2 gru 2011

YOU HAVE REACHED YOUR DESTINATION...

... jak już jesteśmy w tematyce ;)
Znaczy I have reached my destination...
Znaczy we have.
Znaczy przeprowadziliśmy się.
29-go - pierwsza nocka :)
Powiem Wam tak.
Jestem utyrana po kokardę, ale tak szczęśliwie utyrana.
Kładziemy się zmęczeni do granic możliwości, duch jeszcze ochoczy do pracy, ale ciało słabe.
Wieczorem nie możemy usnąć bo planujemy i myślimy co  jeszcze na gwałtu rety... ja w myślach udomawiam naszą norkę i czasem mam ochotę się zerwać z łóżka, żeby coś poprawić czy przestawić, ale jak tylko się poruszę to zaczynam stękać jak stara babka (nie ubliżając nikomu;). Znacie to uczucie, że się haruje i wszystko w miarę gra, dopóki sobie człowiek nie usiądzie, albo nie położy się?
No.
Ale dzisiaj lajcik -byliśmy w Krakowie. Ołaziliśmy się po ikei jak dziki po lesie, a w ogóle się zmęczona nie czuję. Normalnie jakbym w jakimś spa cały dzień była... nic dźwigać nie musiałam, żadnego latania po schodach ani żadne takie. Wsiadłam, pojechałam, pochodziłam, nakupiłam, zjadłam, wsiadłam, wróciłam i się luzuję :)

Ale wiecie co jest najfajniejsze w moim nowym domu?
Zmywarka:)
Ja nie wiem. Ja nie wiem jak ja mogłam bez niej żyć.
Mnie się teraz wydaje, że ja nic tylko stałam przy zlewie.
A teraz pyk pyk i pozamiatane. Znaczy umyte.
Kocham ją.
(wszyscy już pewnie mają zmywarki od iks lat i się zastanawiają, co ona się tak podnieca, tak?;)
Dobra... M poskładał meble do przedsionka... idę się pokiwać nad nim i pogderać przy ustawianiu... niech chłopak czuje, że ma żonę ;)

PS... mam straszne braki u Was - wiem..Obiecuję nadrobić w najbliższej wolnej chwili. Jutro jedziemy do teściów. W niedzielę wracamy, może wtedy. No.
Buzi.

11 komentarzy:

  1. Ja zmywarke odkrylam w zeszlym roku, jak kuchnie wyremontowalam, sama sie za glowe lapie jak ja moglam tyle czasu marnowac na zmywanie. Toz to moj czas, moj cenny, drogi szedl na jakies cholerne gary ale czlowiek widzi dopiero jak ma porownanie :) wiec doskonale rozumiem odkrycie i ciesze sie jak los na mysl, jak ty sie cieszysz:D

    OdpowiedzUsuń
  2. No to gratuluję przeprowadzki! Oby Wam się układało w tym nowym domku jak najlepiej :))
    A uczucie bycia styraną, jak koń po westernie ale tak ze świadomością, że tego się właśnie chciało jest po mimo wszystko fajne.

    PS. Niektórzy ludzie nadal są za murzynami i nie mają zmywarki ;))

    Cmok.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo się cieszę, że jesteście już w nowym domku. Zmywarka to moja wielka przyjaciółka. Uwielbiam ja od kiedy jest z nami. Buzka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Warto się tak utyrać dla tej radości z położenia do własnego łóżka, we własnym domu :)
    Super, że już mieszkacie :)
    A musicie wszystko robić na gwałtu rety? Już i tak jesteście u siebie, to powolutku możecie się ogarnąć :)
    Chociaż wiem, że chciałoby się wszystko od razu najlepiej :)

    Moja maleńka kuchnia nie przewiduje miejsca na zmywarkę niestety, więc stoje przy zlewie po kilka razy dziennie, bo strasznie nie lubię jak mi tam coś zalega...

    PS A jak Gutek odnajduje się u siebie?

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że już jesteście w Waszym nowym domku! to musi być wspaniałe! :-) I ma się tą energię żeby urządzać od rana do wieczora i nie czuć zmęczenia.

