8 sty 2012

DŁUGI POST FIRANKOWY

Mam doła, ale że ja z tych intro- co to wszystko we środku gryzą, przeżuwają i mielą, to dzisiaj o firankach będzie.
Zarzekałam się kiedyś, że w domu nie będę miała firanek, bo i po co... roboty przy tym trochę, a do tego jakoś nadmiernie wystylizowane okna mnie porażają (w kierunku przerażenia). 
Ale mój mąż dorastał w domu, w którym oprawa okienna zawsze zajmowała sporo rozmów, czasu, pieniędzy, i przede wszystkim miejsca w szafach. Mama, siostra, bratowa i ciotki męża urządzają sobie swego rodzaju maraton w kreowaniu nowych aranżacji i prześcigają się w coraz bardziej odlotowych firaneczkach. Jestem jedyną kobietą w ich rodzinie, która nie podziela tego entuzjazmu, bo:
a) nasze gusta są diametralnie inne
b) ilość zmian jest dla mnie szokująca. Co jedziemy wisi coś nowego, więc dawno przestałam zwracać uwagę na to czy firanki / zasłony są nowe czy nie... niestety nie ogarniam
c) mnie wystarczy jeden komplet i jestem ukontentowana
d) nadajemy na kompletnie różnych falach i jeśli mnie nie przeszkadza ich fijoł w tym temacie, to im nie powinna przeszkadzać moja bierność, a jednak...
Teściowa, gdyby mogła, kupiłaby firany do naszego domu, kiedy jeszcze stały surowe ściany, ale M ostudził jej zapał. Poza tym od początku mówiłam, że lubię swoje okna i szkoda mi je całkiem zasłaniać :)

Kupiłam lniane zasłony kiedyś i one by mi do szczęścia wystarczyły, ale do marudzenia przystąpił mąż: 
M: słuchaj, czy u nas nigdy nic nie zawiśnie w oknach? 
Ja: Wisi przecież. O! Zasłony wiszą!
M: A firanki jakieś?
Ja: Eee tam. Mnie się podoba tak jak jest
M: Dziwnie tak jakoś. Jak w akademiku trochę

No to jak dziwnie to trudno, przyzwyczai się.

Jednakowoż.
Jedno okno z salonu wychodzi na drogę. Trudno to nawet nazwać drogą, bo rośnie tam trawa i nic tamtędy nie jeździ... w planach ta droga jest. Czasem parkują na niej samochody, czyli nasi goście i sąsiad raz na jakiś czas (bo ma działkę na której uprawia różne warzywka)
No i jest jeszcze On.
Wysoki, włosy na jeża postawione, lat ok.33.
Łazi tą drogą dwa razy dziennie.
Normalnie. Idzie gdzieś, a potem wraca.
Piechur się znalazł.
Wyjaśnijmy coś. My nie mamy ogrodzenia, ta niby-droga jest jakieś 4m od okna więc on mi tak łazi po salonie prawie.
I dostał już ode mnie tyłek w majtkach jednego poranka.
Dostał również mój turban na głowie dwa razy.
Ale ostatecznie miarka się przebrała, jak w prezencie świątecznym podarowałam mu swe popiersie. Gołe.
Cholera wie, ile tak naprawdę widział, ale rozumiecie, tak?
Mąż, jeden lekarz, drugi lekarz, trzeci lekarz... jakby tych facetów oglądających moje zderzaki (hłe, hłe) wystarczy. 
Umówmy się więc, Piechur - to o jednego za dużo. 

