4 sie 2011

KILKA REFLEKSJI Z WESELA I O PALĄCEJ RURZE

Dzień dobry Państwu.
Oto jestem.
Tak szybciusiem chyba. Bo mi się trochę nazbierało zaległości w czytaniu innych blogów, a w pracach domowych przede wszystkim.
Więc jeśli idzie o moje refleksje na temat sobotniej imprezy, to są one takie:
1. Błyszcząca satyna wciąż rządzi, choć nie wiem dlaczego, skoro to tak niewdzięczny materiał.
2. Żadna laska nie ośmieliła się wystąpić w takiej samej, a nawet podobnej kiecce więc obyło się bez awantur ;)
3. Królową parkietu bezsprzecznie okrzyknięto moją półtoraroczną bratanicę, królem zostali ex aequo Gutek i………… M oczywiście (on to norma). Natomiast Gutek w pierwszej chwili był przerażony wydarzeniami i obawialiśmy się, że po obiedzie trza będzie się zwijać. Dziecko jednakowoż jakoś się rozbawiło, a w panów grających patrzył jak w święty obrazek. W niedzielę poszły w ruch łyżki drewniane i stołki - udawał, że na perkusji gra. Czyli teraz będą mnie obaj bębnami terroryzować?
4. Orkiestra, skoro już przy niej jesteśmy była świetna, to chyba najlepsza kapela z jaką miałam do czynienia na weselach, choć ja się w sumie nie znam za bardzo. Natomiast mój małżonek twierdzi, że nie często się spotyka, żeby na przykład basista grał z nut. No i trąbki moje ukochane były więc dla mnie bajka* A przede wszystkim obyło się bez wiejskich tupanek, o dziwo utwory znałam toteż nawet ja powywijałam na parkiecie co nieco.
5. Filmu nie chcę jednakowoż oglądać. Nie jestem ciekawa jak wypadłam.
6. No co? Swojego jeszcze nie widzieliśmy. Przysięgam. Nie jesteśmy w stanie tego oglądnąć… może za kilka lat ;)
7.  A teraz najważniejsze. Trzymaliśta kciuki za pogodę?
Hę?
No przyznać się kto puścił?
Było tak zajebiście (sorki) mokro i zimno, że pozwoliłam sobie zsinieć i zatelepać się z zimna kilka razy. Wieczorkiem poczułam gardło. A w niedzielę taaaadaaammmm  - 39,5.
Angina.
Dostałam w poniedziałek taki wspaniały antybiotyk, że nie byłam w stanie bezboleśnie oddychać, nie mówiąc o jedzeniu. Senkju. Cała rura, ta od wchoda mnie paliła jakby mi tam kto mikro wulkanik zainstalował, który akurat postanowił wybuchnąć. A i tak dostałam dawkę dziecięcą, bo pani doktor zapytała ile ważę. Ciekawe co by było po dawce dla dorosłego, czy rurę od wychoda też by mi wypaliło czy jak? W każdym razie lek zmieniłam. Rura definitywnie przestała palić dopiero dzisiaj. Czuję się już znacznie lepiej, bo w niedzielę było:
M: myska, zrobić ci coś? – pytał zatroskany mąż
Ja: dobij mnie – wycharczałam.

Poza tym różnie było, mój bratanek mnie wkurzał, bo ciągle bez powodu bił moje dziecko, które nawet się obronić nie umiało. M oczywiście bardzo po męsku stwierdził, że do następnego spotkania Gutka się przygotuje, kilka ciosów mu pokaże…. może nawet będzie już większy od swojego starszego o 2 lata kuzyna, więc kuzyn nie będzie go zaczepiał….
Tiaaaa.
A skoro już o dzieciach mowa, to robiliście kiedyś swojemu lewatywę?
Ale o tym może w kolejnym odcinku ;)
To buzi.

*A jeszcze gwiazdka od trąbki. Bo chciałam powiedzieć, że instrument ten pokochałam na pierwszym roku studiów. Mieszkałam na takim dużym krakowskim osiedlu w wielkim blokowisku. Jak się wyszło na balkon to szepty echem się odbijały od betonowych ścian. I tam od czasu do czasu ktoś otwierał okno i zaczynał grać na trąbce. To było niesamowite i piękne. Wszyscy się uciszali i wypełzali słuchać. Uwielbiałam te momenty. Nawet raz wybiegłyśmy z koleżanką i próbowałyśmy zlokalizować mieszkanie z którego dochodzi dźwięk, nie udało się. Ale wspominam miło do teraz. No i trąbkę pokochałam na zabój.

3 komentarze:

  1. Już myślałam, że Ty na tym weselu to się jeszcze bawisz:) Dobrze, że chociaż lekarstwo Ci pomogło na to wściekłe gardło. Mi już drugi tydzień się tak objawia, jak opisałaś. Wczoraj zawitałam jednak do lekarza i...ameryki kurde nie odkrył:( Trzymaj się Mała. Postaram się w weekend coś skrobnąć w końcu do Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie ma to jak zaintrygować na koniec...no i co ja mam teraz zrobić z tym znakiem zapytania? Czekam na kolejny wpis, bo ta lewatywa brzmi...groźnie.
    Co do wesela, to też bym na jakieś poszła. Zawsze to okazja do spotkania z rodziną, nie widzianą od bardzo dawna.

    OdpowiedzUsuń
  3. ->Krokodylku - ty też się trzymaj i zdrowiej! Nie byłam w stanie fizycznie nic skrobnąć.... chęci miałam duże. Gorączkę też.... jak to dobrze, że już nic nie boli!

    ->MamoTygryska - pytajnik zaspokojony :) Lewatywa nie taka straszna jak ją malują :)
    Dla mnie to było pierwsze wesele od 3,5 roku. Niestety nikt z rodziny.... sąsiadka wychodziła za mąż. Ale i tak byliśmy zaproszeni wszyscy- w sensie ja i moje rodzeństwo z rodzinami swoimi więc siedzieliśmy w kupie i fajnie było :)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...