28 lis 2011

HOUSTON, MAMY PROBLEM ->WCIĄŻ NADAJEMY Z MIESZKANIA

Powtarzam. Wciąż nadajemy z mieszkania.
Jak nas słychać?
Jeszcze się nie przeprowadziliśmy. 
Śmieszne to. Wiem.
Choć dla nas to taki śmiech prze łzy trochę.
Jakby nam ktoś kłody pod kulaski rzucał.
W sobotę, kiedy akurat hulałam z Gutkiem w przedszkolu, małżonek z dwoma innymi małżonkami (nie moimi, nie, nie) przewiózł większość naszego dobytku z mieszkania.
Potem harowaliśmy jak woły, żeby dom doprowadzić do jako takiej używalności, czyli myliśmy okna ubabrane farbą (to M), ja pucowałam kuchnię, którą już raz sprzątałam, ale w międzyczasie ktoś mi ściany docierał i malował w salonie więc wszystkie szklaneczki i talerzyki pyłem obsiadły ponownie… i tak sobie tyraliśmy do wieczora, dopóki M nie poczuł się wyjątkowo paskudnie. Zaniemagał właściwie cały dzień… a wieczorem padł.
W niedzielę leżał i stękał. Pojechał tylko rozładować auto, bo meble salonowe dojechały (tak, w niedzielę:-/).
A potem wrócił i znowu stękał.
Ja pierdziu, chłop jak chory to masakra.  
Dzisiaj urwał się z pracy i śpi. Od 3.
Jutro własnoręcznie… ekhem, własnonożnie wykopię go do lekarza. Niech się kuruje, bo trza te przyjechane meble skręcać ;)
Teraz tak.
Ja przepraszam. Wiem, że się mało ostatnio udzielam, ale naprawdę nie mam czasu. Do tego strasznie dużo zaplanowane na najbliższe dni i cały – powtarzam - cały grudzień, że nie wiem. Ze trzy kury domowe mogłabym jeszcze obdzielić robotą.  
Tyle rzeczy do kupienia (lista nie ma końca, serio;), załatwienia, upieczenia, zrobienia, do tego urodziny Gutka i Święta…
Ażeby mi nudno nie było, to postanowiłam urozmaicić sobie życie blogowe… ale o tym jeszcze napiszę...
Zważywszy, że ostatnio więcej mnie tu nie ma niż jestem, to powyższa obietnica (a może groźba?) brzmi śmiesznie, ale jednak.
Dobra.
Nie wiem czy będę dostępna przez najbliższe dni.
Także do poczytania już w nowym domku.
Odmeldowuję się.
Bez odbioru.

9 komentarzy:

  1. Ja Ci dam kurna bez odbioru! Ja tu się martwię cholera jasna!:D Ty mi się Gutkowymi urodzinami tu nie dymaj, bo pierwsza ja jestem:) No! Dasz radę Mysa! I jestem z Tobą. Pójdzie rach ciach i już będziesz z "nowego" do mnie klikała!:)
    Tęsknię!
    Buziole!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja za Krokodylką - jak to bez odbioru??? Człowiek jak kot na Myskę czyha a Myska nam czmycha ;-).

    Wiem, że jesteś zajęta od stóp do głów. Trzymaj się zdrowo (a nie tak jak M.) i niech Ci starcza sił. A grudzień to chyba zawsze jest crazy i busy...

    Poza tym - ja tam jestem cierpliwa i w spokoju ducha czekam na Myskowe zapiski :)

    OdpowiedzUsuń
  3. nie no nie może tak być że Mysy nie będzie , bo się zrobi jakiś protest czy jak he he ;) także się szykuj ,
    Mysa będzie mieć parapetówę i się chce wymigać ja to czuję ;) nie ma że boli ;p

    OdpowiedzUsuń
  4. Whitney jest teraz jakąś patronką ludzi z problemami? Hehe:) To ja też w przyszłości do niej uderzę:) A tak poważnie, to zauważyłam, że najbardziej się wleką końcówki wszelkich remontów, jakby remont się uwziął i nie chcial skończyć. Nie dajcie się, dla męża życzę zdrowia a dla Ciebie siły. I oby się jak najszybciej blogowe tajemnice rozwiały :)
    Ściskam mocno

    OdpowiedzUsuń
  5. To powodzenia w przeprowadzce - oby jak najszybszej, żebyś nam tu dalej mogła nadawać :)

    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  6. Halo Myska. Odbiór!
    Jak już musi, to niech przerywany będzie, ale nie całkiem bez odbioru :(

    a poważnie to zdrówka dla M życzę duuuuużo
    mam nadz, że już następny raz odezwiesz się do nas z domku
    powodzenia w tych końcowych porządkach i urządzaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z niecierpliwością czekam na wznowienie ,,nadajnika". ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Myska, mam nadzieję, że już jesteście w nowym domku i przeprowadzka została zakończona!
    My tu grzecznie sobie czekamy na wieści i odbiór z nowego miejsca! :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj dziewczyny, chwilowo tylko bez odbioru:) Musiałam mieć czas na ogarnięcie w miarę bo w salonie na podłodze stało wszystko...cały nasz dobbytek. Posegregować i roznieść to po niegotowych jeszcze sypialniach i garderobie przy żywiołowym Gutku, kręcącym się stolarzu, chorym mężu, który rozkminia meble i jeszcze z masą załatwień papierkowych to wyzwanie ;)
    Jestem już. Zmęczona co prawda (i z poczuciem, że mam jakieś dwa dni w plecy;) ale jestem :)

    ->KROKODYLKU - Gutkowe urodziny to dla mnie szczególne wyzwanie, bo ten tort w kształcie auta muszę mu upiec - obiecałam i teraz muszę go jakoś wymęczyć :)

    ->AMISHA - na razie się trzymam, ale jak mnie rozłoży to chyba konkretnie ;) Tak... grudzień dla nas zawsze crazy i busy... mnóstwo roboty, szczególnie przed świętami :)

    ->AMELIA - na parapetówę zapraszamy w styczniu :) Wcześniej szans nie ma :)

    ->MAMATYGRYSKA - aaaa, nie mogłam zajarzyć o co chodzi z tą Whitney:) (nie lubię jej odkąd wystąpiła w Polsce - nadęta, rozkapryszona paniusia:)
    W imieniu męża dziękuję za życzenia powrotu do zdrowia :) A tajemnice się rozwikłają, jeszcze w grudniu :)

    ->DOMINIKA - a dziękować, dziękować... niniejszym melduję wykonanie zadania :)

    ->LILIJKA - dzięki w imieniu M. Raportuję już z domku :)
    Nie mam wyjścia, bo Gutek za chiny nie chce wrócić do bloku, także przeprowadziliśmy się dzień wcześniej niż zaplanowałam :)

    ->MARYANKA - melduję wznowienie emisji :)

    ->JULITA - jesteśmy, jesteśmy :) Kupa roboty, ale jest git :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...