(…śnieg, śnieg, śnieg, śnieg…)
Nie było mnie.
Wiem.
Trochę miałam kryzys blogowy. Czuję, że on jeszcze wisi nade mną i dyszy mi w kark, także yyy eeee…nie wiem jak będzie jutro.
Poza tym miałam gości.
Znowu.
A ja się bałam, że jak pójdę na ten wygwzidów to zdziczeję z braku ludzi. No więc uprzejmie informuję, że ludzie są jakby w nadmiarze. Przyszły weekend już mam obstawiony co do godziny, a co w tygodniu to się pewnie samo wyklaruje - jak zwykle zresztą. Bardzo bym chciała pobyć sobie sama ze sobą (czyt. z Gutkiem), ale nie mam czasu gdyż non stop ktoś chce do nas przybyć i z nami posiedzieć. Wiem, że jesteśmy fajni, ale zaczynam pomalusiu wymiękać.
Co by Wam tu jeszcze?
A.
Jak ktoś mi jeszcze raz powie, że mamy dużą garderobę to mu strzelę z procy pomiędzy oczki. I dygnę nóżką na dodatek.
Jak się nie ma szaf – w ogóle - ani, ani - to żadna garderoba nie jest duża.
Ułożyłam rzeczy M i padłam.
Skąd on ma tyle szmat?
Powiesiłam, poukładałam i a ku ku…
Gutku, Skarbie dla nas już niewiele miejsca zostało.
Połowę miałam ochotę zapakować do worów i wywieźć do brata Alberta, czy gdzieś… to siedział i czuwał nade mną strażnik jeden. Wszystko się przyda.
Za to w garderobie można się spokojnie przespać.
Bo mieliśmy tych gości, tak?
I nie mieliśmy ich gdzie położyć. Znaczy siebie, bo nie wiem jak wy, ale ja staram się jakiś komfort przyjezdnym zapewnić, szczególnie gdy są starsi i podupadają na zdrowiu.
No i nam jedynie garderoba została do wyboru, gdyż albowiem tylko tam mamy podłogę gotową. No więc materacyk cyk, pościel cyk, Gutek cyk (G: ja teź chcie w galdelobie, ja teź chcie!).Nad nami wieszaki, półki i w ogóle. M: myska, czuję się jakbym w szafie spał.
O i tak.
Poza tym jak wczoraj sypnęło tak sypnęło.
A zima znowu zaskoczyła drogowców. Ja rozumiem, gdyby to był czerwiec, ale zdaje się, ze w naszej cudownej acz upierdliwej szerokości geograficznej śnieg w styczniu to żadne dziwo.
Znaczy nie wiem, może i w dużych miastach jest inaczej.
Może i.
Dzisiaj foty jako gratis.
Nie było mnie.
Wiem.
Trochę miałam kryzys blogowy. Czuję, że on jeszcze wisi nade mną i dyszy mi w kark, także yyy eeee…nie wiem jak będzie jutro.
Poza tym miałam gości.
Znowu.
A ja się bałam, że jak pójdę na ten wygwzidów to zdziczeję z braku ludzi. No więc uprzejmie informuję, że ludzie są jakby w nadmiarze. Przyszły weekend już mam obstawiony co do godziny, a co w tygodniu to się pewnie samo wyklaruje - jak zwykle zresztą. Bardzo bym chciała pobyć sobie sama ze sobą (czyt. z Gutkiem), ale nie mam czasu gdyż non stop ktoś chce do nas przybyć i z nami posiedzieć. Wiem, że jesteśmy fajni, ale zaczynam pomalusiu wymiękać.
Co by Wam tu jeszcze?
A.
Jak ktoś mi jeszcze raz powie, że mamy dużą garderobę to mu strzelę z procy pomiędzy oczki. I dygnę nóżką na dodatek.
Jak się nie ma szaf – w ogóle - ani, ani - to żadna garderoba nie jest duża.
Ułożyłam rzeczy M i padłam.
Skąd on ma tyle szmat?
Powiesiłam, poukładałam i a ku ku…
Gutku, Skarbie dla nas już niewiele miejsca zostało.
Połowę miałam ochotę zapakować do worów i wywieźć do brata Alberta, czy gdzieś… to siedział i czuwał nade mną strażnik jeden. Wszystko się przyda.
Za to w garderobie można się spokojnie przespać.
Bo mieliśmy tych gości, tak?
I nie mieliśmy ich gdzie położyć. Znaczy siebie, bo nie wiem jak wy, ale ja staram się jakiś komfort przyjezdnym zapewnić, szczególnie gdy są starsi i podupadają na zdrowiu.
