24 sty 2012

Z CYKLU: DIALOGI Z GUTKIEM cz. I

No więc dostałam wczoraj smsa od M, że się spóźni bo mu się narada siakaś przedłużyła, i mną nerw lekki trzepnął, bo czekałam głodna z obiadem.
Pomyślałam za to, że dłużej z tą komodą nie wytrzymam i sobie sama ją przesunę.
A wszyscy wiedzą, że nic tak dobrze na krzepę nie robi jak choć mały podnerw. 
Ciężka ta komoda jak jasny pierun, powtarzam.
Pół godziny stękania, trochę żonglowania rzeczami, odkurzania, ale dałam radę, tak?
M: mysa, prze asior jesteś – rzekł mąż po powrocie z pracy - ta komoda waży więcej od ciebie! – gwizdnął z podziwu - nie porysowałaś podłogi? – się zmartwił zarazem.
Ale spodobało się. Jakoś jakby więcej przestrzeni, czy coś…

Ale dobra, miało być dzisiaj o Gutku.
Hmmmm, od czego by tu?
Chyba mi kilka postów z tego wyjdzie, trochę się uzbierało tematów.
Dzisiaj zatem, skoro już jestem przy porządkach, to pociągnę dalej.


Zapomniałam pochwalić naszego stolarza, bo w sylwestra skończył robić barierki przy schodach. 
Nie, nie. To jeszcze nie koniec jego dzieła, ale to co zostało, to drobnica w porównaniu z całością. 
Dla mnie najważniejsze, że można w końcu bezpiecznie chodzić po poddaszu. 
Gutek wniebowzięty, bo może już teraz ze mną tam bywać.
A na poddaszu jest fajnie.
Są tam skarby. 
Są pudła po różnych urządzeniach (mamo, tu jest samsung, a tu elektlolux, a tu dlukalka teź samsung
No i nasza królowa. Pralka czyli.
Wczoraj:
Ja: idę na górę, wstawić pranie, idziesz ze mną?
G: taaaaaaaak! ja wstawię planie! jaaaa!!! - krzyczy rozentuzjazmowane dziecko.
Ja: to chodźmy
Generalnie wstawianie prania wygląda u nas tak, że ja segreguję pranie, a Gutek robi resztę, czyli wrzuca posortowane rzeczy do bębna, wsypuje proszek, nalewa płyn, ustawia program – ja mu tylko mówię gdzie ma się zaświecić lampka (temp, obroty, stopień zabrudzenia).
Po zakończeniu prania pomaga mi je rozwieszać, czyli wiesza skarpetki i majtki na takiej ośmiornicy, gdzie się drobnicę daje, a ja się zajmuję większymi kawałkami.
Ja: suuuuper potrafisz zrobić pranie, brawo synku! – chwalę dziecko, ze zgrozą myśląc, że jak nagle rypnę, to Gutek będzie instruował ojca jak działa nasza nowa pralka ;)
Gutek stoi dumny jak paw.

Pralka uruchomiona, może by się tak kawki napić?
Ja: chyba się kawy napiję. – mówię więc
G: jaaaa! ja!!!! ja ci zlobię pyśną kawę!!!!
Ja: no to chodźmy
Sadzam go na blacie, włączam ekspres i ubijam sobie mleko, resztę robi dziecko, czyli ustawia filiżankę i nadusza odpowiednie guziki
G: słabą ci mocną?
Ja: słabą
Pociągam łyk, chwalę, że najpyszniejsza w świecie, a ten stoi dumny.

Potem wkładam naczynia do zmywarki, leci Gutek
G: jaaaa!!! ja!!! ja chcę włącyć zmywalke.
Wkłada tabletkę, ustawia program, zamyka drzwiczki i stoi dumny  jak paw.


Zabieram się za odkurzanie, po chwili Gutek przejmuje pałeczkę, znaczy rurę i leci z koksem. Ale jak?! Po choince to tak odkurzył, że śladu nie było, nawet zmienił sobie sam ssawkę, żeby dokładnie z fotela igiełek się pozbyć.
A potem wychwalony stał dumny jak paw.

