Kochane bąki.
Miałam spłodzić post o Gutku, bo mi się nazbierało, ale myśleć dzisiaj nie mogę.
O ile na wirusy i bakterie Gutkowe jestem w miarę odporna, to na prątki mojego męża to mogę gwizdać, świstać i tak mnie dopadną.
Jeszcze raz zakichłany będzie sadził w amory, to już mu to skutecznie z głowy wybiję…
Chyba :)
No więc zamiast głowy mam balon wypełniony wodą.
Eeeee, nie wodą.
Smarkami.
To one chlupoczą przy każdym poruszeniu.
Siedzę zatem na kanapie i się nie ruszam. Palcami jeno klikam.
Niech ktoś wpadnie mi obiad jakiś ugotować. I pranie wstawić. I spakować się, bo jutro do teściów śmigamy.
Miałam chleb dzisiaj upiec i jakieś ciasto, ale flak jestem.
Rany, co za bezsensowny post.
Post.
Właśnie.
Post mamy.
W tym roku pokusiłam się o rezygnację ze słodyczy. Dwa dni wytrzymałam, ale kurka nie wiem jak będzie dalej. Tym bardziej, że okres mi się zbliża, a wtedy ewidentnie wykazuję popyt na czekoladę.
I sobie tak kombinuję właśnie, że może chociaż w weekendy będę sobie dyspensy udzielać.
Ale czy to będzie miało sens?
Dobra, kończę.
Bez sensu dzisiaj.
Dziecko robi ciastolinowy sajgon w salonie.
Tatuś się ucieszy jak wróci i będzie musiał chwycić za odkurzacz :)
Teraz już naprawdę dobra.
No,
To pa.
Do miłego!
Witam:-) Mi też się nic nie chce, a tu jeszcze na popołudnie do pracy trzeba iść...niech ktoś pójdzie za mnie :-) Myślę, że dyspensa chociaż niedzielna niech będzie :-) jeśli już nie cało weekendowa:)
OdpowiedzUsuńA powitać, powitać :)
UsuńNo... z tą pracą na popołudnie to nie zazdroszczę :)
Dyspensa niedzielna mówisz.... hmmm kusząca propozycja :) Może i się skuszę. Tymczasem lecę zobaczyć jak jest u Ciebie :)
Mysiu - też czuję chorobę w sobie. M. chory od kilku dni, dzieci takie na dwoje babka wróżyła. Ale ich choroba to pikuś w porównaniu z moją - bo ja jak zdrowa to ich ogarnę, ale jak dołączę do ich grona - biada nam.
OdpowiedzUsuńTo trzymajmy się - i Ty i ja :).
Amishko, czytałam @ od Ciebie.. aleśmy się urządziły :-/
UsuńDokładnie jest tak jak piszesz... póki samemu jest się zdrowym to jakoś idzie ogarnąć wszystkiemu, a jak mamom sił brakuje to już całkiem lipa :-/
Trzymajmy się :)
Kochana, ja dzisiaj myśleć też nie mogę, ale to chyba dlatego, że już koniec tygodnia i mój mózg osiągnął apogeum myślenia i troszeczku sie wypalił. Do tego ten okres... eh, marzę, żeby być już w domku, wpakować się pod kocyk, herbatka i jakiś film, albo serial. :-)))
OdpowiedzUsuńA co do słodyczy, to moje zdanie już znasz. ;-) Poległam. Ale jak tu nie jeść jak taka pogoda i w ogóle???
Trzymaj się Mysiu kochana i nie daj się choróbsku!!!
Gorąca kąpiel i potem mleko z miodem, masłem i czosnkiem. Mnie ostatnio pomogło! ;-)
No... to teraz już chyba jesteś w domku i siedzisz pod kocykiem (18:30)
UsuńTrzymam się... jakoś.. :)
Kąpiel jak najbardziej, znaczy prysznic, bo wanny jeszcze nie mamy, ale mleka nie zdzierżę... brrrr :)
Myska, z Tobą 5 - bo ja też chora :(
OdpowiedzUsuńz Julitką 5 - bo też okresowo u mnie, tu to jeszcze jedną 5 bym przybiła do tego kocyka, herbatki i filmu albo serialu. CZekają na mnie nowe odcinki, ale książkę też już chcę skończyć.
