20 paź 2011

GŁÓWNIE O PAPIEROLOGII I NAUCE SOCJOLOGII

Korzystając z okazji, że mój małżonek dysponował wczoraj dniem urlopu (buehehe, przyssany do telefonu jak pijawka ongiś do mojej łydki – obecny z nami tylko ciałem – senkju za taki urlop) postanowiliśmy załatwić rozliczne sprawy urzędowe, między innymi meldunek, a także uzyskać informacje jaki dokładnie nasz dom numer posiada, bo do tej pory jakoś nam nie przyszło do głowy się o to postarać.
Więc tak.
Zameldowaliśmy się w nowym domu. Znaczy na razie ja i Gutek… M oczywiście nie zdołał, gdyż stałe zameldowanie ma w innym mieście, a komunikacja między urzędami w różnych miastach jest żadna.  Nawet jeśli jedna strona chce pójść na ustępstwa, to druga niekoniecznie. Nie ma centralnej bazy danych i w każdym urzędzie trzeba osobno złożyć stosowne podanie i pokazać dokumenta.
Ażeby dom numer posiadał, trzeba na odpowiednim biurku zrobić oczywiście następną kupę (z papieru). To nic, że wszystkie akty, wypisy, zaświadczenia, mapki, srapki i ochłapki były już wielokrotnie kopiowane i składane w sąsiednich pokojach. Odkryłam wczoraj mało zaskakującą prawdę, że w naszym kraju, każdy pokój w każdym urzędzie potrzebuje swoich wielkich teczek i swoich własnych kopii. I nieważne, że nadzór budowlany dostarczył nam pismo, że wszystko ok i można się meldować, trzeba to jeszcze raz udowadniać miastu chcąc otrzymać numerek.  Co za idiotyzm, mówię Wam.
Budowanie domu to jedno, a cała papierologia to drugie – 3 opasłe segregatory papieru.
Niech żyją drzewa! (wszyscy: Niech żyją! Niech żyją!)
No! Ale numer posesji zdobyliśmy…
Znowu będę narzekać (się miara chyba przebrała)
Pani, która opuściła niedawno stanowisko,zasilając grono emerytów, wyznaczała numery domów na naszej ulicy jak jej się spodobało.
Autentycznie.
Trzymała się jedynie zasady: parzyste po jednej stronie, nieparzyste po drugiej. A to, że 37c jest obok 15 b to jakie to ma znaczenie. Generalnie numery domów są strzałem.
Tym oto sposobem, pan obejmujący stanowisko zmuszony został przydzielić nam numer domu z  literką „K” na końcu. Sąsiadowi za płotem będzie natomiast towarzyszyć literka „M”
Dlaczego narzekam?
Mieszkam teraz w bloku z „B” przy cyfrze i wiem ile przez to jest nieporozumień. Gdy wysyłam komuś list/paczkę i piszę na kopercie odręcznie małe be to dostaję potem odpowiedź z 6 na końcu, gdy zaś piszę duże Be - dostaję 8. Cudzysłów nie pomaga. Dobrze, że tutejsi listonosze są przyzwyczajeni do omyłek i poczta i tak dociera.
Zatem kombinuję  teraz w myślach z jaką cyfrą można pomylić literkę „K”?
Mam nadzieję, ze żadną, ale to pewnie wyjdzie w praniu.
A skoro adres mamy nowy to trza się zabrać za wymianę dokumentów. 
