16 lis 2011

SZYBKI RAPORT TYGODNIOWY

Wiem, wiem, trochę nawalam z tym pisaniem ostatnio, ale to nie moja wina.
Neta mi odcięli.
Znaczy sama się o to prosiłam, bo się wyprowadzamy, tak?
Ale mówię Wam, że to szok jak ktoś jest stale podłączony i nagle pyk… paluszki mi dziwnie latali :)
Teraz muszę czekać aż mąż wróci z pracy i wręczy lapka z netem (dzisiaj wyjątek - chłop w rozjazdach, zostawił mi komputerunio z internetciunio;)
Potem jeszcze musze czekać aż dziecko nacieszy się świnką peppą (jutjub;) i robię całą masę innych rzeczy, a kompa przejmuje dopiero gdy Gutek śpi, wtedy mam czas.
Ale sił już nie mam.
Wysilę się intelektualnie, żeby maila wysłać i po mnie.
Noł, noł, noł, nocny marek to stanowczo nie ja.

Z aktualności:

1. Schody mamy!
Żartowałam :)
Ale stopni nam przybyło.
Co za niemota z tego gościa to masakra.

2. Pakuje nas i nic nie ubywa.
Ja nie wiem, czy te rzeczy się rozmnażają czy jak?
Mam biuro w domu. 15 segregatorów z dokumentami, to normalne? Co będzie za 15 lat?

3. Zapomniałam wam napisać, jaką pierwszą rzecz wypakowałam z pudeł kuchennych.
Ekheeemmm
Laktator, mili państwo :)
Znak jaki czy co?

4. Mówią, że od przybytku głowa nie boli.
Boli.
Ja się myliłam, kiedy pisałam, że rozpakowałam połowę pudeł kuchennych. W piątek M zniósł mi pozostałą część i gdy zaczęłam rozgrzebywać kolejne skorupy to wzięłam i się rozbeczałam. Tamto to była ¼.
Po babci mi się dostało talerzy, dzbanuszków, filiżanek i innych duperelków i nie mam gdzie tego układać.
Mam za małą kuchnię z tego wychodzi. O połowę co najmniej.

5. To co na dworze przemilczmy….
Co tu robić z dzieckiem?
Gutek nadal nie znosi rysować. Mam się martwić? Ostatnio narysował jajo i powiedział, że to chomik. Owszem… gdy dorysowałam oczka i wąsy to nawet wyszło coś kole tego.
Za to nożyczkami świetnie operuje. Pomalowana kartka? Reklama lidla? Niezapłacony rachunek? Firanka? Ooo, jak fajnie pociąć nozićkami.

6. Na zajęciach z angielskiego obecnie kolory: grin, blu, red i jeloł. Tymczasem Gutek leci dalej jak katarynka:  pink, brałn, blak, łajt, erl grej (G: tata, a jak jest sialy? M: szary to grej, prawie jak herbata erlgrej, wiesz? Wie. Szary obecnie to erl grej :) i co tam chcecie. Może jak ma taki słuch to zapodać mu mój hiszpański i francuski? hmmm

7. Nie mam weny… nie wiem, ta pogoda  chyba…

Idę na kawę.

14 komentarzy:

  1. To już chyba uzależnienie, gdy za siecią się tęskni :)))

    A ja lubię sobie od czasu do czasu sprawić takie dni, że nie wyjmuje "laptoka" z szuflady :))

    Laktator? Hm.. czekamy w takim razie na dobre wieści.

    U Ciebie jak zwykle na wesoło :))))

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. kiedyś mi tampony wpadły i dostałam po godzinie okres ;d;d także kto wie ;) no i ja się przeprowadzam najpierw rodzice 2 lata temu teraz ja do nich... mam nadzieję że zakończe remont już niebawem została podłoga nie mam pojęcia co na nią ładnego i taniego panele na razie nieee może wykładzina dywanowa

    OdpowiedzUsuń
  3. Gutek w engliszu jest lepszy niż nasz Olu mający englisz spiking tatę na co dzień moja droga!

    Earl-grey - moja ulubiona herbata zaś :).

    Od przybytku zaś to łep nie tylko boli a wręcz pęka - w szwach..., ale ogarniesz.

    Laktator mówisz... No... dom zbudowany, niechby się i zaludnił co nieco ;-).

    Wczoraj też się wysiliłam "intelektualnie", co by maila wysłać i też było po mnie ha ha ;-). Ale odżyłam - co prawda kiepsko, ale żyję!

    Buziaki!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzę że nasze smyki podobne. Nasz Tygrysek do rysunków ma wstręt, nożyczki uwielbia i słówka też mu wchodzą do głowy.
    A ten nadmiar inwentarza to weź opyl na Allegro, jeszcze jakaś kasa wpadnie!

