Mam zaległe dwie zabawy. Jako pierwsza będzie ta druga. A tą drugą czyli w sumie pierwszą opublikuję może jutro, bo więcej pracy przy niej :)
A więc. Zaczynam.
1. Umieścić linka do bloga osoby, od której otrzymało się nominację -> Królowa Matka,
3. Napisać 7 cnót, grzechów lub faktów o sobie.
Moje cnoty, no cóż jest ich tyle, a ma być tylko 7, nie wiem które wybrać.
Hłe, hłe.
Grzechy – czyli co? Wady? Czy mam się tu spowiadać, że na przykład w piątek czternastego zjadłam kawałek kiełbasy?
A może, że zesikałam się na książki mojego wujka, właściwie to na fotel, a te ksiązki leżały pod fotelem. Na usprawiedliwienie powiem tylko tyle, że miałam koło roku i nikt mnie nie przypilnował odpowiednio – to już w sumie fakt.
Więc chyba będą fakty… jak z tym sikaniem. Grzeszne fakty ot co!
To pierwszy macie powyżej.
II.
Jak byłam mała to myślałam, że „złapać gumę” znaczy wjechać na gumę do żucia. Kompletnie nie umiałam sobie wyobrazić, jak jedna guma (donald, turbo, ewentualnie kulka) może zrobić kapcia z innej gumy (opony), ale to nic. Ja swoje wiedziałam.
III.
Pierwszy chłopak z którym się całowałam miał na imię Paweł i był moim sąsiadem. Starsze siostry nam kazały. Mieliśmy może z pięć lat. Ostatni raz widziałam Pawła z dziesięć lat temu. Był gruby i miał spróchniałe zęby. Brrrr.
IV.
Wszyscy co mnie nie znają myślą, że pracuję z dziećmi.
Poważnie. Nie wiem o co kaman… ale gdy ktoś mnie pyta kim jestem z zawodu to z deczka się przeraża, bo wyglądam ponoć na przedszkolankę, ewentualnie panią od nauczania początkowego.
V.
W podstawówce mówili na mnie „józka”. Kiedyś gdy szłam po tak zwanym mieście i koledzy po drugiej stronie ulicy zaczęli drzeć japę „Józka, czekaj” to jeden pan powiedział „biedne dziecko, jak mogli jej tak dać na imię”
No więc nie jestem Józefa.
VI.
Kiedyś, na studiach, panowie z roku wysłali mnie i koleżankę do jednego profesora, żebyśmy poszły przełożyć egzamin. Że niby takie dwie małe i miłe i w zasadzie panowie wykładowcy i ćwiczeniowcy nas lubili (niekiedy też nie).
I poszłyśmy.
Dwie małe, miłe i głupie do tego.
Bo nigdy nie byłyśmy na wykładzie u tego profesora i nawet nie wiedziałyśmy jak wygląda.
„taki niski, siwy, koło pięćdziesiątki, bez zarostu, pokój 302” – tyle wiedziałyśmy.
No i weszłyśmy, a w pokoju 302 było dwóch doktorantów plus niski, siwy, bez zarostu pan, koło pięćdziesiątki .
I Ewa od razu przystąpiła do ataku
Panie profesorze, bla, bla, bo my z III roku wydziału najpiękniejszego przyszłyśmy z prośbą bla, bla.
A pan profesor: panie na pewno do mnie?
I czujcie. Widzę, że ci doktoranci zaczynają polewkę i czuję, że zaczynamy się ostro kompromitować i nie wiem czy zatykać Ewę i brać ją za fraki i uciekać, czy jak. Nagle do pokoju wchodzi inny pan, również po pięćdziesiątce, również bez zarostu, również siwy i niski.
Pan Profesor do Pana Profesora: Edu, te panie chyba do Ciebie.
Cegła ;)
Ale egzamin przełożyłyśmy i zdałyśmy :)
VII.
Miałam kiedyś orgazm w pociągu pospiesznym relacji Kraków-Kielce
Nie wiem, za ciasne dżinsy czy co….