No i nam jedynie garderoba została do wyboru, gdyż albowiem tylko tam mamy podłogę gotową. No więc materacyk cyk, pościel cyk, Gutek cyk (G: ja teź chcie w galdelobie, ja teź chcie!).Nad nami wieszaki, półki i w ogóle. M: myska, czuję się jakbym w szafie spał.
O i tak.
Poza tym jak wczoraj sypnęło tak sypnęło.
A zima znowu zaskoczyła drogowców. Ja rozumiem, gdyby to był czerwiec, ale zdaje się, ze w naszej cudownej acz upierdliwej szerokości geograficznej śnieg w styczniu to żadne dziwo.
Znaczy nie wiem, może i w dużych miastach jest inaczej.
Może i.
Dzisiaj foty jako gratis.
I Ania z Jeremim, bo lubię :)

Ładna ta zima jednak :) Chociaż zimna, to chyba trochę za takim śniegiem tęskniłam.
OdpowiedzUsuńA jaką fajną niedzielę mieliście dzięki temu. Tych sanek to zazdroszczę :) My dzisiaj trochę inne plany, i nie udał się spacer saneczkowy. Mam nadz że do następnego weekendu jeszcze zostanie.
PS Dobrze, że jesteś, mam nadz że temu kryzysowi tak łatwo się nie poddasz :)
Lilijko i zima ma swoje plusy - choć dla mnie tylko wtedy, kiedy jest biała, bo nie lubię pluchy... ale dochodzą do tej pory obce nam obowiązki jak na przykład odśnieżanie ;) Dobrze, że teraz chociaż auto garażowane jest i nie trzeba rano szyb skrobać :)
UsuńPS u mnie najczęściej kryzys blogowy jest następstwem gryzoni co mnie gryzą w środku :) Jak się problem jakoś rozwiązuje lub rozchodzi po kościach to łatwiej mi się pisze :)
Taaak, jak mówimy o zimie, to tylko białej :)
UsuńPowiem Ci, że odśnieżania póki co na własnej skórze nie odczułam, ale Ł wczoraj ponad 2 godz na szufli jechał :)
Gryzoń gryzoniowi może się nie da, użyj ząbków, myska przecież ma ostre :) A poważnie to trzymaj się i nie dawaj, buzial
ha, ha no ja też nie odśnieżałam jeszcze własnymi ręcami, ale mąż codziennie dybie z łopatą :)
UsuńDzięki lilijko... kochana jesteś... ściskam :)
To norma, że gości masz jakby w nadmiarze, ale wkrótce zapas się wyczerpie, bo ,,na całej połaci śnieg". :) U nas dopiero teraz zaczęło porządnie sypać. Jak dotrwa do jutra to idziemy na sanki, idziemy na sanki, idziemy na ... sanki!!!
OdpowiedzUsuńZ tymi gośćmi to jest strasznie dziwnie, bo normalnie muszę zapisywać w kalendarzu kto i kiedy, czy rodzina, czy znajomi... strasznie wszyscy chcą do nas teraz przyjeżdżać odkąd się przeprowadziliśmy :) Ja wiem, ze to pewnie minie z czasem ale trochę to męczące, bo zamiast zająć się rzeczami, które powinnam robić, to się w kółko krzątam po kuchni i pościel zmieniam ;)
UsuńZ drugiej jednak strony, bardziej bym się martwiła, gdyby nikt nas nie chciał odwiedzać hłehłe :)
Śnieg ma być póki co, także spoko, zdążycie :)
Nie, w miastach też drogowcy zaspali. Coś o tym wiem :/
OdpowiedzUsuńNie czaję o co chodzi z tymi drogowcami i nigdy nie zczaję. Choć ktoś mi już kiedyś tłumaczył, że oni mają przykaz odśnieżać dopiero kiedy sypać przestanie...
A! czyli drogowcy to nasza narodowa chluba :) Ja też nigdy nie mogłam zczaić o co chodzi z tym odśnieżaniem ulic i dlaczego zawsze jest problem ;)
UsuńNa tym pierwszym kolażu, który wstawiłam zjeżdżamy z Gutkiem z takiej fajnej górki... normalnie lodowisko... zero oporu, gna się na łeb na szyję :)
He, he, naprawdę, zbiezności w naszych gustach/ przeżyciach/ doświadczeniach mnie zadziwiają. Tylko, że my nie mamy garderoby, a ja (chwilowo) kryzysu blogowego (ale bedę miała, na pewno, jak bede miała Twój staż :)). Jesteś pewna, że nie masz czwórki dzieci ;)?