Sobie myślę, kupie te firanki, niech już będzie. 
Cztery razy podchody robiłam. 
Żeby sobie sprawę ułatwić zaczęłam od małej zazdrostki do kuchni, bo tą akurat chciałam. 
I mamy jeden taki sklep w centrum, który ma w sumie trzy kondygnacje, w tym dwie firankowo - zasłonowe i ta trzecia to pasmanteria.
Powiem Wam tak, jak ktoś jest takim ignorantem jak ja, to masakra. Pierwsze podejście to się stoi z otwartą japą i próbuje opanować chaos we łbie i zapoznaje się człowiek z topografią miejsca.
Drugie podejście to nieśmiało człowiek zaczyna przeglądać zwisy sufitowe, a potem idzie na najwyższe piętro odprężyć się w towarzystwie wstążek, tasiemek, mulin i guzików.
Dopiero przy trzecim podejściu zaczęłam wyłapywać perełki i najmniejsze dziwadła.
Za czwartym razem upatrzyłam sobie dwa modele, a nawet zaczęłam szukać potencjalnych zasłon do sypialni. 
I owszem, owszem. Nawet wyniuchałam fajne tkaniny, co prawda jak zwykle idę pod prąd, czyli nie to co najbardziej schodzi i jest najładniej wyeksponowane w sklepie, tylko w kąciku stały sobie takie palety, ze skrawkami tkanin.... nikt na to kompletnie uwagi nie zwraca... prócz mnie oczywiście... i wśród nich znalazłam te fajne skrawki. Szkoda tylko, że wszystkie na zamówienie i drogie jak jasny pierun. Jak ktoś myśli, że w ikea są drogie zasłony (ja tak myślałam, dopóki nie zaczęłam się bardziej orientować), to się myli. Ikea to pikuś. Ikea to taniocha. Poduszki na krzesła są fe, nigdy ich nie kupujcie, bo po jednym praniu się odkształcają, ale zasłony bierzcie i o nic nie pytajcie. Mówię Wam!
Ale odbiegłam trochę. 
Więc znalazłam też w końcu odpowiedni model firanek. Poprosiłam panią o pomoc. A ponieważ potrzebuję do salonu dwóch długości (na dwa różne okna) to się okazało, że owszem są, ale długa jest śnieżnobiała, a krótka kremowa. Ok, tyle to i ja wiem, że powinny być w jednym kolorze. 
Szukałam dalej i upatrzyłam następne. Ale poszłam to przegryźć zapiekanką i chwile pomyśleć. Wymyśliłam, że biorę. Mam dość. Następnego razu nie zniosę.
Kupiłam. Zostawiłam do obszycia. Po kilku dniach odebrałam. Przywiozłam do domu. Zawiesiłam. Przyszedł M: O firanki! Fajne! Ale dziwnie jakoś... weź je może zdejmij, co? Przyzwyczaiłem się do gołych okien.
Przyzwyczaił się do gołych, przyzwyczai się i do ubranych. Mnie się nie chce tak gimnastykować.
Następnego dnia cyknął fotki okien i posłał swojej mamuni.
No fajne  - rzekła mamunia bez entuzjazmu.
Ani się nawet nie łudziłam, że się jej spodobają, bo za zwyczajne mi wyszły... ale gdyby moja teściowa wiedziała ile ja razy w tym sklepie o niej pomyślałam (o kurde, ta by się podobała mojej teściowej), to od razu by do nich inaczej podeszła ;)

*
Garderoba mi się robi. Znaczy to jest taki pokój. Ale ja w międzyczasie sobie obmyśliłam, że to będzie też moja pracownia. Wczoraj mi się tak umyśliło. I już mam plan. M pomału kompletuje półki i inne bajery, ściany już pomalował, lampa zawisła, jeszcze jakąś wykładzinę tymczasowo tam rąbnę, stół po babci odnowię, maszynę postawię i inne duperelki  i będzie cacy. Alem się podjarała.
Juuuhuuuu :)

26 komentarzy:

