29 wrz 2011

DZISIEJSZA PRASÓWKA (w duchu pms-a)

Dzień dobry!
Mamy 29 września. 272 dzień roku. Do końca roku pozostało 93 dni. Imieniny obchodzą: Dariusz, Franciszek, Michał, Michalina, Rafał i Dadzbog (Dadzbogu/Dadzboniu  do domu, obiadek gotowy - czujecie?)
Dzisiaj jest czwartek.
Nie wiem dlaczego, skoro wczoraj był piątek i byłam w Krakowie.
Wam też tak zapiernicza dzień za dniem?

Pies sąsiada już na mnie nie szczeka… i myślcie sobie co chcecie, ale podnieca mnie ta myśl. Bo na początku wakacji jeszcze to robił. A skoro już na mnie nie reaguje, to znaczy, że traktuje mnie jak swoją, czyli chyba już tam mogę zamieszkać …
Natomiast nie wiem jak ja się przyzwyczaję do pająków.
Albowiem jest ich tam sporo. 
A wczoraj mało nie rypłam widząc 10 cm od swojego nosa rozkraczonego, wielkiego krzyżaka.
Senkju.
Mam arachnofobię. Nie, żaden lekarz się nie określił. Ale to dlatego, że nie miał okazji. Sama ją sobie stwierdziłam.
Pajęczaki i owady są be.
Nie boję się tylko much.
Takam odważna.

Rządzą mną hormony. Od tygodnia. Kogoś ugryźć?

Stolarz sobie z nami w kulki leci. Nie wie, że mam pmsa. Lepiej dla niego, żeby wziął się za te nasze schody, bo biada z nim.
Dwa miesiące temu powinny być gotowe.
Zaliczkę się dało i się ją będzie chciało odebrać jak nie ruszy w następnym tygodniu.

Niech się spręża, bo ja już torby pakuję i będę się chciała wprowadzić niedługo.  

Wykopałam wczoraj swój warzywniko-zielnik. Lubczyk się tylko kiwa samotnie. Reszta poszła się spalić (ze wstydu chyba, że taka marna…). Klinkierówkę wczoraj wymyłam ostatecznie. Trawa skoszona. Jeszcze ziemi trza naweźć, bo w tej nic nie chce rosnąć. Zdaje się, że się chyba na zimę szykujemy.

Dobra, trza po jakiś obiad uderzyć do sklepu.
Co dzisiaj gotujecie?

UPDATE:
Stan na 12:20
No więc przeszłam się troszeczkę.
Zrobiłam zakupy (wygląda na to, że będziemy dzisiaj spożywać polędwiczki wieprzowe w sosie musztardowo-śmietanowym, tudzież śmietanowo – musztardowym, jeszcze nie wiem;)
Pohuśtałam się trochę. Gutka też.
Zjadłam jeszcze ciepłej chałki z masłem, wypiłam kubek kako.
I mi troszku lepiej.

Bardziej skomplikowanych informacji mój mózg dzisiaj nie przetwarza.

10 komentarzy:

  1. oj zapierdziela... i to strasznie :(
    dopiero był początek wakacji, a tu już tylko 93 dni do sylwestra :/

    pająków się nie bój, grasują bo na razie jest pusto, jak się wprowadzicie to przegonicie je w większości skutecznie :)

    a na miejscu stolarza wziełabym się do roboty, nie chciałabym zadzierać z kobietą i pmsem ;p
    lilijka

    OdpowiedzUsuń
  2. ja dzisiaj kurczaczka zrobie, wrzucam nozki do piekarnika i wyciagam jak juz sa gotowe :D bardzow ygodnie, zero nakladu pracy

    podobno z wiekiem czas plynie co raz szybciej niestety :( wiec lepiej nie bedzie

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie wszamałam gulaszową z amino. BLEEEE!!! Ogórkową mam w chałupie. Wpadacie?
    Ja też zdiagnozowałam u siebie arachnofobię:) Ostatnio jak byłam na łonie natury to o mało nie zeszłam z przerażenia. Odskoczyłam od pająka koloru rażącego zielonego na dwa metry. Nawet zdjęcie zrobiłam, ale jeszcze nie odważyłam się go oglądać:)
    Z tym PMSem też już nie wyrabiam więc wiem jak się czujesz! Dlatego jutro biorę wolne a dzisiaj z łychą w łóżku cały wieczór spędzam.O!
    Całuję!

