23 lis 2011

O KOŁPAKACH I BŁĘDACH / O BŁĘDNYCH KOŁPAKACH / O KOŁPAKOWYCH BŁĘDACH :)

Dobra, dzisiaj zmieniam temat, bo wieje nudą.
I monotonią.
O kołpakach dzisiaj będzie. I błędach… jakbyście się nie skapnęli jeszcze :)
Więc tak.
Gubienie kołpaków, to jest głównie moja specjalność. To się przyznaję z ręką na sercu.
Na ogół staram się w dołki nie wjeżdżać, ale czasem jest to trudne, biorąc pod uwagę jakość naszych dróg. No wpadnę czasem w studzienkę czy coś i mi się zgubi jeden, a potem kolejny i kolejny, i tak wysoki sądzie z pięć razy. Po prostu. Sama nie wiem kiedy. Potem tylko wysłuchuje swoje, a zaczyna to się mnie więcej tak:
M: mysa, gdzie masz kołpaka?
Ja: yyy ja? Co? jakiego kołpaka?
Kiedy jakiś czas temu, jadąc od teściów wjechałam w kałużę, coś mi tam jakby trzasnęło, ale jadę dalej i czuję jak mi pika w środku, znaczy we wnętrzu moim i widzę, że mąż jakiś nerwowy w sekundę się zrobił, w końcu krzyczy:
M: mysa, kołpak!!! Nie widzisz?!!! Cofnij!!!
Cofam. Nie ma nigdzie drania.
M pognał w pola szukać. I znalazł. I założył. I kazał mi się przesiąść. I uffff bo już widziałam mord w jego oczach.
Ale jak wiadomo wszystko do czasu.
Kiedy w wakacje remontowali drogę dojazdową do bloku, a drogowcom zapomniało się usunąć taką betonową płytę, co to stanowi balast dla plastikowych pachołków to M połamał kołpaki. Dwa za jednym zamachem. 
Słowem się nie przyznał, a ja nie pytałam, bo bałam się, że TO ZNOWU JA  i że on już ma mnie dość, dlatego się nie odzywa, no to co się sama będę narzucać  ;)
(Szwagier mój go wydał, sesese;)
No i tak sobie jeździliśmy bez kołpaków całkiem, a Gutek bardzo przeżywał ten fakt. Jak go pytałam, czy pojedziemy na przykład na zakupy to w odpowiedzi słyszałam: tymi cialnymi kołami?
No i zupełnie niedawno, kiedy zapadłam na comiesięczne dolegliwości i byłam ledwo żywa, M zabrał dziecko na wymianę opon na zimowe.
Po jakiś dwóch godzinach błogiego spokoju (kiedy akurat zaczynała mi powieka opadać), wpadają chłopcy i Gutek krzyczy od progu:
G: mamusia, zmieniłem ci opony!!!
  I kołpaki kupiłem!!!
  I byłem na myjni!!!
  I mam toltille dla Ciebie :)
No i czego chcieć więcej?
Ano spokoju.
O kołpakach słyszę wciąż. Kilkakrotnie w ciągu dnia.  A że ładne, a że kupił, a tamto autko ma inne i co widzi nasz samochód to nawija o kołpakach. Potrafi skubany nawet dostrzec taki sam kołpak przy innym aucie.
Dla mnie jeden pikuś, żeby było jasne. Wciąż nie wiem jakie mamy kołpaki, jakie mieliśmy wcześniej i jakie były oryginalne.
A jakie będą następne to nawet nie chcę wiedzieć ;)
*
Teraz tak.
Mnie się naprawdę nie chce pisać teraz o tym, co myślę o systemie edukacji naszej młodzieży, o eksperymentach kolejnych ministrów i samej młodzieży, która czasami ma głęboko w lesie naukę poprawnej polszczyzny.
I znoszę, z trudem bo z trudem, czytanie niektórych forów internetowych, na których błąd jest błędem poganiany. 
Ok. 
Żeby nie było, że się czepiam. Wiem, że od każdej reguły są wyjątki (np. moja koleżanka, superinteligentna dziewczyna, której słowo pisane trzeba było zazwyczaj rozszyfrowywać, np. Uć - Łódź)
Ja też niekiedy sadzę byki. 
I powtórzenia. 
I Czasami, gdy czytam swój tekst po raz wtóry, to nie wierzę w to co widzę.
Ale.
Ale kurde no, kiedy wertuję artykuł w gazecie lub na jakimś portalu, widzę podpisanego z imienia i nazwiska autora, który stylistykę ma w głębokim poważaniu, a do tego podstawowych zasad interpunkcji nie pojął, to mnie krew zalewa. Bo on tym pisaniem na chleb zarabia, a do tego szumnie zwie się redaktorem lub choćby „tylko” autorem.
Albo.
Dwa tygodnie temu zamawialiśmy drzwi. Podpisywaliśmy umowę na usługę montażu tych drzwi. Druk mieli gotowy, sporządzony przez któregoś pracownika. I lecę z czytaniem i nagle ryp. Ortograf aż mi oko podbił.
Panów sprzedawców kompletnie to nie obeszło.
Szkoda.
Bo mnie do tej pory mierzi :-/