Możecie zapytać M, ja milczę jak grób.
Nigdy więcej, tyle Wam powiem.
Zaraz po, wszedł do przedziału konduktor i zażądał biletu. Nie mogłam go znaleźć. Ręce mi się trzęsły i w ogóle mam traumę, okej?
Do tej pory się zastanawiam czy COŚ widział.
Nie wierzę że to napisałam.
To tyle. Idę się zakopać.
Aha. Nie, jeszcze nie.
Lilijka już większość klepnęła, więc co?
Emi, Ina, Maciejka, Simera, Maryanka.
Berek!
PS
Blogger się popsuł. Gdy próbuję zmienić nazwę polecanego bloga (na prawo patrz), to się wiesza i nic nie robi. Bo ja lubię mieć Was po ksywach, a tu lipa… nic nie mogę zrobić. Szuja jedna. Nie wiecie o co loto?

Wiedziałam, że nie zawiedziesz :))
OdpowiedzUsuńOstatni fakt oczywiście najlepszy :)
Pan konduktor nawet jak coś widział, to trzeba mu przyznać, że ładnie się zachował czekając z swoim najściem ;p
PS
A wczoraj pisałaś, że masz to co ja...
Cokolwiek konduktor nie zrobił, ja mam pociągową traume i już :)
OdpowiedzUsuńWczoraj na "przepis na życie" leciałam od nowa z tą notką. Musiałam. Jeszcze byś mnie oskarżyła o kopiowanie praw autorskich albo co :)
Eeee nie przesadzaj. Przecież pisałaś że orgazm był, to jaka trauma... Jakby nie było, to jeszcze rozumiem ;p
UsuńMini wersje zostawiłaś mi u mnie, czytałam ale biegam po waszych blogach i jeszcze u siebie nie pisałam :)
Jaaa? Oskarżyła? Nigdy w życiu :)
Ale też tak mam, że nie wiem o czym pisać, bo wydaje mi się, że przede mną wszyscy już wszystko napisali, a ja się będę powtarzać
He, he.... Ja też najpierw biegam po innych blogach, dopiero potem zaglądam na swój :) No popatrz kolejna taka sama cecha.
UsuńNo i to, że ja też nie wiem o czym pisać w takich zabawach, bo też nie chcę się powtarzać za innymi :)
Proszz... jak siostry :)
Myślę, że parę innych by się jeszcze znalazło, Sis ;p
Usuń:)) ubawiłam się z tych spróchniałych zębów :D:D i z reszty też, dzięki za miły początek dnia ;))
OdpowiedzUsuńA służę uprzejmie... wszystko dla moich czytelników.
UsuńPS
Ciebie te spruchniałe zęby śmieszą, a mnie przeraziły. Zapomniałam napisać, że był łysy i w dresie.
Ok mój mąż też jest łysy i nosi dresy, ale po domu... i ma ładne zęby:)
Wszystko dobre a oczywiście ostatnie ostatnie najlepsze :). Żebym tylko teraz w robocie ja z wrażenia nie dostała he he he ;). Co do Józki - mam koleżankę w Twoim wieku, co ja rodzice nazwali Józefa (w imię ojca) a zwie się ją na codzień Zuza. I co? Przynajmniej ma oryginalne imię :).
OdpowiedzUsuńPrzynajmniej się wywiązałaś z zabawy. Ja jeszcze mam zaległą u Ciebie. Mam już w roboczych od dawna, ale kurka, skończyć nie mogę... Ale się poprawię. Słowo Skorpiona... ;)
tak czułam, że punkt VII wzbudzi najwięcej emocji :) Takie rzeczy ponoć najlepiej się sprzedają :]
UsuńTo prawda "józefa" to oryginalne imię w dzisiejszych czasach, ja mam kuzyna józka - i wszyscy są przyzwyczajeni... jest kilka lat młodszy ode mnie.