Tiaaa… już mi się ciepło robi, szczególnie na wspomnienie spędzenia wielu godzin w wydziale komunikacji.
Gutek się ucieszy.
Uwielbia urzędy: mamusia idziemy? mamusia chodźmy do autka, mamusia pić, mamusia sikać, mamusia idziemy? No idziemy ci nie idziemy?
Grrrr.
Ale dobra, mus to mus. 
Teraz tak.
M mnie wczoraj zastrzelił.
Na wstępie wam wyjaśnię, że kiedy  my studiowaliśmy(bo nie wiem jak jest teraz), to na uczelni technicznej każdy student musiał zaliczyć przedmiot humanistyczny. Ja na przykład wybrałam sobie (bo to opcjonalne było, a właściwie kto pierwszy ten lepszy) zajęcia z psychologii. Miałam świetną, pełną energii i wiedzy kobietę. Na niewielu przedmiotach nasza grupa była aż tak skupiona na tym co mówi prowadzący zajęcia. Zaliczenie na 5 oczywiście. Zazwyczaj (zależało od prowadzącego zajęcia) wystarczało mieć obecności i ewentualnie króciutki łatwy test na zaliczenie.
Dla mnie to było podejście właściwe, bo trudno od ludzi studiujących informatykę, mechanikę czy elektronikę wymagać, żeby wkuwali na pamięć na przykład formułki prawnicze.  Bo tak też się zdarzało.
I jeszcze muszę dodać, że mój mąż był corocznym stypendystą naukowym. Odznaki, wyróżnienia, same piątki i czasem czwórki. Ot taki kujonik mi się trafił ;)
I teraz wczorajsza akcja w aucie.
Jedziemy (z urzędu miasta), przed nami zwiedzanie sklepów budowlanych, zbliża się południe, zaczyna być w aucie nerwowo, zadaję więc  małżonkowi kluczowe pytanie:
Ja: czy ty nie jesteś głodny?
M: jak wilk - zawarczał
Ja: to może jedźmy coś zjeść? Bo ja też jestem głodna... dziecko pewnie też. Zjadłbyś coś synku?
G: taaaak!!! flytusie!!! 
M: masz rację myska, najpierw fizjologia… jak w piramidzie.
Ja: jakiej piramidzie?
M: nooo, tegooo, jak mu tam było… z tłuszczem coś było…. – piramida Maslowa, sprawdziłam w wiki.
Ja: He? – normalnie wytrzeszcz, bo to ja jestem w domu od piramid raczej (głównie żywieniowej;).
M: na socjologii to miałem.
Ja: miałeś socjologie na studiach?
M: no. I tam było, że trzeba najpierw załatwić swoje potrzeby fizjologiczne, bo na reszcie nie będziemy w stanie się skupić…
Ja: ke?
M: no na przykład… stoisz w kościele i chce ci się sikać i o czym myślisz wtedy? Gdzie kibel, tak?
Ja: nooo… raczej…. – ej, normalnie dla mnie szok.
M: I franca dała mi trzy i pół. Chciałem poprawić (of kors… kto to widział mieć 3 w indeksie;) bo mi średnią psuła i się rozchorowała(uhmmm). Jędza straszna. Mam uraz przez nią.
Ja: Moje biedactwo jedna trójka na studiach i to z socjologii… 
Paranoja.
*
Gutek siedzi w pokoju. Bawi się autkiem. Nagle słyszę:
G: Malysiu, psinieś mi jogulcik!
Upssss.
Poza tym sypie mi tekstami z rodzinka.pl

