Nie, nie, nie.
Jeszcze się nie przeprowadziłam.
Niestety. Boeingi bez kół lądują, siedmiomiliardowe dziecko się rodzi, a u nas zastój.
Powoli mam dość tego czekania i trwania w zawieszeniu. I wkurzam się, bo niewiele sama mogę zrobić.
Łóżko jeszcze nie dojechało, a na podłodze spać mi się nie uśmiecha… to już nie te lata, że śpiwór i karimata robią za luksus ;)
No i schody się jeszcze nie zrobiły… ale to oczywiste (monotematyczna chyba jestem).
Stolarz mnie tak wkurza, że patrząc ostatnio na niego, miałam ochotę wybić mu i tak już osamotnioną jedynkę. Po co mu jeden ząb? Miałby z głowy całkiem.
Już pomijając jego jamę ustną, chyba bym się wściekła z tak niesłownym chłopem. Jako mąż i ojciec piątki dzieci, powinien być bardziej odpowiedzialny.
No ale dobra.
Na cmentarzu byli?
Byli.
Ja w sumie dość często odwiedzam znajome kwatery, ale jakoś tak sobie myślę, że strasznie szybko ubywa wolnego miejsca. Poza tym dzień dobry pani Alinko (polonistka, uśmiałaby się, jakby wiedziała, że klepię w klawisze i ktoś to czyta;), dzień dobry panie Jacku (ginekolog, do zobaczenia bardzo niedługo;), dzień dobry ciociu (stomatolog, do zobaczenia w poniedziałek na kontroli;) Przerąbane mieszkać w małym mieście :)
A teraz łapka do góry, kto jak był dzieckiem maczał palce w gorącym wosku i lepił kulki?
A skoro już przy dzieciach jesteśmy, to byliśmy w tym przedszkolu, tak?
Miałam o tym całego posta sklecić, ale już mi się przeterminowało.
W każdym razie Gutek zakochany.
W tym przedszkolu.
Znaczy się jest dobrze.
Tańczymy, śpiewamy i uczymy się angielskiego. Myślę, że niedługo będę tam zbędna.
Ale wiecie co? Skupić uwagę dziesięciorga maluchów na sobie przez dłuższą chwilę to naprawdę wyzwanie.
A ja chciałam być kiedyś przedszkolanką…
Tiiiaaaa… kątów do rozstawiania by mi zabrakło ;)
Dobra, lecę obiad robić, bo potem pan Jacek ;)
Ja, ja, ja, jaaaaa lepiłam kulki z wosku. I nie tylko kulki, bo lubiłam nadtapiać i pół świecy i lepiłam z miękkiego wosku całe stada piesków i kotków. W ogóle uwielbiam lepić. Z modeliny, plasteliny, gliny, masy solnej.
OdpowiedzUsuńUlepiłam swego czasu wszystkich muszkieterów, D'artagnana, Julię i jej chusteczkę (pamiętasz taką kreskówkę D'artagnan i trzej muszkieterowie gdzie bohaterami były pieski? rewelacyjna ale możesz nie pamiętac, ona leciała jak ja miałam 6-7 lat).
W każdym razie ja ulepiłam bohaterów bajki.
A potem moich przyjaciół z podstawówki.
A ostatnio to z masy solnej baranka wielkanocnego, kurczaki i pisanki i potem to malowaliśmy plakatówkami z Młodszym.
Dobrze, że Gutkowi się podoba przedszkole, to znaczy jest bardzo społeczny mimo "czasowego jedynactwa" :))
A stolarzami się nie przejmuj. Tak niestety wygląda polska rzeczywistość. Chyba ci mówiłam, że moja klientka czeka na kuchnię od lipca? :))
Myska ja tż bawiłam się gorącym woskiem....Kulki i takie tam, ale że ja muzyczna jestem, to z plastyką nie bardzo się lubiłyśmy.
OdpowiedzUsuńTo dobrze, że Gutkowi podoba się w przedszkolu. Będzie chętnie tam chodził.
Co do stolarza, to ......nic nie będę mówić....Bo to co bym chciała powiedzieć musiałabym ocenzurować, a jak ocenzuruję to nie będę miała nic do powiedzenia.
Pozdrawiam, Karol(ina).
No, kiedyś to i znicze były normalne - takie gliniaki - szerokie, otwarte, bez wieczek, że palec łatwo można było włożyć i wyjąć oblepiony woskiem. A teraz lampijony i inne cuda... ech.
OdpowiedzUsuńFiga - ja pamiętam te pieski muszkietery. Oglądałam, a jakże!
A przedszkole Mysko - oby tak dalej. Gutek podrośnie to pewnie rozumu nabierze he he ;-). Żartuję, niech je kocha ile wlezie.
widzisz, a ja sobie właśnie myślałam, że zajęta układaniem w pięknych, nowych półeczkach i rozpakowywaniem pudeł - nie masz czasu na bloga
OdpowiedzUsuńale Figa ma racje, tak to niestety u nas wygląda :( ogrom cierpliwości potrzeba człowiekowi, tylko skąd jej brać, jak tu już jedną nogą się prawie na swoim mieszka...