Generalnie myślę, że zabawek mogę się pozbyć i nie będzie rozpaczał. Woli załatwiać sprawunki jak mama czy tata.
kawa od Gutka :)
Panie Boże spraw, by mu ten entuzjazm nigdy nie oklapł! ;)


PS... jak tak teraz patrzę, to mało tu dialogów :) Jutro więcej :)

17 komentarzy:

  1. Pięknie Synek Ci rośnie. Będzie miała żona pomoc kiedyś :)
    Pranie też robimy razem z Małym, nie daruje mi nigdy. Wieszać też koniecznie musi... Tylko z jego wieszania to raczej żadna pomoc póki co, bo chyba bym nie doprasowała tego :)
    Pomoc przy odkurzaniu to już cięższa sprawa, bo ja sama ledwo daję radę temu potworowi, co go zakupiłam, taaaki ciężki :( ale Mały ma swój, mały plastikowy odkurzacz, jeszcze Starszego, zawsze go wyciąga jak się biorę za sprzątanie i pomaga w ten sposób :)

    Cudne te nasze chłopaki, co my byśmy bez nich zrobiły... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lilijko, przynajmniej mi synowa nie będzie mogła mi zarzucić, ze lenia wychowałam hłe, hłe :) Chociaż, de facto, żal mi czasem tego mojego Gutka i wręcz proszę go, by pobawił się swoimi zabawkami ;) Ale on tak ma od maluśkiego, zawsze najbardziej interesowało to, co nie należało do niego :)
      No, jakbym miała taki kombajn ja Ty do odkurzania, to podejrzewam że i Gutek by się na zabawkę przerzucił :)

      Usuń
    2. Oj tak! Tego na bank Ci nie zarzuci :)
      Dzieci tak mają, zabawki są zawsze pod ręką, ale co to za frajda, mama i tata mają ciekawsze "zabawki" :)

      Usuń
  2. Kochana jakbym czytała o moim Antku. Wszystko robimy w domu razem, pranie, kawkę, herbatkę koniecznie z miodem, obiad, odkurzanie itp. Jeszcze lepiej jak mój B wspomni że musi wyjśc na chwilę do pieca albo garażu Mały w 3 sekundy jest gotowy. Zabawki są w pudłach w jego pokoju, czasem z 2-3 dni ich nie rusza, oprócz takiej skrzynki z narzędziami to jest nadal na topie. Buźka dla Gutka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie! Mamy tak samo, tylko u nas zamiast herbatki z miodem jest często zielona z jakimś owockiem czy czymś :)
      Garaż i kotłownia to działka taty - ja się nie wtrącam :) Mam za zadanie tylko bluzę dziecku założyć, bo tam chłodniej :)

      Usuń
  3. Minie mu to :P
    Za 5 lat się nie doprosisz żeby śmieci wyniósł i zgrabił liście w ogródku.
    Nie wiem gdzie popełniłam błąd, że z uczynnego i pomocnego chłopca mój Młodszy wyrósł na megalenia. Teraz nie umiem na nim wymóc praktycznie nic. Tzn. zrobi ale po wielkim ociągania i odkładaniu tego na potem (ciekawe, bo ja nie odkładam raczej niczego na później, chyba, że sytuacja tego wymaga)

    Tak tylko mówię, że nie chwal dnia....wiesz...hihi:) Jak nie ma przykładu w ojcu, który powinien te wszystkie normalne rzeczy umieć (bez kobiety w domu staje się kaleką?) to różnie może być. Chociaż mam wrażenie, ze Gutek się czuje zobowiązany zaopiekować się tobą za tatę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe, Figa, ja się nawet nie łudzę, że tak będzie zawsze :) Ale miło mi póki co, że z takim zapałem podchodzi do domowych czynności :) Nauczy się i nie zginie :)
      Myślę, że to przychodzi pewien wiek i dziecko dostrzega, że sprzątnie to szara rzeczywistość, a nie zawsze fajna zabawa :)

      Gutek jest opiekuńczy wobec wszystkich, nie tylko mnie.... choć mnie traktuje wyjątkowo - przyznaję. Jak wita naszych gości to wszyscy padają... odsuwa krzesła, pyta czy zrobić herbatę/kawę etc... bardzo lubi się kimś zajmować :)
      Mąż niby nie kaleka, ale nowej pralki jeszcze nie obsługiwał :) hmmmm, tak samo zresztą jak ja nie robię kilku rzeczy, które codziennie robić trzeba, a zajmuję się nimi M :)

      Usuń
  4. Strasznie fajnie, że Małego angażujesz w takie domowe zajęcia. Już Mu tak zostanie. Bo będzie przyzwyczajony. Ja tez tak robiłam i robię :))

    Pooglądałam Mysią Norę. Rogaliki wyszły Tobie super.

    A jedzonko dla ptaków, śmieję się, bo zrobiłyśmy identycznie :))) Tylko Ty byłaś mądrzejsza i zrobiłaś w silikonowych foremkach. Ja w metalowych i smalcu z ziarnami nijak wyjąc nie można. Ptaki raczą się z naszych foremek :))

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aduś, bardzo bym chciała, żeby tak było jak mówisz.
      Ja i moje rodzeństwo tez byliśmy od małego angażowani do pomocy, a już zawsze siedzieliśmy w kuchni jak mama pichciła :) Na przykład mama robiła pierogi to początkowo siadaliśmy sobie wokół stołu i gadaliśmy... z czasem paluszki zaczęły same chodzić i mogliśmy pomóc... tak samo było z wypiekami - najpierw obserwacja, a potem działanie :) Nawet mój brat umie pierogi lepić mimo, że nie ma raczej czasu na gotowanie :)
      Jak byłam nastolatką to wkurzałam się gdy mama kazała mi sprzątać, ale sama długo w bałaganie nie wytrzymałam i w końcu się poddawałam :)

      Aduś, ja najpierw też zrobiłam w metalowych tartaletkach, ale zaczęło się kruszyć przy wyciąganiu, więc wykruszyłam wszystko z powrotem do garna i jeszcze raz wytopiłam ;)

      Usuń
  5. U mnie etap pomocniczy to był etap przejściowy. Adaś odstąpił z radością swoje "obowiązki" Szymonkowi (czasem tylko się włącza, co grozi kłótnią wymienionych). Jak Szymonek podrośnie, to ma następcę, ale co będzie potem się pytam???!!! ;-)

    Maciejka

    Ps. Gdzieś mi mignęło, że pytałaś o przepis na muffinki z kawałkami czekolady. Ja co prawda muffinki robię od miesiąca (kupiłam wreszcie formy;-))), ale ciągle coś próbuję i ze wszystkich wypróbowanych najbardziej lubimy te:

    http://gotuj.skutecznie.tv/2010/09/muffinki-jogurtowe-z-kawalkami-czekolady/

    Z tym, że jogurtu daję standardowy pojemnik i jeszcze pół tego pojemnika mleka, 2 szkl. mąki i całą tabliczkę czekolady kroję (my lubimy dużo;-) Reszta jak w przepisie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maciejko, ja tam widzę rozwiązanie :) Trzeba Błażejkowi następcę sprawić :)
      Ale to tak można.... eeeeyyyy.... w koło Macieju w sumie :)
      Dzięki za przepis na muffinki, w piątek zaczynam wypieki :) mniaaam... już się doczekać nie mogę :)

      Usuń
  6. wow! toś sobie syna wychowała cudownie! normalnie pozazdrościć... u nas niestety euforia pomocy w domu już dawno minęła i teraz jest albo "zajaz" albo "ale to tak nie może być! to musi leżeć tutaj!" (czyli na środku pokoju...)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, Gutek to mały pedant, nigdy się nie brudzi przy jedzeniu, a jak mu się zdarzy to natychmiast się wyciera, nie umie pracować w bałaganie, zabawki po sobie zazwyczaj sprząta bez problemu - to chyba w genach coś... bo my też trochę skrzywieni w tym względzie ;) Ja go nawet specjalnie prosić nie muszę ani wychowywać w tym względzie - "on siam" ;)
      Ale ja też tak miałam... potem mi trochę przeszło i wróciło gdzieś na studiach hłe, hłe :)

      A Twoja Zu jest bardzo elokwentna i uparta i wie co chce :)

      Usuń
  7. Kochany Gutek, jaki pomocnik, jak dba o mamusię :). Mój Olek ma podobnie, ale ja wiem, że zamiłowania się zmienią (zresztą wszystkie to wiemy). Jednak czego się nauczą - niech im zostanie na zawsze :). Niech nie mają lewych łapek do prac domowych i umieją przygotować i podać kawę kobiecie (mamie, siostrze, żonie etc).

    U mnie już i Maksi rwie się do roboty. Nie wkłada do pralki - wyciąga z niej to, co włożyłam. "Układa" w szufladach i na półkach z książkami. A jak widzi, że otwieram zmywarkę - maraton i wyciąga brudy... Grrr..

    Dialogi z Gutkiem - bezcenne Mysko - dawaj więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, no właśnie o to chodzi.... nie liczę, że zawsze będzie taki skory do pomocy, ale przynajmniej poradzi sobie i nie bedzie problemu jak przyjdzie mu włączyć odkurzacz.... czy inny sprzęt.
      Mieszkałam z taką dziewczyną na studiach, bardzo zresztą fajną, ale kompletnie bezradną "domowo"... rodzice od małego kazali jej (i jej rodzeństwu) się uczyć, rozwijać pasje i wręcz zabraniali wykonywać czynności domowe.
      pamiętam, ze kiedy zobaczyłam jak przywiozła z domu zamrożone kotlety z dokładną instrukcją ich podgrzania to mało nie padłam! Czajnik elektryczny umiała włączyć - tyle! Nawet ziemniaków ugotować nie umiała, a jak zobaczyliśmy jak koślawo je obiera, to potem nam się czkawką przez tydzień odbijało :) w rok ją wyszkoliłyśmy na cacy :)

      A Gutek też jak był taki jak Twój Maksymalny teraz to uwielbiał z pralki brudy wyciągać... i tarzać się w nich :-/ zmywarki wtedy nie mieliśmy ;)

      Usuń
  8. Prawda Mysko. Ja tam od dzieciaka przywykła do roboty jestem (na wsi w gospodarstwie, ogrodzie i w domu, opieka nad młodszym rodzeństwem). Studia pokończyłam itepe. Jedno nie wyklucza drugiego. Czasem wręcz za dużo na łbie miałam. Nie wyobrażam więc sobie, że moje dzieci będą chowane jedynie "w nauce, zabawie i relaksie". Muszą mi pomagać i uczyć się - a dzisiaj pralki, zmywarki itp - łatwiej. Kiedyś nie było.

    Cóż, śmieszą nas instrukcje odgrzewania kotleta, ale to wina rodziców, że tak postępują. Na szczęście życie potem weryfikuje wszystko. I np. lewa rączka spotyka na studiach dobre koleżanki i wszystkiego się uczy. A jak nie - jej sprawa. I potem ewentualnego partnera (partnerki) ;-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, my też w domu mieliśmy dużo obowiązków (ja nie miałam młodszego rodzeństwa, więc o tyle było mi lżej jak Tobie), ale nie wyobrażam sobie, żeby dzieci w domu tylko leżały i pachniały. Muszą się gdzieś nauczyć obowiązków... żeby potem nie musiały płakać nad spalonym kotletem :)
      Oczywiście, że teraz jest łatwiej i łatwiej chowa się dzieci (mikrofalówki, zmywarki, pralki, piekarniki zamiast pieców) niż kiedyś... ale urządzenia same się nie napełnią i nie opróżnią :)
      Mojej koleżanki mąż dopiero po ślubie się nauczył słać łóżko, wcześniej mama za niego ścieliła ;) Czujesz? trzech dorosłych synów i ani jeden łóżka po sobie ścielić nie musiał ;)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...