13 paź 2011

JESZCZE A PROPOS TEGO ROMANTYZMU I KILKA PODPUNKTÓW

Bo może ja się źle wyraziłam. 
Proszę sobie nie myśleć, że my tak uczuć są pozbawieni definitywnie, a po moim małżonku trudno o jakieś  symptomy ich okazywania.
Znaczy z tym romantyzmem to jest tak, że go chyba nieco inaczej  od większości postrzegamy.
To może ja na przykładzie tych kwiatów, żeby nie było…
Tego i tego dnia mamy rocznicę, tak? I ja wiem, że mąż pójdzie do kwiaciarni, obca baba mu bukiet przyszykuje, on zapłaci, potem mi go wręczy… może jakiś drobny upominek jeszcze dostanę, albo zrobimy coś fajnego :)
Skoro ja przypuszczam, że owego dnia to coś się wydarzy, no to co to ma być za romantyzm?
Dla mnie romantyczne posunięcia są jednocześnie zaskoczeniem.
I owszem. Bardziej się wzruszam i bardziej sobie cenię, jak ojciec z synem pójdą na spacer, któregoś letniego dnia  i pozrywają dla mnie trochę  polnych chabazi, albo wręczą małą kupkę stokrotek przewiązanych źdźbłem trawy.(G:najlepsiego!) Tak wolę. I nawet jeśli one nie są super równie przycięte, nie mają brokatu i pięknej wstążki… to i tak więcej dla mnie znaczą niż cudaczny bukiet. Wszystkie kwiaciarniane kwiaty mogą się dla mnie wtedy schować. Tak już mam (a wprost jeśli chłop przynosi kwiatki w ramach przeprosin(mój raz i więcej tego nie zrobił;), to niech se je za przeproszeniem wsadzi… nie przyjmuję takich)

I owszem, uważam za bardziej romantyczne, jak mnie mąż z zaskoczenia bierze ;) na jakieś jedzonko, zakupy, do kina… czy coś ;)

Planowane akcje np. rocznice, urodziny i tego typu robią się trochę na pokaz (nieraz z M świętowaliśmy sobie coś wspólnie i w tajemnicy dzień wcześniej lub dzień później, bo akurat dokładnie tego i tego dnia nie mieliśmy wspólnie ochoty…i dla mnie to jest super) więc te planowane akcje pod względem ogólnie pojętego romantyzmu (kwiaty, kolacja, etc.), no… cóż… dla mnie są z niego obdarte... a nie stać nas obecnie na niespodziewane wypady na weekend do paryża czy innej metropolii. 
  
Mam nadzieję, że wam nieco przybliżyłam mysową definicję romantyzmu :]

A teraz konkrety:
1. Kuchnia mi się kończy robić.
2. M mi przytachał do domu cały wór przeróżnych instrukcji obsługi i siedzę i się uczę, bo na przykład w życiu nie miałam zmywarki i w życiu jej nie obsługiwałam. Moja obecna mikrofalówka (20-letnia) posiada 2 pokrętła i dwa przyciski, w tej nowej nic się nie kręci i kurna nie rozumiem tego i muszę rozkminiać…;)
3. Ale i tak mnie to rajcuje.
4. A już najbardziej cieszy mnie fakt, że w końcu mam blaty pocięte, lampki teraz M zakłada w szafkach, a w weekend prawdopodobnie będę mogła sobie jechać rzeczy układać (i wyjdzie na jaw ile to mam niepotrzebnych garów, patelni i talerzy ;)
5. Wczoraj mąż mi do domu przytachał niespodziankę. Miałam cyknąć fotkę, ale za dużo wymazywania i obrabiania… bo to pismo urzędowe. A w nim, że przyjęli dom, że już zakończone… bla, bla… nieważne…w każdym razie
MOŻEMY SIĘ JUŻ MELDOWAĆ!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
W naszym domu… domeczku.
Z tego mieszkania wyjazd z pocałowaniem ręki i do domuniu. To już kwestia 2-3 tygodni. Dopiero wczoraj w to uwierzyłam.
6. M się cieszy jak dziki osioł, generalnie ciężko mu już do bloku wrócić: bo myska tam jest taki spokój, napalę sobie w kominku… pachnie drewnem w całym domu… i w ogóle jest tak fajnie… po naszemu
7. I ja go rozumiem, bo mnie też się już nie chce wracać na bloki. Ostatnio nawet po powrocie z budowy jak weszłam do tej wstrętnej blokowej kuchni to miałam ochotę na jakiś strajk, pucz, nie wiem… ale odechciało mi się gotowania :]
8. Nawet Gutek zawsze beczy jak mamy stamtąd wyjeżdżać i chyba rozumie jak mówię, że będziemy tam mieszkać, a tutaj już nie :)
9. Schody też się robią. Powoli, ale stopnie już prawie wszystkie są, jeszcze poręcze, tralki czy jak to się zwie…
10. A tak abstrahując od budowy (wiem, jestem trochę monotematyczna ostatnio), to popełniłam swój debiut czapkowy w tym sezonie. Serio. Małe dzieci, stare dziadki i ja. Znaczy to był beret i to cienki dość, ale było mi tak zimno, że za Chiny Ludowe go zdjąć nie chciałam. Owszem, jedni na mnie patrzyli z politowaniem, ale inni z zazdrością ;) Wiało jak skurczybyk  tamtego dnia:)
11. Aaa… reszta następnym razem, bo śniadać trza i do babci lecieć.

Buzi.
Cium.

18 komentarzy:

  1. Kochana każdy chyba rozumie, że drobiazgi życia codziennego, nazbierane własnoręcznie kwiatki czy inne chabazie mają większą moc. I to jest najważniejsze. A co kto woli, to inna para kaloszy, bo to dla Was ma być miłe a nie dla otoczenia. Bo co ma piernik do wiatraka?
    To wy już bliżej niż dalej z tą przeprowadzką!!! GRATULACJE!!!!A jakby, co to daj znać, to wpadnę i pomogę kartony targać!!! Trzymam kciuki! Buziole, Karol(ina).

    OdpowiedzUsuń
  2. A jeszcze Ci powiem, że doskonale Was rozumiem. Jak ja w zeszłym roku się przeprowadzałam, to już na miesiąc przed przeprowadzką latałam kurcgalopkiem z radości, że na swoim będę. A biorąc pod uwagę fakt, że oboje pracowaliśmy to zostawały nam tylko wieczory i łikendy na pakowanie. I nawet fakt, że później przez miesiąc jeszcze jakieś kartony i kartoniki mi się walały po chałupie nie miał najmniejszego znaczenia. Bo se sama stawiałam, ustawiałam, przestawiałam, przesuwałam....No po prostu hopla miałam. Tak więc wiem jak się czujesz i doskonale Cię rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. nooo to moje gratulejszyn, nie ma chyba nic piękniejszego niż usiąść sobie na kanapie w swoim domu,,, swoim własnym, zero dźwięków sąsiadów dookoła zero hałasów, głupich spojrzeń wścibskich sąsiadek z klatki,,, o Boże jak Ci zazdroszczę bo ja przenoszę się ze wsi swojego domku do bloków ;(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja z tym romantyzmem mam identycznie jak ty. Nie lubię np.Walentynek i tłumów w kinie i restauracji, my zawsze robimy sobie Walentynki kilka dni wcześniej albo później i jest super. Ja bym chciała dostać jednego kwiata bez okazji niż bukiet na imieniny, bo wiem, że go dostanę i to już mnie nie kręci. Wspaniale, że przenosicie się do nowego domu. My mieszkamy w domku już 3 lata i dokładnie pamiętam to podniecenie i przewożenie mebli, ubrań itp. Wiesz kiedy spędziliśmy w nowym domu pierwszą noc? Jak z meblowego przywieźli nam wielką kanapę do salonu i tego samego dnia zamontowali "cyfrowy polsat" :) Usiedliśmy sobie przed tv i postanowiliśmy że zostajemy już u siebie:) Dobrze, ze to było lato bo pieca do C.O. jeszcze nie było;) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. to widzę że wszystkie mamy podobnie jeśli chodzi o romantyzm :)
    ale to chyba o to chodzi - w tym wszystkim, o zaskoczenie, niespodzianke... a jak się człowiek spodziewa to co to za frajda ;/