OdpowiedzUsuńJeremiego - kto nie lubi :))).
Anutku, hehe, jestem pewna, że zauważyłabym coś więcej ponad Gutka... choć w sekrecie ci powiem, że zawsze chciałam mieć akurat czwórkę :) Nic jednak straconego, nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa w tej kwestii:)
UsuńMnie też czasem to podobieństwo uderza :) To dla mnie coś w rodzaju nobilitacji - być choć ciutkę podobnym do Królowej Matki - poważnie :D
No, kryzysem blogowym możemy się różnić - to nawet byłoby wskazane :)
Mój M. też ma "tyle" szmat Myseczko.... I do każdego łacha sentyment, pamięć z jakiego kraju kupił i za ile... Oj, przydałaby się nam garderoba też, ha ha.
OdpowiedzUsuńZe śniegiem u nas dość spokojnie, popruszyło, nadal pruszy. Całkiem miło.
Anna Maria Jopek - zapewne jedna z moich ulubionych polskich piosenkarek. A piosenka z Jaremim - świetna.
Aaaa, no to Twój ma chociaż jakieś wytłumaczenie - sentyment i wspomnienia :) A mój? Ma bluzę jedną, którą mu kupiłam jak jeszcze byłam jego dziewczyną... dziury się zrobiły koło szyi, o ściągaczach nikt już nawet nie pamięta... ale nie wyrzuci, tylko straszy wszystkich dookoła :)
UsuńPiosenkę uwielbiam... piękny tekst, piękna muzyka, piękne wykonanie... no rozpływam się. I zawsze mi humor poprawia :)
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMysko zazdroszczę :) tych sanek najbardziej :)
OdpowiedzUsuńCzekam aż u nas chociaż odrobina śniegu spadnie.
Pozdrawiam
Ada
No popatrz, a ja myślałam, że już w całej Polsce śnieżnie jest. U nas dzisiaj dopiero dosypało porządnie... wczoraj to był tylko przedsmak :)
UsuńMoje blogowe dłuższe przestoje są z identycznych powodów. Rozumien więc doskonale.
OdpowiedzUsuńCudne widoki na zdjęciach i piosenkę też uwielbiam :-)
Przesyłam moc dobrych myśli!
Maciejka
Maciejko, widzę, że nie tylko ja tak mam, że wszelkie złe myśli muszę przetrawić i przegryźć w sobie... no i jak tu pisać :)
UsuńWidoki jak widoki... ale piosenka faktycznie cudna :)
Dzięki!!!! Ściskam!!! :)
Fajnie Cię widziec na tle zimowej scenerii,której zazdroszcze!
OdpowiedzUsuńJak dobrze pójdzie i pogoda się utrzyma to ja pierwszy śnieg od ponad roku zobacze na początku lutego :)Ale nie polski niestety...A ta noc w garderobie musiała być ekscytująca ;)
Simero, no popatrz, Ty u mnie buszujesz, a ja u Ciebie :) Ale się złożyło :)
UsuńGdzie się wybierasz?
Noc w garderobie była.... eeeee niewygodna na pewno - ale czy ekscytująca to nie wiem hihih :)
Wiadomo, że każdego tafia jakiś kryzys blogowy, bo to przecież nie da się być w formie przez cały czas, ale powiem ci, że lepiej, żebyś tego kryzysu za długo nie miała, bo ja mogłabym czytać cię codziennie. Zawsze jakoś poprawiasz mi humor. ;-)
OdpowiedzUsuńU nas też biało, choć nie tak pięknie. w mieście to wiadomo.. ulice szybko robią się czarne i pełne błota. a u Was tam prześlicznie! Coraz bardziej myślę, ze mogłabym wyprowadzić się z miasta do tak pięknych okolic.
Ściskam mocno, tak mocno, żeby to wszystko co Cię gryzie - uciekło! ;-)
Dzięki Julitka, kochana jesteś :):*
UsuńZ tym miastem czy wsią - to trudny wybór, zależy co się lubi, tempo czy spokój? Musicie przemyśleć.
Można się nagiąć, ale potem człowieka coś gryzie i uwiera.
Ja teraz sobie obserwuję, bo całkiem niedaleko ktoś kupił starą drewnianą chatę i ona z miesiąca na miesiąc rumieńców nabiera - jakbym miała jeszcze raz budować dom, to może w ten sposób właśnie :) albo bale - o których mi kiedyś chyba pisałaś - piękne!!! :)