    OdpowiedzUsuń
  4. -> Lilijka - no... to cieszę się, że nie tylko ja mam takie odczucia. Ja mam nadzieję, ze masz rację co do pająków... bo ja się naprawdę ich boję ;)

    -> Lorusza - no to ja polędwiczki wieprzowe. Kurak u nas najczęściej w postaci rosołu :-/
    To jak mi teraz ten czas tak ucieka, to co będzie za 10, czy 20 lat? :) Strach się bać :)

    -> Krokodylka - Ha!, a ja ogórkowa miałam we wtorek :)
    Weź.... z tymi pająkami to serio się boję... i piszczę na ich widok - jak niektóre paniusie na widok myszy :)
    Ale pająk rażący zielony?? Kurde, wstaw no fotę, bom aż ciekawa :)
    Jezu, jak ci zazdroszczę, że możesz poleżeć... ja jak ten chiński robocik przy Gutku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja dziś wcinam zupę kalafiorową przyszłej teściowej pycha... a co do pająków je jako tako przeżyję gorzej z CHRUPIĄCYMI ROBAKAMI.... (nie mówcie ze nie wiecie jakie to są ustrojstwa, żuki chrabąszcze pasikoniki wrrrrrrrrrrr ) tego to nigdy w życiu nie zaakceptuję i koniec

    OdpowiedzUsuń
  6. He he odważna jesteś jako i ja. Myszy, szczury, insekty, komary i muchy toleruję, póki mi takowe nie plączą się pod nogami. Ale pająki....!!?? Mam dokładnie tak samo jak ta kobitka z reklamy mentosa. Ale tej tam arch...fobii nie mam. Chyba nie mam. Nie wiem, ale nie lubię ich i już.
    Co do posta, to na pewno napiszę, ale dopiero po łikendzie. Bo po pierwsze primo: dziś, jutro i pojutrze jestem w pracy; a po drugie primo: mój internet coś zwolnił....Tzn. chodzi, bo musi, ale żółw to przy nim Kubica. Rzekomo od jutra ma być lepiej ( tak mnie zapewnił operator mojej sieci internetowej)A poza tym chodzę na kurs prawa jazdy. Teoria już za mną, tera czas na praktykę. Miałam już 4 godziny jazd!!!!! Tak więc ciesz się, że nie mieszkasz blisko mnie[(chociaż instruktor twierdzi, że idzie mi bardzo dobrze) pytanie czy mówi to prawdziwie czy po to by mnie nie urazić?? Czas pokaże].
    Trzymam ze Was kciuki. Stolarza to możesz pogryżć bez pytania. A w razie co, to powiedz, że to w ramach zapłaty za "wykonaną" usługę. I nie certol się z nim. W razie co, daj znać, to w ramach jazd, podjadę do Was i pomogę Ci w gryzieniu. A co!
    Pozdrawiam, Karol(ina).

    OdpowiedzUsuń
  7. -> Amelia - to ja odwrotnie. Pająków nie cierpię i się ich sakramencko boję, a chrabąszcza potrafię złapać w ręce i na przykład kurom rzucić (jak się jakaś szwęda w pobliżu:). Dobra zupka kalafiorowa nie jest zła :)