    OdpowiedzUsuń
  5. ->DROBIAZGI DOMOWE - a pewnie, że jestem uzalżniona, to się przyznaję bez bicia :) Chociaż po kilku dniach mija mi to i nawet dobrze się czuję bez sieci :)

    z tym laktatorem to chyba trza będzie jeszcze trochę poczekać :) Jakoś boję się podjąć taką decyzję :)

    ->AMELIA - ej no... bez jajków, może za godzinę nie zajdę w ciąże :) mąż w pracy, ja wiatropylna nie jestem :) Miłej i szybkiej przeprowadzki, kochana!

    ->AMISHA - ej no, spoko z tym engiszem :) Gutek sam pyta więc odpowiada, on tak ma ze wszystkim... w kółko gada i pyta :) Olu go pewnie bije na głowę... szczególnie, ze na codzień słucha :) A jak nie chce gadać, to mu i tak będzie łatwiej później :)
    Earl gray - to też moja ulubiona herbata :)
    Brakuje nam jednej osoby w domu, bo na jeden pokój nie mam pomysłu :)
    Ale z tym mailem wczoraj to ąłdnie dałąś czadu!!! :) Normalnie wjechałaś mi na ambicje :)
    Odpiszę, obiecuję, pewnie dopiero wieczorkiem, bo muszę teraz sobie zrobić wycieczkę po okolicznych wioskach i zapłacić jakiemuś geodecie i nie wiem kiedy wrócę bo nie znam tamtych terenów wcale, a wzrok w nocy mi siada hihih:)

    ->MAMATYGRYSKA - to może z tym rysowaniem, to jakaś przypadłość chłopięca :)A Tygrysek lubi maziać farbkami? Bo mój nawet, ale jego dzieła to prawdziwa abstrakcja :)
    Inwentarz szkoda mi opylać, bo ja lubię takie staroświeckie szkło... trochę bolesławca, trochę kamionki, znajdę miejsce... choćbym miała sobie w sypialni regał z wazonikami ustawić :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie wiem jak z tym rysowaniem :( ale Młodszy też nie lubił, a wycinać tak, tylko byle co i byle jak.
    Efekt parę lat później taki, że sam nie umie przeczytać co napisał. Ma zaburzoną zdolność manualną, bo go nie zachęcalam i nie zmuszałam do rysowania.
    Gdybym miała drugą szansę to codziennie dostałby labirynt do wykreslenia drogi wyjścia (jest ich mnóstwo w internecie) oraz jedną małą kolorowankę witrażową (to taka kolorowanka gdzie w plątaninie kresek są zaznaczone fragmenty, które należy pokolorować konkretnymi barwami np. gwiazdka - kolor pomarańczowy, trójkącik - kolor niebieski, kwadracik - kolor żółty itp. i po skończeniu całego rysunku dopiero pojawia się obrazek). Te kolorowanki trzeba dokładnie, nie wyjeżdżając poza linie pokolorować a o to własnie chodzi w nauce rysowania.
    No i kreślenie kółek obiema rekami naraz ale w przeciwnych kierunkach.


    ooo...jak ty lubisz staroświeckie szkło to ja mam do oddania w dobre ręce kryształy: kieliszki, karafkę, wazony...no sama już nie pamiętam co :P i jakiś zestaw filiżanek z dzbankiem Ćmielów chyba albo Chodzież, (chyba ze stuletni, bo to jeszcze rodzice babci używali a babcia ma 80 lat)albo i to i to bo po babci mam tego kilka zestawów i leżą w piwnicy, bo nie mam gdzie wystawić (w pokoju jedynie zestaw wypoczynkowy, szafka RTV, stoliczek i schodkowe półki na moje świeczniki) a w kuchni wszystkie szafki mam z pełnymi drzwiczkami.
    Trochę ci współczuję z tymi schodami...faktycznie gość chyba w poprzednim wcieleniu był żółwiem ale pomyśl jak długo piramidy powstawały i ile czasu przetrwały :) hihi, twoje schody "dożyją" twoich prawnuków :))

    A może jak ci się niektóre twoje skarby nie zmieszczą to urządzimy jakiś wspólny targ staroci?:)))

    OdpowiedzUsuń
  7. ->FIGA
    Moja koleżanka, która jest nauczycielem nauczania początkowego mówi, że z każdym rokiem jest coraz gorzej z pisaniem dzieci. I coraz więcej dzieciaków ma problemy takie, jak Twój synek.
    Moja siostra tak samo boryka się z tym u starszej siostrzenicy, która bazgrze jak kura pazurem (II klasa) jest bardzo niestaranna, mimo, że bardzo inteligentna. Edukację zaczęła wcześnie, bo chodziła i do żłobka i do przedszkola, zawsze dużo rysowała bo lubiła, ale kompletnie nie przywiązuje wagi do staranności. I można gadać, a ona swoje.
    Mój mąż z kolei nigdy nienawidził rysować... zawsze twierdził, ze to dla niego jak kara za grzechy i tak mu się kojarzy, natomiast manualnie jest rozwinięty, bardzo staranny i ładniepiszący ;)
    Ja mimo wszystko twierdzę, że Gutka ćwiczyć należy, ale nie wiem czy zmuszaniem coś wskuram... jak jest taki przekorny jak ja, to to nie jest metoda dla niego. Wolę zachęcać. Sama siadam z jego kredkami i kolorowanką i jak gdyby nigdy nic zaczynam rysować i wtedy się zaciekawi.
    Gutek lepi z ciastoliny, maluje farbkami... ale rysowanie ciągle błeee.