16 komentarzy:

  1. hihihi
    widzę, że wszystkie mamy takie małe sekrety motoryzacyjne przed mężami :p
    mój np ma bzika na punkcie samochodów, każdą ryske wypatrzy, sprząta, poleruje, w lecie jak ciepło, kiedyś mu czas zdjęłam - 4godz!!! ile ja w tym czasie w domu zrobiłam...
    no i pewnego razu pani żona zaparkowała auto koło choinki w pracy, pan mąż przy myciu samochodu wypatrzył ryski, no i przyleciał na góre i mówi, że pies wieczorem pewnie po samochodzie skakał, bo klapa od bagażnika porysowana... ufff myśle, dobrze że nie ja... pies zakaz opuszczania boksu miał już mieć.. ale schodze, niby przypadkiem i oglądam te rysy, 2 były, takie na 1,5-2 cm max, od naszych choinek parkingowych, odrobina pasty i po rysach, nie mógł tego zrobić pies swoją łapą :) mało się ze śmiechu nie udusiłam jak się zorientowałam, ale do winy do tej pory się nie przynazałam :))

    a o błędach to i ja mówić lepiej nie będę, mnie się też zdarzają, ale na szczęscie kują w oczy i staram się czytać co piszę, zanim puszcze w świat...
    ale jak czytam @ jakie ludzie do nas czasami piszą... o zgrozo...

    OdpowiedzUsuń
  2. ->LILIJKO - ja błędów u Ciebie nie zauważyłam:) Zresztą, daj spokój, ja też robię byki, ale kurcze... chodzi mi o sytuacje, w których dany autor zarabia pieniądze na swojej pisaninie i nie potrafi nawet zajrzeć do słownika. Albo sytuacje, że właśnie pracownicy mailują między sobą i też sadzą byki. Mój szef... tuż przed emeryturą zawsze przychodził do mnie, żebym mu sprawdziła cz dobrze napisał, bo wiedział, ze robi błędy i że trzeba sprawdzić notkę, zanim puści ją dalej...
    Ja sobie zdaję sprawę, ze są dysortografowie tacy z prawdziwego zdarzenia (jak moja koleżanka właśnie), ale jest też cała masa ludzi, którzy nie potrafią napisać poprawnie słowa "żaba" bo nigdy nie widzieli jak taki wyraz wygląda w formie pisemnej ;)