34 komentarze:

  1. hehehe
    pięknie, widzę że Marysia zagościła u Was na dobre :) a Gutek jak zawsze nie zawodzi :)
    a mi ostatnio koleżanka powiedziała, że oglądali wspólnie rodzinke i że im się z nami kojarzy, się znaczy z moją rodzinką (chociaż liczebnie się nie zgadza...) szczególnie ten najmłodszy z naszym Diabełkiem, zupełnie nie rozumiem skojarzenia :p

    noooo, to teraz już jesteście wieśniaki, nie mieszczuchy, przynajmniej na papierze :p
    powodzenia przy kolejnych podejściach papierologicznych

    OdpowiedzUsuń
  2. no to teraz trzask prask i przeniesiecie się na dobre ;) i Parapetówa i popijawa ;)
    widzisz nie doceniałaś swojego męża ;) muszę zapamiętać , że najpierw potrzeby fizjologiczne czyli... sen sen i jeszcze raz sex

    OdpowiedzUsuń
  3. Hahahaha jeszcze nie doczytałam, a już płaczę ze śmiechu, bo mi się moja kartka dla Ciebie przypomniała! TAK! Dziewczęta, pomyliłam b z 6:) Błehehehehehe

    OdpowiedzUsuń
  4. no to pięknie! uderz w stół :)))
    Krokodylka teraz już się chyba nie pomylisz? ;p

    OdpowiedzUsuń
  5. -> Lilijka - z tego tylko wniosek może być, że nadużywam tej Marysi :) Prawda taka, że Gutek raz usłyszy i zapamięta... głównie to co nie trzeba :)
    To jak przypominacie rodzinkę.pl to musicie być fajni :) Znaczy sądząc po Tobie, to na pewno jesteście fajni :)
    Lilijko - wieśniakami to jesteśmy tylko krajobrazowo, bo niestety nasza działka jest na obszarze miejskim... wolałabym jednak być na całego wieśniaczką :)

    -> Amelia - nooo, pojęcia nie miałam, że on socjologię łyknął :) Sen i sex oczywiście jako najpotrzebniejsze z potrzeb :)

    -> Krokodylka - tjaaaaa.... z tym adresem to wielu jest takich, ale nazwisko jako nieliczna przekręciłaś :P:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ładnie synka wychowujesz, piękne wzorce zbiera...hehe
    Ja też studiowałam na studiach technicznych, ale z tym jednym przedmiotem humanistycznym to mnie zabiłaś...bo ja miałam: socjologię, filozofię, podstawy prawa i chyba coś tam jeszcze, o czym zapomniałam. Komu to do czegoś potrzebne było?
    A co do pomyłek w adresach, to nie ma znaczenia, czy przy cyfrze jest literka, bo w moim przypadku ludzie przesyłając do mnie pocztę robili błędy w nazwie ulicy, nazwisku, więc co za róznica? A moja bratanica wyslała kiedyś kartkę znad morza, w której była wpisana inna ulica, inny numer bloku i mieszkania a zgadzało się tylko imię i nazwisko, i doszła! Poczta jak chce, to potrafi!

    OdpowiedzUsuń
  7. ->MamoTygryska - zaznaczam, że dziecko nie mówiło tego do mnie, ani do nikogo. Powtórzył bo usłyszał kiedyś i mu się przypomniało. Tak samo zresztą jak powtarza nieraz zasłyszane zdania z rodzinki.pl, świnki peppy, czy reklam... dzisiaj rano mi powiedział, że ma suchy kaszel, mimo, że nie kaszle wcale.
    Syna wychowuję najlepiej jak potrafię i myślę, że - owszem - robię to ładnie :) Uczę go kultury, szacunku, uczę go jak żyć uczciwie, jak szanować zieleń, zwierzęta, kurna wszystkiego go uczę, jak sikać do ubikacji, jeść, gotować, rysować, mówić poprawną polszczyzną i wielu jeszcze innych rzeczy. To, że mam bystre dziecko ze świetną pamięcią, której wystarczy raz coś usłyszeć to inna sprawa. Gutek potrafi odmówić modlitwę przed jedzeniem, krótki pacierz, zna swoje książki na pamięć mimo, ze nie zna znaczenia wielu słów. Codziennie dziecku powtarzam jak bardzo je kocham, zawsze rozmawiamy wieczorem jak spędził dzień, mówi mi co czuje, nigdy na mnie głosu nie podnosi ani nie bije, bo wie, że mu tego robić nie wolno....
    Dlatego myślę, że ładnie wychowuję swoje dziecko i mam nadzieję, że wyrośnie z niego fajny facet. A, że doskonały nikt nie jest, to przyznaję :)
    A co do adresów, to faktycznie poczta jak chce to potrafi. DO mnie nieraz przychodziły listy kompletnie bez żadnego numeru ani bloku, ani mieszkania... i też było :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ojej! Musiałaś wypomnieć?! I teraz wyszłam na jakiegoś ułoma:D Już więcej nie pomylę!:)