    -> Linka - to i tak masz lepiej... bo nie lubisz....a ja się ich strasznie boję. Serio :) Piszczę i się zaczynam drapać od razu bo wydaje mi się, że coś łazi po mnie :) brrrr :)
    Woooowwww... to super, że prawko robisz :) Ja powiem ci, że jak przy pierwszej jeździe instruktor kazał mi się przejechać przez centrum Krakowa, to najpierw ryknęłam mu tam śmiechem bo myślałam, że żartuje, a potem wpadłam w taką panikę, że nie pamiętałam nic z tej przejażdżki :) A potem już jakoś poszło. Też mi instruktor mówił, że dobrze sobie radzę :) I mało ma dziewczyn z taką orientacją w terenie :)A ja polubiłam tak jazdę, że hej :) I mi się fajny nauczyciel trafił. Między innymi dzięki niemu egzamin zdałam za pierwszym razem, co ponoć bez dania w łapę nie jest możliwe - a jednak :) No także, oby Ci poszło tak dobrze jak i mi. Trzymam kciuki!
    A jak stolarz będzie się stawiał, to dam znać. W grupie siła :)))

    OdpowiedzUsuń
  8. Polędwiczki w sosie... ambitne. Podeślesz przepis? Dogodzę mężowi. Jak mi wyjdą. A jak nie wyjda, to się popłaczę i mnie będzie pocieszał i nie będzie zły za brak obiadu ;)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej Myska! :)
    podczytuję Cię od dłuższego czasu (jeszcze na onecie...), znalazłam przez Olę, a teraz w końcu sama zabrałam się do pisania bloga i nawet pozwoliłam sobie dodać Cię do swoich linków (mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko ;-) ). Bardzo lubię Waszą rodzinkę.
    A o biegnącym czasie to nawet mi nie mów, nie wiem kiedy zleciało te prawie 10 miesięcy od postanowienia, że zakładam bloga do napisania pierwszego posta.... ;-)
    Pozrawiam cieplutko - ja też na pms-ie.... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  10. -> MamaTygryska - kochana, polędwiczki nie są ani trochę ambitne, są szybsze od schabowych, tylko nazwa taka dla zmyły ambitna :)
    Robi się bardzo prosto.
    1. Kupuje się 2-3 polędwiczki, kroi na plastry, rozgniata dłonią.
    2. Posypuje się pieprzem i solą i smaży na rozgrzanej patelni (olej+masło) dopóki się nie zetną.
    3. DOdaje się 2-3 ząbki czosnku pokrojone w plastry, bądź zgniecione nożem (niekoniecznie przeciśnięte).
    4.Za moment podlewa się wodą i dusi dopóki nie zmiękną.
    5. Mieszasz w naczyniu 3-4 spore łyżeczki musztardy francuskiej (może być inna, jak komuś kuleczki gorczycy przeszkadzają) i kilka łyżek śmietany. Ja dodaję (opcjonalne) łyżeczkę cukru/łyżkę miodu bo sosik bez tego jest lekko kwaskowy. Jeśli trzeba to dosalam i pieprzę :)
    6. Wyłączam gaz pod mięsem i wlewam przygotowany sos. Mieszam. Przykrywam. I zostawiam na chwilę, zeby się przegryzło.
    Można podawać z ryżem, makaronem lub ziemniakami. I sałatką.

    Gwarantuję, że wymagają jakieś 10 min roboty :)
    Dzieci niekoniecznie chcą jeść więc radzę ubrać trochę mięsa z jego własnym sosem wcześniej - na tak zwane w razie czego :)
    Zamiast musztardy, można dać chrzan ze słoiczka. Mój niezastąpiony jest z firmy polonaise :)

    -> Julita - ależ mi miło słyszeć, że jest ktoś, kogo jeszcze nie znam. A jeszcze milej mi, kiedy ten ktoś daje się poznać za pomocą swojego własnego bloga. Oczywiście, że będę nawiedzać. I oczywiście, że nie mam nic przeciwko. To super fajne :)))
    10 miesięcy to pikuś... mnie chyba ze dwa lata zeszło hihi :)
    Ha! a ja już po pms... za to z bólem brzucha dzisiaj występuję :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...