    przeprowadzki gratuluje
    chociaż uciążliwa, to pakowanie, pudła i cały bałagan - ale jaką radość daje :)
    dla mnie fajna była przestrzeń, tyle miejsca... każdy ma swój kącik, każda rzecz półke i należyty porządek, a nie wszystko upchnięte na siłe, bo już nie było gdzie składać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. widze, ze nie tylko Myska nie lubi "romantyzmu na zadanie" i cale szczescie... nie tylko otrzymanie "niespodzianki" oczekiwanej jak i spelnianie oczekiwan innych potrafi byc frustrujace, bo co to za radocha dac komus prezent na urodziny gdy i tak wie, ze go dostenie:/

    a z tym elementem osobistym to nic dodac nic ujac... nawet o tym nie myslalam dlaczego kwiaty z kwiaciarni nigdy jakos super mnie nie ciesza ale cos w tym jest, ze to jednak jakas obca baba je ukladala ;(

    ja osobiscie uwielbiam, jak mi mezul proponuje, ze zrobi herbatke ot tak... sama sobie moge zrobic i owszem ale taka herbatka daje podwojne ciepelko :)

    OdpowiedzUsuń
  7. ->LINKA - widzisz... Ty to rozumiesz, ja to rozumiem i cała masa fajnych dziewczyn również :) ale mam koleżankę, która oczekuje od swojego męża takich oto dowodów... i nieważne że z rańca go zrąbała od stóp do głów, że mąż kwiaty kupuje głównie z okazji przeprosin i większej skruchy w nim nie widać, a i słusznie, bo nie bardzo wie za co przeprasza i nie bardzo ma ku temu powód :)
    A co do przeprowadzki to ujęłaś sedno... nawet jak później przez pół roku rzeczy w pudłach będą stały to i tak będę cała w skowronkach :)

    ->AMELIA - otóż to :) z domku do bloku to chyba niezbyt fajnie, co?

    ->MEG - o!o!o! widzisz, widzisz! to nas więcej takich romantycznych inaczej :) A może nam tylko wmawiają jak być powinno, a tak naprawdę każda z nas marzy o niespodziankach :) eeeejjj, ale ja też bym chyba nie wróciła, jakbym miała już cyfrowy polsat i kanapę :)))) Póki co odstrasza mnie spanie z dzieckiem na podłodze (nie mamy jeszcze własnych mebli;)... tylko dlatego trzymam się jeszcze tego mieszkania w bloku :)))

    ->LILIJKA - ja nawet myślę, że romantyzm i zaskoczenie powinny być synonimami :) bo tak jak napisałaś, jak się człowiek spodziewa to cała uciecha gdzieś mija :-/ miło jest owszem, ale milej jak się jest zaskoczonym :)
    No przestrzeń mam tam (w domu) taką, że chyba będziemy się ganiać... Gutek póki co, jeździ po salonie na hulajnodze i swoimi taczkami... nie wiem kiedy ja to wszystko zapełnię :)

    ->LORUSZA - o!!! bardzo mi się podoba Twoje określenie "romantyzm zadaniowy".... chyba będę go zapożyczać :) A z tą herbatą to 100% racji... nawet 1000%. Czasem sobie siadam z książką i myślę, że brakuje mi tylko kubka w łapce, a tu za chwilę pyk i jest kubek :) I sama sobie takiej dobrej herbaty nie zrobię, jak potrafi zrobić mi mąż :))) Właściwie, to własnoręcznie robię sobie herbatę tylko kiedy jestem sama z dzieckiem w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A bo widzisz, my tak mamy. Lubimy dostawać kwiaty bez okazji, kubek herbaty czy kawa z rana dają nam więcej radości niż cała masa prezentów tego konkretnego dnia. Co do tej Twojej koleżanki, to....nie wiem co napisać, bo nigdy nie byłam w sytuacji, aby chłop kupował mi kwiaty na przeprosiny za coś niewiadomego. Poza tym nie lubię jak facet robi z siebie ciepłe kluchy, a tu tak chyba jest. Sytuacja nie do pozadroszczenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. no nie za bardzo mi ta sytuacja odpowiada w każdym bądz razie pocieszam się faktem , ze to na maksymalnie na 2 lata .Przyjaciółka ma mieszkanie w bloku a sama nie była by w stanie go utrzymać , ciężko by miała. A ja mam prace na miejscu też zaoszczędzę na dojazdy , ale jak zakładać rodzinę... to tylko gdzieś mieszkać poza blokowiskami, może jestem dziwna ale źle się czuję w takim skupisku ludzi

    OdpowiedzUsuń
  10. No, to mamy podobnie. Dla mnie romantyzm to nie kwiateczki, pierścioneczki i ciasteczka, a takie ,,małe akcje dnia codziennego",np. Gacuś wpada do domu,żeby mnie tylko przytulić, patrzy na mnie z takim ciepełkiem w oczach,robi mi wieczorem herbatę i przynosi przed komputer, itp. Romantyzm nie jest na pokaz dla postronnych, ot co!
    Pamiętam to drżenie z emocji, kiedy wprowadzaliśmy się do Zacisza. To planowanie, układanie i chaos, który nam wcale nie przeszkadzał. To dobry czas. Buziaki. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. no i wyszło inaczej niż planowałam, tak to jest jak człowiek za leniwy by polską trzcionkę właczyć. miało być "romantyzm na żądanie" i wyszedł z tego romantyzm zadaniowy he he ale w sumie tak też brzmi nieźle:D

    OdpowiedzUsuń
  12. ->LINKA - koleżanką moją się nie przejmuj, nie warta tego... ja na szczęście w tej chwili mam z nią średni kontakt... i nawet ulgę czuję, bo bardzo zrzędliwa... tak bez powodu :) facet był fajny, ale ugiął się i reszta sama wyszła... ale mam wrażenie, że jest w tej chwili czymś w rodzaju tykającej bomby i kiedyś wybuchnie :)

    -> AMELIA - aaa, grunt, że widzisz też dobre strony :) Wcale się nie dziwię, że się źle na blokowisku czujesz jak całe życie mieszkałaś w domku.

    ->MARYANKA - otóż to... jak się ma romantyzm na codzień w podstawowych czynnościach, to okazyjne dowody już nie przynoszą takiej frajdy :) Ale z tych wszystkich komentarzy to mi się jeden wniosek nasuwa... szczęściary z nas :)

    ->LORUSZA - no popatrz, a ja od razu zadaniowo do sprawy podeszłam... bo mnie to słowo strasznie spasowało :) Że niby ludzie podchodzą do różnych okazji jak do zadania bojowego... odwalić i mieć z głowy :)
    Ten żądaniowy też niezły, ale już się przywiązałam do pierwszej wersji :

    OdpowiedzUsuń
  13. Myska mi się takie przestrzenie kojarzą zawsze z jazdą rowerem :) i że się można będzie dookoła ganiać, albo właśnie rowerem jeździć, a tu Gutek - indywidualista, hulajnoge wybrał :)
    spoko spoko, zobaczysz jak Ci się szybko wszystko wyklaruje i w niektórych miejscach tej przestrzeni będzie brakowało :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że wszystkie mamy takie samo pojęcie romantyzmu. Żadna nie chce wymuszonych romantycznych gestów, bo najlepsze są te zwykłe, codzienne, najlepiej bez zapowiedzi. Ja też uwielbiam jak Tygrys bez zapowiedzi robi pyszny obiad, masaż stóp (no to już trzeba poprosić ale i tak się liczy... ;-P), herbatkę, albo czasem narysuje serduszko na zaparowanym lustrze. ;-)
    Naprawdę jesteśmy szczęściary, jeśli spotykają nas te zwykłe radości. :-)

    A co do własnego domku, to aż Ci zazdroszczę! To jest jeszcze w sferze moich wielkich marzeń... to musi być wspaniałe uczucie! Cieszę się że już niedługo będziecie w Waszym domeczku. To jak się kiedyś spotkamy na pewnie zaległe już (bo kiedy my się wszystkie spotkamy....?) panieńskie Oli, to wiemy już która ma duży dom, żeby nas wszystkie przenocować... ;-P

    OdpowiedzUsuń
  15. oj Myska jak super że to już tak blisko do przeprowadzki! nawet ta paskudna jesień i zima Ci nie powinna być straszna jak się ma domeczek z kominkiem! rozumiem, że jakąś blogową parapetówę urządzisz? wiesz Ty zamieścisz jakieś fotki, a my za to wypijemy przed monitorami!

    PS. ja też podzielam Twoje odczucia co do romantyzmu, też najbardziej lubię jak mnie mój z zaskoczenia BIERZE :-P :-D :-)))

    OdpowiedzUsuń
  16. ->LILIJKA - gutek jak to gutek chadza własnymi ścieżkami i wybrał hulajnogę :) Ja myślę, że domy zawsze się szybko zapełniają i potem tej przestrzeni i tak brakuje, ale jakoś ciężko w to uwierzyć jak się nie ma własnego nawet fotela :]

    ->JULITA - no to co to za ściema z tym romantyzmem, że wszystkie oczekujemy ckliwych rocznic, pamiątek itp? Jakiś nam kit wciskają... bo bałam się, że będę sama, może jedna jakaś duszyczka dołączy, a tu widzę wszystkie jak leci sobie romantycznie codzienność wolimy spędzać :) to serduszko na lustrze to normalnie cudowny pomysł... u nas taki wygwizdów w łazience, że o parze można zapomnieć :) Może w domku będzie inaczej :)
    Jeśli chodzi o jakiś zjazd u mnie to nie ma sprawy. Chłopaków wyślę do babci :)

    -> OLA - ja wiedziałam, że kto jak kto, ale to branie Ty odczytasz najpierwsza :)
    A jeśli chodzi o przeprowadzkę i porę roku, to faktycznie pierwszy raz mam to gdzieś jak jest za oknem :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Podejście do pojęcia "romantyzm" mam identyczne. Próbowałam je nawet wytłumaczyć mojemu mężowi, ale nie kuma. Choć...czasem wydaje mi się, że coś zaczyna do niego docierać. Zobaczymy, co z tego wyniknie ;)
    Czytam o tym wykończonym domku, o pisemku urzędowym (gratuluję i cieszę się razem z Tobą), szafeczkach, kominku i innych cudnych sprawach i aż żal serce ściska. Też tak chcę! Ale w moim przypadku to marzenie ściętej głowy. Ale Tobie (wam) życzę, żeby wam się tam dobrze mieszkało. Fajnie mieć swoje miejce na ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  18. ->MamoTygryska - no to jesteśmy kwita... Ty mi zazdrościsz domku, ja Tobie talentu - kto wie, co jest cenniejsze :) Może kiedyś wydasz książkę, potem następną... a potem domek sam się wybuduje hihih :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...