21 lut 2012

PARSZYWY WTOREK.

Dzisiaj jest trzynasty?
Pełnia jaka?
Halny?
Czy to tylko pms?

Normalnie ze trzy razy miałam ochotę się rozbeczeć ze złości.
Nic mi dzisiaj nie wychodzi.
I myśli czarne, wkurzające i uporczywe na maksa.
Ja pierdziu.

Najpierw robotkowóz.
M zmajstorwał piękny samochód z kartonu, ale pomalowanie go farbkami zlecił mi i Gutkowi.
Od razu poczułam zew natchnienia, a oczyma wyobraźni ujrzałam nowy, pomalowany karton.
Wiecie. Nic szczególnego.
Na boku paski, na dachu kwiatki, z przodu kratka i takie tam bajery.
Ale wizja mojego dziecka mnie nieco przerosła.
Gdzie się zamachnęłam pędzlem, tło pod serduszka przygotowałam, tam Gutek wyręczał mnie w reszcie. Ciapy, klepsy i bohomazy.
Ja: może namaluj coś ładnego tutaj, co? - proponuję nieśmiało
G: przeciez maluje - mnie zażył
No nic to, skoro maluje coś ładnego, to niech maluje po swojemu, w końcu to jego auto - pomyślałam.
Zostawiłam więc go sam na sam z farbkami i robótkowozem i poszłam do kotłowni zobaczyć czy się hajcuje odpowiednio. 
No ile mnie nie było? Minutę? Półtorej?
Nie dłużej. Naprawdę.
A gdy wróciłam okazało się. że mam cały salon w plakatówce.
Granatowej, czerwonej, różowej, czarnej, żółtej i jaką tam chcecie.
Zaciskałam zęby, żeby nie rozedrzeć paszczy na Bogu ducha winne dziecko (bo nawet nie zauważył), a potem liczyłam do dziesięciu i w skupieniu latałam ze szmatką, ścierając zewsząd plamy.

Nie mówiąc o obiedzie.
Wczoraj na przykład miałam taką wenę, że machałam żarełko jedno za drugim. Normalnie jami-mami.
A dzisiaj?
Umyśliłam sobie gołąbki bez zawijania.
Robiłam je jakbym jakiegos zaćmienia umysłowego dostała.
Albo jakby mnie pierwszy raz przy garach postawili.
Wszystko na odwrót.
To co trzeba zostawiałam, a to co nie trzeba do garnka wrzucałam. Nic mi się lepić nie chciało, w końcu wkurzona na amen wrzuciłam wszystko na patelnię i stwierdziłam, że trudno, będziemy jeść nieuformowaną breję polaną sosem pomidorowym
Do tego mięso (wczoraj kupione) jakby mi zalatywało nieco nieświeżością, ale że ja węch mam jakiś nadwrażliwy, to myślę - poczekam na M, on stwierdzi czy możemy jeść.
Nie mogliśmy.
Mam nadzieję, że okoliczne pieski się nie potrują :)

Sos mi za to wyszedł... zbyt rzadki :)

W rozpaczy mej przeogromnej się wzięłam i schowałam do spiżarki i zjadłam truskawkową wedla.
I troszku mi się lepiej zrobiło.
Ale tylko troszku.
Godzina 16 a my wciąż bez obiadu byliśmy.
No nic. Bolognese znalazłam w zamrażalniku.
Ale do kuchni więcej nie weszłam.