    Figa... hehe... ja bardzo chętnie na kiermasz staroci się łapię.... ale obawiam się, że wykupiłabym całość od wszystkich... bo mnie się ciężko oprzeć jak widze takie cudeńka. Całą nowoczesną porcelanę mogę oddać za staruszki, które często na śmietnik trafiają :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak lubisz, to się nie pozbywaj. Czasem się okazuje, że nasz dom jest z gumy :)
    A powiem Ci, że z farbkami miał Tygrysek taki okres, że lubil malować. Namiętnie rysował słoneczka i abstrakcje. Ale i to minęło...

    OdpowiedzUsuń
  9. ->MAMATYGRYSKA
    Lubię :) w takim razie będę liczyć, że mi się kąty rozciągną :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Myska, ja też zbieram wiele rzeczy a potem nie potrafię się z tym rozstać.... I nie wiemy ile tego mamy dopóki nie musimy się przeprowadzić. Okazuje się wtedy, że toniemy w rzeczach! Ja to przeżyłam, jak musiałam wrócić do Polski i jakoś się spakować... Jak sobie to przypomnę.. koszmar. Więc nie zazdroszczę. Ale pomyśl sobie, że warto. ;-)
    Uwielbiam wszelkie starocie i targi staroci. I tylko straszliwie ubolewam nad tym, że w Polsce to jest wszystko takie drogie... powinno być na odwrót - ktoś chce pozbyć się jakiegoś grata i sprzedaje go za bezcen, ale nie u nas. W Anglii np. można kupić wieeele ciekawych staroci za grosze, czy raczej za funta. ;-) marzy mi się wieka ciężarówka, która przewiozłaby mi zakupione tam rzeczy do Polski... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  11. JULITA - masz 100% racji. Człowiek jak zaczyna zbierać swój dobytek do pudeł to nie wierzy ile mu się nazbierało. Kiedy jechałam na I rok studiów, to wyjechałam z domu z 1 dużym plecakiem. Miałam w nim wszystko co niezbędne. Po sześciu latach z Krakowa musiał mnie wywozić duży dostawczy samochód ;)
    Też bardzo mi się podobają te aukcje i targi staroci organizowane w Anglii. U nas to wygląda bez sensu.... w kilku miastach są urządzane takie targi i wszystko tam kosztuje sporo...
    Brakuje miejsc w których można się nie tylko obłowić ale i pozbyć różnych niepotrzebnych pierdółek.... bo czasem coś co jest dla kogoś brzydactwem i przeszkadzajką, dla innego kogoś może stanowić skarb ;)
    Widzę, że mamy podobnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gutek jaki spryciuszek - ale to już dawno zauważyłam :)
    hmmm laktator mówisz..może to jest i znak. Moja mama zawsze mówi, że na nowych kątach się nowy lokator pojawia , nie takie przeprowadzony oczywiście :p
    Pakowanie swoją drogą, ale później to wszystko trzeba jeszcze rozpakować... Chociaż to już bardziej cieszy, bo widać efekt końcowy :) wytrwałości, już niedługo i niedużo, w porównaniu z tym, co za Wami

    OdpowiedzUsuń
  13. No i myślałam, że oczy wypatrzę, bo niby zostawiłam jakiś czas temu komentarz, a tu patrzę i nic, więc ,,zapodam" jeszcze raz. Laktator rzecz święta, nigdy nie wiadomo kiedy los zdecyduje za nas kobiety ,,niezdecydowane". Reszta bibelotów i skorup też pewno znajdzie swoje miejsce, zwłaszcza, że w necie mnóstwo pomysłów i praktycznych rozwiązań na takowe sytuacje. Gutek ma po prostu inne talenty niż rysowanie i spoko. No, to by było na tyle, buziaki z przodu. :***

    OdpowiedzUsuń
  14. ->LILIJKA - a wiesz kurcze... pokoi mamy tyle, że trochę nas mało i trza będzie chyba pomyśleć nad jakimś dodatkowym lokatorem :)
    Rozpakowywanie, choć też męczące, to i tak przyjemne :)

    ->MARYANKA - a widzisz... a propos Gutka, to on chyba z tych muzycznych bardziej niż plastycznych :)
    Tak, czasem lepiej, zeby los zdecydował za kobietę, bo jak ta zacznie się namyślać... to niech to drzwi ścisną :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...