    A co do auta... to mój po ślubie miał taką obsesję, jak nasz samochód nie był jeszcze tak bardzo po przejściach... teraz już się nie przejmuje tak bardzo :) Gorzej będzie jak sobie sprawimy nowy samochód :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Myska - ja nawet nie chce myśleć co by to się działo, gdyby miał taki swój wypatrzony i nowiutki... po nas można auto jak nic kupować, bo Ł po prostu tak ma, że samochód ma być zadbany pod każdy względem, umyty, wyczyszczony, a jak tylko coś stuka puka to w te pędy do mechanika... kiedyś to się śmiałam, że o samochody dba bardziej niż o mnie :p

    a propo błędów w pracy - do nas ludzie własnie @ wysyłają wszystkie rzeczy typu zmien mi grafik, przesuń zmiane, spózniłem się i całą resztę administracyjnych pierduł, przyjęliśmy zasadę - z uśmiechem oczywiście, że maili bez tematu i z błędami nie realizujemy :) i tak im odpisujemy, wiesz, że niektórzy przysyłają drugi raz to samo bez poprawienia... ręce opadają
    ale wychodzi w ten sposób znikomy kontakt z książką...

    moje dziecko ostatnio na dyktandzie napisało piorun przez ó - myślałam że mnie jakiś strzeli jak zobaczyłam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam jedno takie cialne kolo, kolpak niestety wiem kiedy zaginal ale przy tutejszych cenach jakos brak motywacji do przejmowania sie takimi pierdolami.

    W Szwecji uczylam j.polskiego dzieci rodakow i tak mi sie przypomnialy ich zmagania z j. polskim. Najbardziej zastanawialo mnie dlaczego wszystkie dzieci jak jeden mowily, ze ida "na szkole, na dom, na sklep" i co ciekawe "na poczte" hi hi.. niestety nie odkrylam zrodla tego fenomenu, gdyz szwedzki jakos nie bardzo wydawal sie winny. A tak w ogole to sie dziwie jak w dobie komputerow i programow, ktore wylapuja orty jeszcze jakis "redaktor" bledy robi....

    OdpowiedzUsuń
  5. Myska, co do samochodu, tak jak Ty - nie wiem jakie mamy kołpaki i nie chcę wiedzieć. ;-) dobrze, że chociaż nauczyłam się, gdzie wlać olej, płyn do szyb i do chłodnicy. wystarczy!
    Raz już też zahaczyłam delikatnie o inny samochód i zgrywałam głupa jak Tygrys robił śledztwo... ;-)

    Co do błędów - mnie też to mierzi... Nie mogę. Tzn. rozumiem jak ktoś naprawdę nie potrafi ale profesjonaliści? Oj nie nie. Do tego ja mam coś takiego, że czasem też nie wiem jak coś się pisze, ale jak sobie napiszę dwie wersje i spojrzę.. to już wiem. :-) Pamięć wzrokowa, chyba przez to że kiedyś straaaasznie dużo czytałam. (Teraz dużo mniej..) I tak chyba zostało. Że jak widzę jakiegoś wielkiego "byka" to aż mnie w oczy kole! ;-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ludzier powoli oduczają się pisać. Ale z drugiej strony dziwi mnie fakt, że w czasach, kiedy Word podkreśla bledy i wystarczy kliknąć prawidłową wersję ludzie są w stanie robić błędy w umowach. Dla mnie to po prostu totalna ignorancja.
    A co do kołpaków. Może jak macie taki straszny problem (tak, liczba mnoga, bo jak widać to nie tylko Twoja domena) to po prostu sobie kupcie alufelgi i będzie po problemie? Zero kołpaków! Co prawda wydatek spory, ale jak się te kołpaki do kupy zbierze i podliczy, to może nawet będzie oszczędność?
    Hasło: "tymi cialnymi kołami" powaliło mnie na kolana :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ->LILIJKO - to jakbyście planowali sprzedaż auta, to daj cynk, może dobijemy targu hihih... tylko nie w najbliższym czasie bo jesteśmy super spłukani :) Mój musi mieć nowy wycyckany i zadbany samochód i żeby nikt w nim nie kopcił papierochów, bo niepalący zaraz to wyczują:)

    Oh kurcze, pomysł z nieprzyjmowaniem @ z błędami bardzo mi się spodobał... ja musiałabym chyba 98% wywalić od swoich pracowników... takich miałam geniuszy :)