Mnie jeszcze tylko jedna zabawa wisi :)
Uwielbiam te zabawy :) ale za diabla nie moge sie do nich wyluzowac heh, zesztywnialam na starosc :D:D Ja w przedszkolu podobno polowalam (doslownie) na jednego kolege by go pocalowac. Nie pamietam tego ale pamietam horror na twarzy rodzicow, moich i jego :D Do dzisiaj dnia jestesmy dobrymi znajomymi i nie jest co ani gruby i o zabki dba :D
OdpowiedzUsuńZ dziwadel z dziecinstwa hmmm... kiedys sie nasluchalam w radio o trzymaniu linii brzucha a jak kazdy wie na brzuszku kazdy mam mniejszy lub wiekszy meszek wloskow. Ja patrzylam na moje wloski na brzuchu, ktore rosna troche na skos i bylam przerazona, mam krzywa linie brzucha, musze o nia zaczac dbac :D
Orgazm w pociagu woooooo.... a ja zawsze myslalam, ze to mit taki bez seksu :D A konduktorowi nie zaluj, bedzie mial co opowiadac jak bedzie z kolegami gral w karty, pewnie jeszcze doda kilka pikantnych szczegolow :D
uuuu :) rozwaliłas mnie z tym ganianiem za chłopakiem :) Mnie się w przedszkolu podobał taki Konrad, ale się nie całowaliśmy :) Nie mam pojęcia jak teraz wygląda ;) Twój przynajmniej wyrósł ok :)
UsuńO kurcze... linia brzucha niezła... lepsza niż moja "guma". Na to bym nie wpadła. Mnie się pod koniec ciąży zrobiła taka kreska pionowa na brzuchu i jak poszłam na wizytę kontrolną po porodzie to pytam mojego gina, czy to tak na długo i kiedy zniknie, a on, że nie zniknie. Żartował. Ale ja się dałam nabrać :)
Ja też myślałam, że to mit, ale na studiach dużo jeździłam pociągami i jednego razu widziałam jak się dziewczyna z chłopakiem zapoznają, potem wychodzą do wc, a potem wracają lekko "zwichrowani", a laska sobie spódnicę poprawiała.
Więc generalnie i tak jestem daleko w tyle za nią :)
Ale to mnie jakoś nie martwi :)
Świetna jesteś Mysko :DDD
OdpowiedzUsuńDziękuję za nominację, bardzo mi miło.
Wiesz ja nie wiem czemu nie lubię brać udziału w blogowych zabawach, więc pewnie się nie skuszę.
Wybaczysz? Please :-)
Raz byłam wręcz przyparta do muru, więc napisałam - zasady były podobne, toteż można sobie poczytać na pocieszenie ;-)
http://wkolomacieju.blogspot.com/2011/10/kreativ-blogger.html
Całuski!
Maciejka
Coś link nie działa próbuję jeszcze raz:
Usuńhttp://wkolomacieju.blogspot.com/2011/10/kreativ-blogger.html
Jak nie zadziała, to trza będzie skopiować by poczytać ;-)
Działa :-)
UsuńNo jakoś przeżyję :)
UsuńNie no, spoko, zabawa ma być zabawą, a jak ktoś robi z przymusu to już nie jest zabawa :)
Lecę do Ciebie.
Buźka
Otóż to ;-)
UsuńCieszę się, że mi "darujesz" ;-)
:)) Z przekładaniem egzaminu bomba :)
OdpowiedzUsuńMnie kiedyś też tak wysłano. Poszłam przełożyć jakieś ćwiczenia, czy coś. No i skąd ja mogłam wiedzieć, że asystentka, na którą wszyscy od zawsze mówią KOBRA nie ma tak na nazwisko, no skąd ????
Nie będę już pisać, że weszłam do pokoju asystenckiego i zapytałam, czy jest PANI KOBRA :)))
Myszko, pozdrawiam
Ada
PS.