Stolarzowi zęba daruj, taki gargamelowy uśmiech chciałabyś zepsuć? :)
pod woskowymi kulkami ja również się podpisuje, a nawet woskową piątke przybijam, bo my będąc w podstawówce, robiliśmy z wosku odlew dłoni na przykład, studziliśmy wosk i wylewaliśmy na ręce, a potem odklejaliśmy całą łapke...ehhh głupolki, dobrze ze nikt się wtedy nie poparzył...
a co do przedszkola to super,
napawasz mnie optymizmem taką wiadomością, ja swojego urwisa będę prowadzić od grudnia na 5 godz, ma dołączyć do grupy czterolatków i tak się z panią umówiłam, że wyjątkowo go przyjmie, ale musi mieć pełne 3 lata, więc czekamy
miesiąc niecały został i póki co to ja jestem przerażona, moje dziecko na "przedszkol" się chyba jescze nie nadaje, oj będzie ciężko :(
Figa to chyba jakaś artystyczna dusza, żeby takie figurki lepić :)Ja tam kulek nie robiłam, albo nie pamietam, ale paluchy wkladałam do wosku i patyki też maczałam, a jak się taki znicz rozbił - a były to białe gipsowe znicze, to potem i pisać tymi odłamkami się dało jak kredą :) Eh... jak się jest dzieckiem to się we Wszystkich Świętych widzi jednak co innego... w końcu punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, jak to mówią.
OdpowiedzUsuńA przedszkolanką też kiedyś chciałam być. Przez taki elementarz, na okładce ktorego byla taka czarnowłosa dziewczynka, która misiom pokazywała lityerki. Szybko mi przeszlo, jak się zaczelam zajmować dziećmi brata ;)
ej tam, ej tam... to znowu nie taka filozofia skupić maluchy ;-) fajnie, że się Gutkowi tak podoba, u nas na początku to była dzika dzicz... trzymam kciuki za Stolarza i pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńNo proszszszzzz...ciesz,e się, że nie jestem aż taka stara i ktoś jeszcze poza mną pamięta tą bajkę :))
OdpowiedzUsuńA suknię Julii? Normalnie aż mi się łza w oku kręci jak se wspomnę a nie mam żadnej pamiątki - mało kto miał aparat w domu.
A dzisiaj moje dziecko zachciało lepienia z plasteliny i wykałaczek modeli atomów a wyszła mu arena bokserska i trójwymiarowy model kryształu. Mam prikaz kupienia plasteliny.
MamaTygryska - masz na myśli elementarz do I klasy, który miał tytuł LITERY ?
Taki z Dorotką?
Jeju, ja go gdzieś mam... ale okładka się zmieniała przez pare lat i nie wiem czy później nie było coś o pokazywaniu literek misiom.
Ja miałam to:
http://www.skyscrapercity.com/showthread.php?t=800434&page=27
Figa ja się też z tego elementarza uczyłam :-p)!!!
OdpowiedzUsuńJa też pamiętam ten elementarz!!! I ja też lepiłam kulki z wosku, albo druga zabawa to zbieranie różnych kolorów wosku na opuszkach palców.. ;-) A=My to mieliśmy fajnie, a teraz bieda... Wszystkie znicze pozakrywane...
OdpowiedzUsuńSuper, że Gutkowi się spodobało! :-)
A stolarz z jednym zębem wymiata! ;-)))
-> FIGA - łoooo laska, to ty widze wymiatałaś z tym lepieniem ;) Ale mnie też to trochę kręci i do tej pory moim marzeniem pozostaje ulepić z gliny/gipsu popiersie kobiece - pojęcia nie mam dlaczego to, ale od dawna mi lata po głowie ten pomysł :) Ja się przymierzam do lepienia z Gutkiem z masy solnej czegoś na choinkę ;) Co do bajki to wiem, że taka była (starsze rodzeństwo;), ale kompletnie nie wiem co sie niej działo:)
OdpowiedzUsuńStolarzem się przejmuję, bo schody miały być w sierpniu - nie były, podpisaliśmy umowę, że do 15 września będą i nie były.... teraz M się wziął za niego i niby robi, codziennie jest coś więcej, ale tak niesłownego człowieka ze świeczką szukać.
Dobry z niego chłopina i ładnie robi, ale kurde nigdy nie ma pieniędzy nawet na materiał (drewno) i jakieś kredyty ponoć brał. Nie wiem jak on utrzymuje rodzinę, skoro taki kiepski z niego biznesmen :-/
No i ta świadomość, że można by juz mieszkać, ale nie można... nie z własnej winy...