    ->LORUSZA - na szkołe? na sklep? o kurcze... tego nie słyszałam... choć obiło mi się o uszy "na chatę" :) Jak to nie ma uzasadnienia w szwedzkim to faktycznie ciekawe, skąd to się wzięło :)
    Właśnie to ciekawe, że więszkość programów ma włączone słowniki, a i tak błędy aż w oczy kolą :)

    ->JULITA - o widzisz... to i tak jesteś lepsza, bo ja wiem tylko, gdzie się wlewa płyn do spryskiwaczy :) hłe, hłe... jak zdawałam prawko, to jeszcze nie była wymagana wiedza gdzie silnik, a gdzie bagażnik :) może jakoś bym logicznie do tego doszła co jest co, ale nic mi z tego bo i tak naprawić w razie czego bym nie umiała :)
    No właśnie z tymi błędami, to chodzi mi o profesjonalistów głównie.
    Bardzo mi imponują osoby, które mają z tym problem, ale potrafią go nazwać i pracują nad tym....
    Technikę pisaną w razie czego, też często stosuję :)

    ->MAMATYGRYSKA - taaak... ja też nie wiem o co chodzi z robieniem większości błędów, skoro są one podkreślane.
    Ok... jak ktoś napisze, że go szlak trafia, to wiadomo - word tego nie wyłapie, a błąd i tak jest :)
    A jeśli chodzi o alufelgi - to one są tak drogie, że ja nie dam tyle kasy... myślę, że kupowanie kołpaków raz do roku jest i tak tańsze :) Zresztą.... alufelgi w naszej furze chyba by wyglądały troszkę
    śmiesznie... bardzo by się odznaczały jakością hihih :)

    OdpowiedzUsuń
  8. tiaaa... och miało być, nie oh :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Heheheee/....mamy to samo z tymi bykami.
    Kurier przywiózł mi paczkę do pracy, słuzbową, żeby nie było, płaciłam za przesyłkę i na fakturze słownie: osiemdziesiąt szejść!

    Kurrr....zapiał. Dobrze, że to zobaczyłam jak go już nie było....

    A kiedyś składałam zeznanie na komisariacie i dostałam je potem do przeczytania i miałam podpisać i znalazłam chyba z 8 błędów ortograficznych (dawno to było, nie pamiętam szczegółów).
    No też mi się czasem jakiś byczek zdarzy (rzadko, nie chwaląc się, ale chora jestem jak nie wiem jak coś napisać, jedynie przecinki olewam, szkoda mi na nie czasu) ale bez przesady, podstawowe zasady znam.

    Mysko, w szkole teraz dzieci pisza testy , głównie zamknięte, gdzie masz do wyboru jedną prawidłowa odpowiedź. No to czego tu oczekiwać.
    Młodszy jest (w moim skromnym odczuciu) półanalfabetą i trudno go zmusić do poprawy.
    Dzieci nie musza formułować (własnym umysłem) praktycznie żadnych treści, wszystko mają gotowe.
    Młodszy jak coś czasem opowiada to mam wrażenie, że to nie moje dziecko mówi, tylko jakiś niedorozwinięty dzieciak. Zdania bez sensu, skrócone tak, że tylko diabeł sie domyśli o co chodzi (Młodszy stosuje megaskróty myślowe)
    Ale cierpliwie mu odpowiadam: - jeszcze raz, całym zdaniem i od początku.

    I wtedy potrafi.

    Ale serio, jestem załamana szkolnictwem po reformie.

    Szkoda, że nie znałam realiów wczesniej, tego jak to wygląda w praktyce, bo bardziej bym pilnowała swoje dziecko w wielu sprawach. Teraz ciężko go zmusić do czytania a tylko czytając nauczy się ortografii i płynnego formułowania zdań.
    Na razie "ktury" pozostaje tajemnicą dlaczego raz jest pisany "który" a innym razem nie :)
    Usiłują mi wmówić, że to dysleksja...czy inna dysgrafia, a ja śmiem twierdzić, że po prostu mam leniwe dziecko :)



    P.S. też rozwalam kołpaki. To wina za wysokich krawężników i słabej jakości plastiku :P


    Jak schody>?????