    OdpowiedzUsuń
  9. ->Krokodylka - nic się nie martw maleńka, zawartością koperty załatwiłaś se wszystko. Dla mnie możesz się mylić co i rusz :)))

    OdpowiedzUsuń
  10. Najważniejsze, że wszystko pozytywnie załatwiliście. Ja pracuję w urzędzie gminy i wiem doskonale jaka tam panuje papierologia. Wszyscy muszą miec swoją kopie a na jednej fakturze do zapłaty mam opis 5! pieczątek i 6 podpisów 3 różnych osób!! Tak od nas wymagają ci wyżej i koniec.
    Czasem już nie mogę się doczekac kiedy Antek poprosi mnie o jogurcik;)

    OdpowiedzUsuń
  11. hi hi hi, Gutek poznał Malysię :-)))
    ale jaja!

    ja mam wstręt do papierzysk i przeraża mnie ile się tego produkuje wszędzie, dlatego u nas w firmie wprowadzam w 99% kulturę elektroniczną - dzięki temu papieru idzie mało, ale za to komputery są pozapychany milionami plików i nikt nic nie potrafi znaleźć... ale czy w urzędach w tych segregatorach im się łatwo szuka? a opcji CTRL+F ni ma... :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. zauwaz, ze dzieci ucza sie od rodzicow patrzac co oni robia a nie jedynie co mowia wiec jak bedziesz tak dalej wolac marysie heh to nie sadze by Gutek zaczal sie w jej role wczuwac... heh pewnie zagmatwalam i nie za bardzo wiadomo o co chodzi :D pozostawie do przemyslenia ;)

    o tym, ze w Szwecji papiery zamieniono na ogolnie dostepna siec intrnetowa... az sie boje wspominac... nie wiem jak wyglada deklaracja podatkow, skladam przez sms'a, nie wiem jak wygladaja papiery potrzebne do wziecia slubu, zalatwilam jednym klikiem. nie pamietam jak sie podpiac wlasnym nazwiskiem, uzywam e-id podpisu... gdy dostaje recepte od lekaza to ide do jakiejkolwiek apteki i podaje moja legitymacje a nie papier i wszystko wiedza...itd itp... ja zyje w jakims dziwnym swiecie, zupelnie nie wiedzialam, ze w Polsce niwiele sie zmienilo odkad komputer i internet stal sie powrzechnie dostepny.... mi nawet prac na uczelni nie chca przyjmowac jesli sa pisane recznie... uch, trzymam kciuki bys przebrnela i obiecuje, nie bede juz narzekac na szwedzka biurokracje, bo nie wiedzialam, ze tu taki raj....kazdemu kto latal kiedykolwiek z tyloma papierami szacunek i chyle glowe, i kciuki trzymam za pomyslne zakonczenie

    OdpowiedzUsuń
  13. No to u nas podział w tym zakresie wygląda tak: urząd- ja miło, dociekliwie i grzecznie, Gacuś- ,,$#&%*, więcej tam nie pójdę!".:)))
    W ramach wspomnień, na polonistyce miałam zaliczenie z logiki. Nam, niekumatym humanistom tłumaczyli, że to w celu budowania logicznych zdań. :)))