*

Dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Języka Ojczystego.
Z tej okazji powiem Wam, że mierzi mnie nadużywanie zapytania "co?"
Ja: Gutek, co sobie zjesz na kolację?
G: co?
Ja [czuję, że mi ciśnienie wzrasta, na smo "co"]: co sobie zjesz na kolację? - powtarzam jeszcze spokojnie
G: co?
Ja: pstro 
G: słucham? - poprawia się natychmiast dziecko

Chwilę później.
M: myska pijesz herbatkę?
Ja: co?
G: tato, a mama mówi "co", a Ty mówisz "słucham"
Jak potrzeba to nie słyszy, a na to co nie trzeba to zawsze radary ma nastawione :)

19 komentarzy:

  1. aaa wczoraj chyba jakieś przesilenie lutowe było mi kompletnie też nic nie wychodziło chciałam kupić buty i jak na złość nigdzie nie było rozmiaru 38 nie wiem czy aż taki popularny rozmiar ;/ na dodatek wszystko mi z rąk leciało a jak robiłam herbatę to saszetkę zamiast zaparzyć najpierw w wrzątku to ją nie zużytą wywaliłam do kosza, także ewidentnie coś wisiało w powietrzu ,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. matko, to straszne co napisze, ale miło mieć bratnią duszę w niedoli :)
      Ja jeszcze zapomniałam napisac, ze wodę na makaron posłodziłam, zamiast posolić :)
      Ale ta herbata też dobra :]
      To nic Amelko, teraz będzie już tylko lepiej :)

      Usuń
    2. w moim przypadku naga prawda wyszła na jaw to był PMS , a dziś ładnie słoneczko świeci , aż moje nowe plany stanęły w całkiem innym świetle , a buty na allegro zamówione o tak ;) Całuję towarzyszkę niedoli ;)

      Usuń
  2. Cytuję Mysko: "I myśli czarne, wkurzające i uporczywe na maksa".

    Prawda. Nasz Maks(ymilian) taki właśnie ostatnio jest. Wkurzający i uporczywy. Chyba nawet czarny. Bo takie ma kudełki ;-).

    Poza tym - upadłam ze śmiechu na glebę - pod biurkiem.

    Acha : Nadal mam to jedno Kilkenny - to ja proponuję - wleźmy razem do Twej spiżarki pod schody - rozpijmy te 4,2 % na pól i zjedzmy jakiś słoik.. Ulży nam ;-).

    PS: POST WART MILIONY. TYLKO NIE PYTAJ "COOOO?". BO JA TEŻ SŁUCHAM TEGO NON STOP- HA HA HA ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, z tym maksem to niezłe porównanie.
      Dalekie jednak moje myśli były od Wasze cudnego synka :)
      Ale dzisiaj już lepiej:)

      Wpadnij z tym Kilkenny, słoików trochę stoi... coś wyszukamy :)

      Cooo?
      :)
      Buziaki :*

      Usuń
    2. Ja też się zgłaszam na spotkanie do spiżarki. Jak to fajnie się gdzieś schować w chwilach kryzysu i zjeść całą czekoladę. Cudo! ;-D

      Usuń
  3. U nas na tapecie jest "dlaciego"
    Chyba wolałabym "co" :)

    Dobrze, że ta truskawkowa była...
    A czasami takie dni się zdarzają. Mam nadz, że dziś nastrój już lepszy :)
    buzka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tak... dlaciego też u nas występuje. Ale dlaciego mnie bardziej krępuje niż irytuje, bo czasem sensownej odpowiedzi nie potrafię znaleźć :)

      nNstrój lepszy, a i owszem :)
      Ale nie chwalę dnia... dopiero 10 :)

      Usuń
    2. Do wytrzymania jest, o ile nie usłyszysz 3-4 razy z rzędu tego pytania...
      Przy takiej ilości faktycznie brakuje odpowiedzi :)

      Mój też nie najgorszy, chociaż mam za sobą dentyste :)
      niedzielne leniuchowanie przyniosło długie efekty :)

      Usuń
  4. Oj, wczoraj był bardzo zły dzień. Ale mam nadzieję, że kolejne dni będą tak jak zakończenie wczorajszego :D A czekolada jak koło ratunkowe - tyle że u mnie nie ma schowka w którym by przetrwała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas jeszcze ciągle można znaleźć coś słodkiego... bo paczka mikołajowa dla Gutka niedawno przyszła :) I spory zapas dzięki temu powstał :)

