak, że jak jest z mamą przez cały dzień, patrzy na mamine gabaryty, to po powrocie taty do domu, burzą mu się proporcje :)) Tata po prostu nie może już być większy :p

      Usuń
    3. No tata lepiej, żeby już nie rósł. Wzdłuż to byłaby masakra, potrzebowałabym stołeczka, żeby w oczy móc spokojnie zerknąć, a wszerz też lepiej nie... i bez tego mogę się za nim schować ;)

      Usuń
  2. A może Gutek tak się boi o zdrowie taty :) Żeby tata się nie utuczył, nie zachorował na serducho, nadciśnienie, miażdzycę itepede (chociaż znając twoją kuchnię to mu to nie grozi)

    :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Eeee spoko Figa i na mojej kuchni M jest do przodu o kilka kilo :)
      A Gutek o swoją dietę dba... żeby mu nie brakło, a gdzie tam tata ;)

      Usuń
  3. A może rośnie Wam dietetyk? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj tam, aj tam, u nas jak w stadzie lwów, tylko zamiast czołownika, który zjada pierwszy i ochłapy zostawia reszcie, jest mały terrorysta, który lubi sobie pojeść :)

      Usuń
  4. uch taki mega dietetyk Moja Jula też ostatnio podbiera i chce to samo co my - i weź tu dziecku głodnemu nie daj ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gutek już dawno je to co my, bo ja nie wyrabiałam... w pewnym momencie zachciał jeść tak samo jak my i kropka. Na początku kombinowałam, żeby tylko wyglądało podobnie, a potem machnęłam ręką i przestawiliśmy się wszyscy. Nie używam żadnych kostek ani dań torebkowych od tej pory, bo nie chcę truć dziecka, zamiast tego zioła... wszystkim nam wyszło na dobre! :)
      A z głodnym dzieckiem nie ma co walczyć! :D

      Usuń
    2. Jula też je z nami już od ho ho a ja mam trochę pietra, bo w przedszkolu żywi je cateringowa firma wymyślająca jakieś boskie rzeczy :)) francuski piesek będzie :D Ale dzięki temu też wróciłam do gotowania które lubię, aczkolwiek trochę mnie męczyło po powrocie z pracy... A głodna to ona jest zawsze. Nawet jak nie jest głodna :))

      Usuń
    3. uuuu, to jak ich tak karmią w przedszkolu to szacun :) Ależ jej się zmysł kulinarny wyrobi!
      No, gotowanie czasem bywa męczące, szczególnie jak trzeba szybko bo człowiek głodny i do tego jest się utyranym :-/

      Usuń
  5. Hihihi... Ale się ubawiłam :) Gutek pilnuje, oj pilnuje, żeby przypadkiem w maliny go nie wpuścić... Ale oczywiście parsknęłam śmiechem, kiedy wyobraziłam sobie Ciebie uciekającą z pełnym talerzem do łazienki...:D
    Myska, kupuję pomysł :D
    Pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Witaj Kawoszko! :))))
      Ja tak licho wyglądam, że autentycznie muszę nieraz po kryjomu jeść, żeby dostarczyć organizmowi kalorie, bo inaczej by mnie objedli! :)

      Usuń
  6. Bajka! Świetny też Wasz Gutek-głodomorek ;)
    Moje chłopaki tylko słodkości muszą przed ojcem chować i podkreślam slowo MUSZĄ. Czego nie schowają w sekretne miejsca przed wieczorem i na widoku zostanie, to do rana zniknie- Ojciec w nocy nadrabia zaległości za dzień. A mnie ciągle zastanaiwa jak to robi, ze ma nadal niedowagę...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja przybijam żółwika mężowi, bo całe życie mam niedowagę, mimo tony czekolady, którą wciąż zajadam :)
      Swoją drogą, musi być na niezłym głodzie, że w nocy łazi i szuka hihi :)

      Usuń
  7. I nas pojawia się tekst: "musimy to zjeść, bo jak nie, to tata nam zje!" ;-)
    I faktycznie pewnie by tak było, gdyby nie zjedli ;-)

    Pozdrawiam wszystkie Głodomorki :-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciejko, bo mama to ostatnie ziarenko dziecku wyskubie i wsadzi w dzióbek, a chłopy jak to chłopy, zjedzą i dopiero zaczynają myśleć... no i się dziecko napatrzy i walczy potem :)
      Pozdrawiam również

      Usuń
    2. Trafna diagnoza;-)

      Nie dopisałam jeszcze, że w naszym przypadku rzadko chodzi o np. obiad, jak u Twojego Gutka, bardziej o to, co po obiedzie ;-)

      Usuń
  8. Ha ha, uśmiałam się. Taka przypadłość u dzieci jeszcze nie była mi znana, Mysko, hmmm. Gutek jednak zawsze miewa fajne teksty i pomysły :))))). Nasz Aleksio to by znowu wszystko oddał, aby tylko sam nie jeść... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz Amishko, jaka desperacja się w dziecku odezwała, żeby takie rzeczy wygadywać ;)
      Naprawdę ciekawi mnie skąd mu się to wzięło :)

      Usuń
  9. Myska, ale się uśmiałam! nawet mojemu Skarbowi przeczytałam i on też się uśmiał, ale boski ten Twój Gutek! tylko co ten biedak będzie przezywał w przedszkolu jak tam tyle dzieciaków jest do jednej miski? i nie zawsze są dokładki? może mu będziesz jakieś zapasowe prowianty zaszywać w kieszeniach... tak na wszelki wypadek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko Ola, do września jeszcze sporo czasu, jakoś go wyszkolimy ;) Już widać poprawę więc jest nadzieja! :)

      Bardziej mnie martwi to, że Gutek to pedant, zawsze wszystko musi mieć czyściutkie, nigdy się nie brudzi przy jedzeniu, a jak się zdarzy to od razu wyciera buzię, czy myje ręce. A jak kropla jakaś mu spadnie na bluzkę czy spodnie to od razu chce przebierać :-/ Nad tym też musimy popracować :]

      Zdaje się, że będę musiała mu pakować i jedzenie i chusteczki :)

      Usuń
  10. Dzięki za super dawkę śmiechu i w najbardziej odpowiednim momencie :) Gutek na prezydenta!Może umiałby sprawiedliwie porządzić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tą sprawiedliwość to raczej wątpię, bo działa jak każdy polityk - sam chce się jak najwięcej nachapać :)
      Cieszę się, że mogłam kogoś rozśmieszyć :]

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...