    OdpowiedzUsuń
  14. ->Meg - u mnie w pracy w pewnym momencie wprowadzili nowoczesny system komputerowy, po to między innymi, żeby nie musieć tworzyć tyle makulatury. Okazało się, że wszystko co się wklepie i tak później trzeba drukować i podpisać, bo inaczej się nie da. Za każdym razem jak wprowadzali nowinkę to de facto utrudniali życie człowiekowi i tworzyli jeszcze większy burdel... a to był zwykły zakład pracy... to co dzieje się w urzędach administracji publicznej i na jakich zasadach to funkcjonuje to dla mnie kosmos. Wyobrażam sobie, ile się tego naprodukujesz :) Ja mam wrażenie, że nasz kraj kiedyś utonie w papierach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. ->Ola - o! bardzo mi się podoba wasze podejście do sprawy :) Pliki można później zgrywać i przechowywać w jednym pudełeczku, a nie całym pokoju... potem kolejnym pokoju, potem piwnicy, potem całym budynku :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ->Lorusza, to co opowiadasz o systemie biurokratycznym w Szwecji to dla mnie inny świat.... ja w ogóle nie rozumieć... jak tak bez papierków? ani druczku? ani nic?
    Jeniu... trafiłaś do raju :)))
    swoją drogą... każdy kolejny rząd w Polsce obiecuje zniesienie tak szeroko zakrojonej biurokracji i jakoś efektów nie widać :-/

    OdpowiedzUsuń
  17. ->DZIEWCZYNY - dajcie spokój już z tą Marysią :) Ja o niej piszę, bo mnie śmieszy... ale zapewniam Was, że nie jest u nas zatrudniona na stałe:) Ostatni raz wymawiałam jej imię, kiedy opowiadałam mężowi co robiłam tamtego dnia, w którym pisałam słynną notkę. Wtedy M się brechtał i Gutek musiał ją (marysię) wtedy podłapać, bo skoro śmieszne, to trzeba powtórzyć - normalne dla dziecka. przynajmniej mojego. zresztą on jak papuga wszystko powtarza.
    Przypomniał sobie wczoraj i bęc. On nawet nie skumał w jakim to znaczeniu jest powiedziane, bo żadnego jogurtu ode mnie nie wymagał ani przedtem ani potem. Dla mnie - matki, która dobrze zna swoją pociechę - to równoznaczne z tym, jakby powiedział abrakadabla, bim sala bim.
    W normalnych okolicznościach przyrody Marysi używam z częstotliwością raz na ruski rok, najczęściej kiedy już leżymy. A leżymy zazwyczaj wtedy (a może tylko wtedy) kiedy dziecko śpi.
    Więc luz... Gutek nie wie o co biega z Marysią. Cytat, który zapodałam miał być dla śmiechu, bo mnie rozśmieszył (gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, byłam w łazience, składałam pranie, Gutek bawił się w pokoju, nie widział, że się uśmiecham pod nosem i przed tym zdaniem, a także po nim mówił jeszcze o kabanosach, swoim kuzynie, kuzynkach i wielu innych... co mu ślina na język przyniosła - jak zawsze;)
    Kończę z tą nieszczęsną Marysią, bo jeszcze sama z pracy odejdzie.
    O!

    OdpowiedzUsuń
  18. ->Maryanka - taaak... uśmiałam się teraz, bo mi się przypomniało, jak tłumaczyłam koleżance, która studiowała bibliotekoznawstwo podstawy logiki. Nie wiem po co.... ale zaliczyć trza było :) Najlepsze jest to, ze z matmy miała lepszą ocenę niż ja w szkole średniej (ta sama klasa)-ot nasz wiarygodny system klasyfikowania ucznia i jego wiedzy z danego przedmiotu :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Kochana ponieważ dopiero co wróciłam z pracy, zajadam się fasolową (i parskam nią po ścianach) to konkretny komentarz napiszę ci jutro. Muszę się skupić a jak na razie umieram ze śmiechu ;-p)

    OdpowiedzUsuń
  20. ->Linka- fasolowa mówisz.... hmmm... dawno nie jadłam :) To czekam na Twój atak skupienia :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Też Mysko teraz chodzę "po urzędach". W innej sprawie niż Wy, ale buty można zedrzeć - mimo przyjazności urzędników... Sprawy dotyczą mojego męża cudzoziemca, a to przecież w małym mieście takich wielu nie ma... Trzeba mieć wieeele cierpliwości.

