Wczoraj zaczęłam pisać posta. Nie zdążyłam go opublikować, bo zajęłam się czymś innym i zapomniało mi się potem.
No ale uparłam się, żeby go wkleić.
Więc wklejam.
Uwaga. To już.
Ten mój mąż to sobie tak czasem żartuje ze mnie, że normalnie boki zrywać.
No ale uparłam się, żeby go wkleić.
Więc wklejam.
Uwaga. To już.
Ten mój mąż to sobie tak czasem żartuje ze mnie, że normalnie boki zrywać.
W sobotę krzątając się po naszej nowej norze sobie gadamy o przysłowiowej pupie maryni i nagle słyszę:
M: myska, fajnie, że już w przyszły weekend będziemy tu mieszkać, co???
Ja: yyyyyy co? w jaki przyszły weekend?
Ja naprawdę nie wiem jak on to chce zrobić.
Łóżka co prawda w środę albo czwartek kupimy i to tyle na razie. Kuchnia, łazienka i dwa łóżka w salonie (które kiedyś pójdą do sypialni, jak się dorobimy podłogi i pomalujemy ściany).
Wsio.
Meble właściwe do salonu, cholera wie, kiedy dojadą.
Schody oczywiście niegotowe jeszcze.
Wsio.
Meble właściwe do salonu, cholera wie, kiedy dojadą.
Schody oczywiście niegotowe jeszcze.
Dzisiaj byliśmy umówieni ze stolarzem na 16:00, siedzieliśmy na budowie do 17:30 i nie przyjechał. Oczywiście jak się dzwoni do niego to albo ma wyłączony telefon, albo się nie zgłasza. Po 19:00 oddzwonił i pytał czy jeszcze przyjedziemy. Tak, kurna, proszę pana, ja nic tylko czekam na sygnał, się zrywam i lecę.
I tak w kółko.
Koniec wklejki.
Tak było wczoraj.
A dzisiaj?
A dzisiaj jest zupełnie inaczej.
Rano telefon - meble salonowe jadą, będą w piątek, najpóźniej sobotę. Będę miała gdzie majtki czasowo ułożyć. I kilka bluzek najpotrzebniejszych.
Yes.
Ano.
Da.
Oui.
Si.
Taaaak!!!!
Ej, chyba naprawdę się przeprowadzamy.
Więc.
Wrzucam resztę naszych gratów do pudeł. Sprawa jest o tyle utrudniona, że część rzeczy nie jest nasza i musi zostać na mieszkaniu. I się plączę czasem w zeznaniach wysoki sądzie. Dodatkowo mam stałego przeszkadzacza, który jak widzi tylko niezaklejone pudło to na nowo rozsiewa mi po mieszkaniu jego zawartość.
Alem i tak twarda.
Dzisiaj na przykład zdjęłam ze ścian wszystkie dzieła... aj tam, żadne van gogi, jakieś rycinki, akwarele, ikonki i krucyfiks sztuk jeden... i utknęłam.
No raz, że się strasznie łyso zrobiło, a dwa, że dziwnie mi tak pakować święte obrazki.
Właściwie to dla bezpieczeństwa.
Ale żeby tak Pana Jezusa w gazetkę z lidla zawijać?
Nie wiem...
Jest 22:15.
Gutek jeszcze nie śpi. (M tak).
Mały wstał dzisiaj o 10:15 (między czwartą a piątą rano prowadził ożywioną dyskusję ze swoim protoplastą. potem, kiedy M wyszedł było:mama wstajemy? - oł noł synku, jeszcze śpimy i usnął. i odsypiał). O 9:30 poszłam go obudzić, ale tylko odwrócił się tyłem i puścił bąka. Dziwne.
Mysko, powodzenia w przeprowadzce :)
OdpowiedzUsuńAle fajnie, że to już :)
Święta w nowym domku.
Ada
No, ważne, że te majtki już da się gdzieś upchać ;-). Aż się poczułam na walizkach czytając o tym pakowaniu. Myślę też, że Pan Jezus wytrzyma w gazetce z Lidla. Nie tyle krzywdy ludzkiej zniósł, prawda? Twardy jest i wyrozumiały :).
OdpowiedzUsuńPowodzenia w dalszych perypetiach :)))))))))))
Myska ja tam za tę przeprowadzkę trzymam kciuki i duchem Was wspieram.
OdpowiedzUsuńA może jakbyś tak porozwalała majtki po całej chałupie, to by się ten stolarz sprężył i dokończył te schody ;-o)? No jak czytam o nim to mnie krew zalewa i zastanawiam się, jakim cudem facet chodzi żywy po tym świecie. Pogryzłabym jak nic ( ale to ja).
Pan Jezus się nie obrazi jak Go w te gazetkie zawiniesz. Tylko pamiętaj żeby Go szybko w ważnym miejscu powiesić :-).
Powodzenia Kochana. Karol(ina).
->ADUŚ - dzięki, powodzenie się przyda na pewno. Ja póki co wymiękam jak myślę o logistyce, ale może nie będzie tak źle :)
OdpowiedzUsuńTak... bardzo chcieliśmy być już na Boże Narodzenie w domku, u siebie. Może nawet złamiemy odwieczną tradycję, że Wigilia urządzana jest u moich rodziców. U moich rodziców duży pokój jest mały, a nas cztery pokolenia :)
->AMISHA - osszzzz.... pół dnia dzisiaj sobie wbijałam do głowy, żeby dać M chociaż krzyżyk jak będzie jechał na budowę, niech przyczepi i zapomniałam... teraz czytam Twój wpis i się chlastam :-/
Ale to ładnie ujęłaś o tej krzywdzie...
->LINKA - ja to nie wiem czy jak porozwalam swoje majtki to się stolarz spręży czy rozproszy jeszcze bardziej ;) Nie to, ze ja mam samą taką burżujską bieliznę, tylko może jakoś obcy facet na majtki obcej baby to poleci ;)
Wolę nie ryzykować :)
Jezuska powieszę jutro... bo naprawdę dziwnie mi go tak trzymać w tej gazecie :)
Kochana, czyli to już naprawdę tuż tuż! To wspaniałe! :-)))
OdpowiedzUsuńZ tym Panem Jezusem w gazetce z Lidla to mnie rozwaliłaś... :-D Powieś go, powieś... :-)
I powodzenia! :-)))