    Co do zmywarki, to ja wiem - słyszałam - że to cudo świata, ale nie mam. Zanim ja ją będę miała, to Ty wtedy sobie pomyślisz: Co ona się tak podnieca? Ja już mam to od wieków... " ;-))))

    OdpowiedzUsuń
  6. Taraaam! No to witejcie wśród swoich! Nie ma nic piękniejszego niż zmęczenie na swoim podwórku. Z biegiem czasu zacznie to Wam trochę ciążyć, ale to dopiero za milion lat świetlnych.
    A ja się ciągle opieram posiadaniu zmywarki, bo te rachunki..., a Gacuś tylko je. ;)))

    OdpowiedzUsuń
  7. ->LORUSZA - dokładnie jest tak jak piszesz... cenny czas, który można by wykorzystać na fajne rzeczy marnuje się na mycie garów :-/ Jeszcze jak ktoś lubi spędzać dużo czasu w kuchni - jak ja- to ma naprawdę kilka razy dziennie pełny zlew przed sobą. A jeszcze jak ktoś - jak ja - nie lubi bałaganu w kuchni to już w ogóle.
    Przez ostatni tydzień czuję się jakby prawie nic nie musiała w kuchni robić, tylko to co najbardziej lubię - gotować :)

    ->MILA - a dziękować, dziękować :) Fajne takie pożyteczne harowanie :)
    aj tam aj tam... i ty będziesz miała kiedyś swoją zmywarkę :)

    ->MEG - Tak, zdaje się, że i moją przyjaciółką zmywarka się stała :) Ja też moją uwielbiam :) Buźka

    ->LILIJKO - Oczywiście, że nie wszystko musimy robić na gwałtu rety, ale korzystamy tylko z dołu domu, poddasze mamy jeszcze nie gotowe. Więc wszystkie rzeczy: ciuchy, buty, naczynia, łazienkowe szpeje lądowały mi na środku salonu. Była taki rozgardiasz, że nie było gdzie nogi postawić, a salon mamy raczej duży ;) Także ja to musiałam wszystko jeszcze raz przejrzeć, posegregować, wyciągnąć to co będę używała w najbliższym czasie, a pochować to bez czego na razie da się żyć i wynieść na górę. Jeden pokój mam zawalony szkłem po babci, drugi to biuro, a trzeci to nasze szmaty. Wszystko w pudłach albo workach :) I jeszcze pełno rzeczy na strychy - już nawet nie wiem co tam jest ;)Ale i tak jest fajnie :)

    A Gutek? Gutek do bloku juz by nie wrócił Gdy chciałam go ostatnio wziąć na mieszkanie po kwiatki to się zaparł nogami ;) Kiedy jedziemy gdzieś z nim to zawsze jak mówię, że wracamy do domu to się upewnia sto razy, że na pewno do domku wracamy a nie do bloku :)

    Tak, ja też nie lubię jak mi cos w zlewie zalega, więc rozumiem to stanie...

    ->JULITA- eee no, ja mam teraz wrażenie, że już do końca życia będzie mnie zmywarka podniecać :) Naprawdę cudo - warto się pokusić jak się kuchnię zmienia. Polecam z całych sił :)

    ->MARYANKA - tak, mamy świadomość, że przy domu robota zawsze jakaś jest :) wiedzieliśmy o tym decydując się na dom :) Zobaczymy jak będzie za kilka lat, na razie nam ta myśl nie ciąży :)
    No ja właśnie zdecydowałam się na zmywarkę głównie ze względu na rachunki... bo my dużo jemy. Ja uwielbiam gotować i piec i zawsze spędzałam przy zlewie mnóstwo czasu, teraz widzę, że tej wody wylewałam znacznie więcej niż bierze jej zmywarka na jedno pranie. Moim zdaniem przelicznik jest prosty - opłaca się :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie mam zmywarki, więc cię rozumiem. Z tym, że ja poki co będę spędzać "miłe" chwile przy zlewie.
    Super, że już się przeniesliście, że macie swoją wymarzoną norkę. Niech wam się dobrze mieszka :)

    OdpowiedzUsuń
  9. No nareszcie na swoim :). Gratulacje! Co do zmywarki - jak kupiłam (kilka miesięcy temu przy okazji remontu kuchni) - nie wiedziałam w zasadzie po co mi to urządzenie. Ale kilka razy użyłam i zrozumiałam. Jest przyjazna do bólu ;-).

    OdpowiedzUsuń
  10. ->MAMATYGRYSKA - kochana, mam nadzieję, że szybko będziesz mogła się przekonać jakie to cudo ;) Ja przekabaciłam teściową w ten weekend ;)

    ->AMISHA - a dziękować, dziękować :) No ja też nie wiedziałam jakie to cudo z tej zmywarki, póki nie spróbowałam :) dokładnie - jest przyjazna do bólu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem Kochana, tylko się tak wydaje, ale roboty masa jest przy przeprowadzce, nawet żeby "poupychać" wszystko.
    Ja zwolennikiem upychania nie jestem, więc też bym pewnie ugrzęzła przy układaniu :(

    I z doświadczenia wiem, że jak się czegoś nie zrobi, tylko odłoży na poźniej, to niestety to - pozniej, trwa i trwa i trwa...
    Ja mieszkam "u siebie" już 7 lat, a nadal mam zaległości remontowe, które miały być zrobione właśnie "pozniej" :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...