  1. A powiedz, pomogly cos te firanki na nastroj albo na tego spacerowicza za oknem?

    OdpowiedzUsuń
  2. ->FIGA - Ba! Żeby tylko! :) Wiesz jaki to zysk? Kupowałam firanki za 18zł/m. Kupiłam jakieś 8m czyli powinnam była zapłacić niecałe 150 zł, a zapłaciłam niemal 300, bo skrócenie swoje, doszycie taśmy swoje, obszycie boków swoje etc... a wzięłam taniochę - nie czarujmy się, nie wiem ile by wyszło gdybym znalazła super drogi materiał :)
    A na szycie planów mam mnóstwo :)

    ->LORUSZA - na nastrój to nie wiem czy pomogło, bo jakoś mi wsio ryba czy te firanki są, czy ich nie ma. Ale Piechur ma teraz ograniczony widok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj ja firanek też nie lubię. 12 okien w domu. Chyba zwariowałabym z obrobieniem tego wszystkiego! Szkoda życia. Zainwestowaliśmy w rolety i spokój. http://zatrzymanemysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha - jakbym o mnie czytała w temacie firanek;-)))
    Pozdrawiam mocno i przesyłam dużo piachu, co by zakopać tego doła ;-)

    Maciejka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam też swoje obszyłam, bo rękodzieło zawsze kosztuje. ;) A kto tu (u)rządzi Ty czy teściowa? ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Dół chyba płytki, bo humorek między wierszami się utrzymuje. Super napisane a maż jak to mąż, zawsze potrafi dobić :)jak nie on to teściowa...hehe
    Już jestem ciekawa Twojego skrawka w mieszkaniu, który będzie tylko dla Ciebie...ale luksus:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z tymi firankami to tak już jest, że starsze pokolenia nie wyobrażają sobie życia bez z nich. Moja teściowa ma tak samo jak Twoja, a zawody pt "Moja nowsza firanka" urządzają ze swoją siostrą w każde święta...
    Moja własna rodzicielka też kiedyś zaszalała i powiesiła 15 kg przy karniszach, cud że to się trzymało. Upięć najrózniejszych tyle, że szok :)

    Ja osobiście nie mam nic przeciwko firankom, ale mają być delikatne, zwiewne i prawie niewidoczne. Boże uchowaj od cudowania przy oknie. Nie u mnie :)

    Jak ja Ci zazdraszczam tych Twoich zdolności manualnych :) Zawsze chciałam umieć uszyć, robić na drutach, na szydełku i w ogóle podziałać coś ręcznie. Zdolności u mnie niestety w tych kierunkach żadne, a i cierpliwości brak :(

    A Pan Mąż załatwił Cię pięknie - jak na Pana Męża przystało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Na Allegro można zamówić firanę, z szyciem, z taśmą i innymi bajerami - w cenę za mb jest wliczona usługa podwijania, wciągania taśmy i takie tam. Wychodzi taniej, tylko nie widzisz jaki to materiał ale w sumie... ja jestem zwolennikiem prostoty w domu, więc jakbym miała brac firankę to bez haftów, prostą, gładką, bez falban, z "uszami" czyli z paskami do zawieszania na drążku (nie wiem jak się to nazywa fachowo) najlepiej taką żeby jej nie trzeba było prasować.
    A jeszcze lepiej same rolety :P


    A firanki się masakrycznie szyje :( tzn. nie wiem jak te najnowsze maszyny ale mój stary Łucznik (ma chyba tyle lat co ja) nie przerobi.
    Szyłam u babci na "nożnej" Singerce i poszło :))

    OdpowiedzUsuń
  9. W dołku mogę Ci potowarzyszyć, razem bedzie raźniej;)
    A firanki, no po takich wyprawach do sklepu i poświecenieu Twoim w tym temacie to maz powinien na rękach Cię nosić a tu prosze, no ale maż jak to mąż przecież nie ma ideałów;)
    Ale myślę, ze Piechur niepocieszony będzie, aż mi szkoda faceta, no.