    Ja na studiach miałam 2 poprawki - z takich przedmiotów, że śmiech... więc wiem jak to jest ha ha.

    Gutek wymiata... Malysiu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  22. Myska nic się nie przejmuj Marysią. Było tak jak piszesz, Gutek usłyszał i powtórzył. Ja czasami teksty wyrwane z kontekstu też słysze :) takie już są te nasze pocieszki

    a my tacy boscy nie jesteśmy :) ja nie widzę podobieństwa :)

    aaaa widzisz Myska, ja skojarzyłam że za miastem, bo kiedyś pisałaś coś o pobliskim lesie, i tak mi się samo złożyło... ale grunt że na większym metrażu i że w większej odległości od sąsiadów :)

    OdpowiedzUsuń
  23. ->Lilijka - skojarzyć miałaś całkowite prawo, bo ja czasem piszę nawet "u nas na wsi" albo coś w tym stylu... niestety taka oszukańcza ta moja wieś :-/
    A tą Marysią się przejęłam, bo nie sądziłam, że ktoś może ją wziąć na poważnie. Dla mnie to był żarcik taki... śmieszny... chyba...
    ale jak ktoś faktycznie Gutka nie zna, ani nas to może to opacznie zrozumieć :(

    OdpowiedzUsuń
  24. ->Amisha - oooo, to ja nie zazdroszczę i wyobrażam sobie wszystkie wydeptane ścieżki i język w strzępach ;) Faktycznie, mąż - cudzoziemiec i to tak egzotyczny to musi być coś :) Wszyscy Was pewnie znają :)
    Pozdrawiam ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  25. W urzędach już znają Mysko - już mnóstwo spraw załatwionych i są bardzo pomocni, ale czasem... no niestety trzeba swoje "wychodzić". Może jakiegoś posta w tym temacie spreparuję ;-).

    A jeszcze dodam, że adresu z literką "K" jeszcze, żem nie spotkała ;-). Witaminę "K" dla malućkich znam i poradnię "K", he he. Powodzenia w dalszych urzędowych sprawach....

    OdpowiedzUsuń
  26. no właśnie widziałam, bo takie pózniej przejęte komentarze się pojawiły :)
    ja nie miałam problemu z interpretacją, może dlatego, że te nasze "Gutki" to prawie rówieśnicy, podobne trzpioty są to i myślenie nasze zbliżone :)

