6 gru 2011

JA JAK ZWYKLE PO SWOJEMU KLEPIĘ ;)

Jako, że w ostatnim tygodniu czasu nie miałam, żeby się po głowie podrapać, tak rozpoczęcie krysmaszenia postanowiłam odłożyć na poniedziałek, piątego.
Czyli wczoraj.
Miałam zacząć od:
- wysuszenia plasterków cytrusów na choinkę,
- zrobienia Gutkowi lampionu roratniego, bo ten plastik mnie wkurza. Poza tym wszystkie dzieci mają takie same, a pamiętajmy, że mysa nie lubi mieć tego co wszyscy
- i zarobienia ciasta na pierniki, żeby we wtorek - św. Mikołaja - piernikowym zapachem przywitać.

Pomarańcze i grejpfruty wstawiłam koło południa do piekarnika.
I tyle.
Przez pół dnia, chodziłam jak struta,  bo zdaje się, że mój mąż był tak miły i przekazał mi swojego wirusa. Także obijałam się o ściany, aż w końcu myślę  sobie: nie, trza coś zdziałać pożytecznego.
Zaczęłam wycinać szablon na lampion.
Dumna byłam jak nie wiem co, bo mi ładny wyszedł, ale popełniłam błąd taktyczny. Ośmieliłam się zostawić go na stole i podejść do okna, żeby rolety spuścić.
I po robocie.
Podarty na strzępy.
Uchhhh….
Zacięcia plastycznego po mamie nic ten mój syn nie odziedziczył, za to zdolności dewastatorskie wykazuje ogromne (ciekawe po kim?)
*
Opowiedzieć Wam dowcip o stolarzu?
Mamy stopnie przyklejone. Mamy też barierki do tych schodów ale stoją w sypialni.
A nasz stolarz wyjechał do Norwegii bo podłapał jakąś fuchę.
Ma wrócić przed świętami i dokończyć .
Mam ochotę odgryźć mu głowę.
*
Dzisiaj św. Mikołaja. 
Żadne dzieci mam nadzieję nie czytają, a jak czytają to niech idą do kuchni zrobić sobie herbatkę i wrócić na ostatnie zdanie ;)
Św. Mikołaj to był taki pan, dokładniej biskup, który swoim życiem, postępowaniem i szczodrością zasłuż na miano świętego, przez całe lata uwielbianego i wyczekiwanego.
Ja pamiętam, że do nas w przedszkolu przychodził wieeelki Mikołaj z brodą, w płaszczu, stule, mitrze na głowie i z pastorałem w ręku.
Na takim właśnie Mikołaju się wychowałam i nie mogłam skumać o co chodzi z tym czerwonym miłym dziaduniem przebranym za pajaca, który jest obecnie rozpowszechniany, byłam autentycznie skołowana i zawiedziona (zapewne moje dziecko będzie miało kiedyś problem w drugą stronę ;).
Wiem, że z roku na rok komercja coraz bardziej daje znać o sobie i z roku na rok coraz trudniej myśleć o prezentach dla bliskich, nie mówiąc o całkiem obcych... ale warto to robić, mówię Wam.
Sposobów w jaki można pomóc innym jest mnóstwo. Oto kilka z nich: 
- Szlachetna paczka (pamiętajcie, że taką paczkę możecie stworzyć z przyjaciółmi, rodzeństwem czy rodzicami)
 - Caritas Polska i Banki Żywności co roku organizują zbiórki żywności w wielu marketach spożywczych. Może warto kupić kilogram więcej mąki?
- to chyba najprostszy sposób. Dzisiaj o 18:45 wszyscy włączamy Polsat na Mikołajkowy Blok Reklamowy

Pamiętajcie, że zawsze znajdą się tacy, którzy mają trudniej czy gorzej.
To tyle z mojej strony. Lecę smażyć schabowe ;)

7 komentarzy:

  1. O, to ja się wproszę może na obiad a potem pooglądamy razem Mikołajkowy Blok Reklamowy :)))

    Wiesz...ja bym wolała sama zrobić taką mikołajkową paczkę dla jakiegoś dziecka.
    Nie lubię dorzucać się do hurtowego kosza. Mam spore wątpliwości gdzie tak naprawdę trafiają te dary.
    Poza tym nie chcę pomagać pijącym, patologicznym rodzicom. Chciałabym dać coś DZIECKU!
    Jeju, mam już 3 kartony ubrań (wielkie, więcej chyba niż metr sześcienny). Nie znasz kogoś kto chce odzież dla 6-7-8-9 latka? Tyle, że ktoś by to musiał charytatywnie odebrać i dostarczyć do jakiejś potrzebującej rodzinki, bo koszt wysyłki wyniesie ze 200zł, jak nie więcej - a tego to na siebie nie biorę.