    OdpowiedzUsuń
  10. Mysko :)))))))))))))). Co do kołpaków - ja z nich raz jeden zostałam okradziona (oryginałki były stąd jakiś gad się połaszczył).

    Gutek jak nasz Olu - też by klepał od świtu do nocy o sprawach związanych z samochodem... ech...

    Byczki piśmienne zdarzają się każdemu, ale fakt - te u tzw. profesjonalistów rażą podwójnie. A już ortografy to w ogóle!

    A ja Twoje teksty zawsze bardzo lubię czytać :))

    OdpowiedzUsuń
  11. ->FIGA - osiemdziesiąt szejść??? o woow :)))
    Kurcze, ja jak myślę jak kiepski jest obecny system nauczania to mnie czepie. Moja siostra mówi, ze niedługo wejdzie reforma do szkół średnich i wtedy dopiero będzie nam rosnąć debilne społeczeństwo... okrojony program do granic możliwości...
    Dzieciom zapycha się plecaki kilogramami głupkowatych podręczników... naprawdę ich ilość i jakość mnie porażają (mam wrażenie, ze wydawcy mają niezłe chody w ministerstwie). Jak niedawno odbierałam moją siostrzenicę ze szkoły (II klasa) to się podłamałam (3 podręczniki do religii, 2 do informatyki, jedna książka z naklejkami, itepe itede - paranoja!)
    Ja nie wiem, jak nasze pokolenie potrafiło uczyć się z jednej książki do polskiego, jednej do matematyki i po jednej do innych przedmiotów... ja i moje starsze rodzeństwo uczyliśmy się z tych samych podręczników, potem sprzedałam je na szkolnym targowisku, żeby ktoś inny z nich korzystał.
    Nie wiem, czy nasze książki były lepsze... na pewno miały mniej obrazków i mniej kolorów... ale kurde no, nie róbmy z młodzieży debili - pismo obrazkowe to nie nasza epoka... a może znowu nasza... hmmm ;)
    Mam przykre wrażenie, że jak czegoś nie nauczę swojego dziecka sama, nie zachęcę do czytania różnych książek, to wyrośnie z niego zwyczajny nieuk :-/

    Co do kołpaków... to faktycznie, zapomniałam wspomnieć o arcywysokich krawężnikach :)

    Schody?? Schody się robią!!!:)
    Wygląda na to, ze nasz stolarz nie miał kasy, zeby kupić surowiec, czyli drewno i dlatego tak zwlekał :) Teraz ma drewno i nawet idzie mu to. Dorobił nam szafkę, listwy podłogowe i jeszcze parę innych rzeczy :) Schody będą gotowe chyba w sobotę :)

    ->AMISHA - kochana jesteś... wiedz o tym :)
    Popatrz, niby takie różne wizualnie nasze chłopaki, a w sumie dużo mają ze sobą wspólnego :)