      W innych okolicznościach, głównie deserowej nie brakuje... bo tej akurat nie lubię :)

      No oby, oby z tymi dniami :)

      Usuń
  5. już dzisiaj jest środa, po pełni, po halnym, będzie lepiej!
    a jeśli chodzi o 'CO' to jakiś czas temu mój Skarb nauczył Zu reagować na każde co odpowiedzią "JAJO" i szlag mnie trafiał jak jak ona do mnie coś mówiła, ja nie dosłyszałam, albo nie zrozumiałam i pytam "CO?" a ta "JAJO!!!" i się pokłada ze śmiechu... taki żart trzylatka... więc się przestawiłam na "Tak?" albo "słucham?" ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na "co" nie powiem czym mam ochotę zareagować, jajo to i tak lajcik :)

      Problem polega u nas na tym, że Gutek ma świetny słuch, tylko czasem mu się psuje :)

      Ja sobie po cichu dyskutowałam z M, on się bawił i w ogóle go nie obchodziliśmy, ale i tak usłyszał piernik mały :)

      Usuń
  6. Bo Gutek to już przecież mężczyzna, taki prawdziwy, choć jeszcze mały. I jak na prawdziwego mężczyznę przystało, jak nie chce to nie słyszy, ale jak chce to wyłapie wszystko. A propos słuchu u mężczyzn mam skądś taki kawał:

    Mąż serfuje po Internecie i nagle słyszy dobiegający z pokoju obok ściszony głos żony:
    - Nie, nie, kochany. Dzisiaj nie mogę! Spotkamy się jutro.
    Facet wbiega do pokoju żony.
    - Rozmawiałaś przez telefon?!
    - Nieee... czytam pismo kobiece. Nawet ciekawe, wiesz? Przytoczyli tutaj 50 zdań, które kazali przeczytać głośno w obecności męża, np.: "Kochanie, czy mógłbyś wyrzucić śmieci", albo "Kiedy w końcu powiesisz te zasłony?". I dalej napisali, że bardzo zajęty swoimi sprawami mąż zawsze usłyszy zdanie 51-sze. Nawet wyszeptane. Widzisz? Nie kłamali!
    ;-D

    To jak - myślisz, że powinnyśmy wypróbować na swoich?? ;-)

    Ps. Nie wiem, czy to Cię pocieszy, ale miałam wczoraj taki sam dzień - nic mi nie szło i ze 3 razy już prawie płakałam. Piperzony pms... My chyba znowu mniej więcej w tym samym czasie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. * oczywiście miało być pieprzony pms ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh
      My się z tym pmsem i okresem rzeczywiście zgrały idealnie. Bo ja też obecnie przechodzę...
      Chyba coś w tym jednak jest, że w grupie w tym samym czasie się ma :)
      Ostatnio w pracy siedziało nas 5 i szef. Weszła koleżanka do pokoju i się śmieje, że z niego farciarz, bo takie ma towarzystwo, na co On sam, że niedługo razem z tym towarzystwem będzie miał okres... :))

      Usuń
    2. haha, tak... charakterystyczna cecha większości facetów - słuch wybiórczy :)))

      Może by tak przetestować gazetową poradę hihi :)

      A pewno, że mnie pocieszyłaś, że nie tylko ja miałam nie najlepszy dzień wczoraj :) W niedoli zawsze ktoś inny mile widziany ;)


      Lilijka ma racje z tym pms-em... w grupie kobiet zawsze te miesiączki się zrównują :)
      Dowcip kolegi z pracy Lilijko przedni :D

      Usuń
  8. Hej!Za to ja miałam nieciekawy poniedziałek...z tym,że pech nie miał z tym nic wspólnego,raczej pms ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie też raczej pms :-/ Albo te czarne myśli mnie tak rozbiły :-/
      Mam nadzieję, ze u Ciebie już lepiej!

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...