    OdpowiedzUsuń
  2. ->FIGA - zapraszam na obiadek :)
    Figa, ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby paczkę zrobić i podarować samodzielnie :)
    Wiesz... właśnie na tym polega "szlachetna paczka" masz prawo poznać rodzinę której chcesz pomóc i możesz sama podać jej paczkę. Rodziny te są przez miesiące wybierane do programu, żeby właśnie potem nie było problemu, że przyjdzie tatuś nachlany i skasuje dzieciom prezenty na wódkę.
    Poza tym ja bym tak od razu nie dzieliła biedny = patologinczy... bo znam całą masę dobrze zarabiających pijących co wieczór, ich dzieciom plastiku do zabawy nie brakuje, ale zabawy z rodzicem owszem ;)

    Ja mam może głupie i naiwne podejście, ale jeśli ktoś mnie prosi o jedzenie to mu je daje, nawet daję złotówkę na bułkę jak mnie żul na uli prosi... trudno - w 80% kupi sobie taniego sikacza za to - ja bez tego przeżyję, a on będzie miał chwilę przyjemności i tak ma przesrane życie ;-/

    Może wystaw ogłoszenie co do tych ciuchów? albo zadzwoń do mopsu... Szkoda zeby leżały :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że Gutek nie dewastuje roboty Pana Stolarza. ;) Pamiętam jak moja mama robiła lampiony takie z butelek, po rozcinaniu i zszyciu wyglądały jak kwiatki i co najważniejsze (moje utrapienie) miały zamontowaną w środku świeczkę kapiącą woskiem w najmniej oczekiwanych momentach. Ale to było tysiąc lat świetlnych temu...

    OdpowiedzUsuń
  4. ->MARYANKA - roboty pana stolarza nie dewastuje, ale za to ściany mamy już cudownie ubabrane malutkimi paluszkami ;)
    Nam robił tato lampiony - też z butelek - bo to on przejawiał zdolności ;) A jak już byliśmy w szkole, to co roku robiliśmy wszyscy na plastyce ;) Takie z tektury, którą się malowało, a w środku się wzorki wycinało i podklejało bibułą. Jak się zapalało w kościele lampiony to fajnie to wyglądało - dziesiątki małych witrażyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myska, ależ się rozpisałaś
    Ale fajnie, lubię Cię czytać :)

    Ja zdolności niestety nie posiadam, nic a nic. Bozia nie była łaskawa :( Jak tak oglądam różne cudeńka, to nawet łatwe się wydają, więc zrywam się, pracuje, kleje, wycinam i co? A nic, efektu brak :(

    Co do paczek i pomocy myślę podobnie. Jak proszą o złotówkę to daję. Nigdy nie wiadomo co życie nam przyniesie i czy my nie będziemy w potrzebie. Jak tak sobie myślę o tych ludziach, to się zastanawiam do jakiego stopnia muszą być zdesperowani, głodni żeby zaczepiać zupełnie obcych ludzi. Ja strasznie nie lubię prosić nikogo o nic, jak muszę, nawet o głupotę - i to bliskich, to się składam w sobie i staram się radzić sobie sama, a co mówić obcych ludzi, w dodatku o pieniądze.

    O paczkach miało być... U mnie w katedrze w zeszłym roku postawili choinkę, na której były powieszone papierowe bombki, na nich były imiona i nazwiska dzieci oraz wiek. Można było zdjąć taką bombeczke i przygotować paczkę dla tego dziecka, przynieść ją do kościoła, a dystrybucją zajmowały się zakonnice. Baaaardzo fajny pomysł, wiesz że to co kupuj trafia do konkretnego dzieciaczka, a nie tak jak pisałaś na procent dla tatusia na głodzie...

    PS w tym temacie chyba zaraz skleje posta, mam taka historię, którą jak wspomnę to jeszcze mi krew burzy, chociaż było to kilka dni temu...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja też dokładnie takiego Mikołaja pamiętam z dzieciństwa. A teraz się skomercjalizował...

    OdpowiedzUsuń
  7. ->LILIJKO- a może Ci się tylko wydaje, że nie masz zdolności?? :) Mnie też nie wszystko wychodzi :)

    Z tym proszeniem o pomoc to mamy widać podobnie. Ja tak samo wszystkie metody i próby najpierw sama podejmę nim powiem nawet bliskim "proszę"

    U nas czasem biedni chodzą po mieszkaniach i proszą o pieniądze. Jedną babkę znam dobrze i wiem, że faktycznie jest tak jak mówi (samotnie wychowuje chorego syna). Zbiera na jakieś kolejne operacje... to musi być strasznie trudne dla niej, chociaż gdybym nie miała wyjścia, pewnie i to bym dla dziecka zrobiła.
    Ostatnio otworzyłam drzwi facetowi, który sprzedawałam taki najtańszy papier toaletowy i chwilę z nim rozmawiałam i mi powiedział, ze zwolnili go z pracy, do emerytury już mu niewiele zostało, nikt go nie chce zatrudnić, a pieniądze się kończą, bo ma dzieci na wychowaniu.... co za koszmarne czasy...

    Pomysł z paczkami w katedzrze - rewelacyjny!!!! Bardzo mi się spodobał!!!


    ->JULITA - wiesz Julitka, czemu ja z takim sentymentem wspominam tego Mikołaja? Bo był jeden.
    Teraz gdzie nie ruszysz się z dzieckiem to widzisz gości poprzebieranych... jeszcze żeby mówili, że to jacyś pomocnicy czy coś, a oni zwą się Mikołajami!!!
    W sobotę byłam z Gutkiem w przedszkolu - Mikołaj, pojechałam do Kauflandu - Mikołaj, do innego sklepu - Mikołaj.... jakiś koszmar. Pełno tego teraz. Mają wstrętne stroje w niczym nie przypominają słodkiego dziadunia z reklamy coca-coli, tylko tandetę odwalają, nawet dziecka nie potrafią dobrze zagadnąć.
    Wkurza mnie to, bo do mnie gdy przychodził Mikołaj to było w tym tyle magii i tajemnicy, że szok.... a teraz... :-/

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...