    jak to mówią - oj tam oj tam :)
    grunt, że dalej od zgiełku, szumu i centrum, no a przede wszystkim u siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Mysko moja Droga, bo z naszymi urzędami to jest tak, jak w tym kawale:
    " Biegnie zajączek zdyszany i tylko ogląda się za siebie. Na niemieckiej granicy zatrzymują go celnicy i pytają:
    - Zajączku, a dlaczego tak pędzisz?
    - Bo w Rosji kastrują wielbłądy....
    - No, ale ty nie jesteś wielbłądem..
    - Tia..- mówi zajączek - to weź im to udowodnij."
    A w naszych urzędach papierologia kwitnie. Wiem, znam ten ból, bo jak się ma własną frimę to się trza czasem nalatać po piętrach. Wyobraź sobie, że żeby złożyć wniosek o niezaleganiu (nie będę pisała w jakiej instytucji, bo inne podłapią i zaczną stosować ku ogólnej własnej uciesze) należy najsamprzód wpierwej pójść na drugie piętro [(w międzyczasie na 1 piętrze siedzi ktoś z ochrony i spisuje cię z dowodu osobistego, zapisuje do którego pokoju idziesz) zawsze mnie zastanawia na cholerę im to, przecież ani biurka ani komputera nie zamierzam im wynieść, że o urzędnikach nie wspomnę] do wskazanej Pani. Wchodzi się więc do pokoju, w którym Panie siedzą i niesmiało pyta, która to jest pani Śmaka. Pani łaskawie wskazuje miejsce na krzesełku przy swoim biurku, i zadaje wielce logiczne pytanie "Z czym pani przyszła". No to ja, że mnie tu przysłali z Rejestracji, bo wniosek o zaświadczenie o niezaleganiu chcę złożyć. Pani coś klika w komputrze, po czym przybija pieczątkę "sprawdzono" i swoją imienną i ....już można lecieć składać wniosek.
    Inna para kaloszy z tego samego urzędu. Ponad dwa lata od założenia mojej firmy, urząd dopatrzył się był, że w lutym 2006r moja księgowa żle zaznaczyła krzyżyk w jednej rubryce. Zawzięłam się, że tan jeden krzyżyk poprawię sama...Zajęło mi to pół roku chodzenia od pokoju do pokoju, język miałam długości równika, kulę ziemską obeszłam dwa razy, po czym dałam za wygraną i polazłam do księgowej z miną męczennika i przekazałam jej sprawę. Ona dla odmiany załatwiała wysztko w dwa miesiące. Tak więc rozumiem Wasz ból z meldunkiem. Co do tego jaka jest komunikacja między urzędami...spuścmy zasłonę milczenia....
    A Gutek jest powalający. Ale to już wiesz.
    I chyba mnie wena twórcza opuściła. Spadam szykować się do pracy. Buziaki i wytrzymałości. Karol(ina).

    OdpowiedzUsuń
  28. ->AMISHA - to ja czekam na tego posta, bo ciekawe muszą być Wasze doświadczenia w tej dziedzinie :) Co dla mnie jest uciążliwe w biurokracji, to te wszystkie tony papieru, które trzeba za każdym razem wypełniać i kserować, wyciągi aktów urodzenia, małżeństwa etc... trochę to dziwne dla mnie, że nie ma jakiegoś centralnego systemu, w którym można by cyk, cyk, wklepać i by wszystko było jak na tacy - gdzie, ślub, ile dzieci, jaki adres itd...
    Co do samych urzędników, to mogłabym się doczepić do niekompetencji niektórych, a czasem do durnowatych przepisów, które można interpretować według własnego uznania... sami urzędnicy są u mnie też mili, nawet byłam zaskoczona jak nas ładnie kierowali i o wszystkich informowali zaraz na początku całej dokumentacji budowlanej :]
    Z literką "K" ja też się jeszcze nie spotkałam :) teraz mam okazję sie z nią bliżej zaznajomić :)

    ->LILIJKA - aaa bo ja może za bardzo się przejęłam wczoraj :) teraz jak sobie przeczytałam to wszystko jeszcze raz to luzik :) Już bym się opamiętała :)
    A może nam się dwa małe diabełki udały i już :) znaczy ja uważam, że Gutek jest grzeczny - serio -żywy i rozgadany - ale grzeczny :)

    ->LINKA - ja to muszę kiedyś sobie wynająć ciebie na jakąś imprezę. Zawsze marzyłam, że usiąde między ludźmi i będę sypać dowcipami jak z rękawa a tu lipa... nigdy żadnego nie pamiętam :/ Przydałabyś mi się, bo widzę, że łeb to ty masz nie od parady :)
    A co do papierologii - to podziwiam - serio - ja nie wiem jak ludzie wytrzymują prowadząc własne firmy, przecież stos papierków do wszystkiego jest jak himalaje. Dla mnie kosmos... szacun maleńka :)