    OdpowiedzUsuń
  10. ->MADLIN - to nie jest tak, że ja całkiem nie lubię firanek... ja się chyba nie wpasowuję w trendy... lubię naturalne materiały (len, bawełna, ewentualnie z domieszką, dla łatwiejszego prasowania) i proste formy, a to nie jest modne... i o ile w dużym mieście ma się wybór, dużo sklepów, to w takiej pipidówce jak moja tego wyboru prawie nie ma. A jak wynajduje coś, to cena mnie powala, bo oczywiście na zamówienie i sprowadzają. To samo miałam z lampami teraz - de facto dwa modele do wyboru, albo halogenki albo żyrandole z motywami florystycznymi (szkło w kształcie kwiatów i jakieś liście podoczepiane) nic pomiędzy. Żeby mieć coś innego musieliśmy kupować przez internet... a czasem trzeba dotknąć i pomacać, zeby się upewnić :)
    My mamy rolety zewnętrzne, drugich już nie chcę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. ->MACIEJKA - za piach dziękuję, przyda się :) cieszę się, ze ktoś mnie rozumie w temacie firanek, ufff, co za ulga, że nie tylko ja tak mama :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. ->MARYANKA - bo z Ciebie mądra dziewczynka jest, ja też mam nauczkę, ze takie rzeczy należy samemu robić :)))
    Rządzę ja, spoko :)
    Ale zdanie męża też muszę brać pod uwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. ->GALOPEK - dół jest... tylko ja się dobrze potrafię maskować :) bardzo zazdroszczę wszystkim, co potrafią wywalać z siebie wszystko jak leci.... ja wręcz przeciwnie, dlatego zawsze o pierdołach piszę :) niestety, nie tylko z pierdół się życie składa :-/
    Mąż już się przyzwyczaił do firanek, spoko, podobają się :) Grzechy odpracowuje w garderobo - pracowni :)

    OdpowiedzUsuń
  14. ->LILIJKA - 15 kilogramów???? o wow! to ja pass :)
    Firanki tez mogą być ładne, dlaczego nie?! Ale gusta są różne i nie lubię jak ktoś mi wciska coś co mi się nie podoba, a to domena małego miasta i czuję się tutaj nierozumiana przez sprzedawców, bo nie idę zgodnie z ich wolą :)
    Ale o tym mogłabym godzinami nawijać :)
    U nas ze zdolnościami to jest tak, że i mama i tato mają zmysł plastyczny, mimo, że zawodowo robią kompletnie co innego, także głupio byłoby się wyłamywać :)
    Mąż żartował, spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ->FIGA - ja ci powiem, że taki miałam plan, żeby wszystko przez allego kupić i zaczęłam od tej nieszczęsnej zazdrostki i nawet coś tam znalazłam, ale i tak musiałabym przerabiać (bo tego nie było w ofercie), albo wszystko było cacy, tylko cena była podana za PÓŁ METRA !!! także w sumie wychodziło na to samo, jakby sobie w sklepie kupiła :-/
    Z firankami gorzej, bo ja lubię sobie pomacać przed kupnem, a przez klaptoka trochę cieżko to zrobić ;)
    Ale widziałam super zasłony na allegro i myślę, że kupię Gutkowi do sypialni i że w końcu i tak skorzystam z internetu :)
    Firanki wiem, ze się fatalnie szyje, ale moje można by nawet ręcznie obrobić, bo to żaden tiul czy coś ;)
    Ja korzystałam z łucznika mojej mamy (może ten sam rocznik mamy;) i już jej nie mam niestety.
    Ale M jest mi wciąż krewny maszynę i nie mogę się zdecydować którą wybrać (na pewno nie Łucznik, bo teraz robi w chinach i tandetę odwala:-/)... może gotowa pracownia mnie zmobilizuje :) I mam jeszcze dostać od babci jej singera, ale ona będzie sobie stała w hallu na ozdobę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ->FIGA - jedne rolety już mamy (zewn.) i te mi wystarczą... te wewnętrzne raczej by mi nie pasowały :-/