    OdpowiedzUsuń
  12. O masz...trafiłaś w sedno z tymi podręcznikami. Jak nic od dwóch tygodni Młodszy skarży się na ból stawów barkowych, we wtorek rano się popłakał, bo nie umiał się ubrać, tak go bolało. Dźwignęłam dziś jego plecak. Nosz kurrr.... chyba z 8 kilo. Aż mnie ręka zabolała. (jak napiszę o tym post na blogu to znowu będzie burza, hehe)
    Kazałam wyjąć wszystkie podręczniki i zostawić tylko zeszyty, ćwiczenia i piórnik. O połowę lżejszy plecak. Napisałam usprawiedliwienie do szkoły i nie zezwalam na to żeby moje dziecko do końca tego roku nosiło podręczniki.
    Co prawda szkoła proponowała szafki dla dzieci: za 80 zł. Wiesz gdzie mam tą opłatę?
    Trzeba zrobić nowe szafki, z których korzystałyby dzieci a od nowego roku inne dzieci będą te szafki miały za darmo. JA MAM TO ZASPONSOROWAĆ, bo szkoły nie stać.
    Już nie mówię ile kosztowały te ciężkie książki to jeszcze mam dopłacać ...
    I też nie wiem po co tyle egzemplarzy...książka, grube ćwiczenia, zeszyt. Do religii jest spora książka i takie same ćwiczenia. Ćwiczeń w ogóle nie kupiłam, uważam, że sa niepotrzebne a kosztują ponad 20zł, po co???
    Wiesz, że najcieńsza książka jest do matematyki??? A ćwiczenia są 2 szt. na 2 semestry, takie cienkie jak zeszyt.
    Najgorsze jest, że np. do plastyki dziecko ma książkę, ćwiczenia, blok rysunkowy i zeszyt nosić. A gdzie kredki, farby czy cos tam jeszcze? Ile to wszystko musi ważyć?
    Z muzyką też jest podobnie: i książka i ćwiczenia i zeszyt (no wiem, że cienki ale po co są ćwiczenia to nie wiem?)
    Do każdego przedmiotu tak jest :(
    I jeszcze szkoła by chciała żeby dzieci nosiły osobne obuwie na W-F niż to w którym chodza po szkole - 4 RAZY W TYGODNIU !!!(dodatkowy ciężar, więc kupuję buty sportowe żeby były i po szkole i na W-F. - halówki)


    Jednak jak ja byłam w szkole to było znacznie lepiej!

    OdpowiedzUsuń
  13. Acha, cieszę się, że schody się "gotują" :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. Mysko przybijam piontala z kołpakami, w tej chwili jeżdżę tylko z jednym ;) O błędach i stylistyce nie piszę, bom nie najlepsza w te klocki.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Hehe jakbym czytała o sobie. Też namiętnie gubiłam kołpaki, aż w końcu mąż się wkurzył i kupił alufelgi :D Problem rozwiązany.
    Ps. Zapraszam do siebie http://zatrzymanemysli.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. ->FIGA - nawet nie wiesz jak mi szkoda i Twojego syna i innych dzieciaków, które od małego bajtka są gnane do szkół z kilogramami na plecach.
    Wkurzające jest to, że ciągle się o tym mówi w mediach, a szkoły i tak niewiele robią.
    Głupie układy w szkolnictwie, które odbijają się na dzieciach.
    Bo nie wierzę, że na przykłąd na zajęcia plastyczne nie dałoby się zorganizować dla każdej klasy pudła z przyborami (po kopmlecie na stolik), po cholerę tym dzieciom książki i ćwiczenia, kiedy można przygotować super prezentację multimedialną na temat jakiegoś nurtu w sztuce czy konkretnego malarza.
    Nie czarujmy się, kto będzie chciał się sztuką zainteresować to i tak się zainteresuje.
    A dzieci powinny rozijać swoje zdolności manualne rysując, malując i lepiąc. Podobnie z muzyką...
    temat rzeka. Nad każdym przedmiotem możnaby dyskutować ;)
    Tylko, tak jak wspomniałam na wstępie, szkoda dzieciaków. Bo coraz mniej się nauczą mimo coraz większych nakładów.

    ->GALOPKU - to ja odbijam piąteczkę i przybijam jeszcze żółwika :)
    Oj przestań z tymi błędami... jakoś się nie dopatrzyłam w tych Twoich kropkach jakiś błędów... zresztą celem posta mieli być profesjonaliści od gazet czy innych umów:) To pranie, to już wyprasowałam, ale jutro znowu będę, więc gnaj do kuriera (przeczytałam u Oli, ale nie zdążyłam skomentować, teraz to czynię:)

    ->MADLIN - a witam :) Znowu jakaś naowa duszyczka. Ale fajnie:)
    Taaaak... te alufelgi... ja wiem o nich, ale jakoś się przełamać nie mogę, bo mam wrażenie, że ich kupno niedługo przewyższyłoby wartość mojego auta :)
    Obiecuję wpaść. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...