    OdpowiedzUsuń
  29. ja mam z moimi chłopakami taki problem, że są bardzo różni, Starszy jest niesamowity - grzeczny, poukładany, dobrze się uczy, raczej spokojny, jak się wnerwi to raczej sobie wszystko jakoś wyważy niż wybuchnie (zupełnie nie wiem do kogo jest w tym podobny :p), za to Młodszy to całkowite przeciwieństwo brata, takie niezdiagnozowane adhd, żywe srebro, tu wpadnie coś naszponci, to za chwile gdzie indziej, gada jak katarynka :) mama przy Starszym się rozleniwiła i teraz jak Młodszy daje znaki że żyje to wszyscy krzyczą że niegrzeczny :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Kochana Mysko, to dobrze, że już Ci przeszło przejmowanie się tą Malysią;-) Przecież to oczywiste, że to w formie żartu było, ja się uśmiałam i pomyślałam, że uwielbiam tego waszego Gutka. A dzieci, wiadomo, gadają co im się przypomni...
    Wyobraź sobie taką sytuację, którą opowiadała mi moja przyjaciółka. Jej siostra ma 2-letnią córeczkę. Ogólnie rodzina na poziomie, pełna kulturka, nikt nie przeklina, rodzina inteligencka. A pewnego dnia moja przyjaciółka siedzi ze swoją przesłodką siostrzenicą w kuchni:
    -ciocia, das mi?
    -już ci daję jogurcik (czy coś tam innego było, nie pamięam)
    -ciociaaaaa!
    -chwileczkę kochanie
    -juz?
    -już chwilkę
    Na co mała, ledwo mówiąca słodka istotka, głośno i dobitnie:
    -no kulwa mac!!!
    Moja przyjaciolkę zgięło z szoku i przerażenia. Na szczęście mała szybko o tym słowie zapomniała. ;-)

    I co wtedy ktoś mógłby pomyśleć o takiej rodzince???
    Nie wiadomo skąd, ale dzieciaczki chłoną wszystko jak leci. Na szczęście często też szybko zapominają;-)

    Ps. Ach, jak ja wam zazdroszczę tego domku. Nawet pomimo tej durnej biurokracji. Pomyśl, że będziesz już niedługo u sibie, a w lato będziesz mogła pić kawusię wychodząc do ogrodu.. Moje marzenie... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  31. ->LILIJKA - to ja mam ciągle nadziej, że jak nam drugie dzieciątko kiedyś wypadnie, to będę już tak zahartowana, że nic mnie nie zaskoczy... patrząc na Gutkowe wyczyny :)

    ->JULITA - hehe, no uśmiałam się.... miałam kiedyś podobną sytuację z Gutkiem i słowem "skulwysyn"... w aucie kiedyś jadąc M krzyknął na faceta, bo byśmy mieli stłuczkę i mały oczywiście powtórzył. Dobrze, że raz i zapomniał. Bo u nas też się raczej nie klnie, chyba, że się komuś wymsknie jak na przykład jakiś kretyn na czołówkę wyjeżdża :)
    Napisałam nawet o tym posta jeszcze na onecie, ale go skasowałam bo został na stronę główną w polecany wetknięty... i zaraz by se społeczeństwo używać zaczęło i od degeneratów wyzywać :)

    PS. Robiłam dzisiaj tę solę ze szpinakiem... jest przepyszna, tylko następnym razem muszę pamiętać, żeby podwójną porcję zrobić :)

    OdpowiedzUsuń
  32. :-))) Fajnie, że smakowała.. ;-) To u Was widzę takie same żarłoki jak u nas.. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  33. Myska to ja Ci życze (tak dodatkowo dzisiaj w bonusie :P) takiego grzecznego właśnie :) żeby zagęścić trochę na nowych metrach małymi Myskami :)

    OdpowiedzUsuń
  34. ->JULITA - nas w sumie było dwoje do ryby, bo Gutek nie bardzo ;) Ale serio... pyszna, na stałe wchodzi do mojej kuchni :) Już nawet przekazałam dalej - mojej siostrze :)

    ->LILIJKA - taaak... przydałoby się, bo mamy jeszcze wolną sypialnię :)
    Jak na gryzonia, to bardzo kiepsko mi idzie rozmnażanie hihih :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...