Może to jakieś przesilenie wiosenne daje nam sie we znaki?
Że taki marazm i bezsens ogarnia?
Mam nadz, że nie. I że słoneczko naładuje nam niedługo bateryjki.
Myska, do góry uska! :)
PS Ja nadal bezcukrowa
Dziewczyny, rany julek, co z nami?? :-)
UsuńJakbyśmy się tak wszystkie spikły i pod kocyk wtryniły i zapuściły jakieś dvd to byłoby ciekawie :)
Mróz puścił i wypłynęło całe to dziadostwo... wszyscy jacyś zakichłani :-/
Uska i ogonek do góry.... ale od jutra... dzisiaj sobie jeszcze postękam :)
U nas już lepiej, wychodzę z jaskni ;-)
OdpowiedzUsuńAle widzę, że i Was dopadło. Trzymaj się Mysko, idzie przeżyć, ale łatwo to nie jest! Wspieram, jako doświadczona na bieżąco w temacie ;-)
Maciejka
Ps. Co masz do tej notki - super, jak i poprzednia :D
Oj, Ty Maciejko jesteś zdecydowanie bardziej doświadczona niż ja :-/ Dobrze że już lepiej u Was :)
UsuńPozdrawiam i dzięki za pocieszenie :)
No miał ten mróz troche zalet, nie? Aż trudno uwierzyć...
OdpowiedzUsuńZdrówka zyczę!
Dziękować, dziękować!
UsuńMnie też jest trudno uwierzyć w zalety mrozu... a jednak! ;)
Mysiu, zamiast slodyczy w okresie okresu (maslo maslane wyszlo)mozna uzupelnic niedobory niektorych mikroelementow tabletkami z witaminkami. Takie dla kobiet z magnezem i zelazem powinny pomoc, bo to wlasnie to nas ciagnie do czekolady, glownie niedobor magnezu. Podobnie jest jak sie czlowiek duzo uczy to magnez tonami pochlania a organizm wie, ze jest w czekoladzie:D spryciula z tego organizmu he he...
OdpowiedzUsuńCzasem tak fajnie napisac sie i nic nie napisac na swoim blogu :) dobrze wiedziec, ze nie tylko nam sie zdarza bycie w rozlazlosci:D czy jak to nazwac :)
Lorusza... ja właśnie wszelkie niedobory wolę naturalnie uzupełniać :) Ale podsunęłaś mi myśl, że może faktycznie teraz poszukać jakiegoś zamiennika, tak żeby i wilk był syty i owca cała :) I na przykład kakao sobie pić kilka razy dziennie, zamiast opychać się czekoladą :) O! I orzechy! O! :)
UsuńJa teraz też opycham się czekoladą z orzechami, a postanowień nie mam żadnych, bo tylko raz przetrwałam bez słodyczy, ale już w Niedzielę Palmową nadrabiałam straty, czyli właściwie do końca nie wytrwałam. Buziaki. :***
OdpowiedzUsuńDo Niedzieli Palmowej??? O wooow, to ja i tak podziwiam :) Ja mam jeszcze kilka innych postanowień, więc nie tak źle, ale to słodycze są dla mnie największym wyzwaniem :)
UsuńZdrówka Mysko!
OdpowiedzUsuńJa też próbowałam nie jeść słodyczy w post, ale nie wyszło :( Ale ograniczyłam znacznie, jeżeli to może być uznane za zasługę dla mnie ;)
Dominika
Dzięki Dominiko!
UsuńO, to ja widzę, że tych postnie bezsłodyczowych jest więcej :) U mnie chyba też na ograniczeniu się skończy :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń