27 wrz 2011

O PRZYGODZIE I MYSIE Z LIŚCIEM NA GŁOWIE.

Wczoraj.
Godzina 06:10. Śpię.
Godzina 06:12 coś mi się wdrapuje na łóżko i zaczyna śpiewać:
Psigoda psigoda, kaźdej chili śkoda.
Śfiat jest pienkny ci to źnaś.
Otóż oci pać, lalalalalala.
No to otworzyłam oczy. Cóż było czynić.
*
Widzę, że Marysia ma wzięcie :)
Znaczy lepiej, żeby nie trzeba było korzystać z jej usług, tak?
Ale jak mus, to mus ;)
Poza tym Marysia świetnie obniża napięcie. U odbiorcy możemy zaobserwować chwilowe zaskoczenie, a potem napad wesołości. Natomiast nadawca odczuwa ulgę, bo wie, że może leżeć w spokoju. Ba! Sam czegoś przy okazji może zażądać. Odbiorca (zaskoczony i rozweselony) spełnia ;)
 *
Ale mi idzie z tym odpisywaniem na Wasze komentarze i emalie, co?
W jakiś szał zadaniowy wpadłam.
Już wczoraj myślałam, że będę mieć spokój, a tu mnie podkusiło, żeby zobaczyć u Ady jak się robi paprykę w miodzie ;)
No i co?
No i ubrałam Gutka i polecieliśmy po słoiki do piwnicy i wór papryki do zieleniaka.
*
A w piątek byłam w Krakowie.
Wycinanka ok.
Szwy wyciągnięte więc też ok.
W ogóle Kraków ok.
Jak ja go kocham.
Serio.
Jak ja kocham Kraków to nie da się opisać.
Nawet wtedy gdy idę plantami. Wiatr mi dmie w twarz. Liście lecą z drzew. Jeden liść spada mi na czoło, przysłaniając oczy i nie chce się odkleić bo ten wiatr dmie, prawda. Para, która idzie naprzeciwko próbuje się nie nabijać ze mnie. Ja przez następne 10 minut próbuje się nie chichrać sama do siebie, bo i bez tego niektórzy mnie za wariatkę biorą. 
Nawet wtedy kocham Kraków.

I jakiś koleś próbował mnie poderwać.
Tak, ja też byłam zaskoczona.
Biedny, skąd mógł wiedzieć, że ja w nieco starszych gustuję ;)
Bo w dworcowym tłumie chciałam go minąć i tak jakoś się zderzyliśmy. I on zaczął… gadka szmatka…
Że ale tłok, że na weekend do domu, że na drugim roku. (20 lat?)
I macham mu tą obrączką przed oczami.
Włosa co i rusz poprawiam. A ten ciołek nic.
I na którym roku ja jestem… bla, bla…
A ja, że już po.
I on dopiero wtedy zaczął trybić.
I dopiero wtedy zobaczył, że mi coś błyszczy na palcu.
Dodałam, żeby go całkiem zdołować, ze wracam do synka, bo został z babcią.
A to „przepraszam panią”.
I tak o.

Poza tym odkryłam, ze gdzieś mi łokcie zarąbali.
Bo jak człowiek ma non stop do czynienia z tłumem to się na niego uodparnia. Napina bary lub wystawia łokcie i idzie. A ja wylazłam z pociągu prosto do Galerii Krakowskiej, żeby coś spożyć i miałam ochotę się rozpłakać.
Wszystkim spieszno. A to walizką po kostce dostałam, a to ktoś wszedł we mnie, a to obróciłam się wokół własnej osi bo inny ktoś tych łokci jednak używa.
Wiem, że jestem mała, ale żeby mnie kompletnie nie zauważać to już lekka przesada.
Generalnie jeśli chodzi o zakupy w ogóle to wolę je robić na przykład w poniedziałki około 10. To dla mnie idealna pora.

O walce na peronie o miejsce siedzące w pociągu nie będę już pisać ;)
(jako, żem mała tom się przecisnęła między nogami i usiadłam i mogłam wrócić do jednej książki, co to ją próbuję skończyć od jakiegoś miesiąca. Nie, że nie da się czytać… tylko raczej nie ma kiedy.)
*
Poza tym osłuchałam się przez weekend o firanach, jakie piękne będę mieć i o dywanach, które będę mogła trzepać.
Znak, że teściowa była.
Ale tak serio… kiedy do teściowych zaczyna docierać co synowe mówią? ;)
*
Pogoda cudna.
Zbieramy kasztany z Gutkiem.
Byliśmy na wycieczce w niedzielę.
Może jaką fotę wstawię, ale nie wiem jeszcze co wyszło.
Dobra. Trza by się do kuchni udać (tam gdzie moje miejsce – buehehe). Na Gutka Marysia jeszcze nie działa ;)

13 komentarzy:

  1. Marysia jest rewelacyjna;)
    Ja nie mam potrzeby jej uzywac (pewnie na razie ale kiedys to z pewnoscią nastapi).
    Kraków tez kocham, ale ja mam do krakowa pewni ze 250km;(
    I już że dwa lata nie byłam...
    No i ten koleś... ale to jednak fajnie i tak jakos miło, co nie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z tymi łokciami to mam podobnie. Jakoś mi chyba w wyniku eweolucji zanikły po skończonych studiach. A szkoda, bo się przydają w wielu sytuacjach.
    Kraków też kocham. Dawno tam nie byłam. Natchnęłaś mnie, może się wybiorę, póki pogoda dopisuje. Co tam warto zobaczyć, prócz rynku, na który zawsze trafiam i nigdzie więcej?

    OdpowiedzUsuń
  3. Mysko, dobrze, że Gutek chociaz do 6 daje Ci pospać :)) Moja Polka, chociaż nie tak śpiewnie, jak Twój Synek, regularnie budzi mnie co jakiś 3 godziny w nocy :)) Ech.. Jak ja bym tak chciała pospać do 6 :))

    Kochana, trzymam kciuki za Twoje przetwory!! Na pewno wszystko się uda.

    Kraków uwielbiam.


    Czekam na zdjęcia :) Koniecznie.

    Do dziś, ile razy zaglądam na Twój blog, albo czytam Twój komentarz to widzę tę filigranową Kobietkę, w zwiewnej sukience, zapatrzoną w dal na łące :))

    Buziaki

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  4. Myska to Gutek tak rano na nogi Cię stawia? kiedyś się zastanawiałam własnie skąd tak wczesne wpisy u Ciebie... mój Diabełek jak się rozpędzi to o 10 potrafi oko delikatnie otwierac :)
    łokci kochana też nie używam, a raczej bardzo rzadko, chyba z wiekiem faktycznie zanikają :p
    co do spotkania na dworcu... cóż - ciesz się z takiego młodego wyglądu, lepiej tak niż odwrotnie :)
    lilijka

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja już ze dwa razy wspomniałam o Marysi to faktycznie na twarzy męża uśmiech wylazł :D Działa dokładnie tak jak piszesz ;)

    Byłam w zeszły poniedziałek w Galerii Krakowskiej (przejazdem) i muszę przyznać, że czułam się dokładnie tak jak Ty! Każdy się gdzieś śpieszy, ludzi ful, niektórzy z walizkami, torbami - MASAKRA!


    A na kasztany i żołędzie sama mam ochotę - może namówię męża na jakiś spacer bo mi się dekoracji jesiennych chce!

    Dominika

    OdpowiedzUsuń
  6. -> Stokrotka - obyś jak najdłużej nie miała potrzeby przywoływania Marysi!!! :)
    Krakowa nie da się nie kochać :) Ja mam ponad setkę kilometrów.... zawsze pędzę w podskokach :)
    Koleś fajny... szkoda, że wyjechał na koniec z tą "panią", bo tak się fajnie, młodziutko czułam :)

    -> Mama Tygryska - oczywiście, że się wybierzcie do Krakowa! Koniecznie!
    Co warto zobaczyć?
    hmmmm.... miejsc nie zliczę.
    Zakładam jednak, ze pojedziecie wspólnie całą rodzinką.... zwiedzanie więc zabytków raczej bym sobie darowała ;)
    Przynajmniej moje dziecko nie lubi zwiedzać... jeszcze ;)
    Sama nie wiem co polecić, de facto przejście się samymi plantami dookoła rynku potrafi dać w kość, pójście w kierunku Wawelu, pospacerowanie wałami wiślanymi, czy obejście całego traktu królewskiego... dystanse wcale nie małe i moje dziecko na przykład by trochę poczłapało, a potem "na barana" u taty...
    Wiem, że wszyscy zawsze polecają Kazimierz do zwiedzania... no cóż... ja nie tyle, że odradzam, co nie polecam. Na Kazimierz fajnie jest wieczorkiem po knajpach połazić, niekoniecznie w ciągu dnia z dzieckiem... no bo co? Znowu zwiedzanie (tym razem synagog)?.
    A może warto zobaczyć coś nowego i przygotować się na "inne zwiedzanie"?
    Czyli skierować się na Kopiec Kościuszki, zwiedzić przecudną starą willową dzielnicę Salwator.
    Albo jechać do lasku wolskiego. tam fajne wąwozy są. I zoo blisko :) I kopiec Piłsudskiego :) I klasztor kamedułów na Bielanach (wstęp tylko dla mężczyzn... kobiety tylko kilkanaście dni w roku mogą tam zajrzeć ;)
    Albo jechać do Tyńca. A po drodze zahaczyć o Zakrzówek... czy jak na to mówią Skałki Twardowskiego ;)
    Sama nie wiem co Wam doradzić... zależy co kto lubi.
    Jest cała masa kościołów w Rynku i wokół niego, w których można chwilę odsapnąć i popodziwiać...
    Dla każdego coś się znajdzie.
    Nawet jak połazicie po rynku to i tak będzie fajnie. A z rynku na Wawel (koniecznie przez moją kochaną ulicę Kanoniczą - koniecznie!).
    No. Jak coś, to pytaj, spróbuję pomóc... zastanówcie się co chcecie robić i jak spędzić ten dzień.

    -> Ada - kurcze, to skąd Ty bierzesz tyle sił do roboty? :) Ja nie wiem jak to kobiety ogarniają :) Jak ja to ogarniałam? :) Ale jaka wytrwała ta Twoja Polcia, że jej się tak chce regularnie jeszcze budzić :)
    Przetwory wyglądają super. Pierwszy raz w życiu wpadłam w taki słoikowy szał... nie sądziłam, ze to takie fajne zajęcie :)
    Męczące też oczywiście...i jak się człowiek kładzie wieczorem to nie wie czy płakać przez nogi czy przez plecy, ale jest tak pożytecznie utyrany :) Tak szczęśliwie utyrany :)
    Zimą chyba będę Ci podzięki wysyłać za te wszystkie inspiracje :)

    ->Lilijka - ha! widzisz... a ja się zastanawiałam skąd tak raniutko komentarze od Ciebie :) A to Twój ancymonek się wyleguje i możesz buszować :)
    U nas wszyscy ranne ptaszki :) Moje dziecko najdłużej spało do 9 - raz... bo zarwał noc z powodu zaparcia ;) zazwyczaj do 7 :)
    Ja korzystam z internetu tylko kiedy Gutek śpi. Inaczej mi nie da usiąść przy komputerze... nienawidzi, kiedy się zbliżam do klaptoka :) Czasem uda mi się coś przeczytać jak się czymś zajmie... ale na czytaniu się zazwyczaj kończy ;)
    Z tymi łokciami to zacznę wierzyć, że zanikają. W końcu nie używane organy... bla, bla...;)

    -> Dominika - Koniecznie na spacer męża wyciągnąć należy. Z pożytkiem dla zdrowia! :) Kasztany za ozdobę mogą służyć albo pod łóżko włożyć... znaczy pod materac jak się da.... ponoć też ku zdrowotności, ale nie stosowałam więc nie wiem ;)
    To widzę, że jeśli o Galerię idzie, to podobnie mamy... dwie dzikuski :) Fajnie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Myska ja nie mam niestety tak dobrze :( moj synek spi tak długo kiedy mama jest w pracy, jak jestem w domu na weekendzie to wstaje wczesniej... :)
    a ja Myske poczytuje sobie w pracy do porannnej kawy - zamiast gazety :p

    a co do kompa to mam ten sam problem, ale nie tyle że moje dziecko nienawidzi jak spędzam przy nim czas - tylko się o niego kłóci - co lobiś na moim kaputezie? ja bede glał!... tak mam, wiec net tylko w pracy :(
    lilijka

    OdpowiedzUsuń
  8. ->Lilijka - aaaa... no tak... Zapomniałam, że normalni ludzie mogą jeszcze pracować :)
    To chyba jakieś wpisane jest w życie, że w weekend człowiek nie pośpi choćby nie wiem co... dziecko zawsze zerwie na nogi :)

    Służę uprzejmie jako poranna prasówka, żałuję, że nie mogę być dziennikiem :)

    Mojemu dziecku na razie gier na komputerze nie pokazuję. U nas zresztą głosu nie ma i strony dla dzieci nie mają atrakcji :)

    OdpowiedzUsuń
  9. My ze starszym też nie mieliśmy problemów - jak był mniejszy :) nie ciągnęło Go wcale. Z mniejszym już niestety nie ma tak dobrze, załapał jak brat siedział i o komp jest teraz wieczna wojna... a że różnica wieku spora to nie można ich razem do jednej gry czy strony posadzic... więc ja się już nie pcham :)
    lilijka

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że już mi się trochę w głowie rozjasniło. Jak się Tygrysek wykuruje i pogoda jeszcze będzie względna, to uderzymy na Kraków :) Dzięki wielkie

    OdpowiedzUsuń
  11. -> Lilijka, bo z tymi młodszymi dzieciakami już tak jest. Tu podpatrzą, tam podłapią i chcą to samo co te starsze robić czy jeść i ciężko takiemu przegadać, ze jemu nie wolno :)
    No ja myślę, że skoro różnica wieku spora to i nieco inne zainteresowania komputerowe chłopaków - dobrze to o nich świadczy :) Ja też bym się raczej nie pchała, bo co to za siedzenie przy kompie jak ci ktoś za plecami stoi i pogania :)
    Nie ma jak w pracy :) Mnie właśnie pracując zawodowo przyszedł pomysł na bloga... tylko nie miałam odwagi założyć :)

    -> MamaTygryska - zdrówka dla Was! Kurujcie się! Ja zrobiłam dzisiaj syrop z cebuli - zapobiegawczo! Będę nas poić! :)
    A wiesz, zapomniałam Ci napisać a propos któregoś posta, w którym pisałaś o matce bliźniaków i całej ekipie do pomocy.... ja znam matkę trojaczków, na której punkcie pewnie niejedna dziewczyna ma kompleksy. Laska zrobiona na wysoki połysk. Makijaż codziennie nienaganny, włosy jakby prosto od fryzjera, paznokcie takie, że normalnie szok (nigdy takich nie miałam). Też ma dziadków do pomocy (wszystkich czworo). I ta laska zewnętrznie jest doskonała... tylko nigdy jej nie widziałam na placu zabaw z dziećmi. Nigdy. A są o miesiąc młodsze od Gutka.
    Ja wolę mieć krótkie niepomalowane paznokcie i wyhulane dziecko :)
    Ale to już kwestia priorytetów :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mysko u nas zawsze pojawia się Jan. Już wyjaśniam dlaczego. Naście lat temu, w niedzielne popołudnie u mojej Cioci na wsi byliśmy całą rodzinką.Siedzimy rozleniwieni, i każdy mówi, że kawy by się napił. Kuzynka obracjąc się do tyłu, patrzy na męża swego i mówi:
    - Janie, zrób kawy.
    Na co ja (bo się zagapiłam i nie widziałam adresata jej spojrzenia) mówię:
    - Jak ty nie to ja też nie....
    A teraz do P. mówię, że:
    - Było nie zwalniać Jana, to by miał kto przynieść. :-))
    To na razie tyle, jutro więcej. Pozdrawiam, buziaczki. Karol(ina).

    OdpowiedzUsuń
  13. -> Linka - bo mi aż smark poszedł jak przeczytałam :)))) Fajny ten Jan... lepszy niż moja Marysia :)
    Weź no napisz jakiegoś posta :)Nie bądź żyła :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...