25 sty 2012

DIALOGI Z GUTKIEM, CZĘŚĆ II – ŁAZIENKOWA ;)

Ale najpierw o tym, że mamy sikorki! Ale ile?!
Dopadły smalec i dłubią.  Sześć naraz widziałam :)
A już się martwiłam, bo przez kilka dni nic nie przylatywało.
Ale do rzeczy.

Chyba za bardzo „zdzidziusiowałam” ostatnio mojego syna, albowiem Gutek mówi coraz wyraźniej, a ja tu wszystko psi, psi, tju, tju… „sz”, „cz”, jeszcze takie miękkie, ale to już nie „ś”, „ć”  No „r” mu jeszcze nie wychodzi, ale to kwestia czasu.

[moment, coś mi śmignęło po tarasie....]
[kot jakiś]
[o! i pies za nim]
[musimy się ogrodzić, bo mamy zwierzyniec]

Dzisiaj post łazienkowi. Wrażliwcy niech nie czytają. Będzie o puszczaniu bąków, pupie, sikaniu i paście do zębów. I prośba też będzie na koniec. 

Pisałam już wam, że Gutek ma hopla na punkcie marek sprzętów różnego typu. Ostatnio tez wypytuje o nazwy sklepów, w których coś nabywamy, lub obok których przejeżdżamy. Bardzo jest zawiedziony, kiedy nie jestem w stanie mu powiedzieć z jakiego sklepu jest na przykład lampa - bo nie wiem, albo miska - bo dostaliśmy w prezencie.
Ale wracając do marek….
G: Mamo, jaką ty masz szczoteczkę do zębów?
Ja: eeee, biało-różową
G: ale jaką?
Ja: a nie wiem
G: kolgejt, wiesz?
Ja: no teraz już wiem
G: a jaką masz pastę, wiesz?
Ja: no to akurat wiem – elmex – odpowiadam dumnie – i płyn też elmex – uprzedzam kolejne pytanie
G: no dobzie…. A jaką ja mam szczoteczkę?
Ja: eeeeeee…..
G: olal be, wiesz? – odpowiada triumfująco dziecko
Mądrala się znalazł
 *
Siedzimy z M na łóżku, a Gutek woła, że chce mu się sikać i leci do ubikacji.
I nagle słyszymy takie potężne TRRRRRRRRRRRRR
Ja: coś spadło?
M: nie wiem, chyba tak
A Gutek krzyczy z łazienki: too jaa! - z dumą - ale supel bąka puściłem!

*
Gutek poszedł do łazienki i wsiąkł. M chcąc sprawdzić co tam tak cicho otworzył i zobaczył, że Gutek sika. I słyszę:
G: tato, wyjdź ploszę, chcę być telaz sam!
M: o przepraszam – odrzekł M, wrócił do pokoju w ciężkim szoku i pytam mnie – to już? Tak szybko dorósł?
*

Gutek, na swój organ płciowy, który służy mu do sikania, mówi fajfusek. Nie wiem skąd nazwa, nie wiem kto ją wymyślił, mam wrażenie, że jest u nas od zawsze.
No i kilka dni temu jemy sobie obiad, gadu, gadu, pla, pla i nagle słyszę:
G: mamo, a czy ty masz fajfuska? – pyta niespodziewanie dziecko
Ja: jaaaaa?– próbuję opanować chaos w głowie, bo przed sekundą była mowa o jedzeniu, a tu taki rozrzut tematyczny  - yyyyy, ja nie mam – odpowiadam zgodnie z prawdą
G: to cio tam masz?
Ja [tym razem odtwarzam w myślach najbardziej odpowiednią nazwę tego co tam mam i nic, ale to nic mi do głowy nie przychodzi]: yyyyy, eeeeee, hmmmm jak to nazwać? – zadaję sama sobie pytanie
G: nie wiesz, cio tam masz???? – pyta zaskoczone dziecko
Ja: no wiem, ale nie wiem jak to nazwać – no bo jak nazwać TO, żeby nie artykułować wulgaryzmów lub śmiechu wartych słówek… wystarczy (śmiechu warty) fajfusek ;)
G: to jak sikasz? – rzeczowo pyta dziecko
Ja: no jak to jak?
G: na siedząco – poucza mnie dziecko - jak ktoś nie ma fajfuska to musi siadać na kibelku
No to mamy chwilowo wyjaśnione - pomyślałam. 
Jak się dzisiaj rano okazało - tylko chwilowo.
Gutek dzisiaj od czwartej bardzo niespokojnie spał. Po kilku zrywach udało się wyjaśnić, że boli go fajfusek
Oglądamy z M rzeczonego fajfuska, ale nic nie widać, żeby coś się działo. W końcu proszę Gutka, żeby się wysikał. Jak zobaczyłam ilość to nie zdziwiłam się, że go bolało.... nie wiem gdzie on tyle moczu zmieścił.
No i zaczęła się dyskusja:
G: mamo, a Ciebie boli fajfusek?
Ja: nie boli, bo ja nie mam fajfuska
G: a cio tam masz?
Ja: hmmm - zamyślam się chwilowo
G: ja wiem, ty masz dwie pupusie
Tiaaaa

Dobra dziewczyny, Jak nazwać „TO” w przypadku dziewczynek? No jak? Proszę  o radę, bo czuję, że to nie koniec.
;)

38 komentarzy:

  1. O żesz. Ale posta machnęłaś hi hi. I u nas bywają podobne dysputy. Ale u nas - NA SZCZĘŚCIE - jest ojciec, który uczy też po angielsku - zresztą on nie ma kompleksów jak co nazwać. Zawsze to dziecko będzie wiedziało o co chodzi a słowo w ingliszu brzmi inaczej, prawda? Zamiast fajfuska jest więc cock.

    A mama? Hmm - Olo mówi - dziewczyny nie mają cock. Dalej nie wnika. Wie, że nie mają. Ale jak piszesz - to złudne, bo pytania wyrastają nie wiedzieć kiedy i czemu jak grzyby po deszczu.

    Może mamusie dziewczynek się wypowiedzą? Mają więcej doświadczenia... Ja nie wiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Amishko, nie przewidzi się, kiedy dziecko zada Ci pytanie z tej serii.
      Polacy nie gęsi i swój język mają, ale jeśli chodzi o organy płciowe to ma się do czynienia z medycznymi / formalnymi nazwami albo wulgaryzmami. Mnie brakuje osobiście nomenklatury dziecięcej, ale nie jakichś "fajfusków" tylko hmmm sama nie wiem.... może trzeba zdrabniać po prostu...hmmm.
      szczęściarze z tym angielskim :)

      Usuń
    2. Ponoć jest jakiś poradnik na rynku (wydanie książkowe) - jak to się nazywało? Coś w tytule było o cipkach i już samym tym mnie odrzuciło.
      W każdym razie książka specjalnie dla dzieci by je oswoić z tematem.
      Mnie jakoś po przeczytaniu recenzji nie przekonała.

      Cock też mnie nie przekonuje, bo się wymawia "kok" a to przecież rodzaj fryzury :P jak potem wytłumaczyć dziecku, że babcia ma kok na głowie?
      Aż się zakrztusiłam ze śmiechu :))))

      Usuń
    3. Mam tytuł: "Wielka księga siusiaków" i "Wielka księga cipek".

      Dla dzieci i młodzieży....ale ja tam wolę sama z dzieckiem rozmawiać. Może mu nie pokażę na swoim przykładzie ale "medyczną" fotografię lub dobrze wykonany rysunek bardzo chętnie mogę z nim omówić. Jest już w takim wieku, że porozmawiać bez wstydu potrafi i zapytać konkretnie też.
      Ostatnio rozmawialiśmy o masturbacji...więc wiecie...ja jestem w tematach daleko ale WSZYSTKIE was to czeka :PPP :))))
      Niestety nie mogę wszystkiego opisać na blogu, bo znowu mnie okrzyczą, że demoralizuję dziecko - a ja naprawdę nie mam ochoty na wizyty kuratorów lub nie daj boże jakieś aresztowanie na podstawie anonimowego donosu o seksualnym wykorzystywaniu własnego dziecka. No bo kto wie... co sobie ludzie wyobrażają jak matka otwarcie z dzieckiem rozmawia o "wstydliwych" sprawach (jakie one wstydliwe?) Popadłam w paranoję i zwyczajnie się boję być szczera na blogu.

      Usuń
    4. Figa, ja nie lubię poradników tego typu, bo raz, że czasem głupoty w nich wypisują, a dwa że w stosunku do dziecka kieruję się zdrowym rozsądkiem i przeczuciem. Znam Gutka i wiem do czego dorósł, a do czego nie. "Cipa" to dla mnie wulgaryzm i na pewno nie użyję tego słowa tłumacząc dziecku podział płciowy, więc sam tytuł już mnie odstrasza :-)

      A z cock'iem to nie wydaje mi się, żeby było coś nie w porządku, skoro rodzina posługuje się w domu głównie angielskim. Trudno, żeby tata, który mówi po angielsku zaczął nagle mówić fallus czy penis :-/

      Usuń
    5. Figo, cock w wersji mojego M. jakoś zupełnie nie brzmi jak kok na głowie jako fryzura ha ha ;-). Jak dla mnie to określenie pasuje. W wersji M. brzmi normalnie, ale za to jakby M. zaczął po polsku - to by był już cock z ... jajami ha ha ha ;-).

      Usuń
    6. No toteż własnie - ja mam na myśli polski język :) bo przecież Myska pyta o radę dotyczącą polskiej wersji - tu mieszka i po polsku do synka mówi. I ja się postawiłam na jej miejscu, gdybym miała Młodszego edukowac w kwestii nazewnictwa to cock by odpadał. Nawet przy wielkim wysiłku wymowy "czysto angielskiej" (próbuje i mi wychodzi koołk - mniej więcej) :))))

      Prawda, że naszym ojczystym języku ładnej nazwy dla żeńskich narządów płciowych nie ma :(

      Usuń
    7. Oj nie ma, nie ma, tu się podpinam pod zdanie w pełnej rozciągłości.

      Usuń
    8. A nie, spoko Figa, ja cocka używać nie będę i bez tego mamy zamęt :) ale ja sobie myślę, że fajnie ma Amisha, która może raczyć synów takim słownictwem bez obaw, że na przykład w publicznym miejscu dojdzie do "skandaliku"...bo mało kto będzie wiedział o co chodzi :)

      Usuń
  2. No...jedyne w miarę fachowe i w miarę ładne okreslenie to wagina. Możesz mu powiedzieć, że lekarze nazywają "pupusię" waginą i tak jest ona też nazywana w ksiązkach medycznych a fajfus nazywany jest fallusem (w sumie podobnie)
    Jak byłam mała to mówiłam "pimpusia" albo "mała pupcia" i "duża pupcia".
    Nie pamiętam jak dokładnie tłumaczyłam to Młodszemu ale z waginą na pewno mu tak opowiadałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, wagina mi uszu nie rani :)
      Z tym fajfuskiem musimy jeszcze coś zrobić... no ile można takie głupotki opowiadać ;)

      Usuń
  3. Ja też jestem za nazywaniem części ciała tak jak jest w książkach "naukowych". Pochwa, penis...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Mario :)
      Ja też myślę, że nazwy naukowe są lepsze... szczególnie, ze nie za bardzo jest wybór, jeśli nie chce się kląć ;)
      "Penisek" mnie przekonuje jak najbardziej... z tą pochwą/waginą musimy się jeszcze naradzić z mężem, żeby wersje uzgodnić :)

      Usuń
  4. Myska czytam posta, czytam komentarze, w tym czasie przychodzi koleżanka na zmianę popołudniową, miejsce zwalnia jej koleżanka ze zmiany porannej. Odpala więc komputer i mówi: "ale mi zagrzałaś myszkę" - wszyscy w śmiech, jakoś się skojarzyło jednoznacznie :) Dzisiaj już i tak kolega stwierdził, że wszystkie nasze rozmowy, nawet te o muzyce klasycznej kończą się na dupie :) jakiś dzień głupawki mamy :)

    Dziwnie jednak byłoby tłumaczyć Gutkowi że Mama Myska ma myszkę :)
    Fajnie, że zaczęłaś ten temat, przyda mi się pewnie :) nie wiadomo kiedy z takim kwiatkiem Mały wyskoczy... Starszy chyba nie pytał, nie pamiętam.

    PS. U nas Mały ma siusiorka, ale też nie pamiętam skąd akurat taka nazwa.

    OdpowiedzUsuń
  5. hehehe :) Ja tam o myszkach kitu dziecku puszczała nie będę :) Muszę znaleźć złoty środek :) A Ty czytaj... nie znasz dnia ani godziny jak Cię padnie znamienne pytanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Szczęściara jestem, wszystko dopiero przede mną. :) My mówimy ,,siusiak", a córki Elemki (mojej siostry)mają ,,siusie". Terminologię medyczną wprowadzę trochę później.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siusiak jest chyba najbardziej popularny i chyba najbardziej dostosowany mentalnie dla dzieci - wiadomo, ze jakiej nazwy się nauczy taką będzie później powtarzać, ale chodzi też o reakcje dorosłych i starszych dzieci. My w sumie też często go używamy, ale sam Gutek mówi raczej o "fajfusku"
      "siusia" brzmi fajnie... w szczególności w połączeniu z siusiakiem :)

      Usuń
  7. Haha!
    Myska, ten Wasz Gutek jest wspaniały! Zarówno w pomaganiu Ci we wszystkim, jak i z jego fajnymi hasełkami. Ależ się uśmiałam! :-DDD

    Co do nazewnictwa - u nas maluchom (siostrzeńcom) mówi się albo siusiak albo ptaszek. Ale z damskimi to nie wiem... ;-)
    Rzeczywiście problem w tym naszym polskim nazewnictwie. Ale często słyszałam o "Myszce".. Hihi! ;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że siusiak wybija się na prowadzenie :)
      Ja (jak już się przespałam z problemem;)to doszłam do wniosku, że wprowadzanie medycznych terminów w przypadku tych najmłodszych dzieci, chyba nie jest tak idealnym pomysłem... szczególnie, że większość i tak stosuje zdrobnienia czy dziecięce zamienniki. No nauczę Gutka, a potem go starsze dzieci w szkole w przedszkolu (?) czy na placu zabaw wyśmieją :-/

      MySZka odpada - z wiadomych względów :)

      Usuń
  8. Tak sobie myślę i myślę. Może jednak ta wagina?
    I przypomniało mi się, że moja kuzynka zawsze używała "dziurka". ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Myska aleś temat zapodała hi hi hi
    No to wypowiem się ja, matka córki... bo przecież jakoś "to" musimy nazywać :-) wagina mi przez gardło nie przejdzie bo się ze śmiechu uduszę... my mówimy "sikulinka" no bo do sikania służy i generalnie raczej rozmawiamy na temat tej młodszej, a nie mojej... ale Zu wie, że mama ma to samo, a tata ma siusiaka. A jak to juz przestanie tylko do sikania służyć to wtedy pewnie sobie sama coś wymyśli... ;-)
    Akurat pod tym względem bardzo pomysłowy jest mój Skarb :-) Od kiedy się poznaliśmy to wymyślił już ze 5 nazw, każda śmieszna, nie wulgarna, nie obraźliwa i postronna osoba nie domyśli sie o co chodzi, chociaż po głębszym zastanowieniu można skojarzyć :-) No ale sorki, nie przytoczę tego po trzeźwemu bo mi głupio...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No bo mnie zastanowiło to wczoraj :)
      "sikulinka" i "siusia" mi się podobają i chyba póki co zostaniemy przy tym... bo jednak te terminy medyczne to.... no kurde nie wiem :)
      Jak na wakacjach przesiadywałam w piasku z Gutkiem, to sąsiadka często podrzucała mi swoją wnuczkę na chwilę, ona miała wtedy (ta wnuczka, nie sąsiadka) 2 latka i wiadomo, jak w lecie, spódniczka i majtusie... i raz pamiętam mi mówiła, że ją "sisia" swędzi bo jej piasku naleciało do majtek (spoko, nie grzebałam obcemu dziecku, czekałyśmy na babcię;).... jakby mi powiedziała, że ją "wagina" swędzi to chyba rzeczywiście bym padła trupem w tej piaskownicy :)
      To se długo poczekamy na teksty Skarba, jak nie da się na trzeźwo :) - dawaj nie wstydź się :)
      I dlaczego Ty nie śpisz? (00:11)Miałaś wypoczywać! :)

      Usuń
    2. no może kiedyś mnie upijecie i coś chlapnę :-)
      a nie spałam, ale przecież odpoczywałam, najlepiej sie relaksuję na blogowisku przecież... tego pan doktorek nie zabronił :-)

      Usuń
  10. Aha - żeby nie było, że Olek tylko po angielskiemu - bo zasadniczo on operuje polskim - to na "cocka" (tudzież dicka) mówi też siuraczek, o! Chyba od bratowej którejś (mają córki) słyszałam jeszcze pipcia.

    Niesamowite - na chłopskie przyrodzenie to jakby nie powiedział to jakoś ujdzie - a z babą - problem.

    OdpowiedzUsuń
  11. Amishko, moja myśl na ten temat ewaluowała przez noc i chyba jednak zostaniemy jeszcze przy siusiaku (vel.fajfusku) i siusi/sikulince. jakoś nie mogę się przełamać do tych poważnych określeń... No penisek jeszcze jako brzmi ale na kobiece nazwy od razu mi mój gin. staje przed oczami ;)
    Ja też przecież miałam swoje nazewnictwo (chyba też coś kole siusi ;) i nie czuję się oszukiwana przez rodziców. Co innego, gdyby wszyscy dorośli w standardzie używali tylko medycznych terminów, to wtedy jak najbardziej... a tak... kiedy 90% dzieci ma swoje odpowiedniki, to jednak nie brzmi to fajnie :/
    Chyba pomogłyście mi podjąć decyzję. Jeszcze nie wiem na stówę, ale liczę, że mam troszkę czasu nim temat powróci :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiesz co, jednak ten siusiak i siusia/siusinka/sikulinka to są najlepsze określenia. Pasują do dzieci.
    Bo rzeczywiście jak sobie wyobraziłam małą słodką dziewczynkę mówiącą : swędzi mnie moja wagina - to prawie oplułam monitor!
    ;-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. prawda?? :)
      dziwnie z ust małego bąbla brzmi "wagina/pochwa/fallus"
      To nasze (dorosłych) uprzedzenia, sami byliśmy chowani na siusiakach i żyjemy :)

      Usuń
    2. 3 latek, tudzież nawet starszy dzieć ma prawo do własnego rzeczy nazywania. i co przystoi starym koniom niekoniecznie pasuje maluchom. nie tylko jeśli chodzi o nazewnictwo tych rzeczy. więc siusiaczki do góry i lać - na zbyt wczesne wprowadzanie w szczegóły ;-).

      wszystko ma swój czas.

      Usuń
    3. Zaiste Amishko :) nie wiem jak Ty to robisz, ale zawsze moje myśli tak ładnie w słowa ubierzesz. My z Gutkiem póki co olewam sikiem prostym poważną nomenklaturę. Nauczy się jak przyjdzie pora :)

      Usuń
  13. Witam, czytam Twojego bloga od jakiegoś czasu i bardzo mi się podoba ;) ale jeszcze się nie wypowiadałam. To może powiem jak u mnie w domu rodzice dwóch córek wybrnęli z tego problemu. U nas mówiliśmy na TO psipsia - myślę, że to określenie nie jest wulgarne i na pewno, gdy będę miała dzieci tak będę im tłumaczyć nazwę damskiego organu.
    Pozdrawiam waszą rodzinkę serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Justynko (moja imienniczko, tylko cssiii:) Bardzo Ci dziękuję za komentarz, to takie miłe jak ktoś się ujawnia, kogo wczesniej nie miało się okazji poznać :)

      Psispsia brzmi fajnie, rodzice super wybrnęli!

      Teraz to przynajmniej mam wybór, i jak mnie Gutek nagle zaskoczy to na pewno coś wybiorę (siusia, psipsia:) a nie będę świecić pustą łepetyną :)

      Usuń
  14. Psipsia - znam to! I akurat jak dla dziecka jest git, Justyno. Nie jestem specem od marketingu, ale blog Myski jest jednym z NAJ w sieci - stąd ja też- czytałam a potem się odezwałam i pokochałam autorkę wirtualnie - a wiem, że na wirtualnym się nie skończy ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amishko, kurcze no.... weź....
      chyba się rozbeczę zaraz....
      aż mi uszy spurpurowiały :)
      Wiesz, ze miłość odwzajemniona? Wiesz? Musisz wiedzieć!

      Usuń
  15. ostatnio zalatana jestem, nawet nie mam kiedy odpalic kompa i widze u myski mam braki.

    jak ja bylam mala to u nas w domu mowilo sie "tucha" nigdy pozniej tego zwrotu nie sluszalam ale to bylo takie neutralne. osobiscie balabym sie uzywac zdrobnien w rozmowie z dzieckiem, bo to w jakis sposob umniejsza i wysmiewa powage tych czesci ciala. to tak jakby sie z nich nasmiewac... tak jakos mi przyszlo do glowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, Loruszo ostatnio rzadziej Cię można czytać...
      Tuchy - nie znałam, nigdy nie słyszałam takiego określenia, ciekawe...nawet ciężko by mi było skojarzyć, ze to o to chodzi :)

      Słyszałam teorię, że nie powinno się zdrabniać przy dziecku bo to wyśmiewa, ale chyba nie bardzo się z nią zgadzam.
      Mam wrażenie, że jest nieco wyolbrzymiona. Jeśli do dziecka mówi się normalnie zdrabniając niektóre tylko słowa to zadnej krzywdy tym się nie robi, tak uważam.
      To przychodzi bardzo naturalnie, kiedy mama najpierw całuje swoje dziecko po rączkach, potem daje zupkę, soczek... z czasem zdrobnienia ustępują miejsca normalnym - dorosłym określeniom.... i odchodzą tak samo naturalnie jak przyszły.
      Co innego gdy używamy zdrobnień wyśmiewając coś lub kogoś... wtedy rzeczywiście może sobie dziecko je źle kojarzyć.
      Gutek, kiedy pierwszy raz świadomie oglądnął zdjęcie na którym jest karmiony piersią, pamiętam, że powiedział, że "je cycusia"...nie cycka, nie pierś, tylko własnie cycusia... byłam nawet ciekawa co powie dlatego wcześniej się nie odzywałam na ten temat.

      Jak najbardziej jednak zgadzam się z faktem, że do dzieci trzeba mówić normalnie i chora byłam jak ktoś zamiast o spacerze do mojego syna mówił: "idziemy ajci?" Gutek nawet nie wiedział co to znaczy ;) Moja sąsiadka używała zawsze takich określeń w stosunku do swojej wnuczki: buty=busie, kąpać się=papum itp... dziecko się mówić nie mogło nauczyć przez długi czas bo miało tak namieszane w łebku :)
      Stąd moje zastanowienie nad organami płciowymi... ale tu widzę subtelną różnicę... bo jednak zdecydowana większość operuje siusiakami a nie penisami

      Usuń
  16. Witaj. Jestem mamą dziewczynki i chłopca i mamy taki wierszyk, który córeczce przypadł do gustu (syn jeszcze nie mówi, więc nie wiem co on na to :))

    Dziewczyneczki mają cipeczki
    a chłopaki mają siusiaki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siusiaki widzę, że są najpopularniejsze :) "Cipeczki" to dla mnie już o jeden most za daleko :) Na tym właśnie problem polega, że z genitaliami żeńskimi mam większy kłopot niż z męskimi... więc wszelki pipki, cipki, nie mówiąc o waginach i pochwach to nie na moje nerwy :)

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...