Z pociągiem tez jest niezłe :)
Haha dobre! :D
UsuńAle się uśmiałam :) Super są takie historie, chociaż strachu potrafią napędzić, bo zawsze jest obawa czy nie będzie potem zemsty :)
Pozdrawiam!
weszłam z ciekawości bo wyczytałam o Tobie u Stokrotki :) dała radę tym wpisem, będę tu zaglądać częsciej :)
OdpowiedzUsuńTo mi Stokrotka zrobiła reklamę :) Zapraszam :) Choć lojalnie uprzedzam, że nie zawsze wyciągam takie asy z rękawa :)
UsuńMamaMa, ja już byłam u Ciebie, tylko się zameldować nie zdążyłam! Ale jest fajnie!
UsuńPa!
U Myski wiosna.
OdpowiedzUsuńJak ładnie :)
PS Tą premedytację musiałaś wypomnieć, musiałaś?? ;p
a bo już te szarości... daj spokój... bokiem mi wyszło ;)
UsuńMusiałam wypomnieć, a jakże! :)
Też myślałam o jakiejś zmianie kolorów. I klimatu na bardziej wiosenny, bo jakoś tak ciemno u mnie. Ale pomysłu na razie brak :(
Usuń:)
Oj ale zniknęła ulubiona myszka mojego Natana :(
UsuńA tak mu się podobała, i te jej wąsy :)
Uuuuuu, to przeproś Natanka w moim imieniu. No, ale już nie mogłam z tamtym avatarem wytrzymać :)
UsuńJa być może jeszcze coś zmienię, ale na razie nie mam czasu. Jak sie zaczęłam dzisiaj o 6.00 bawić photoshopem to zrobiłam chyba z dziesięć wersji :)
Na mnie mówili " Jadzia " i jak tak za mną wołali gdzieś poza szkołą, to też sie dziwnie ludzie patrzyli, no bo Jadźka ? :-) Orgazm ? w pociągu? Podoba mi się to ! :-))))
OdpowiedzUsuńO jadźka też fajna! :)
UsuńMoja siostra w dodatku była nazywana Kazią... więc dopiero byłoby czadowo jakby facet usłyszał i to. Kazimiera i Józefa. Jedna 18 druga 14 lat.
Myska!A już miałam nadzieje na leniwy weekend,tymczasem zadałaś mi zadanie domowe...
OdpowiedzUsuńW sumie dobrze,bo będzie przerywnik od ciągłego narzekania na moim blogu,więc podejmę wyzwanie :)Dzięki!
"Łapanie gumy" dziecinnym rozumem i pociągowe rozrywki the best :) Powiem Ci w tajemnicy,że ja o mały włos a zaliczyłabym pierwszy raz w pospiesznym Warszawa-Kraków ale na szczęście pan konduktor mnie uratował :)
No, czyli dobrze, że zabawa wypłynęła?
UsuńPierwszy raz (niemal) w pociągu??? wooow, to i tak bijesz mnie na głowę :)
Trza było opisać u siebie, chętnie bym przeczytała :)
Myska, sorry, tj. Józka, z tym pociągiem to poszalałaś, no! ;-))) Wymiatasz! A ponoć taka cicha Myszka nieśmiała... A takie rzeczy w pociągach, no no. ;-P
OdpowiedzUsuńI z tym przekładaniem egazminu też wesoło. Ja też pamiętam to uczucie paniki, kiedy wchodziłam po coś do gabinetu profesora z wykładów, na które nie chodziłam i nie miałam pojęcia, czy on to on. ;-)
aj tam Julitka, wiesz jak czasem w życiu bywa... człowiek się powstrzymać nie może i już :)
UsuńNooo, z tymi profesorami na studiach to niezłe nieraz jaja były :)
Buzia:*
Część . Jestem jarek i też widziałem jak dziewczyna na przeciwko mnie siedziała w pociągu i miała Orgazm . Ale to z mojej winy bo miałem na sobie Szorty i było mi widać penisa jak mi stojal a to dlatego że się jej tak bardzo wzynaly spodnie w cip.. że już nie mogłem wytrzymać że jej pokazałem . Było bosko
OdpowiedzUsuń