    OdpowiedzUsuń
  17. ->STOKROTKA - to wskakuj do mojego dołka, we dwie będzie nam raźniej :)
    Ten sklep to o tyle było poświęcenie z mojej strony, że się czułam jak niewłaściwa osoba na niewłaściwym miejscu... ale jeszcze trochę okien mi zostało, jak się rozkręcę to mi żadna sprzedawczyni nie podskoczy :)
    Mąż żartował, woli jednak firanki :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Mąż mężem a co z Piechurem?
    Pomyślałas jaki to szok dla niego musi być... firanki zamiast popiersia. Phi, też pomysły.... ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Mysa, mój kochany robaczku... włącz gg...wiem, że tam jesteś:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Myska,zazdroszcze pracowni,bo mam prawie wiekową sigierke i trochę nowszą ale miejsca niet,a jak nie ma warunków to natchnienie też mnie omija..Oczywiście nie będe swojego talentu marnowała na szycie firanek,bo choć to ozdoba to jestem mało wymagająca i zadowole się prostymi z naturalnych materiałów,ale kusi mnie i mam pomysły na garderobe swojego wyrobu :)
    Jestem ciekawa ciągu dalszego z panem Piechurem w roli głównej :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Myska jak nastrój? Mam nadz że dół już mniejszy?

    OdpowiedzUsuń
  22. ->STOKROTKA - aj tam, aj tam... duży jest ten piechur, poradzi sobie :)

    ->KROKODYLKA - ano włączyłam, ale to już wiesz ;)

    ->SIMERA - ciągu dalszego z Piechurem już pewnie nie będzie, bo się odgrodziłam od niego firanką :)
    Garderoba własnego pomysłu zawsze mile widziana. Ja swoją od początku do końca sama obmyśliłam. M mi tylko pomaga zrealizować mój plan :)

    ->LILIJKA - nastrój taki se... dół minie jak się problemy zmniejszą :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To trzymam kciuki żeby się zmniejszyły jak najszybciej. Jeśli nie mogę pomóc, to chociaż przytulam wirtualnie. Buzia

      Usuń
  23. Mysko kochana,
    Ja ten Twój post przeczytałam już tak dawno, tylko potem ten blogspot niedobry szwankował i teraz już trochę nie na czasie o tych firankach, ale ja muszę... No. ;-)
    Bo ja też nie lubię firanek. Mam, bo teściowa miała w tym mieszkaniu, no i okna tu są stare, ale jak tylko zmienimy okna albo jak już będę naprawdę u siebie to chyba nie będę miała firanek, no chyba że mi się podobny piechur trafi (z tym Piechurem to mnie rozwaliłaś na łopatki ;-D) Ewentualnie jakieś bardzo delikatne. Ale firanki to tylko kurz, do tego zatrzymują światło - bez nich jest dużo jaśniej.
    A własnej pracowni to po prostu Ci zazdroszczę! I garderoby też. Marzą mi się obie te rzeczy. Ale jeszcze kiedyś się spełnią. Powolutku. Najpierw postawimy sobie - kiedyś - domek, potem zrobię sobie w nim garderobę, a potem zakupię maszynę do szycia (w sumie to mogę to zrobić wcześniej) i urządzę sobie małą pracownię. Widzisz, jesteś już lata świetlne przede mną! ;-D
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko Julitka... ja i tak ostatnio rzadko gościłam na swoim blogu :)
      Są i ładne firanki, ale rzadko się zdarza by mnie jakieś przekonały od razu... za to lubię ładne zasłony :)
      W bloku jest trochę inaczej, bo sobie za bardzo ludzie w okna zaglądają. My z każdej strony byliśmy obstawieni przez inne bloki i nie było prywatności bez firanek :)
      Planujecie domek??? woow, ale czad :) Dam ci tylko jedną radę - nie słuchajcie żadnych rad :) idźcie za głosem serca :) no :D

      Usuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...