->LINKA - fajnie było z tym woskiem kiedyś, ja to się przestaję dziwić, że dzieci teraz się nudzą... my z rodzeństwem nigdy się nie nudziliśmy na cmentarzu, zawsze było kupę roboty z tymi zniczami :)
Co do stolarza, to jak będę potrzebowała wsparcia to wiem do kogo uderzyć ;)
->AMISHA - a wiesz, ja też troche tęsknię za tymi glinianymi zniczami... teraz to jarmark i meksyk nam się na grobach robi :-/ Już nawet nie mówi się znicze, tylko lampki, albo lampiony... ja to jestem tak zboczona, że zawsze jak robie porządki u dziadków i widzę te oplastikowane cudeńka, to rozbrajam je i zostawiam samo szkło z tym kapelusikiem ;) Okropne-wiem, ale moje poczucie estetyki nie znosi takiej tandety :)
A to przedszkole to zajęcia tylko sobotnie, bo znalazłam tylko jedno w moim mieście przedszkole, które organizuje zajęcia dla tych nieprzedszkolnych maluchów. Ale lepszy rydz niż nic ;) Coś tam zawsze się nauczy :)
->LILIJKA - oj bardzo bym chciała, żeby tak było, ale kurcze czas mi ucieka przez palce, a tu nic się nie posuwa :-/
Ale było zabawy z tym woskiem :)
Wiesz, z tym przedszkolem to nie wiem też jakby to było, jakbym Gutka prowadziła dzień w dzień na kilka godzin i szła sobie. U nas są to sobotnie zajęcia. Chodzi do grupy 2,5-wczesne3latki. Trwaja 2 godziny i rodzice mogą być obecni. Pani powiedziała, że jeśli dzieci będą się dobrze zachowywać, to rodzic może sobie iść... więc czekam na ten moment, zobaczymy ile to potrwa :)
Nie wiem co by było, gdybym miała go zostawić tak na pół dnia samego.
Ja mam dodatkowo uraz, bo Gutka próbowałam umieścić w żłobku, kiedy chciałam wrócić do pracy i to był koszmar... a do tego fakt, że on ciągle jest ze mną i jest trochę maminsynkiem ;)
Także teraz te zajęcia traktuję trochę jak hartowanie :)
-> MAMATYGRYSKA - Ja myślę, że my jako dzieci mieliśmy więcej zajęcia we Wszystkich Świętych i nie umieliśmy się nudzić działając przy zniczach.... teraz jak patrzę na potomstwo w rodzinie to różnie z tym jest ;) ale i lampki teraz nudne, nie trzeba nic przy nich robic, wystarczy odpalić ;)
Elementarz pamiętam :) Bardzo go lubiłam :)
->OLA - z tymi maluchami to chyba kwestia czasu. u nas jest trudniej, bo to tylko raz w tygodniu, a poza tym dzieci są z rodzicami. Może jakby były same, to byłyby grzeczniejsze. Na dziesięcioro tylko 3-4 było w miarę skupione, reszta biegała, szalała i rozpraszała te grzeczne dzieci. Ale to może też zależy od rodziców... ja Gutkowi wcześniej tłumaczyłam co będziemy robić i jak ma się zachowywać no i nagrodą zmotywowałam i na niego podziałało... ale niektóre mamy siedziały i miały gdzieś, że dzieci robią co chcą, chodzą po ścianach i głównie przeszkadzają, a nie były pierwszy raz :-/ kasa wywalona w błoto.
->FIGA - ja tez ten elementarz przerabiałam :)
->JULITA - nooo, teraz to dzieci się nudzą na cmentarzu bo nie mają w co rąk włożyć :)
A u nas najczęściej były zawody, kto więcej wosku uzbierał wokół opuszek :) Najgorzej to było pierwszy raz włozyć bo troche parzyło, a potem już leciało :)
Stolarz wymiata... taka stercząca jedna osamotniona jedynka :)
Kurcze, ja to chyba bardziej coś takiego miałam: http://forum.gazeta.pl/forum/w,96921,116145426,,AAAA_Stre_podreczniki_do_podstawowki.html?v=2,(gdzieś w dole strony) a skąd mi się ta dziewczynka z misiami wzięła? Jak znajdę, to wkleję, bo musiało coś takiego być! A jak już przy wspominkach jesteśmy, pamietacie kredki z misiem: http://printo.republika.pl/warszawa/muzeum/kredki.jpg - moje dziecko takimi rysuje, bo znaleźlismy je w szyfladzie u dziadka!
OdpowiedzUsuńJeniu, dziewczyny, aleście mi namieszały w głowie z tymi podręcznikami, bo jestem pewna, że znam oba :) Ale to może wpływ starszego rodzeństwa :)
OdpowiedzUsuńMamoTygryska, ja też bym się dała pokroić za misie, że są na okładce :)
No i kredki z misiem! Klasyka!
Jak i gumy donald i oranżada w woreczku :)
Mysa ja też się pogubiłam z tymi podręcznikami ( a jestem jedynaczką więc odpada starsze rodzeństwo). Ale coś się mię kojarzy, że z tego pierwszego elementarza uczyłam się w zerówce, a te od Mamy Tygryska to jakby I klasa podstawówki. Łbem nie ręczę, ale mi się tak ćmi między uszami. Misiowe kredki!!!! Donald!!! Oranżada!!! No łza się w oku kręci. Fajne czasy!!!!
OdpowiedzUsuń->LINKA - dokładnie, łezka w oku się kręci. Fantastyczne dla mnie wspomnienia :)
OdpowiedzUsuń